Jest coś uderzającego w dyskusjach, które wywołał mój poprzedni wpis. Nie to, że były emocjonalne. Emocje w polityce są naturalne. Uderzające było coś innego: uporczywe unikanie tematu.
Tekst był o jednym: dlaczego w obecnej sytuacji finansów państwa nikt realnie nie chce przejąć władzy, mimo że retorycznie wielu o tym mówi. Dlaczego rozłam u Hołowni nie wywołuje nerwowej gry o większość. Dlaczego PiS nie naciska na wcześniejsze wybory. Dlaczego Konfederacja nie wykonuje żadnego ruchu, który przybliżałby ją do współrządzenia. Dlaczego wszyscy krzyczą, a nikt nie biegnie do steru.
Odpowiedzi, które dostałem, w przeważającej większości nie dotyczyły tego pytania.
Zamiast rozmowy o finansach państwa, dostałem:
- Hitlera i „Mein Kampf”,
- Niemców sterujących Polską,
- limuzyny ministrów,
- komisje śledcze,
- TVP,
- CPK,
- Brukselę,
- „reżim”,
- osobiste wycieczki,
- i sugestie, że jestem rodziną Balcerowicza.
Czyli wszystko - poza budżetem. To nie jest przypadek. To jest mechanizm obronny całej naszej debaty publicznej. Bo gdy rozmowa schodzi na liczby, kończy się komfort.
Dlaczego wszyscy uciekają od liczb.
Wystarczy kilka danych:
- dochody państwa: ok. 526 mld zł,
- wydatki: ok. 771 mld zł,
- deficyt: ok. 245 mld zł,
- dopłata do ZUS: ponad 160 mld zł rocznie.
I nagle przestaje mieć znaczenie, ile kosztuje limuzyna ministra, ile komisja śledcza, ile TVP, ile CPK, ile „niegospodarność”. To są kwoty medialne. Ale budżetowo — drugorzędne.
Prawdziwe pieniądze leżą gdzie indziej:
- emerytury i renty,
- ochrona zdrowia,
- transfery społeczne,
- wojsko,
- obsługa długu.
I tu kończy się opowieść o patologiach, a zaczyna rozmowa o systemie. Tyle że tej rozmowy nikt nie chce.
Czytelnicy jako część problemu.
Najciekawsze w tej dyskusji nie było to, że politycy nie mają programu. To wiadomo od dawna. Najciekawsze było to, że komentujący też nie mieli żadnej propozycji. Ani jednej. Było mnóstwo diagnoz winnych Tusk, Niemcy, Bruksela, PiS, PSL, Konfederacja, „reżim” i „układ”. Ale nie było odpowiedzi na najprostsze pytanie:
Jak państwo ma wydawać 771 miliardów, mając 526 miliardów dochodu?
Jak? Bez podnoszenia podatków. Bez zwiększania długu. Bez dotykania największych wydatków. Nie padła żadna odpowiedź. Bo jej nie ma. I właśnie dlatego temat był nieustannie zmieniany.
Dlaczego żadna partia nie chce dziś władzy.
To nie jest teza publicystyczna. To widać w zachowaniach. PiS mówi o złym rządzie, ale nie robi nic, by go obalić. Konfederacja mówi o wolnym rynku, ale nie chce współrządzić. Braun funkcjonuje poza realną grą. Prezydent odsyła budżet do TK, ale go podpisuje. Bo każdy wie, że ten, kto dziś obejmie władzę, stanie przed budżetem, którego nie da się spiąć politycznymi hasłami. I będzie musiał zrobić rzeczy niepopularne. A to oznacza polityczną śmierć. Dlatego wygodniej jest krytykować niż rządzić.
Mit Balcerowicza i strach przed „radykalnymi cięciami”
W pewnym momencie padło porównanie do Balcerowicza. Jakby jedyną alternatywą dla obecnej sytuacji była terapia szokowa. Nie. Istnieje droga pośrednia. Tyle że jej nie ma w debacie publicznej. Nie dlatego, że jest niemożliwa. Dlatego, że jest nudna, długofalowa, niewdzięczna politycznie i wymagająca konsekwencji przez lata.
Jak można to zrobić bez siekiery.
