Trzeba wiedzieć,kiedy odejść. I w polityce i sporcie. Wieloletni trener zawodowego mistrza świata w boksie Oleksandra Usyka publicznie poradził mu,aby jego partnerami w sparringach...została żona i dzieci. Jednym słowem powiedział : chłopie,zajmij się rodziną. Dodał też, może nieco ironicznie, że nie można zarobić wszystkich pieniędzy na świecie . Słowem : czas odpuścić i cieszyć się tym ,co się dotąd zarobiło. A przecież majątek mistrza pieści zza naszej wschodniej granicy jest gigantyczny.
Przed ostatnią walką Usyka okazało się,że waży...tyle,co dotąd nigdy. Utył przed pojedynkiem o utrzymanie mistrzowskie pasa ! Potem wyciekły informacje,że ostatnie dni przed walka z holenderskim ...kick-bokserem(!) były czasem nieustatannego balowania i imprez. I to było widać w ringu : na koniec 11,przedostatniej rundy to zawodnik z Królestwa Niderlandów prowadził na punkty ! Minimalnie,bo minimalnie,ale prowadził. Do tego dodajmy jeszcze iście kuriozalny fakt , że dla Holendra była to...druga(sic !) piesciarska walka w karierze . I takiemu pretendentowi Ukrainiec nie mógł dać rady . Pomógł mu sędzia ringowy, po liczeniu zawodnika z kraju depresji ogłaszając koniec walki -mimo gongu na przerwę przed ostatnią runda. Anglosas potem stwierdził,że po prostu ...nie słyszał gongu ogłaszającego "break". Uratował zapewne w ten sposób Ukraińca , jednoczesnie wchodząc w kuriozalny sposób do dziejów światowego boksu, a raczej historycznych pomyłek w ringu.
Skądinąd już sam pomysł walki zawodowego mistrza świata w boksie z kick-bokserem,który już zakończył swoją karierę (tak,to nie pomyłka!) ,nawet jeśli była świetna -już nie tyle nawet pachniał,co śmierdział nachalna komercja i wyciskaniem szmalu w każdy możliwy sposób i za każdą cenę.
Po ostatniej walce Usyka "o majstra" wielu kibiców odczuwalo coś więcej niż niesmak. Ukrainski zawodnik marnotrawi kapitał uznania,które zdobywał latami. Wyrywanie pieniędzy "na wydrę" Usykowi nie przystoi. Ale skoro tak chce...
W oczach sędziego Ukrainiec wygrał. Nie jest to sprzeczne z faktem,że właśnie popełnia sportowe samobójstwo.
*Artykuł ukazał się w "Gazecie Olsztyńskiej"