Sport jest jak życie: słodko-gorzki. Weźmy pod uwagę tylko kilka ostatnich tygodni
Od zachwytu nad grą nastolatka z Polski Oskara Pietuszewskiego w FC Porto, któremu towarzyszy entuzjazm portugalskich mediów wróżących, że portugalski klub korzystnie go sprzeda tak szybko jak kupił - po gorycz z powodu porażek naszej reprezentacji w futsalu czyli w piłce nożnej w hali na mistrzostwach kontynentu. Od deseru w postaci świetnej grze w deblu naszego Jana Zielińskiego i też dobrych meczów deblistki - juniorki Maji Pawelskiej w Australian Open - po czarną polewkę w postaci odpadnięcia już w ćwierćfinale Igi Świątek (tu apel: dziewczyna nie jest cyborgiem ,więc nie wymagajmy od niej nieustannych zwycięstw). Od fantastycznych występów w Pucharze Świata naszych łyżwiarek i łyżwiarzy szybkich po skandale organizacyjno- wizerunkowe Polskiego Związku Narciarskiego, który powołuje na Zimowe Igrzyska Olimpijskie narciarzy alpejskich obu płci wbrew kryteriom, które wcześniej ustalił. Skądinąd w mediach w ogóle się nie eksponuje, a może szkoda prezes Polskiego Związku Łyżwiarskiego Rafał Tataruch, bo gość woli być w cieniu i wie, że jego wizytówką będą medale łyżwiarzy szybkich - za to pełno jest prezesa Polskiego Związku Narciarskiego Adama Małysza, który brnie od publicznej awantury do kolejnej awantury, potwierdzając w ten sposób starą tezę, że fantastyczny sportowiec może być kiepskim trenerem albo, jak w przypadku prezesa PZN fatalnym menadżerem- szefem związku.
Mamy więc w polskim sporcie wyżyny w postaci medali na Mistrzostwach Europy w short- tracku, co zwiastuje medal olimpijski w sztafecie mieszanej, ale mamy też doliny w postaci serii porażek piłkarzy ręcznych na mistrzostwach kontynentalnych. Swoją drogą kocham polskie przysłowia, ale 'Polak, Węgier- dwa bratanki" doprawdy nie powinno odnosić się do sportu, bo ostatnio ulegliśmy Madziarom i w futsalu i handballu. Są granice przyjaźni! Dobrze, że chociaż pobiliśmy ich w short'tracku. AKAPIT Sport to nie tylko mecze zawodników, ale też, niestety swoiste mecze działaczy. Nie ma końca okołosportowej noweli ,niczym z latynoamerykańskiego serialu - choć rozgrywanej w oparciu chyba o latynoamerykański temperament. Chodzi oczywiście o walkę rządu i niektórych związków sportowych z Polskim Komitetem Olimpijskim i jego prezesem. Dobrzy ludzie, szczerze zatroskani o polski sport myśleli naiwnie, że establishment rządowo- działaczowski odpuści chociaż na ostatnie tygodnie przed igrzyskami i w ich trakcie. Naiwne to jednak były nadzieje.
A mimo wszystko wierzę w medale na ZIO ,a może i "Mazurka Dąbrowskiego"
*Artykuł ukazał się w tygodniku "Sieci"
Ja wierzę, że jakiś medal zdobędzie Kacper Tomasiak. Warto wspomnieć o sensacyjnym 10 miejscu Anny Twardosz na skoczni normalnej, nikt przed Igrzyskami nie myślał o takim wyniku.