Akcja pomocy Ukraińcom zawiesiła na chwilę problem szczepień. Ale temat Ukrainy już się chyba opatrzył. Wraca reklama szczepień przeciwko Covid-19. Tym razem jako akcja społeczna pod hasłem „Chcę zrozumieć”, które to hasło ma być propagowane w mediach rządowych i prywatnych. Wysłuchałam w „Republice” konferencji prasowej na temat szczepień, podczas której na pytania dziennikarzy odpowiadali pani Aleksandra Lewandowska konsultant krajowy w dziedzinie psychiatrii dziecięcej oraz minister zdrowia pan Niedzielski. Pani Lewandowska stawia tezę, że niechęć wobec szczepień wynika z niewiedzy i agituje aby rozmawiać z bliskimi na temat szczepień „ z uważnością”. Jak rozumiem z bliskimi o ograniczonych możliwościach poznawczych. Niestety, nie potrafię słuchać „z uważnością” kogoś kto kaleczy język polski. Zwrot „z uważnością” przypomina mi powszechnie wyśmiewaną reklamę podpasek Always z 1992 roku, których to podpasek urocza pani Anna Patrycy używała „z taką pewną nieśmiałością”. Wprawdzie pani Katarzyna Kłosińska ekspert językowy z UW twierdzi że: „To, że dane słowo nie jest rejestrowane przez słownik, nie stanowi podstawy do tego, by go nie używać (-) uważność to cecha kogoś, kto robi coś, będąc skupionym i dokładnie obserwując przedmiot czynności bądź towarzyszącą jej sytuację. Nie jest więc to synonim uwagi” ale pani Kłosińska zupełnie mnie nie przekonuje. Normą językową staje się dla niej każdy często używany i powielany błąd językowy. Czy rzeczywiście mamy prawo mówić „ ja rozumie” zamiast „ja rozumiem”, bo tak mówi większość polityków oraz: „ w cudzysłowiu” zamiast: „ w cudzysłowie” , bo tak mówi choćby minister Niedzielski co zaprezentował podczas konferencji prasowej? Jeżeli to wszystko jedno jak mówimy to jakim prawem i po co wymaga się od uczniów prawidłowej ortografii, składni i logiki wypowiedzi?
„Gdyby było wszystko jedno to by się chłop z chłopem żenił” - mówiło kiedyś ludowe porzekadło. I wykrakało.
Wykładowcy uniwersytetu (jak pewna pani profesor ze Szczecina) mówią obecnie językiem marginesu społecznego. W 2003 roku nagrodę Nike otrzymała powieść Doroty Masłowskiej „Wojna polsko- ruska pod flagą biało- czerwoną” epatująca czytelnika nadużywaniem słów, którymi prostacy zwykli wyrażać swoje wszelkie emocje. Językoznawcy twierdzą, że język żyje i ewoluuje i trzeba akceptować jego zmiany. Również zapożyczenia i klisze z innych języków oraz żarty, które stają się normą językową dzięki takim specjalistom jak rzeczona pani z poradni językowej. Na przykład w kultowym filmie „Rejs” Himilsbach (to ten który obawiał się „zostać z angielskim”) używa zwrotu „ w tych pięknych okolicznościach przyrody”. Ku memu zdumieniu dziennikarze używają obecnie tego powiedzenia zupełnie serio. Stało się niespostrzeżenie normą językową. Podobnie słowo epicki , które w języku polskim oznacza powieściowy, literacki. Epicka opowieść będzie oznaczała historię, która nadaje się do jej opisania w powieści. Tymczasem obecnie używa się terminu epicki w sensie „wspaniały”. To oczywiście typowa kalka z języka angielskiego. Podobnie termin „lasy tropikalne”, które nazywane są w Polsce „lasami deszczowymi”. Kalką z języka angielskiego jest również inne niezręczne sformułowanie ministra Niedzielskiego . Na pytanie dziennikarza o projekt tak zwanej „ opieki skoordynowanej” nad chorym odpowiada, że w zasadzie istnieją dwa „obiekty” dyskusji. W języku polskim mówi się „przedmiot dyskusji”. Nie wolno mechanicznie przenosić tego słowa z języka angielskiego. Zapytany o termin ważności szczepionek minister Niedzielski odpowiedział, że „ certyfikat przedłużono w Polsce w nieskończoność”. Przypuszczam, że miał na myśli fakt, że szczepionka uzyskała bezterminowy certyfikat ważności. Pan Niedzielski jest podobno ekonomistą. Certyfikat szczepionki jest problemem prawnym i należy używać języka prawniczego a nie potocznego. W nieskończoność w języku potocznym można tylko bredzić. Przy okazji -należy mówić „język potoczny” a nie „kolokwialny”. „Język kolokwialny” to też kalka z języka angielskiego. Zapożyczenia z obcych języków mają własną logikę. Być może słowo kolokwialny wydaje się ludziom eleganckie i świadczące o ich przynależności do elity.
