Polska przedwojenna a obecna

Specjalnie dla Pana Ryszarda Surmacza po Jego publikacji na temat „Gdyby nie było II RP”
pozwalam sobie zamieścić moje uwagi publikowane przed kilkunastu laty na temat podkreślenia różnic między Polską przedwojenną, a tworem zwanym „III RP”.
Tak się składa że jestem jednym z ostatnich którzy z osobistego doświadczenia mogą się wypowiadać na temat przedwojennej Polski jako człowiek dosłownie „wiekowy”.
Podkreślam to na co Pan był łaskaw wrócić uwagę, na brak, a nawet skrzętne pomijanie bogatych doświadczeń z okresu, jedynego w ciągu ostatnich trzystu lat naszej historii, posiadania rzeczywiście niepodległego państwa polskiego.
Dlaczego tak się dzieje?
Odpowiedź jest prosta: forma państwowości jaką  reprezentuje „III RP” jest zaprzeczeniem państwa polskiego odrodzonego w 1918 roku.

A oto ten tekst:
  
Czym różni się Polska przedwojenna od obecnej? Na pewno nie nazwą chociaż współcześnie nagminnie mówi się i pisze o II Rzeczypospolitej w odróżnieniu od obecnej III. Jest to oczywista nieprawda. Przed wojną ani oficjalnie,/ co zresztą jest do sprawdzenia w obu konstytucjach/, nie używano nazwy II Rzeczpospolita, ani też potocznie takie pojęcie nie było znane i używane. Obie konstytucje przedwojenne i marcowa i kwietniowa nawiązywały do ciągłości odrodzonej Rzeczpospolitej  z Polską przedrozbiorową. Stąd podkreślenie pojęcia odrodzenia państwa polskiego. Tę kwestię rozwiązuje wstęp do konstytucji marcowej zaczynający się od słów: „W Imię Boga Wszechmogącego My, Naród Polski”...po których następuje podziękowanie Opatrzności Bożej za odzyskanie niepodległości i nawiązanie do Konstytucji 3 Maja. Konstytucja kwietniowa określa wprost: „Państwo Polskie...wskrzeszone walką i ofiarą najlepszych swych synów”. Nie mieliśmy zatem II Rzeczpospolitej. Pojęcie to jest wymysłem komunistycznego pseudohistoryka niejakiego Henryka Jabłońskiego, który w PRL pełnił różne reprezentacyjne funkcje mimo mało reprezentacyjnego wyglądu. Podobno spędził on lata wojny we Francji i wzorem francuskim ponumerował sobie Polskę. Francuzi wszakże w odróżnieniu od Polaków nie cenią  zbytnio swoich kolejnych republik. Wielkość Francji na zawsze związana jest z królestwem /L’etat c’est moi /, lub z napoleońskim cesarstwem, natomiast pochodzenie republiki wiąże się w umysłach przeciętnych Francuzów z najgorszym okresem po rewolucji i osłabioną stabilnością państwa. Znakomita większość Francuzów tęskni za silnym państwem.

W Polsce ten problem przedstawia się zupełnie inaczej, Rzeczpospolita, czy to Obojga Narodów, czy też jednego tylko narodu była i jest najwyżej cenionym osiągnięciem polskiego narodu i powodem uzasadnionej dumy. Szatkując i wyodrębniając poszczególne „rzeczpospolite” dewaluujemy nasze własne osiągnięcia. Wymysł Jabłońskiego miał swój polityczny cel, właśnie zdeprecjonowanie w oczach narodu tego historycznego osiągnięcia. Ten zamysł jest kontynuowany przez spadkobierców PRL zarówno w linii prostej PZPR jak i ich dysydentów w postaci „opozycji” wywodzącej się z tego samego źródła ideowego. Ponieważ po roku 1989 ten układ przejął władzę w Polsce odpowiada mu odcięcie Polski od jej rzeczywistych korzeni jakimi są ścisłe związki i tożsamość z państwem polskim od zarania jego dziejów.
Mamy zatem do czynienia z próbą stworzenia państwa polskiego w nawiązaniu do PRL, która nie tylko nie była państwem polskim, ale nawet nie miała statusu Księstwa Warszawskiego, Królestwa Polskiego, czy to Kongresowego /Kongresówka/, czy też z mocy dwóch cesarzy w czasie I wojny światowej. Wynikało to z prostej przyczyny że ani Aleksandrowi I ani Wilhelmowi II nie przyszłoby do głowy ażeby polskie elity polityczne czy wojskowe zamienić na swoich agentów podrzędnego gatunku, lub wprost przestępców kryminalnych. Charakterystyczne jest że przecież wrogie Rosji i walczące z nią do końca wojsko polskie z całym dowództwem i sztandarami wróciło do Polski po klęsce napoleońskiej i to właśnie wojsko było armią Królestwa  Polskiego, a w odróżnieniu od Rosji Królestwo to miało konstytucję nawiązującą do napoleońskiej.
Po II Wojnie Światowej wojsko polskie mimo że było armią sojuszniczą nie tylko że nie miało możliwości powrotu do Polski, ale nawet ci którzy narażając się na zarzut zdrady Rzeczpospolitej wrócili do okupowanej przez  Sowiety Polski zostali potraktowani jako szpiedzy i niejednokrotnie zapłacili życiem za chęć współpracy z komunistycznym reżimem, a Armia Krajowa została wprost fizycznie zlikwidowana.
Mamy zatem do dnia dzisiejszego nie rozliczony ani prawnie ani historycznie okres PRL. Nie wdając się w kazuistyczne dywagacje próbujące definiować ten okres żałoby narodowej można stwierdzić, że ponad wszelką wątpliwość nosił on charakter sowieckiej okupacji ukrytej pod maską PRL. 
Sprawa ta wymaga odpowiedniego uregulowania w naszych stosunkach z Rosją traktującą się do dziś jako bezpośrednia spadkobierczyni ZSSR.
Różnice między Polską przedwojenną a obecną należy wyraźnie przedstawić ażeby uzmysłowić sobie gdzie właściwie jesteśmy.

