
I już po świętach. A dwa dni później to rok 2026.
Święta Bożego Narodzenia były wspaniałe. Gromada rodziny i przyjaciół. Uczestniczka Powstania Warszawskiego Krystyna, ciągle pełna wigoru i rozumu, lat 97. A najmłodsi lat 11-ście. Ciepło, spokojmie i dużo radości. A Sylwester parę dni później, to towarzystwo nieliczne. Wina pogody – zimowa zawierucha jakiej dawno nie było. A drogi, jak to u nas, tradycyjnie zasypane i śliskie. Stare tiry, których na Obwodnicy jest mnóstwo, bo tworzą most kontenerowy między Gdynią i Gdańskiem, albo rozwożą towar po całym mieście, kręcą się w miejscu i blokują drogę. . Oni specjalnie nie przejmują się oponami, a wiele z tych ciężarówek jest starych, zakupionych ze szrotów Europy. Stoją więc przy takiej pogodzie, ślizgają się w miejscu pod górkę i tworzą olbrzymie korki. To, co od lat przejeżdżam w 15 minut, w takich warunkach czołgam się co najmniej godzinę. No cóż... Może kiedyś będzie lepiej.
Nauczyłem się być uzaleznionym kawoszem od Skandynawów. Od Szwedów, a najbardziej od Norwegów. Operację podłączenia się do elastycznego ropociągu platformy wydobywczej, typowo zaczynało się o 06:00, a kończyło się zazwyczaj około 13:00. Wówczas każdy z nas na mostku wypijał, jak pamiętam, przynajmniej siedem solidnych kubków kawy. Była ona smaczna i trzymała nas w tę krytyczną operację w napięciu i w koncentracji. To coś, co można porównać do lądowania samolotu na lotniski. Ale nie parę minut, tylko te 7 godzin napięcia.
Lata minęły jak zrozumiałem dlaczego wypijaliśmy aż tak dożo kawy, gdy kilka godzin musieliśmy być w intensywnym napięciu pracując przy operacji systemu bow loading, do czego wymyślono odrębną kategorię tankowców – shuttle tanker – które mogły bezposrednio odbierać ropę naftową na otwartym morzu od platform wydobywczych.
Otóż teraz wiem, że nawet duża porcja kawy, tak jak to się klasycznie pije, a konkretnie kofeina w tym napoju (herbata i wiele napoi też ją mają), energizuje ciebie najwyżej na jedną, maksymalnie półtora godziny, manipulując glukozą i insuliną, a potem efekt kawy się wyłacza, a my czujemy się zmęczeni, ospali i bezmyślni. Czyli by utrzymać poziom koncentracji trzeba szybko sięgać po kolejną kawę. Niestety, taka jest właśnie fizjologia człowieka. Czy to jest zdrowe? Głosy są różne. Czyli cholera wie.
No i właśnie przed rokiem, gdy zaintersowałem się odżywianiem i przeróżnymi dietami, bo właśnie przeszukując takie "nauki", jak co jeść, aby być pięknym, zdrowym i genialnym, natrafilem na dietę keto. To jest coś kontrowersyjne, bo istotę tego stanowi czerwone mięso i należy odrzucić wszystko co ma węglowodany – czyli to, co ma jakiekolwiek cukry. A jest on przecież prawie wszędzie. Nawet mleko ma glukozę i laktozę.
Nie będę dalej tej diety opisywał, bo tutaj chodzi o kawę. Można ją pić, gdy sie ją kocha, ale tylko jeżeli jest to kawa kuloodporna. A co to jest, wyjaśnia Wikipedia.
"Kawa kuloodporna (ang.bulletproof coffee) to wysokokaloryczny napój, będący połączeniem czarnej kawy z dodatkiem tłuszczów, najczęściej masła klarowanego (ghee) i oleju MCT (średniołańcuchowe kwasy tłuszczowe), który blenduje się, aby uzyskać kremową konsystencję. Stworzona przez Dave'a Aspreya, jest popularna w diecie ketogenicznej, ma dostarczać długotrwałej energii, zwiększać koncentrację i pomagać w redukcji łaknienia, często zastępując śniadanie."
Już ponad pół roku piję tylko włąśnie taką kawę. I wierzcie, sami się możecie przekonać, to fantastycznie działa. Jak to się mówi, daje kopa na pół dnia.