Nie przez brutalne cięcia, tylko przez trzy rzeczy:
1. Zamrożenie wzrostu największych wydatków Bez nowych świadczeń. Bez rozszerzania przywilejów. Minimum waloryzacji. Po kilku latach daje to gigantyczny efekt.
2. Wzrost gospodarczy szybszy niż wzrost wydatków Stabilne prawo, przewidywalne podatki, inwestycje prywatne. Relacja długu do PKB zaczyna spadać sama.
3. Powolne reformy systemowe Emerytury, KRUS, zdrowie, aktywność zawodowa. Nie zabierać - zmieniać mechanizmy. To robiły Kanada, Szwecja, kraje skandynawskie. Bez terapii szokowej. Ale to wymaga jednego: wiedzieć i chcieć.
Czego nie ma w polskiej polityce.
Nie ma partii, która mówi:
„Przez kilka lat nie będzie nowych prezentów. Będziemy porządkować system, żeby państwo było wypłacalne za dekadę”.
Bo to się nie sprzedaje. Łatwiej sprzedać spiski, emocje, winnych czy symbole. I czytelnicy, sądząc po komentarzach, doskonale się w tę narrację wpisują.
Rozmowa, której unikamy.
Największym problemem nie jest dziś to, że politycy nie mają odwagi mówić prawdy o finansach. Największym problemem jest to, że wyborcy nie chcą tej prawdy słuchać. Dlatego rozmowa o budżecie natychmiast zamienia się w rozmowę o Hitlerze, Niemcach, limuzynach i komisjach. Bo to jest łatwiejsze. A tymczasem państwo dalej wydaje 771 miliardów, mając 526. I nikt, ani politycy, ani komentujący, nie chce odpowiedzieć na pytanie, jak długo da się udawać, że to nie jest problem.
Bo prawdziwa rozmowa o Polsce zaczyna się tam, gdzie kończą się wygodne opowieści.
Zdanie z wpisu ,,wygodniej jest krytykować niż rządzić'''....W takim razie jak nie ma co krytykować to po co zmieniać rządy?Po co obalać rząd do którego nie ma się zastrzeżeń ani nie krytykuje? Pan zaś wyraźnie ,,krytykuje krytykę''.Skoro patologia władzy-te wysmiane przez pana limuzyny ,gabinety rozdęte a nawet niepotrzebne, głupio wydawane środki, zaniechanie spraw ważnych niegospodarność,wycieki ze spółek to sprawy drugorzędne to trzeba jednak pamietać,że i one są podstawą do oceny i punktem odniesienia do krytyki.Skoro pozwolono by przez dwa lata sytuacja się pogorszyła nie tylko polityczna ale gospodarcza ale wszyscy są zadowoleni to trudno teraz wymagać by opozycja pokonywała teraz te bariery ochoczo i bez obaw.Zarzuca pan partii Kaczyńskiego,że nie chce obalić rządu. To aż śmieszne,żeby oczekiwać od PiS-u gnojonego ,atakowanego do dziś i oskarżanemu przez was o wszelkie zbrodnie na narodzie z liderem któremu zyczy się odejścia i prześladuje że będzie cośkolwiek obalał. Być może Konfederacja podpinając się pod PO wspólnie zechcą pod surowym okiem Niemiec i Brukseli realizować pana 3 punkty choć myślę że pana plan jest dla nich za mało radykalny. Politycy mają odwagę o finansach mówić,ale jak to wygląda np. na NB w przypadku posła Kuźmiuka regularnie wyszydzanego przez jednego z komentatorów? Internauci też te odwagę mają ale często mając inne wykształcenie niż ekonomiczne są bez pardonu wysmiewani (tak jak ja) bo nie mają żadnych propozycji choć wnoszą swoje spojrzenie . No cóż,gdyby je mieli to by teraz siedzieli na stanowiskach.
Nie chodzi o to Danusiu, że „nie wolno krytykować władzy”. Wręcz przeciwnie - patologie, limuzyny, niegospodarność, rozdęte gabinety należy krytykować zawsze, bez względu na to, kto rządzi.
Mój tekst dotyczył jednak czegoś innego: skali finansów państwa, która jest niezależna od tego, czy ktoś jeździ limuzyną, czy nie. I tu warto spojrzeć na fakty, a nie sympatie partyjne.
