
I co, należałoby zapytać? Przecież pod względem przygotowania ludności cywilnej, przeszkolenia cywilów w niezbędnym zakresie nie mówiąc już o posługiwaniu się bronią nadal tkwimy w 2012 rok.
A przecież głosów wołających o przeszkolenie Narodu w niezbędnym zakresie nie brakowało i nie brakuje. Przypominam mój tekst z pierwszego tygodnia ukraińsko-rosyjskiej wojny na dowód, że nic się nie zmieniło.
Ostatnie wydarzenia na Ukrainie dowiodły ponad wszelką wątpliwość (jak pisują w aktach oskarżenia nasi prokuratorzy), że pewne rozwiązania rodem z PRL-u nie były takie złe.
Oto bowiem odsądzono od czci i wiary przysposobienie obronne. Przedmiot ongiś obecny w starszych klasach szkół podstawowych i przez trzy lata szkoły średniej.
Wylano dziecko z kąpielą uznając, że przedmiot to wyjątkowo ideologiczny. Tymczasem ani słowa nie było o wieczystej przyjaźni z ZSRS, natomiast uczeń nabywał umiejętności tak potrzebnych teraz na Ukrainie.
Otóż prócz rozróżnienia rodzajów alarmu wiedział, jak należy się zachowywać. Tymczasem co byłoby dzisiaj, gdyby nagle zaczęły wyć syreny?
Po pierwsze wkurw, że znowu czczą jakąś o dupę roztrzaść rocznicę. Bo kogo dzisiaj już obchodzi, że pradziadkowie wadzili się z innymi Europejczykami. Było, minęło, mamy teraz inne problemy.
Ewentualnie ktoś może zauważyć, że to włączył się sklepowy alarm czy w innym zakładzie. I, fiuty jedne, nie wyłączają, choć tak długo wyje.
Idę o zakład, że nawet wybuchy bomb czy też pocisków rakietowych przez pierwsze minuty byłyby traktowane jako fajerwerki lub efekt jakiejś awarii.
Panika byłaby dopiero potem.
Tymczasem sąsiadujemy z państwem bandyckim, dla którego naruszenie norm prawa międzynarodowego jest niczym, bo… ma atomówę. A zatem reszta świata musi ustąpić, przy okazji posrana ze strachu.
Tak przynajmniej uważa herszt tego tworu.
Dlatego właśnie polską racją stanu powinna być przede wszystkim znajomość sygnałów alarmowych przez każdego obywatela.
I umiejętność zachowania się w tzw. niezbędnym zakresie.
Tymczasem rządy lewicowych liberałów doprowadziły do nieznajomości elementarnych zachowań pozwalających na przetrwanie w warunkach ataku zbrojnego.
Obrona Państwa to nie tylko WOT, ale np. umiejętność udzielenia pomocy rannemu sąsiadowi tak, by dożył pomocy udzielonej już przez profesjonalistę.
Dlatego trzeba uczyć społeczeństwo zachowań, pozwalających na powszechne przeżycie.
Wiele lat eurolewica wmawiała nam, że era wojen to już historia. Najwyraźniej Putas tego nie słuchał, i... mamy największy konflikt zbrojny w Europie po 1945 roku.
Być może za chwilę zostaniemy wciągnięci w jego orbitę.
Być może Putas wcześniej trafi do klatki, ewentualnie do piachu (oby!).
Jako społeczeństwo nie możemy jednak lekceważyć zachowań jawnie naruszających podstawy egzystowania naszej Cywilizacji.
Dzisiaj Putin, a jutro???? Ktoś może z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że nic podobnego już się nie pojawi???
Nawet gdyby agresorem mieli być kosmici, musimy znać elementarne sygnały.
I umieć zachować się przynajmniej tak, by nie przeszkadzać odpowiednim służbom.
Fakt, i to szczęśliwy, że wielu młodych ludzi niejako samorzutnie chodzi na strzelnice. I nie dla zabawy jakimiś kulkami z farbą, ale by umieć trafić w cel z popularnego na całym świecie kałacha.
Gorzej, że rozebrać karabinu nie umieją. A przecież każda broń, by strzelać, musi funkcjonować bez zacięć. Trzeba więc czyścić po użyciu. A by czyścić efektywnie trzeba to i owo ściągnąć. A zatem rozbieranie broni to nie jest tylko szykana, jakiej ongiś codziennie doświadczało tzw. młode wojsko.
