Na dorocznym spotkaniu z ambasadorami Ukrainy w różnych częściach świata przedstawiciel tego kraju w Zjednoczonym Królestwie Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej ,były szef armii gen. Walery Załużny powiedział wprost,że Kijów nigdy nie wstapi do NATO. Ciekawe,że wcale nie był o to pytany. Stwierdził to niejako "przy okazji" debaty o bezpieczeństwie. Ten głos zapewne przyszłego prezydenta Ukrainy należy potraktować bardziej niż serio. Być może nie przywiązując się do tych słów "na wiek wieków amen",bo jak wiadomo w polityce,a zwłaszcza w polityce międzynarodowej wszystko jest płynne . Mówiąc , przepraszam, tytułem książki rosyjskiego pisarza Wasilija Grossmana "Wszystko płynie". Oczywiście kiedyś NATO może się zmienić , Rosja jeszcze bardziej osłabnie i Ukraina jednak do NATO będzie zapisana ,ale jest to sytuacja po pierwsze mocno hipotetyczna , a po drugie dotyczyć może bardzo,bardzo odległej przyszłości. Teraz i w przewidywalnym czasie na pewno Kijów będzie miał ze strony Organizacji Paktu Polnocnoatlantyckiego czerwone światło. To "oczywista oczywistość". Nie chcę tego nie tylko Waszyngton , ale także ,choć znacznie mniej spektakularnie, Berlin ,Paryż czy Ankara. Nie powinna tego też chcieć Warszawa. To wcale nie leży w interesie Rzeczypospolitej. Wzmacnianie naszego wschodniego sąsiada jest bowiem wzmacnianiem naszego ,mówiąc wprost, rywala, konkurenta do pozycji lidera regionu . A to dla nas doprawdy szczególny i długoterminowy bój.
Słowa Załużnego -głównego rywala Zełenskiego i faworyta wyborów prezydenckich (wciąż nie wiadomo kiedy się odbędą) powinny być z największym zawstydzeniem przeczytane przez sporą część naszej nieszczęsnej klasy politycznej. I nie tylko : także szereg ekspertów i dziennikarzy miauczacych w ostatnich latach ,a nawet miesiącach - mimo dramatyczne pogorszenia się relacji polsko- ukraińskich i to także przecież na szczeblu państwowym. To wychodzenie przed szereg było ze strony wielu osób publicznych w Polsce czymś skrajnie żenującym . Potwierdzało niewolnicze myślenie w duchu "jesteśmy slugami Ukrainy" . To najprostsza droga do traktowania nas i przez Kijów i przez Zachod "per noga".
Polska nie musi i co więcej: nie może byc w sprawach Ukrainy bardziej papieska od samego papieża czyli bardziej "pro- ukraińska" od samej Ukrainy. Nie dawajmy się używać do bycia lewarek dla naszego sąsiada który w wielu obszarach jest naszym konkurentem. Nie dopisujmy kolejnego rozdziału do książki Aleksandra Bochenskiego "Dzieje głupoty w Polsce " . Nie warto .
*Artykuø ukazaø sié na portalu "DoRzeczy
Jest oczywiste, że Polska i Ukraina nie mają tych samych interesów geopolitycznych jak Niemcy i Francja, czego dowiodła już lekcja IIWŚ. Jeśli politycy nie wspominają, że NATO bis rónież nie spełnia tych oczekiwań, to tylko z grzeczności.
Z tych względów natomiast jest oczywiste, że Polska potrzebuje sojusznika w Ukrainie i innych sąsiadach rzekomej wschodniej flanki (skrzydła po polsku) NATO, a nie w Niemcach, które w sposób naturalny nie będą umierać za Gdańsk, tylko w razie wojny polsko-rosyjskiej. chętnie go zajmą w ramach "pomocy".
Jest więc oczywiste, że chcemy Ukrainy poza NATO a nie w NATO. To samo dotyczy Ukrainy w Unii Europejskiej. PO co stręczą polityczni adwokaci Ukrainię Unię z jej nienormalnością, skoro wszystko czego potrzeba to samemu wydostać się z tej pułapki i tworzyć unię poza UE. Ukraina jest naturalnym partnerem geopolitycznym i grający na nasze osłabienie będą z jednej strony nas trzymać w Unii, a z drugiej konfliktować wgrywaniem na Ukrainie ideologii banderyzmu. Czyż tak się nie dzieje?