Nienawiść do Ukrainy sączona z wielu miejsc w Internecie jakoś dziwnie koreluje z batami, jakie na froncie ukraińskim dostaje Rosja…

Kiedy uznawana wówczas za drugą armię świata putinowska banda zaatakowała Ukrainę byłem przekonany, że stawienie oporu przez dwa tygodnie będzie i tak dużym sukcesem oręża naszego wschodniego sąsiada. Co prawda myliłem się, ale jeszcze bardziej pomylili się w Berlinie…. 😉
Rosja bowiem umiejętnie tworzyła mit swojej niezwyciężoności.
Jednak patrząc na historię widać wyraźnie, że brali w dupę aż milo.
Nie mówię o wojnach z Rzeczpospolitą, gdy przez dwa wieki rozbijaliśmy w pył ruskie kohorty. Niezbitym dowodem na ciągle istniejący w świadomości putinowskich moskali kompleks polski jest ustanowienie 4 listopada tzw. Dniem Jedności Narodowej, mającym upamiętniać… wyzwolenie Moskwy spod polskich rządów w 1612 roku. Przez dwa lata panowaliśmy na Kremlu, czego się nie udało nikomu innemu na świecie.
Popatrzmy jednak na wiek XIX. Owszem, zasługa Rosji w zwycięstwie nad Napoleonem jest bezsporna. Trzeba jednak pamiętać, że koniec Cesarza (Waterloo) był zasługą już tylko Anglików i Prusaków.
Potem przyszło nasze Powstanie Listopadowe, możliwe do wygrania gdyby nie zaprzaństwo wodzów. Faktem jednak bezspornym był brak interwencji carskich wojsk w Europie, co na dobre wyszło dzisiejszej Belgii…
Ale popatrzmy na największą kampanię, jaką toczyła Rosja już po Napoleonie.
Wojna krymska skończyła się maksymalnym upokorzeniem niegdysiejszego „żandarma Europy”. Dopiero w dekadzie lat 70-tych XIX wieku Rosja mogła zacząć tworzyć flotę na Morzu Czarnym i budować umocnienia.
W XX wieku było równie wesoło.
Rosja rozwalona została podczas I wojny światowej.
Dostała baty pod Warszawą w 1920.
A 22 czerwca 1941 roku legła w gruzach idea opanowania Świata przez bolszewików.
Przygotowywane do zadania ostatecznego ciosu „burżuazyjnym” jednostkom Wehrmachtu sowieckie kohorty zostały prewencyjne zaatakowane, choć dysponowały druzgocącą przewagą tak pod względem ilości i jakości sprzętu jak i liczebności żołnierzy.
Tak naprawdę wtedy Stalin przegrał wojnę i rozpoczęła się powolna, rozciągnięta na prawie pół wieku agonia.
Owszem, na prawie 50 lat dostał część Europy, ale to paradoksalnie oznaczało przyspieszenie końca Związku Sowieckiego.
Bo tuż za miedzą ludzie żyli, a nie wegetowali w marazmie. I, co gorsza dla komuchów, świadomość tego rosła lawinowo.
Rósł zatem opór społeczny.
Ale nie tylko.
Starsi userzy pamiętają zapewne pochodzący z 1981 roku film Wojtka Marczewskiego Dreszcze. Tam właśnie widać dokładnie początek syfu toczącego ciągle jeszcze polskie (a zwłaszcza polskojęzyczne) portale.
Tzw. komuna zdążyła wyprodukować mnóstwo ludzi, dla których zwulgaryzowane przez Lenina, Stalina i innych mrzonki Marksa stały się obowiązującą wykładnią rzeczywistości.
Teraz są to sfrustrowani 60 - i 70 - latkowie, których świat młodości, przepełniony „radosnymi” wydarzeniami takimi jak pochód z okazji 1 Maja, „lipcowe święto” (drwiąco przezwane świętem Wedla od napisu na skądinąd fantastycznych czekoladach - 22 lipca d. E. Wedel), akademia poświęcona rewolucji październikowej w dniu 7 listopada czy też goździk plus rajstopy z okazji Dnia Kobiet z wiekiem został uznany za idealny.
Ale to nie koniec. Jak słusznie pisze bloger Ted Cruz (s24):
Ci ludzie nie są już Polakami w sensie lojalności, tożsamości i interesu narodowego. Są rosyjskimi agentami wpływu – czasem opłacanymi, czasem ideowymi, czasem z mieszanką obu. Ich dusza, ich punkt odniesienia, ich „ojczyzna” to Rosja Putina. Polska jest dla nich co najwyżej polem walki, terenem operacyjnym, miejscem, gdzie można siać chaos i osłabiać Zachód.