Wybryk niejakiego Sikorskiego, który niefrasobliwie podziękował USA za rzekome uszkodzenie Nord Stream pokazał niezwykle istotny mankament naszej klasy politycznej. Ci ludzie zupełnie nie rozumieją nie tylko swoich powinności lecz również ograniczeń wynikających z funkcji, którą im przyszło pełnić. Parafrazując znane porzekadło można powiedzieć: „nie wolno wojewodzie co tobie narodzie”. Inaczej mówiąc – osoby pełniące funkcje publiczne ( nawet tylko w przeszłości) muszą zrozumieć, że do niedogodności ich pozycji społecznej należy fakt, że nie mogą wyrażać się we właściwym sobie (na przykład wyniesionym z rodzinnego domu) języku, nie mogą wycierać nosa rękawem i wymiotować w Sejmie do doniczek. Nie powinni również skakać po krzesłach w japońskim parlamencie, bełkotać po pijanemu na uniwersytecie, ani wsiadać do samochodu przez bagażnik. Nie wolno im szarpać za ramię brytyjskiej królowej, ani wydawać jej jak psu rozkazu „sit down”. A przede wszystkim nie mogą publicznie paplać co im ślina na język przyniesie. Nawet jeżeli przypadkiem mają rację. Nie mogą na przykład radzić załamanym ofiarom powodzi żeby się ubezpieczały, ani pytać ich: „ jak wam się powodzi powodzianie?”.
Trudno mi zapomnieć pewnego polityka (prawicy zresztą, nazwisko litościwie przemilczę), który cytując słynną rozmowę Kmicica z księciem Bogusławem powiedział : „ Rzeczpospolita to połeć czerwonego sukna” zamiast „ Rzeczpospolita to postaw czerwonego sukna”. Ten sam polityk w obecności szwedzkich dostojników użył sformułowania „puszka z Pandorą” i zrugał tłumaczkę, która go poprawiła.
Klasa polityczna posługując się właściwym sobie językiem powoduje, że język polski umiera. Zastępuje go specyficzny pidgin – język prymitywnych tubylców powstały w oparciu o zniekształcony język kolonizatorów.
- Zaloguj lub zarejestruj się aby dodawać komentarze
- Odsłony: 8420
Powtórzę za kornelem Ujejskim " Inni szatani byli tam czynni" bo teraz mamy dyktaturę wykształciuchów.Ludzi , którzy mają dyplomy z marketingu , psychologii, zarządzania, którzy nie znają się na medycynie ale decydują o szczepieniu dzieci nie zbadaną szczepionką, nie znają się na fizyce jądrowej , ale chcą budować elektrowni jądrowe, a właściwie nie znają się na niczym.z wyjątkiem strategii "duraczenia" społeczeństwa. To dzieje się w skali światowej nie tylko w naszym nieszczęsnym kraju.
Tak ale Kisielewski pisząc o " dyktaturze ciemniaków" miał na myśli to pierwsze pokolenie władców PRL- niewykształconych i dobieranych zgodnie z regułą : " nie matura lecz chęć szczera..". . Demokratyzacja edukacji , punkty preferencyjne spowodowały, że pojawiła się nowa kategoria wykształciuchy czyli ciemniacy z dyplomem.
Zapamiętam i będę używać.
Używam terminu " klasa" w sensie socjologicznym. Nie w sensie potocznym gdzie słowo " klasa" oznacza wysoki poziom.
Napisałem to z przekąsem. Twoje intencje były dla mnie zrozumiałe, ale inaczej do tego nie da się "podejść". To troszkę taki śmiech przez łzy. Dzisiaj ponownie swoją "klasę" pokazał niejaki Sikorski.
Mnie też bawiło gdy Himilsbach w Rejsie mówił o " okolicznościach przyrody". Przestało bawić gdy setny durny dziennikarz poważa to zupełnie poważnie.