Wreszcie znać elementarne zachowania – tak w terenie, jak i w terenie zabudowanym, szczególnie w mieście.
Po prostu umieć przewidzieć, gdzie może być przeciwnik. To naprawdę nie jest trudne, wszak każda broń ma swoje parametry, a zatem można przewidzieć kierunki ostrzału. I wybierać bardziej bezpieczną drogę.
Oczywistą oczywistością jest również umiejętność odróżnienia przeciwnika od własnego.
Jednak walka z nieprzyjacielem nie polega tylko na strzelaniu czy też ratowaniu rannych czy mienia.
Ruscy od dawna prowadzą wojnę w Internecie, a ich funkcyjni bądź jeszcze gorsi pożyteczni idioci są wszędzie.
(…)
Ktoś, coś na temat, że wiele zmieniło się do dzisiaj??? Nie? Więc może cokolwiek?
To, co widzimy my, którzy na lekcjach PO uczyli się nie tylko strzelać, ale i zakładać maski p/gaz, udzielać pierwszej pomocy a przede wszystkim rozróżniać sygnały alarmowe i odpowiednio postępować, przeraża.
Nowe pokolenia (tak do 40-tki) w razie jakiejkolwiek katastrofy podpowiedzi szukać będą w… google’ach!
A co, jak sygnał zniknie jako pierwszy???
Jako swoiste kurwiozum mające symulować, że rząd robi cokolwiek dla poprawy bezpieczeństwa Obywateli należy traktować ostatnio rozpowszechnianą broszurę.
Widziałem, ile egzemplarzy trafiło na śmietnik nawet nie przejrzanych. Inną sprawą jest często absurdalna treść.
I naprawdę mała to pociecha, że w innych krajach UE jest podobnie.
Polacy są do wojny nieprzygotowani.
A przecież Historia uczy, że na wojnie liczy się nie tylko armia, ale też zaplecze.
On jest szaleniec ale nie wariat ;-)
"A zatem rozbieranie broni to nie jest tylko szykana, jakiej ongiś codziennie doświadczało tzw. młode wojsko."
Od razu widać, że w wojsku nie byłeś /pewnie płaskostopie/, bo akurat rozbieranie kałacha odbywało się w spokoju i ciszy bez ryku kaprala i dopierdalania się starych. Na etapie zaawansowanym owszem stymulowało się presję by żołnierz był do niej przyzwyczajony gdy przyjdzie mu wyczyścić broń pod ostrzałem w okopie.
W wojsku jest cała masa innych sposobów szykanowania, mniej zagrażających zdrowiu i życiu szykanującemu. Gdy szeregowy miał w ręku broń to nawet najwredniejszy trep stawał się ciut grzeczniejszy.
Jeśli Polacy jako obrońcy Ojczyzny mają być tak traktowani jak żołnierze Straży Granicznej za rządów Tuska to wątpię czy młodzi zechcą walczyć nie wiedząc co im wolno albo za co będą karani. Może wzorem Kosiniaka-Kanysza raczej przygotują plecaki ewakuacyjne?
Młodzi Polacy może by chętnie do wojska się zaciągnęli w celach zarobkowych i obrony Ojczyzny, tylko że przez lata nierządów PiS ,za pomocą pisowskich mediów wmówiono wielu młodym ludziom że Ojczyzna to PiS, a PiS to Ojczyzna, a jak ktoś na Jarkacza nie głosuje to ruska onuca.
Po prostu młodzi ludzie, sake, nie koniecznie chcą stać na straży twoich brudnych pisowskich biznesików, które ty pojmujesz jako interes państwa.
Nie robię żadnych biznesików ani brudnych ani czystych bo nie tylko biznesami i firmami Polska stoi. Proszę sobie wyobrazić że istnieją jeszcze zawody w których można się odnaleźć i spełnić zgodnie z wykształceniem i zaintersowaniami. Na jacht będę musiała sobie zapracować nie tak jak pana środowisko wyprowadzające pieniądze z firmy,bezczelnie kradnące i dostające nienależne pieniądze dzięki reżimowi. To co pan napisał jest tak głupie,że dziwię się że to pisze dorosły człowiek.