Do tego jeszcze nieukrywana nienawiść do Ukrainy.
Cytowany już Ted moim zdaniem trafnie określa jej przyczynę.
…Ukraina jest największym koszmarem Kremla od 2014, a zwłaszcza od 2022.
To jedyny naród postsowiecki, który na masową skalę powiedział „walcie się, nie będziemy waszymi niewolnikami”. Zniszczył mit „bratniego narodu”, pokazał, że imperium można rozwalić, że Rosja nie jest niepokonana. Dlatego Ukraina musi być w oczach propagandy „banderowską”, „nazistowską”, „rzeźnikiem Polaków”, „narkopaństwem”, czymkolwiek – byle tylko nikt nie patrzył na nią jak na ofiarę, tylko jak na winowajcę.
Trolle mają jedno zadanie: skłócić Polaków z Ukraińcami, bo wspólny front polsko-ukraiński + NATO to dla Moskwy wyrok śmierci na ich imperialne marzenia.
To wcale jednak nie oznacza, że mamy choć na chwilę zapomnieć o naszych, którzy ponieśli często męczeńską śmierć na Wołyniu i w innych miejscach obecnej Ukrainy.
Nie tylko z tego miejsca podnoszę po ostatecznym fiasku polityki „sługi narodu ukraińskiego” konieczność twardych rozmów z Kijowem. Ale to nie oznacza, że Rosja przestała być naszm odwiecznym wrogiem choćby na chwilkę!
Niestety, Tusk okazał się miękiszonem pomimo swoich buńczucznych zapewnień; jedyna nadzieja Polski to Prezydent.
Ale polityka, nawet prowadzona na wyraźnej smyczy Brukseli (czyt. Berlina) jest mniej istotna dla naszych rozważań.
Na co dzień, czy to na portalach czy w mediach społecznościowych spotykamy się z wysypem ukrytych pod rzekomą troskę o Polskę i Naród faktycznie antypolskich wpisów.
Cytowany bloger:
Wołają o „prawdę o Wołyniu”, ale milczą o rzeziach na Chełmszczyźnie, o Katyniu, o deportacjach, o Smoleńsku (chyba że akurat pasuje do narracji). Chcą „ochrony Polaków”, ale cieszą się z każdej polskiej straty na froncie. Bronią „polskości”, ale klękają przed Putinem. W skrócie: to zdradziecka szumowiny, które udaje patriotę, a w rzeczywistości wykonuje mokrą robotę dla kraju, który od wieków chciał nas zgnoić.
Kim oni są? Ted daje odpowiedź.
Część to klasyczne farmy trolli (Internet Research Agency, GRU Ghostwriter, operacja Doppelganger itd.) – ludzie na etacie w Petersburgu, Niżnym Nowogrodzie czy Doniecku, którzy dostają kasę za 200–300 komentarzy dziennie.
Część to „pożyteczni idioci” – Polacy z kompleksami, alkoholowym bagnem, poczuciem krzywdy, którzy kupili kremlowską narrację, bo daje im prosty sens życia: „wszyscy są winni oprócz Wielkiej Rosji”.
Część to zrusyfikowane resztki Peerelu – dzieci UB-eków, esbeków, zomowców, którzy nigdy nie pogodzili się z upadkiem ZSRR i do dziś marzą o powrocie „porządku”.
Najsmutniejsza grupa: przegrywy życiowi 60+, 70+ – samotni, alkoholicy, banowani setki razy, ale wracający, bo internet to ich jedyna „walka”, jedyna „misja”, jedyna sprawa, dla której wstają z łóżka.
Ich ideologia to nie żadna „prawica” ani „lewica” – to kremlowski nacjonal-imperializm opakowany w polskie hasła.
Bloger z s24 ma rację pisząc, że jakakolwiek dyskusja z nimi jest bezcelowa. Dyskusja bowiem może się toczyć jedynie pomiędzy ludźmi myślącymi samodzielnie.
Tymczasem trawestując słynne zdanie E. E. Kischa – za nich myśli tow. Putin.
A jeśli ktoś mimo to będzie próbował kwestionować ich jedyną-słuszną-prawdę spotka się ze stekiem wyzwisk. Pamiętamy wszak stosunkowo niedawne popisy kras(n)omówcze niejakiego „Verizona”.
Dlatego jedyne, co można, to czasem ich trochę powyzywać od postsowieckich trolli, zaprzańców i renegatów aczkolwiek pamiętać należy że słowa takie są zbyt trudne dla 90% z nich.