Za rządów PiS:-
- gwałtownie wzrosły wydatki stałe państwa (transfery, 13. i 14. emerytura, nowe świadczenia),
- powstał mechanizm finansowania poza budżetem: PFR, BGK, fundusze covidowe, energetyczne, drogowe, obronne,
- dziesiątki miliardów długu były zaciągane poza ustawą budżetową, żeby nie było ich widać w oficjalnym deficycie.
To nie jest opinia. To są dane Ministerstwa Finansów i NIK.
Dług istniał, tylko był ukryty w funduszach celowych i instytucjach państwowych, które formalnie nie wchodziły do budżetu. Dziś te zobowiązania trzeba obsługiwać, niezależnie od tego, kto rządzi. Dlatego piszę, że problem nie leży w limuzynach, tylko w tym, że państwo wydaje setki miliardów więcej, niż zbiera w podatkach.
I to nie zaczęło się ani za Tuska, ani nie skończyło się za Morawieckiego. Ale za Morawieckiego skala tego zjawiska gigantycznie się zwiększyła a jednocześnie została rozproszona po funduszach, żeby nie było jej widać w tabeli budżetowej!!! To nie jest krytyka, to są fakty, których Ty nie widzisz!!!
To nie jest „atak na PiS”. To jest opis mechanizmu, który dziś ogranicza pole manewru każdemu rządowi. PiS-owskiemu też, temu, który tego bigosu narobił. I to jest główna przyczyna dlaczego PiS nie chce przejąć władzy!!!
Jeśli PiS ma gotowy plan, jak dziś spiąć budżet bez:
- podnoszenia podatków,
- zwiększania długu,
- dotykania największych wydatków (ZUS, zdrowie, transfery),
to niech jak najszybciej go pokaże. Bo to byłoby coś nowego w polskiej polityce. Niestety po każdym pisowskim perteitagu słyszymy tylko, że pracują nad programem. Ciekawe, czy kiedykolwiek to opracowanie skończą?
Natomiast sprowadzanie każdej krytyki PiS do tezy, że każdy kto krytykuje PiS od razu jest zwolennikiem KO, czy kogokowiek, jest właśnie przykładem myślenia plemiennego, które uniemożliwia rozmowę o faktach.
Kiedy w końcu zrozumiesz, że można jednocześnie krytykować KO za niegospodarność i PiS za mechanizmy zadłużania państwa. Jedno nie wyklucza drugiego.
A jednak sie nie rozumiemy.Ja nie tyle bronię PiS-u ale stawiam pytanie- dlaczego pan tak krytykujący PiS jednocześnie wymaga by podjął wysiłki zmiany rządu i zarzucając bierność. Przecież te wszystkie stawiane mu przez pana grube zarzuty dyskwalifikują tę partię jako przyszłego rządzącego na wieki.Przecież jest powiedzenie-nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki''więc czy nie lepiej tkwić w PO-rzece do której nie ma nikt zarzutów a jej niegospodarność łamanie prawa ,spiski,limuzyny to tylko bajeczki dla pisowskiej gawiedzi takiej jak ja?Uważam że sięganie po władzę własnie teraz jest przedwczesne gdy toczą się ,,losy'' umów z Mercosour i Indiami a co za tym idzie z polskim rolnictwem.Na razie pozostaje nam przyłączanie się do optymizmu premiera i ministra Dpmańskiego zapewniających w jak cudownych czasach dzięki nim żyjemy.
Właśnie tu jest sedno naszego nieporozumienia. Ty cały czas zakładasz, że ja krytykując PiS, jednocześnie twierdzę, że PiS nie powinien nigdy wrócić do władzy. A ja mówię coś dokładnie odwrotnego.
Ja twierdzę, że partia, która chce rządzić, musi umieć odpowiedzieć na pytanie: co zrobi z finansami państwa, kiedy obejmie władzę. I tego dziś nie robi ani PiS, ani KO, ani Konfederacja!!!
Krytyka PiS nie oznacza, że PiS ma siedzieć cicho w kącie. Krytyka PiS oznacza: jeśli chce wrócić do władzy, musi pokazać, że rozumie błędy, które sam popełnił. Bo największym problemem nie są limuzyny, tylko to, że państwo wydaje setki miliardów więcej, niż ma dochodów a ten mechanizm bardzo się rozkręcił właśnie za rządów Morawieckiego, tylko był schowany w funduszach.
