Białoruś: rekonstrukcja wydarzeń,polska pomoc i geopolityka

Dzisiaj mija równo miesiąc i tydzień od ogłoszenia przez białoruską Centralną Komisję Wyborczą oficjalnych wyników wyborów prezydenckich, które odbyły się po 23 latach nieprzerwanych rządów Aleksandra Łukaszenki. Warto je przypomnieć: Łukaszenko 80,1% , Swietłana Cichanouska 10,1%, frekwencja miała wynieść 84,28%. Niezależna organizacja licząca głosy wyborcze „Głos” („Hołas”) wraz z inicjatywą „Uczciwi Ludzie” („Czesntynyje Liudi”) uznała, że większość oddanych głosów na kandydatkę opozycji została nieuwzględniona. Przed wyborami na tejże platformie zarejestrowało się ponad milion ludzi : 1. 065. 510 wyborców. Oddali oni głosy w następujący sposób: S. Cichanouska 95,44%, a Łukaszenko 1%. Oczywistym jest, że zarejestrowali się tam w olbrzymiej większości zwolennicy opozycji, tym niemniej...
Łukaszenko wygasza strajki 
Od wieczoru wyborczego w Mińsku i wielu innych miastach obwodowych ,zwłaszcza w Grodnie, Homlu i Brześciu, a także w szeregu rejonowych odbywają się codziennie masowe protesty i /lub pikiety uliczne. Ogłoszono także strajki lub akcje protestacyjne w wielkich państwowych firmach, takich jak znajdujące się w Mińsku fabryka traktorów MTZ, fabryka ciężarówek MAZ, fabryka broni MZKT, koncern metalurgiczny BMZ w Żłobinie, fabryka nawozów potasowych Biełaruskalij w Soligorsku, fabryka pojazdów budowlanych „Biełaz” w Nowopołocku i petrochemia „Naftan” również w Nowopołocku. W tej chwili Łukaszence udało się te strajki wygasić, co uznaje się przez zewnętrznych obserwatorów jako jego sukces. Eksperci uważają, że dla reżimu w Mińsku znacznie groźniejsze od nawet masowych protestów ulicznych były właśnie akcje strajkowe. 
Najbardziej brutalne tłumienie protestów nastąpiło w trakcie pierwszych czterech dni protestu – od 9 do 12 sierpnia. Według oficjalnych danych MSW Białorusi aresztowano wówczas 6 700 osób. Niezależne ,krytyczne wobec władz, centrum VIASNA na 1 września zidentyfikowało nazwiska 5148 osób aresztowanych i w stolicy i 819 osób w innych miastach. Udokumentowano pobicie przez OMON i milicję oraz przypadki tortur u blisko pół tysiąca ludzi. 
„Punktowe” represje i wymuszanie emigracji  
Po około 100 godzinach najbardziej intensywnych aresztowań kolejne represje miały charakter „punktowy”. Dokonywano zatrzymań określonych liderów, np. przedstawicieli Rady Koordynacyjnej, którą powołał sztab wyborczy i sympatycy Swietłany Cichanouskiej. Rada liczyła 7 członków, przy czym 24 sierpnia zatrzymano dwóch z nich: W. Kawalkową i S. Dylewskiego. Ten drugi był szefem komitetu strajkowego mińskiej fabryki traktorów MTZ. 
Białoruskie służby w ostatnim czasie działają wg. następującej taktyki: represje dawkuje się, aresztowania dotyczą najbardziej aktywnych działaczy i demonstrantów, ale – uwaga- raczej ze względów propagandowych unika się aresztowania kobiet. Powszechnie natomiast zatrzymuje się niezależnych dziennikarzy, także reprezentantów mediów zagranicznych. Tylko w przypadku telewizji nadającej w języku białoruskim, a mającej siedzibę w Polsce i finansowanej przez polskie państwo – „Biełsat” zatrzymano 49 dziennikarzy (stan na 14 września), w tym szereg reporterów wielokrotnie. Szereg razy również zabierano akredytacje, taśmy i nagrania. Częstą praktyką było i jest blokowanie dostępu do Internetu i portali społecznościowych.
Strategia reżimu w Mińsku polega, jak się wydaje, na pozbywaniu się z kraju najbardziej aktywnych działaczy opozycyjnych na zasadzie „niech szumią, ale zagranicą”. W ten sposób chce się pozbawić protestów ich liderów, jednocześnie sugerując ich powiazania np. z Polską, w której już kilkaset osób (liczba ta systematycznie rośnie) uzyskało mniej lub bardziej formalny azyl polityczny. Polskie władze z kolei przyjęły rozsądną, jak się wydaje, taktykę przyjmowania do kraju wszystkich osób, które zgłaszają fakt represji, zatrzymań, itd. Oczywiście szereg liderów opozycji wyjechać – i w ten sposób pozbawić się wpływu na protesty – nie chce. Podawano przykład zatrzymanej w Mińsku przez „nieznanych sprawców” Marii Kolesnikowej, którą wywieziono na granicę z Ukrainą, aby ją wyrzucić z Białorusi, ale nie tylko odmówiła ona wyjazdu z kraju ,bo nawet podarła paszport, aby to uniemożliwić...
„Idea Jagiellońska”? Nie, zwykły pragmatyzm  
Wspomniałem już o nastawieniu władz polskich. Warto przypomnieć ogłoszony przez rząd RP „Plan Solidarności dla Białorusi”. Składa się on z pięciu punktów: 1) wsparcie dla osób represjonowanych, 2) program stypendialny, 3) ułatwienia przy wjeździe do Polski i dostępie do rynku pracy, 4) pomoc niezależnym mediom, 5) program organizacji pozarządowych wspierających społeczeństwo obywatelskie na Białorusi i białoruskie niezależne media. 
Ów „Plan Solidarności dla Białorusi” ma kosztować polskiego podatnika 50 milionów złotych. Jeżeli jego efektem będzie zwiększenie bezpieczeństwa Polski i zmniejszenie – co oby! – wpływów rosyjskich w tym kraju, to nie jest to wysoka cena. 
Polska będąc jednym z trzech krajów członkowskich UE, który graniczy z Białorusią, obok Litwy i Łotwy, ma szczególną rolę w procesie, który określiłbym jako „westernizację” Mińska. Nie jest to proces ani łatwy, ani krótki- zajmie całe lata. Warto porównywać Białoruś z Ukrainą i porównywać trzeba, jednak z założeniem, że gdy chodzi o stosunek do Rosji, oba społeczeństwa różnią się w tej sprawie ,także w wymiarze historycznym. Tradycje antysowieckie i antyrosyjskie na Ukrainie były i są dużo większe i powszechniejsze niż na Białorusi. Gdy w zeszłym tygodniu w Brukseli, na placu Luksemburskim, znajdującym się tuż przed siedzibą Parlamentu Europejskiego, uczestniczyłem w demonstracji „Solidarności z Białorusią” i przemawiałem tam wraz z nielicznymi(sic!) europosłami, głównie z krajów bałtyckich (z Europy Zachodniej – jedna europosłanka…), to widziałem plakaty w języku rosyjskim, których treść sprowadzała się do stwierdzenia „Rosjanie jesteście OK, lubimy Was, kochamy, ale nie wtrącajcie się w nasze sprawy”. To nie taktyka. To nie dyplomacja. To stwierdzenie faktu. Ta swoista bliskość kulturowa, językowa i historyczna jest niepodważalna – ale nie oznacza wcale, że Białoruś nie może znaleźć się w strefie wpływów Zachodu (w tym w dużej mierze Polski). Jest to jednak proces trudniejszy albo znacznie trudniejszy niż w przypadku Ukrainy. Trzeba jednak o to zabiegać. Nie chodzi o prometeizm czy „idee Jagiellońska”, ale o polski narodowy interes polegający na oddzieleniu nas od Rosji buforem w postaci realnie suwerennych państw. 

