W polskiej debacie energetycznej wydarzyło się coś osobliwego. Węgiel, przez dekady fundament naszej gospodarki, został sprowadzony do roli prymitywnego paliwa do pieca. Do dymu. Do smogu. Do problemu.
I w tym właśnie miejscu popełniamy błąd, który kosztuje nas miliardy złotych, zdrowie i niezależność energetyczną.
Bo prawda jest niewygodna dla wszystkich stron sporu, od Koalicji i PiS po Konfę i sektę Brauna.
Węgiel spalany to patologia, węgiel przetwarzany chemicznie to nowoczesna energetyka i przemysł chemiczny najwyższej klasy.
A my robimy dokładnie to pierwsze.
Węgiel to nie paliwo. Węgiel to surowiec chemiczny!
Gdy wrzucasz węgiel do pieca, robisz z nim najgłupszą rzecz, jaką można zrobić z tym surowcem.
Spalasz związki chemiczne o ogromnej wartości. Spalasz potencjał do produkcji gazu paliwowego, potencjał do produkcji koksu bezdymnego, potencjał do produkcji chemikaliów przemysłowych, jednocześnie pozbawiając się możliwości kontrolowania emisji CO₂ w jednym miejscu.
Zostaje dym, smog, benzo(a)piren, siarka, popiół i rozproszone emisje, nad którymi nie da się zapanować.
To tak, jakby ropę naftową lać bezpośrednio do pieca, zamiast robić z niej benzynę, plastiki i chemię.
To nie jest nowa technologia. To jest zapomniana technologia.
Zanim do Europy wszedł gaz ziemny, miasta były zasilane gazem produkowanym z węgla. Gazownie miejskie działały wszędzie. Koksownie były sercem przemysłu.
Niemcy podczas wojny opierali swoją gospodarkę paliwową na zgazowaniu i przetwarzaniu węgla. Dziś Chiny, Australia i USA wracają do tych technologii pod nowoczesnymi nazwami: coal gasification, syngaz, IGCC, pyrolysis i clean coal chemistry. Tak ładnie brzmi, "po amerykańsku".
A my, kraj siedzący na jednym z największych złóż węgla w Europie, udajemy, że jedyne, co można z nim zrobić, to go spalić albo zakazać.
Co się naprawdę dzieje, gdy podgrzewasz węgiel bez tlenu? To nie spalanie. To Odgazowanie!
Powstają trzy rzeczy:
1. Gaz palny - tlenek węgla, wodór, metan (syngaz).
To paliwo, które można spalić czysto, kontrolowanie, w turbinach gazowych i bez pyłów i smoły.
To jest gaz energetyczny, który możemy produkować sami, zamiast importować gaz ziemny.
2. Koks / półkoks / węgiel wytlewny.
Paliwo stałe praktycznie bezdymne, bez smoły, bez tego, co robi smog, idealne do spalania w domach.
Dawniej tym ogrzewano miasta. Dziś… nie mamy nawet kotłów, które mogłyby to wykorzystywać.
3. Smoły, fenole, benzol, amoniak.
Bezcenne surowce chemiczne, które dziś sprowadzamy lub produkujemy z ropy.
My to wszystko puszczamy z dymem. Smog nie bierze się z węgla. Smog bierze się ze spalania surowego węgla. Gdyby w polskich domach spalano koks opałowy lub półkoks zamiast węgla surowego, problem smogu praktycznie by zniknął. Nie za 20 lat. W 3 sezony grzewcze.
Bez wymiany całej infrastruktury ciepłowniczej. Bez milionów pomp ciepła. Bez rewolucji.
Wystarczyłoby produkować właściwe paliwo z węgla, zamiast go spalać.
A co z CO₂?
Tu dochodzimy do największego paradoksu. Przy spalaniu węgla w milionach pieców CO₂ jest: rozproszony, nie do wychwycenia i nie do kontrolowania.
Przy zgazowaniu węgla CO₂ powstaje w jednym miejscu, w wysokim stężeniu, gotowy do wychwytu, wykorzystania lub zatłoczenia. Czyli dokładnie to, czego dziś wymaga polityka klimatyczna.
Paradoks polega na tym, że przetwarzanie węgla chemicznie jest bardziej „klimatyczne” niż jego spalanie albo nawet w wielu przypadkach spalanie gazu ziemnego.
Największe kuriozum - importujemy gaz, siedząc na własnym gazie.