Czyli popychadłem odwalającym swoje minimalnym wysiłkiem za minimalne ale gwarantowane pieniądze.
Niszczenie edukacji to cios w kulturę, fundament istnienia narodu. Ludzie tutaj podniecają się że zawładną nami Niemcy, Żydzi czy Ruskie. Tylko że niedługo może już nas po prostu nie być. Bo będziemy jak niczym się nie wyróżniająca wśród innych niewyraźna masa zarządzana za pomocą najprostszych bodźców. Nawet język szybko przepadnie wchłaniając opisywane wyżej anglicyzmy. Co widoczne jest zwłaszcza w kulturze korporacyjnej. Czyli tej coraz bardziej dominującej.
Postępowanie rządu PiS jest znamienne i cechuje się wyraźną logiką. Z jednej strony mamy promocję disco-polo, z drugiej politycy sami też równają do tego poziomu a w tle postępujący upadek edukacji. PiSowcom i ogólnie całemu narodowi wystarcza jeden bazowy bodziec: pieniądze. To on ma decydować o tym że PiS jest lepszy niż poprzednicy. Reszta dla wyborcy jest bez znaczenia.
Nawet za przebrzydłej komuny nie propagowano takich twórców i wykonawców jak Zenek Martyniuk. dla których jest miejsce na zabawie w strażackiej remizie do uczestnictwa w której nikt nikogo przecież nie zmusza. W reżimowej telewizji .przedstawiano transmisje z filharmonii i sztuki teatralne a nie szkołę prostytutek na rajskiej wyspie. .. Nie do pomyślenia było również żeby profesor uniwersytetu "rzucał panienkami" jak pewna wykładowczyni ze Szczecina. W Sejmie byli prostacy ale nie było wariatek jak pewna dama która publicznie dźgała igłą czy nożem laleczkę przedstawiająca prezesa. Demokracja to faktycznie "równanie w dół".
Lektura książek wydanych w okresie PRL-u utrwalała w (pod)świadomości czytającego prawidłowe formy językowe. Lektura obecnie wydawanych książek — już niekoniecznie. Brak korekty chyba winien być karany z urzędu — jako przestępstwo wobec kultury narodowej — bo inaczej nie zmusi się prywatnych wydawców do dokonywania korekty.
1 - Politycy piją droższe trunki, bo ich po prostu na to stać. Co wcale nie znaczy, że mniej.
2 - Politycy kłamią "na beszczela" patrząc prosto w oczy, margines w większości, jak kłamie, to nie robi tego w oczy, bo nawet im wstyd
3 - Politycy obiecują gruszki na wierzbie, choć wiedzą, że tych obietnic nie dotrzymają, margines nic nie obiecuje, najwyżej prosi o wsparcie
4 - Politycy żyją w przekonaniu, że wiedzą od nas lepiej i wszystko robią dla naszego dobra, margines dba o siebie i głośno to artykułuje
5 - Polityce udają kogoś kim nie są, margines jest zawsze sobą.
Amen.
Proszę bardzo, własna inwencja mile widziana :) Ja się odniosłem do tego, co zostało zaproponowane. Choć próbując porównać te dwie grupy, mogłabyś obrazić margines społeczny :)
Droga Sake,
Rozumiem, część komentatorów nie zdaje sobie sprawy lub po prostu nie wie tego, że do dzisiaj radni Warszawy pracują zdalnie, a kolejne apele radnych PiS, by wszyscy powrócili do pracy stacjonarnej spełzają na niczym. Może z tego powodu te nieodrzeczne komentarze na temat pandemii są zamieszczane? Rzeczywiście praca zdalna może być rujnująca dla opozycyjnych urzędników, bo jak poza urzędem służyć ludziom :))
Co do prawdomówności polityków, a tym bardziej pustych obietnic wyborczych, to zapewnia im Konstytucja, która zwalnia z odpowiedzialności karnej za głoszone a niespełnione obietnice.
Podobnie ma się sprawa z przyjętymi ustawami, wg prawa, każda ustawa z zasady jest konstytucyjna, do czasu jak zostanie zaskarżona i zostanie ogłoszone orzeczenie TK, że dana ustawa nie jest zgodna z Konstytucją, taki los spotkał "kompromis aborcyjny", który jest niekonstytucyjny, powodując wycie lewactwa o łamaniu Konstytucji !!