Oczywiście eksperymentowałem i ocenialem, by osiągnąć najlepszy dla mnie efekt. Więc opiszę moje własne doświadczenia. Jest sporo opisów, lub tak zwanych "porad" jak zrobić najdoskonalszą kawę kuloodporną. To zazwyczaj teksty klasy TikToka, gdzie dziunie po wielu operacjach plastycznych, z wargami jak to jest w niektórych rybach i mięśniaki na proteinowych odżywkach, którzy w tygodniu regularnie chodzą na "siłki", by w weekend naćpać się prochami i uchlać szotami, kupują sobie takie coś, jak olej kokosowy, czy ten MCT, w cenie 80zł do 140 za 1/2 litra. To klasyczna pycha i próżność nowobogackich głuptaków. Tak więc ja, owszem, po eksperymentach, piszę o własnych doświadczeniach, i nie tylko najlepszą, a i najtańszą kawę sobie wykombinowałem. Oczywiście możecie sami eksperymentować. To zawsze jest efekt indywidualny i może użycie innych dodatków będzie dla was lepsze. Jedno tylko jest ważne: - żadnych węglowodanów.
Więc osobiście stosuję tylko kawę z ekspresu, kakao, masło klarowane, plus szczypta soli, niestety dwa małe słodziki, bo ta pewna słodkość jest mi potrzebna i małą porcję mielonego hardamonu.
W tych niby naukowych poradach poleca się takie przyprawy jak cynamon, czy jak kurkuma, koniecznie podparta zmielonym pieprzem, bo to zwieksza dziesięciokrotnie jej aktywność. Próbowale wszystkiego. Było tylko gorzej. A po kurkumie z pieprzem byłem tak napompowany hormonami, czy enzymami, że trzęsły się ręce i koncentracja była kiepska. Ale jak chcecie, to można sobie poeksperymentować i dobrać do swojego temperamentu.
Czyli tak – narzedzia, czy instrumenty do zrobienia sobie takiej kawy to: - ekspresik domowy (ale można też sobie skorzystać z innych sposobów robienia kawy. Ekspres ma to dobre, że można sobie wybrać swobodnie ilość napoju i pozostałe patrametry zgodnie ze swoim upodobaniem. Osobiście robię sobie kubek kawy nieco powyżej pół litra. Takie włoskie esspresso – jeden, dwa łyki, czy grecki i arabski sposób, mnie osobiście doprowadza do tętna gdzieś powyżej 140/min. Nie lubie takiej, na dodatek krótkotrwałej podniety.
No i robię sobie taką kawusię, z reguly poranną, z tego co wyżej podałem: - najpierw daję do metalowego kubka (piję z porcelanowego, ale o tym dalej) półtorej łyżeczki klarowanego masła, na to szczypta soli i słodziki, to posypuję czubatą łyżką dobrego kakao (najlepiej to czarne. Żadna czekolada!) i na koniec nieco mniej niż pół łyżeczki kardamonu. I teraz (mój wynalazek i odpowiedź, dlaczego zaczynam od metalowego kubka) ostrożnie nad ogniem pieca w kuchni podgrzewam chwilę, aż wszystko się roztopi i stanie się płynne. Wtedy szybko stawiam w ekspresie i uruchamiam tam dużą kawę.
Kupilem sobie taki tani ręczny blender (tylko ja mogę go używać i tylko do kawy) za jakieś 100zł. Jest świetny i nasz polski.
Kawę z metalowego kubka przelewam do pojemnika blendera i licząc do 30 sekund mieszam kawę, aby wszystkie ingrediencje się dobrze rozpuściły i wymieszały. Na końcu mieszania na wierzchu robi się piękna, jasna pianka. I już. Konec. Nie dłużej niż 5 minut.
Odczujesz efekt gdzieś po 10, 15 minutach. Wtedy jeśli miałeś myśli samobójcze, to nagle chce się wesoło żyć. Nie opiszę dokładnie co odczuwam, ale ilość wigoru, dobrego humoru, ochoty do robienia czegoś dobrego i eksplozja myśli jest kolosalna. I co bardzo ważne: - nie masz jak po klasycznej kawie spadku energii już po godzine, bo kawa kuloodporna, nie prowokuje akcjii insuliny i nie napełnia cię cukrami, które pną się do góry, by potem gwałtownie spaść. Ta moja kawa trzyma wysoki poziom energii i dobrego samopoczucia przez 6, 7 godzin. I dodam, chcesz dobrze spać, to drugą kawę nie powinieneś pić po godzinie 14:00. Ja często piję tylko jedną kawę rano.