Polska wydaje miliardy na import gazu ziemnego. Tymczasem gaz o bardzo podobnych właściwościach możemy produkować sami z własnego węgla i w sposób czystszy, stabilniejszy i w pełni kontrolowany. Nie robimy tego dlatego, że się nie da. Tylko dlatego, że nikt o tym dziś poważnie nie mówi. Bo narracja brzmi: „odchodzimy od węgla”, a nie „przestajemy go spalać i zaczynamy go przetwarzać”. To nie jest to samo. Węgiel spalany to średniowiecze. Węgiel przetwarzany to XXI wiek. Spalanie to prymityw. Zgazowanie to chemia przemysłowa, energetyka, czyste paliwa, kontrola emisji i niezależność.
To różnica cywilizacyjna.
A w debacie publicznej wrzuca się to do jednego worka z napisem „węgiel = dym”.
Jak mógłby wyglądać realny polski system energetyczny oparty na zgazowaniu węgla?
Wyobraźmy sobie model, który jest technicznie możliwy już dziś:
- Kopalnia węgla
- Instalacja zgazowania / odgazowania przy kopalni
- Produkcja gazu energetycznego do turbin, ciepłowni i przemysłu. Koksu/półkoksu jako bezdymnego paliwa dla gospodarstw domowych i chemikaliów jako produktu ubocznego,
- Wychwyt CO₂ w jednym miejscu,
- Zasilanie kraju własnym gazem z własnego surowca,
- Likwidacja smogu bez likwidacji węgla,
- Odbudowa przemysłu chemicznego wokół tego procesu.
To nie jest fantazja. To jest przemysł znany od ponad wieku, dziś po prostu unowocześniony.
Najgorsze, co można zrobić z węglem, to go spalić. A my robimy to na masową skalę, jednocześnie twierdząc, że węgiel jest problemem. Nie. Problemem nie jest węgiel. Problemem jest sposób, w jaki go używamy.
Dopóki nie zaczniemy mówić o przetwarzaniu węgla zamiast jego spalania, będziemy jednocześnie:
- mieć smog,
- importować gaz,
- tracić miliardy,
- i udawać, że nie mamy alternatywy.
A alternatywa leży dokładnie tam, gdzie leżała od zawsze - pod ziemią.
Warto więc zadać już tylko jedno pytanie:
Jak konkretnie mógłby wyglądać polski system energetyczny, gdybyśmy przestali spalać węgiel, a zaczęli go przetwarzać?
dyskusja do niczego nie prowadzi, miesza kolego różne rzeczy, pod jedną tezę, pytałem w pierwszym komentarzu o inne kraje, które gazują węgiel na masową skalę, by węglem nie palić, zero odpowiedzi.
Co do geotermii, to powalasz na kolana, kolego, z tym odkryciem, że nie można napędzać transportu, znasz geotermię tylko jako źródło gorącej wody, a to tylko część prawdy, zaręczam, że w niedalekiej przyszłości, to będzie jednym z podstawowych źródeł energii, co do Polski, to mamy wyjątkowo dobre położenie, jesteśmy bogaci w geotermię.
Jeszcze jedno, zaznaczyłem, że ogólnie się zgadzam, ale tu nie chodzi o ideologię, ale praktykę i czas obecny, jak to się dzieje z obecną walką z CO2 i klimatem, z prawdą nie mają wiele wspólnego, jest wykorzystywana do okradania obywateli Europy.
a, jeszcze jeden szczegół, mamy jedna z największych na świecie złóż miedzi, sprzedajemy rudę, dlaczego jej za bardzo nie przerabiamy na konkretne wyroby, a inni od nas kupują rudę, a nam sprzedają wyroby?
W Europie funkcjonuje kilkadziesiąt koksowni, skupionych głównie wokół ośrodków hutniczych. Największym producentem jest Polska, 7 głównych zakładów.
Inne kraje jak w Niemczech, Czechach, Austrii, Finlandii, Szwecji, Francji, Holandii, Hiszpanii, Rumunii, Norwegii oraz na Słowacji, najwięcej produkują Chiny oraz Australia.
Nie wiedzą, że cały węgiel powinni gazować, zamiast go palić w piecach nie tylko domowych.
Kraje, które gazują węgiel na dużą skalę, istnieją - Chiny, RPA, USA. Robią to nie dlatego, żeby „nie spalać węgla”, tylko dlatego, że przez zgazowanie można z niego zrobić gaz, paliwa i chemię, czyli znacznie więcej niż przez wrzucenie go do kotła.