I teraz najważniejsze: piszesz, że „sięganie po władzę teraz jest przedwczesne”. A ja piszę, że to jest dokładnie dowód mojego tekstu. Bo jeśli partia opozycyjna mówi: „nie teraz, poczekajmy, to nie jest dobry moment” to znaczy, że sama wie, że nie ma dziś planu, jak rządzić w tych warunkach.
I o tym był mój wpis. Nie o tym, że PiS jest zły, a KO dobra. Tylko o tym, że nikt nie chce dziś wziąć odpowiedzialności za państwo z takim budżetem.
Ty cały czas widzisz tu spór PiS–PO. A ja piszę o czymś, co jest ponad tym sporem: o finansowej rzeczywistości, przed którą wszyscy uciekają. I dlatego właśnie PiS nie chce teraz obalać rządu. Nie dlatego, że jest prześladowany. Tylko dlatego, że wie, z czym musiałby się zmierzyć.
Do tej listy należy jeszcze dodać wzięcie na utrzymanie skorumpowanej Ukrainy, obie formacje to robią, PIS zaczął a KO radośnie kontynuuje.
To nie chodzi o wytykanie błędów, czy szukanie kolejnych Panie Adamie. Państwo nam się stacza w kierunku scenariusza greckiego i to w tempie geometrycznym a my kłócimy się czy jakaś Myrcha "wymyrchała" państwo na 100 czy 200 tysięcy a człowiek o końskim zdrowiu na 100 baniek. Tymczasem nasz dług rośnie, wg różnych szacunków o 1.0 do 1.4 mld. złotych pieniążków każdego dnia!!! I wszyscy się świetnie bawią.
@mjk1...Czuje się pan zawiedziony a nawet obrażony bo zamiast rozmowy o finansach internauci świadomie przytoczyli sprawę Niemiec sterujących Polską, limuzyny ministrów,komisje sledcze pochłaniające miliony,reżim i bezprawie. Nie sądzi pan,że to nie są drobiazgi niewarte uwagi,czy sprawy drugorzędne i że są ważne i jak najbardziej powiązane z kondycją państwa? Czy ,,myrchowanie'' albo wyprowadzanie pieniędzy ze spółek jest bez znaczenia i nie powinno się tych spraw poruszać? Dziś to może być 200000 zł jutro milion ,a pojutrze kilkaset milionów bo zachęceni milczeniem i przyzwoleniem aferzyści będą bezkarni? Doskonale wiemy że dług rośnie ale to nie oznacza że powinniśmy milczeć na ten temat.Być może niektórzy się bawią ale to są beneficjenci takiego podejścia,że nie warto mówić o patologii,bo oni są wybrańcami narodu i wszystko im się to święcie nalezy.Ujawnianie patologii jest podaniem przyczyny takiego stanu gospodarki i takiego długu przynajmniej pośrednio a nie emocjonalnym czy drugorzędnym problemem.
A kiedy ja twierdziłem, że patologie, afery czy nadużycia są nieważne. One są złe i powinny być rozliczane zawsze, bez względu na to, kto rządzi.
Problem w naszej dyskusji polega na zupełnie czymś innym.
Próbujesz udowodnić, że skoro istnieją nadużycia na poziomie setek tysięcy czy nawet milionów złotych, to właśnie w nich tkwi przyczyna katastrofalnego stanu finansów państwa. A to jest po prostu nieprawda. Roczny deficyt liczony jest dziś w setkach miliardów złotych. Dług rośnie w tempie ponad miliarda złotych dziennie. To nie jest skala, którą tworzą limuzyny, komisje śledcze, czy nawet pojedyncze afery w spółkach. To są promile budżetu.
Patologie są objawem złego państwa. Deficyt jest skutkiem złej konstrukcji finansów publicznych.
To są dwa różne poziomy problemu. Jeśli skupiamy całą uwagę na tym, że ktoś „wymyrchał” 200 tysięcy, to emocjonalnie brzmi to oburzająco, ale finansowo nie ma żadnego znaczenia dla tego, że państwo wydaje rocznie o 200–300 miliardów więcej niż ma. I właśnie na tym polega zasadniczy błąd w myśleniu, który próbuję wskazać.