Jest też UWAGA! Dla takich seniorów jak ja i pewnie kilku z moich czytelników. Otóż eksperci z diabetologi, czy gastrologii zalecają by po dwóch kolejnych dniach kawkowania zrobić sobie jeden dzień przerwy. Nie mamy już tyle zapasu energii, by nie trzeba się zregenerować i odpocząć.To nie jest żadne halo, bo przecież wszyscy sportowcy wyczynowi też muszą – czasami długo dłużej odpocząć i zebrać nowe siły. No jeszcze jednak nie jesteśmy robotami zdolnymi pracować 7/24.
No tak... jeszcze przed rokiem 2020 byłem smakoszem. Po pokowidowych efektach nie mam ani dobrego smaku i dobrego węchu. Ci od szczepionek powinni być za kratami i codziennie karmieni zestawem dla tucznych zwierząt.
A dobrych przepisów znam mnóstwo. I lubię sobie kucharzyć. Moje śledzie na Wigilię... I kaczki pieczone pierwszego dnia świąt.
Ale tę kawę szczerze polecam.
Pierwszy raz słyszę o takiej kawce... Dziękuję za poszerzenie horyzontów. PS Dobrze znowu Pana widzieć na łamach NB :)
I kandy dżindżerek do tego .
Nie lubię dodatków do kawy. Piję tylko z mlekiem 7,5%, wyłącznie polskim, z Gostynia, bez cukru. Cukier do kawy pobieram z żoninych ciast, które mają zredukowany poziom do 30% przepisów na te ciasta.
No i czekam aż w końcu szlag trafi Saeco podarowane na prezent nasz ślubny. Tyle lat, już siedemnaście, a nigdy nie bylo w serwisie, oringi jeszcze fabryczne, nawet go nigdy nie odkamieniałem.
Idę na kawę...
"A Sylwester parę dni później, to towarzystwo nieliczne. Wina pogody – zimowa zawierucha jakiej dawno nie było"
I żadnego zachwytu nad Sylwestrem Republiki w Chełmie specjalnie organizowanego przez pisiorów dla pisiorów?
Zdzichu
Ty masz mnie za pisiora? Dlaczego? Dlatego, że jestem prawicowym patriotą? Bandę Tuska oceniam na ZERO, a PiS na 3-. Ja walczę o nową Polskę po remoncie.
A światowy UPADEK SYSTEMU WŁASNIE SIĘ ZACZĄŁ. My się cieszymy Sylwester, a nawet Iran sie rozpada. Chaos taki wyprodukowali i łżą nonstop, że nie ma sensu o tym pisać.
Pisiora poznać można po jego gorącym zaprzeczaniu bycia pisiorem.
Pisu pisu pisu, pisu pis :)
"A światowy UPADEK SYSTEMU WŁASNIE SIĘ ZACZĄŁ."
W 1933 gdy w Niemczech zaczęto gnoić pedałów, Żydów, komuchów to w Polsce Prawdziwi Patrioci aż się palili by wziąć przykład, koniec końców po 1939 wylądowali tam gdzie chcieli wsadzić pedałów, Żydów i komuchów.
Tylko idiota nazywający siebie prawicowcem zaciera łapki bo gdzieś tam wpadło Delta Force i jakiegoś dyktatora pojmali.
https://www.google.com/s…
Szczurze lądowy już bezkresny wody kosmos zdradziłeś,a oceany cię wzywają,fala za falą,śpiewają wróć choć ten jeden ostatni raz...lód słońce wiatr Ziemia wołają,wypij choć jedną gorzką za nasze wspomnienia,za ten morza trud,samotny łyk przygody.Orzeł wylądował, ....powtarzam...Orzeł wylądował!
"Nauczyłem się być uzaleznionym kawoszem od Skandynawów."
Ja się przerzuciłem na energetyki, zwykle Zero Sugar, ale plus vitamins. W sumie mam światopogląd naukowo-techniczny i nie wierzę w totalnie oświeconego Boga Ramtha, bo nigdy nie przychodzi na ratunek tylko rozpier*ala świat jak Bóg Sziwa :)
Był program, bodajże w Nationa Geo, ze ten niewinny słodzik, by zachował trwałość, stabilność, rozpuszczalność itp, zawiera 21 substancji chemicznych o nieokreslonych skutkach ubocznych.
Ja już wolę cukier, taki starodawny.
@tri - "Ja już wolę cukier, taki starodawny." - brawo ty ! :))