Po drugie secundo---"Dziennikarze" w mediach...analfabeci z kluchami w gębach...bełkot,jąkanie i brednie.
Po trzecie tertio---polszczyzna jest w zaniku..."wUkrainie" i inne nowotwory...porozumiewanie sie sms-ami nie wymaga nauki j.polskiego,tylko sprawnego kciuka.
Ergo: Onet i Interia....chcą nas uczyć polszczyzny...egzaminy w LIDLU i ALDI
A jednak jest poważny problem z tymi błędami, bowiem nie służą one wcale jasności ani bezpośredniości - znów nie wiem czy takie słowo powinno tu wystąpić - komunikacji. Zupełnie odwrotnie, przekaz wyrażany taki kaleki sposób, staje się... MĘTNY, niejasny, niezrozumiały. I... TAKI MA BYĆ! Bowiem komunikacja stała się narzędziem walki. Narzędziem walki silniejszych ze słabszymi. Narzędziem, za pomocą którego słabszych się jeszcze osłabia. Dlatego właśnie tak wiele wypowiedzi ma albo elementy absurdalne albo kompletnie niejasne, albo to jeden wielki nonsens. Dzieje się tak z jednego zasadniczego powodu - ci, co formułują przekaz, nie chcą odbiorcom mówić PRAWDY. Bo albo tej prawdy nie znają, a coś muszą powiedzieć, albo tę prawdę znają, ale nie chcą lub nie mogą jej ujawnić. Zatem mowa staje się środkiem ZACIEMNIANIA prawdy, zamazywania realności.
Bo uprzednie w stosunku do komunikowania się są: proces ROZUMIENIA rzeczywistości i postawa uczciwości. Jak ktoś rzeczywistość dobrze rozumie i chce uczciwie to wyrazić, to nieświadomie dobiera poprawne, przynajmniej w odniesieni do zrozumiałości komunikatu, formy języka. Jak ktoś rzeczywistość ukrywa albo jej nie rozumie, a o niej innych poucza, to co ma z tego wyjść? Jego umysł sam sabotuje sens wypowiedzi, bo ta wypowiedź sensu, poza próbą destrukcji myślenia odbiorcy, nie ma.
Porozumiewać się można również na migi a w wielu sprawach bez słów. Język determinuje myślenie. Język odgrywa poza tym rolę wyróżnika społecznego.Ludzie rozpoznają się po języku. Rozpoznają pochodzenie grupę społeczną, wykształcenie. Każda kultura i podkultura ma swój specyficzny język. Jeżeli język umiera oznacza to że ginie związana z nim kultura, grupa społeczna czy nacja. Sołżenicyn bolał bardzo nad faktem, że umiera język rosyjski. Podczas pobytu w USA pisał, że większość Rosjan używa 300 słów i nie rozumie znaczenia najprostszego tekstu. I to nie dlatego że są analfabetami.Dlatego że są wykształciuchami. To Sołżenicyn właśnie wymyślił niezwykle trafny termin "образованщина " a jego polski odpowiednik zaproponował Roman Zimand.
Pozwoli pani w tych kwestiach pozostanę przy swoim; youtube.com
Następnie proszę spojrzeć na listę pojawiającą się obok, a zdobędzie pan wiedzę kto zacz i sam skojarzy ze sceną polityczną. To jest mityczna „Słowenia czy Słowacja” (bez urazy dla państw sąsiednich i nam przyjaznych), która powinna zastanowić, a u nauczycieli wzbudzić głęboką refleksję. Oczywiście nie tutaj, bo akurat ten blog uważam jest solidny z wyjątkami, ale są obok „blogi nauczycielskie”, a odpowiedzi nie można się doprosić od lat.
Co proponują nauczyciele w tej sytuacji?
Ale problem zaczął się już ze dwadzieścia parę lat temu. Gdybym nie miał okazji uczyć wówczas w szkole, nie wierzyłbym.
Ale problem zaczął się już ze dwadzieścia parę lat temu.
Oczywiście, że tak. Również doceniam to pierwsze nauczycielskie słowo prawdy.
Czy można było tak nadal trwać?
Aczkolwiek nie można ich winić za całokształt.