*tekst ukazał się w "Gazecie Polskiej Codziennie" (21.09.2020) pod redakcyjnym tytułem: "Rosjanie, lubimy was, ale idziemy na Zachód!"
 

Forum jest miejscem wymiany opinii użytkowników, myśli, informacji, komentarzy, nawiązywania kontaktów i rodzenia się inicjatyw. Dlatego eliminowane będą wszelkie wpisy wielokrotne, zawierające wulgarne słowa i wyrażenia, groźby karalne, obrzucanie się obelgami, obrażanie forumowiczów, członków redakcji i innych osób. Bezwzględnie będziemy zwalczali trollowanie, wszczynanie awantur i prowokowanie. Jeśli czyjaś opinia nie została dopuszczona, to znaczy, że zaliczona została do jednej z wymienionych kategorii. Jednocześnie podkreślamy, iż rozumiemy, że nasze środowisko chce mieć miejsce odreagowywania wielu lat poniżania i ciągłej nagonki na nas przez obóz "miłości", ale nie upoważnia to do stosowania wulgarnego języka. Dopuszczalna jest natomiast nawet najostrzejsza krytyka, ale bez wycieczek osobistych.

Komentarze

Obrazek użytkownika Marek1taki

24-09-2020 [08:44] - Marek1taki | Link:

Niby dlaczego nie chodzi o ideę Jagiellońską?
Geopolityka i tradycja cywilizacyjna determinują nasze korzyści jeśli przełamiemy blokadę linii Curzona. Ani w interesie Polski nie jest współpraca w ramach imperium unijnego ani w interesie Białorusi w ramach imperium rosyjskiego.
Kwestionowanie wyborów i praworządności na Białorusi ma taki sens jak ich kwestionowanie w Polsce. Każdy kto wie o Białorusi coś więcej niż od agentury lewicowej poprzebieranej za dziennikarzy i polityków, wie, że negowanie zwycięstwa Łukaszenki i przyjmowanie za wiarygodne zwycięstwa Ciechanowskiej (czy jak jej tam, bo na pewno nie Cichanouskiej) jest bzdurą. Na pewno manipulacja wyborami i forsowanie Trzaskowskiego nie pozwala na deprecjonowanie sytuacji na Białorusi. Tam po prostu układ polityczny jest tak  samo zabetonowany jak w Polsce ale do ataku agentury sponsorowanej za pieniądze Polskiego podatnika (Biełsat) zdolność władz do suwerennego działania była większa. Dowodem jest zignorowanie pandemii zniewolenia.
Jedynym rozwiązaniem jest wywalenie Morawieckiego by nowy premier mógł nawiązać cywilizowane stosunki bezpośrednio z Mińskiem a nie na kolanach przez Brukselę i Moskwę do czego dążą obecne władze Polski. Po drugie rozbuchaną na Białorusi agenturę użyć do eksportu rewolty w Rosji bo w naszym interesie nie jest wasalizacja Białorusi wobec Brukseli i Moskwy tylko suwerenność obu naszych krajów.