Natomiast trzeba i należy robić screeny, zawiadamiać adminów w skrajnych zaś przypadkach organa ścigania.
Oni wydali nam wojnę.
Oni chcą powrotu siermiężnego świata ich młodości.
Przy czym tym razem mają stanąć w pierwszym szeregu czynowników.
Że ponad 70% to najczęściej słabo wykształcone matołki?
I co z tego. Wszak najsłynniejszy członek KC PZPR w czasach Jaruzelskiego Albin Siwak (w zamierzeniach komunistycznej propagandy miał stanowić przeciwwagę dla Wałęsy) miał ukończoną szkołę podstawową, wówczas jeszcze 7-klasową. A na koniec kariery został nawet radcą ambasady PRL w Trypolisie. Poza tym jako czołowy antysemita tamtych czasów mógłby dzisiaj z powodzeniem publikować w jakimś polskojęzycznym kremlowskim szambie.
Najwyraźniej człeczyna ów i jego kariera budzi nadzieję w kolejnym pokoleniu kremlowskich antypolaków często mogących wykazać się podobnym wykształceniem.
Ożywienie, jakie pośród kremlowskiej jaczejki nastąpiło po 24 lutego 2022 roku było otrzeźwieniem dla sporej masy innych blogerów czy tylko użytkowników Netu w Polsce.
Nagle okazało się, że dotychczasowi antyszczepionkowcy, prawdziwi Polacy, ultrapatrioci etc. stali się ukrainosceptykami wychwalającymi Putina.
Czytając niektóre wpisy można było odnieść wrażenie, że jedyną przyczyną ataku Rosji na Ukrainę była…. chęć ukarania banderowców za Wołyńską Zbrodnię.
Na szczęście Ukraina przetrwała. Trzeba jednak powiedzieć, że jeden z najbardziej zajadłych kremlowskich propagandzistów używający nazwiska Ruskevycz średnio co pół roku obwieszczał ostateczną klęskę Kijowa.
Tego typu informacje były przeplatane wiadomościami o… poległych polskich żołnierzach rzekomo walczących na froncie w ramach NATO-wskiego kontyngentu.
W taki sposób napaść rosyjska jest przedstawiana przez Moskwę. Armia federacji przez cztery lata wojny praktycznie drepce w miejscu nie dlatego, że jest źle wyszkolona, źle uzbrojona i morale ma na poziomie -600, ale dlatego, że przeciwko Putinowi stanęło całe NATO. Ale Putin-gieroj, daje sobie radę i przez cztery lata udaje mu się zdobyć jakieś dwa metry bieżące ukraińskiej ziemi dziennie. 😉
Nawet wojna pozycyjna lat 1914-1918 na Zachodzie obfitowała w większą manewrowość walczących stron.
I dlatego właśnie nasila się wojna propagandowa. Nie za pomocą radia, jak podczas ostatniej wojny, ale w mediach społecznościowych.
Na blogach i portalach, szczególnie zaś takich, które z opóźnieniem reagują na jawnie putinowską dywersję.
Jeśli zaś nie potrafią nas przekonać będą próbowali nas zastraszyć.
Pamiętajmy zatem, że ich siła jest jedynie naszym strachem.
Raz sierpem, raz młotem putinowską hołotę!
__________________________________________________
Ps. Idę po ciebie, pomidorowy alfonsie. Tej wojenki nie wygrasz.
26/27.01 2025
Z tego, że Ukraina walczy z Rosją, wcale nie wynika, że jest Polsce przyjazna. Ofiary rzezi czekają na godny pochówek, i policzenie.
a uzyteczni idioci-sludzy ukrainy wciaz nadaja zgrana spiewke. ukraina jest tuz, tuz od zwyciestwa. zbliza sie do niego nieuchronnie, jakos tak asymptotycznie ze rozejm bedzie coraz blizszy ale zostanie osiagniety w niedajacej sie przewidziec przyszlosci-nieskonczonosci. ile to juz razy usmierciliscie bandyte z kremla? ktory to juz z kolei sobowtor pelni funkcje tyrana?
wojna w kacapii jest biznesem ktory dobrze sie kreci a uzyteczni idioci obydwu stron konfliktu naiwnie sadza ze swoimi memorialami wplywaja na pomniejsznie strat miesa armatniego i materialnych.
globalni macherzy maja mozliwosci zakonczenie tej wojny. PDT wcale nie bredzil podczas swojej kampanii wyborczej. zostalo mu pozniej wyjasnione zeby dal sobie na wstrzymanie skoro jest interes do zrobienia