Można jednocześnie domagać się rozliczania patologii i rozumieć, że to nie one odpowiadają za skalę zadłużenia.
Bo jeżeli ktoś uważa, że usunięcie limuzyn, komisji i kilku afer uzdrowi finanse państwa, to po prostu nie rozumie, jak działa budżet kraju tej wielkości. I dlatego właśnie napisałem, że dyskusja ucieka w tematy zastępcze. Nie dlatego, że są nieważne moralnie. Tylko dlatego, że są kompletnie nieadekwatne do skali problemu, o którym był wpis.
@mjk1
Zgadzam się co do drobniejszych spraw ale przekręt z Ukrainą to nie jest drobna sprawa, a obie strony pakują tam masę kasy. Na dodatek, piętnowanie wazeliniarstwa w wykonaniu obu stron w stosunku do Ukrainy jest ważne bo nawet zakładając, że jakimś cudem znajdzie się formacja chcąca naprawić Polskę, to będzie się musiała uporać z banderowską V kolumną w Polsce, a rośnie ona i umacnia się niestety bardzo szybko, korumpując wszystkich wokół siebie...
Pomoc Ukrainie można oceniać różnie - politycznie, strategicznie, finansowo. To jest normalny temat do dyskusji. Ale używanie określeń typu „przekręt”, „V kolumna”, „korumpowanie wszystkich wokół” nie jest argumentem, tylko publicystyką opartą na emocjach. Jeśli chcemy rozmawiać poważnie, to trzeba mówić konkretnie. Ile Polska realnie wydała na pomoc. Jaka część to były środki unijne, jaka krajowe. Jakie są koszty przyjęcia uchodźców. Jakie są korzyści gospodarcze (rynek pracy, podatki, konsumpcja). Jakie są koszty społeczne i organizacyjne. Dopiero wtedy można uczciwie oceniać bilans.
Natomiast nawet gdyby założyć, że te wydatki są duże i kontrowersyjne, to wciąż nie one są źródłem systemowego deficytu finansów publicznych. Ten mechanizm powstał dużo wcześniej i wynika z konstrukcji wydatków państwa, a nie z jednego kierunku polityki zagranicznej. Inaczej znów wracamy do tego samego schematu: wskazujemy jeden wycinek rzeczywistości jako „główną przyczynę wszystkiego”, zamiast patrzeć na całość.
O polityce wobec Ukrainy można dyskutować. Ale nie da się na niej oprzeć wyjaśnienia całego stanu finansów państwa.
"- osobiste wycieczki,"
Na tym portalu osobiste przytyki i argumenty ad personam to chamska norma, której i ty ulegasz. Jak ci się to nie podoba, to zacznij od zwalczenia tego u siebie.
Nie rozumie Pan. Ja nie mam pretensji o osobiste wycieczki, tylko o to, że ktoś zamiast odnieść się do poruszanego problemu ucieka w osobiste wycieczki. Nie przypominam sobie, żebym uciekał w osobiste wycieczki nie wyczerpując wcześniej całkowicie i merytorycznie krytyki pańskich teorii.
Tu najczęściej, łącznie z tobą, komentatorzy nie odnoszą się do poruszanego problemu, tylko wypisują osobiste wycieczki. Po wieloma notkami zaczynałeś merytorycznie, co się chwali, ale widać presja otoczenia sprawiła, że ostatnio zaczynałeś od razu od wycieczek osobistych i insynuacji. Zamiast ty wychować tutejszych chamów, to oni wychowali ciebie. Jak wpadłeś między wrony, to kraczesz jak i one.
Zawsze zaczynałem merytorycznie i doprowadzałem temat do końca w przeciwieństwie do Ciebie. Przykład pierwszy z brzegu i Twojej teorii. Te tysiąc Lichtensteinów. Zapytałem wprost, co będzie najważniejszym produktem w wiodącym Lichtensteinie, który pociągnie resztę do przodu? Nie odpowiedziałeś do dziś. A takich przykładów braku odpowiedzi było wiele.