Geotermia jest bardzo dobrym źródłem ciepła i prądu, ale nie rozwiązuje problemu paliw i surowców dla przemysłu chemicznego, to inna część systemu.
Przykład miedzi jest bardzo trafny: spalanie węgla zamiast jego przetwarzania to odpowiednik sprzedawania rudy, czy czystej miedzi zamiast produktów z miedzi.
A fakt, że w całej Europie działają koksownie pokazuje, że technologia odgazowania i oczyszczania gazu z węgla jest znana od dziesięcioleci, tylko nikt nie używa jej jako elementu systemu energetycznego państwa.
o tym ze z wegla mozna robic cuda niewidy nauczali dziatwe juz za gierka w podstawowce. ale czy ta oczywista prawda ma byc dylematem w przedmiocie dyskusji o tym jak zapewnic tu i teraz produkcje energi elektrycznej?
lobbisci biznesu importujacego gaz i rope oraz hucpiarze "planeta plonie" beda robic szum tematami zastepczymi, byle zaciemnic ludowi jaki uzytek robia z wegla niemal wszyscy jego globalni konsumenci: spalaja go poniewaz takie a nie inne sa obecna uwarunkowania ekonomiczne uzycia tego surowca.
70% swiatowego wydobycia wegla idzie do kotla elektrowni. Ponad jedna trzecia swiatowej produkcji energii elektrycznej pochodzi ze spalania wegla, bynajmniej nie dominuja w tym rankingu ubogie gospodarki trzeciego swiata mimo ze propaganda sprzedaje legende iz ci najwieksi konsumenci to zacofani outsiderzy a my pierwsza liga ktorej misja jest ocalic swiat.
Wiekszosc z pozostalego wydobycia rowniez idzie bezposrednio do kotla gdzie jest spalany glownie w celu ogrzewania, aczkolwiek chodzi o przemysl poniewaz spalanie bezposrednie celem ogrzewania gospodarstw domowych, gotowania, itp. to jest nikly odsetek w bilansie spalanego wegla. Warto tu przypominac ze 80% tego spalania dla ogrzewania przypada na Azje i Australie ktore ani mysla odchodzic od spalania wegla poki maja ten tani surowiec energetyczny na nastepne stulecia.
Ma Pan rację w jednym bardzo ważnym punkcie Panie Kazimierzu. Dziś na świecie zdecydowana większość węgla jest po prostu spalana w elektrowniach. To jest fakt. Około 70% wydobycia idzie do energetyki zawodowej i ponad jedna trzecia globalnej energii elektrycznej pochodzi ze spalania węgla. I nie są to wyłącznie kraje trzeciego świata.
Tylko że z tego faktu nie wynika jeszcze, że to jest jedyny sensowny sposób wykorzystania węgla w każdych warunkach.
Świat spala węgiel głównie dlatego, że w wielu krajach jest on bardzo tani w wydobyciu (odkrywki w Chinach, Indiach, Australii). Infrastruktura energetyczna jest już pod to zbudowana. Liczy się prostota i skala. To jest decyzja ekonomiczna wynikająca z lokalnych warunków - tani surowiec plus istniejące bloki energetyczne.
Polska ma zupełnie inną sytuację. Wysoki koszt wydobycia, problem smogu z domowego spalania, duży przemysł chemiczny, który potrzebuje gazu, wodoru, metanolu i duże wydatki na import gazu ziemnego.
I właśnie dlatego u nas warto patrzeć na węgiel nie tylko jak na paliwo do kotła elektrowni, ale jak na surowiec, który może zastąpić część importowanych surowców chemicznych i gazu.
To nie jest temat zastępczy wobec produkcji energii elektrycznej tu i teraz. To jest pytanie, czy z drogiego węgla, który i tak wydobywamy, wyciągamy maksimum wartości, czy po prostu go spalamy w najmniej efektywny sposób.
Bo elektrownia węglowa to w praktyce najprostsza i najmniej zaawansowana forma użycia tego surowca.
W krajach, gdzie węgiel jest bardzo tani, to ma sens. W kraju, gdzie węgiel jest relatywnie drogi, a gaz i surowce chemiczne importowane - rachunek może wyglądać inaczej.
Dlatego ta dyskusja nie przeczy temu, że świat spala węgiel. Ona dotyczy tego, czy Polska powinna go używać dokładnie tak samo jak kraje, które mają zupełnie inne warunki ekonomiczne i surowcowe.