Ja używam nawet "proszę się powiesić", albo jak jestem w gościach "gdzie mogę się powiesić". Ba, używałem dużo wcześniej niż nastał tzw. "seryjny samobójca" :-)
Przypominam sobie taki wytwór "dziennikarza" na tym portalu: "Andrzej Duda wyraził akces do bycia prezydentem" - nie przyszło mu do głowy napisać po prostu: A. Duda zgłosił swoją kandydaturę w wyborach prezydenckich.
Nie przyszło mu również do głowy, że „akces” się zgłasza, a nie „wyraża”; frazeologia stała się ostatnio nauką tajemną, dostępną jedynie nielicznym.
Zresztą, z ortografią jest podobnie… widać po wpisach na forach Internetowych, że gdyby nie automaty wbudowane w przeglądarki, korygujące te błędy, to nie dałoby się bez wymiotowania tego czytać. A po czym to można poznać, że to przeglądarka koryguje, bo „komentator” ortografii nie zna? Po licznych błędach typu „razem, czy osobno”; po wszystkich tych „na prawdę”, „nie daleko”, „po prawnie” itd. Tego typu błędów automat już nie skoryguje.
Zatem jeśli ktoś nie wie, że „poprawnie” należy pisać łącznie, to co on(a) może wiedzieć o tym, „czy 'rz', czy 'samo ż' ”?
No nie, "kolokwium" pochodzi z łaciny. Oznacza "rozmowę", a na studiach sprawdzian :-)
Tak więc Pan Profesor „dopuszcza kompresowanie, bo ludzie tak mówią” — zaś owi ludzie tak mówią, powołując się na autorytet Pana Profesora. I tu koło się zamyka.
Z innej beczki: wiele zła robią portale Internetowe, intencjonalnie zachwaszczające nam język, w czym prym wiedzie chyba Onet. Sądziłem, że „architektki” (proszę spróbować to wymówić) nic nie przebije, ale jeszcze bardziej „spodobało” mi się (chyba na zasadzie nowości) znalezisko z wczoraj. Cytat z wypracowania niejakiej Soni Miniewicz:
„…dostała prawdziwą szkołę życia – bywała częstą gościnią na przesłuchaniach…”
Otóż ta „architektka” — i „inne takie” — uzasadniane były rzekomą potrzebą podkreślenia, iż kobiety „nie są gorsze niż mężczyźni” (że niby w wielu zawodach uważanych za „typow męskie”, czy coś). Wygląda na to, że teraz już zachodzi potrzeba podkreślania, iż kobiety w ogóle gdziekolwiek mogły być zapraszane. Albo, że poprzednie „uzasadnienie” zaśmiecania polszczyzny to był tylko taki pic na wodę.
Jakiś czas temu Ziemkiewicz, w jednym ze swoich weekendowych kazań, powiedział odnośnie tych „feminatywów”, że „nie musimy małpować Anglosasów” — i nie miał racji. Nie miał racji — bo Anglosasi wcale tak nie robią! Nie mają np. żeńskich odpowiedników tak często używanych określeń jak np. „singer”, „driver” itd. — chociaż od „actor” jest „actress”, prawda? — nie mają w ogóle żeńskich odpowiedników wielu(set?) rzeczowników kończących się na "-cian", "-ist" itp. (np. „technician”, „psychologist”, „scientist”), mało tego — zwróćmy uwagę, jak łatwo utworzyć jest „feminatyw” od tak często używanego terminu, jak np. „director” — byłaby to „directress” — a nie tylko nie ma tego w angielszczyźnie, ale i nikt tego nie postuluje!
Kiedy skończy się to zaśmiecanie i barbaryzowanie polszczyzny?
Jak również „legendarny” — które po polsku oznacza: „nie wiadomo, czy naprawdę istniał” (np. legendarny Piast Kołodziej). Zaś obecnie — na zasadzie kalki z angielskiego — najczęściej (tak, najczęściej!) używa się tego określenia w znaczeniu: „od dawna sławny, znany i uznany” (np. „legendarny Eric Clapton”).
Podobnie termin „lasy tropikalne”, które nazywane są w Polsce „lasami deszczowymi”.
Tu z kolei chodzi o zwyczajną „polityczną poprawność”; podobno (nie wiem, czy to prawda, bo dziwnie takie tłumaczenie brzmi) słowo „dżungla” miało, jako pejoratywnie brzmiące(?), urażać czyjąś-tam „wrażliwość”, więc Anglosasi uparli się zastąpić to słowo określeniem „rain forest”.
Tak więc „las deszczowy” to po prostu dżungla.