Nie odpowiadać wolno, atakować ad personam nie wolno. Jeśli myślisz, że chamstwem wymusisz na mnie odpowiedź, to się mylisz. Im więcej będziesz robić przytyków osobistych, im więcej bzdurnych insynuacji wypiszesz, tym mniej merytorycznych odpowiedzi dostaniesz. W ogóle ich nie dostaniesz. Chcesz odpowiedzi — grzecznie o nie poproś, a wcześniej przeproś za ataki osobiste i obiecaj, że ich w przyszłości zaniechasz. Nie idź drogą tutejszego chamstwa. A jeśli idziesz, to nie narzekaj na nie, tak, jak w powyższej notce.
Wróćmy do dawnych naszych merytorycznych, sensownych polemik i niech one stanowią wzorzec dla tutejszego chamstwa i zaniechaj wzorowania się na tym powszechnym tu prymitywnym awanturnictwie. Jak przeprosisz za chamstwo i obiecasz poprawę, to obiecuję, że odpowiem na wszystkie twoje pytania w specjalnej osobnej notce. Tylko mi je przypomnij.
Fajnie, tylko przed Covidem, cokolwiek o tym myśleć, PiS był o krok od zrobienia budżetu gdzie wydatki pokrywałyby się z dochodami. Potem zaczęła się wojna. Decyzja o przyjmowaniu Ukraińców była masowa a nie tylko i wyłącznie rządowa. To że relacje się sypią to już inna sprawa, ale pierwotna decyzja była głosem społeczeństwa. Niewątpliwie postawa władz Ukrainy i części Ukraińców stawiających na Niemców przyczyniła się do klęski PiS mimo wygranych wyborów. To ich wybór, ale konsekwencje też poniosą. Nie chodzi o to, że jesteśmy ideałami, ale ich wybór przyczynia powoduje nasze jednak usprawiedliwione rozgoryczenie.
Obecna chociażby postępująca zapaść służby zdrowia doprowadzi do sytuacji krytycznej. I nie widać perspektyw na lepsze bowiem brak inwestycji prorozwojowych, realne zagrożenie wojną będą ten upadek przyspieszać i to nie tylko służby zdrowia. Przejęcie władzy przez PiS jest o tyle problematyczne, że aktualnie rządzący swoją nieudolność zwalą na tych co obejmą władzę. Budżet bowiem składa się z szeregu drobiazgów. Także z inwestycji, które w przyszłości przyniosły by dochód. Można się bez nich obyć jeśli wszyscy dookoła się nie rozwijają tylko mają nieustany zastój jak raz nakręcony na wieczność zegarek - nic szybciej nic wolniej. Mówienie o budżecie tylko w aspekcie bo są jakieś liczby w wydatkach i dochodach bez zagłębiania się na co to idzie i z czego brać jest bez sensu. W przypadku kiedy brakuje pieniędzy coraz bardziej to np. wydatek na auto 100 tys. czy 1 mln staje się istotną różnicą.
W tej chwili są możliwe dwa scenariusze jeśli chodzi o odsuniecie koalicji rządzącej od wladzy
Wreszcie pojawia się komentarz, który ma sens - różnica między konsumowaniem budżetu a inwestowaniem budżetu.
I rzeczywiście, nie każdy wydatek jest sobie równy.
Problem polega jednak na tym, że w Polsce od wielu lat rośnie przede wszystkim ta część budżetu, która jest czystą konsumpcją: świadczenia, transfery, bieżące utrzymanie systemu. Natomiast udział wydatków, które realnie zwiększają przyszłe dochody państwa, wcale nie rośnie proporcjonalnie. Dlatego nie wystarczy powiedzieć „nie ciąć, tylko inwestować”. Bo żeby inwestować, trzeba mieć z czego.
Inwestycja z długu ma sens tylko wtedy, gdy jest dobrze zaprojektowana, ma realną stopę zwrotu dla gospodarki, i zwiększa przyszłe wpływy podatkowe szybciej niż rośnie koszt obsługi tego długu. A u nas dług w ogromnej części finansuje bieżącą konsumpcję państwa, a nie projekty rozwojowe. To jest zasadnicza różnica.
I tu wracamy do kwestii PiS sprzed covidu. Rzeczywiście, była szansa na budżet bliski równowagi. Ale jednocześnie już wtedy rosły zobowiązania stałe (13, 14. emerytura, rozszerzone transfery), które działają do dziś i których nie da się łatwo wycofać. Covid i wojna były katalizatorem, ale konstrukcja wydatków była przygotowana wcześniej.
Co do inwestycji: to jest dokładnie kierunek, o którym warto rozmawiać. Tyle że dziś problem polega na tym, że rośnie dług, rosną koszty jego obsługi, rosną wydatki sztywne a przestrzeń na prawdziwe inwestycje rozwojowe się kurczy. I to widać choćby w służbie zdrowia - system pochłania coraz więcej pieniędzy, a nie poprawia wydolności.
Natomiast scenariusze siłowe czy „chilijskie” nie są żadnym rozwiązaniem. Kraje wychodzą z kryzysów finansów publicznych nie przez rewolucje, tylko przez żmudne porządkowanie wydatków, zwiększanie efektywności i mądre inwestycje tam, gdzie przynoszą zwrot. I tu właśnie wracamy do mojego głównego wątku: żadna z głównych sił politycznych nie przedstawia dziś planu, jak to zrobić w praktyce.
Nie hasłowo: „inwestować”, „rozwijać”, „ciągnąć gospodarkę w górę”, tylko konkretnie: gdzie ograniczyć konsumpcję budżetu, żeby zrobić miejsce na inwestycje, które się zwrócą. Bez tego hasło „inwestycje zamiast cięć” pozostaje tylko dobrze brzmiącym sloganem.
Jeśli chodzi o transfery socjalne to problem polega na tym, że przeważnie widzi się wydatki a nie widzi dochodów jakie te transfery generują. Nie skonstruowano jeszcze systemu, w którym wszyscy byli by uczciwi. Chodzi mi o podatki, jeśli je ściąć do minimum bo o tym myślą często przeciwnicy transferów. Problem w tym, że nikt nie gwarantuje, że jak kto jest potężniejszy finansowo to będzie uczciwy i tych małych nie będzie "połykał" niszcząc ich przy tym i nie płacąc w istocie podatków. Jednak jak kto ma pomysł jak to rozwiązać to proszę bardzo. Transfery zaś powodują, że drobny sklepikarz czy przedsiębiorca zarobi tu na miejscu bo te stosunkowo jednostkowo małe sumy napędzają małe przedsiębiorstwa. Mając słynne 500+/800+ nie pojedzie się do Londynu na zakupy. No i wraca to w postaci podatków od potężnej liczby drobnych przedsiębiorców, którzy mają większe dochody inwestują w rozwój. Rozwój ten nie jest odgórnie sterowany jak w gospodarce planowej tylko tam gdzie jest potrzebny bo ludzie to wymuszają swoimi portfelami. Jeśli zaś transfer upada, jest mniej pieniędzy do wydania i przedsiębiorstwa zaczynają upadać, zwłaszcza te małe, które są życiem kraju. Duże przedsiębiorstwa jak Orlen stanowią lub stanowić mogą osłonę, zabezpieczenie przed uderzeniami globalnymi. Tak samo jak własna waluta.
Co do rozwiązania siłowego to zgadzam się, że rozwiązanie jest to ryzykowne i rodzi wiele problemów. Pinochet jeśli odwołać się do Chile był "odsądzany od czci i wiary" bo ofiar z powodu przejęcia władzy przez niego było ponad 1000 o ile dobrze pamiętam. Po drugiej stronie mamy zapaść państwa w ciągu 2 lat rządów komunisty Salvadora Allende, lekarza z wykształcenia, która to zapaść prowadziła do cierpienia milionów ludzi. I dalsze sprawowanie władzy przez tego człowieka pogłębiły by to cierpienie. Najlepszym przykładem okres PRL-u, zwłaszcza czasy stalinowskie. Problem w tym, że kiedy jest się postawionym pod ścianą - a w tym kierunku zmierzamy wg. mojej oceny - nie zawsze da się wytrzymać pokojowo. No chyba, że jesteśmy gotowi na cierpienie i w konsekwencji nawet męczeństwo. Przykładowo. Zamknięto (za "Rzeczpospolitą") 18 porodówek w 4 tygodnie. Już mamy do czynienia z przypadkami śmiertelnymi bo nie było należytej pomocy ginekologicznej na skutek problemów w służbie zdrowia. I będzie coraz trudniej. Pytanie: ile osób jest w stanie trwać w cierpliwości gdy problemy zdrowotne ich dotkną bo może się kiedyś zmieni na lepsze?