Pochodzenie.
Polska przedwojenna powstała dzięki wojnie powszechnej o wolność narodów o którą modlił się Mickiewicz. Ale przecież nie traktat wersalski dał nam niepodległość, ani nawet nie wyznaczył granic państwa.
Data 11 listopada ustalona jako dzień odrodzenia jest tak dalece umowna, że nie odpowiada żadnemu ze zdarzeń związanych z rzeczywistym powstaniem niepodległego państwa polskiego. Komisja Likwidacyjna powstała w Krakowie już w październiku, rząd lubelski w początkach listopada, przyjazd Piłsudskiego z Magdeburga 10 listopada. Przekazanie całkowitej władzy Naczelnika Państwa przez Radę Regencyjną nastąpiło 14 listopada w formie abdykacji złożonej na ręce Piłsudskiego i z tą chwilą powstała pierwsza władza niepodległego państwa polskiego.
Odbyło się to wszystko w trybie pokojowym bez kwestionowania tego nie bardzo prawnie umocowanego faktu zarówno przez Kraków jak i przez Lublin, a później po wybuchu powstania grudniowego przez Poznań. Zdumienie budzi dojrzałość polityczna ówczesnego pokolenia nie znającego samodzielnego życia politycznego i tworzącego przedziwny konglomerat żołnierzy walczących o niepodległość z których, niezależnie od formacji i pochodzenia Piłsudski z pewnością wybijał się na czoło, polityków ze szkoły austriackiej, endeków ciążących ku Rosji, niepodległościowców z zaboru pruskiego, a przede wszystkim z ludzi dobrej woli nie mających żadnego doświadczenia politycznego. Ci ludzie mimo wychowania w różnych systemach, mimo różnic światopoglądowych i stopnia przygotowania do służby publicznej potrafili w błyskawicznym tempie zorganizować państwo i zjednoczyć w sposób niekwestionowany rozdzielone rozbiorami dzielnice Polski żyjące dotąd w zupełnie różnych ustrojach. W tym czasie powstawały też  i  inne państwa jak Czechosłowacja, zjednoczona Jugosławia, czy kraje bałtyckie. Miały one jednak to ułatwienie że pochodziły z obszaru jednego państwa i miały swoje oparcie w dotychczasowej władzy Serbii, Austrii, lub Niemiec, które stworzyły de facto zręby administracyjne tych państw. Sytuacja Polski była całkowicie odmienna. Oczywiście upadająca Austria mogła stworzyć polski Piemont w postaci zachodniej Galicji, ale przecież ta sama Austria przekazała część Galicji wraz z jej stolicą Lwowem Ukraińcom. Prusacy nie mieli zamiaru z niczego rezygnować i trzeba było powstań wielkopolskiego i górnośląskiego żeby chociaż część tych ziem odzyskać.
Na wschodzie cofające się armie niemieckie oddawały ziemie dawnej Rzeczpospolitej bolszewikom, lub Litwinom kowieńskim. Zresztą gdyby nie rewolta żołnierska i akcja rozbrojeniowa podjęta przez Polaków to i z Warszawy Besseler tak łatwo nie wycofałby się. Wysiłek polskiego żołnierza po raz  pierwszy od przeszło dwustu lat nie poszedł na marne. To co zyskaliśmy w prezencie od traktatu wersalskiego to tylko Pomorze z humorystycznym „dostępem do morza” w Pucku i Helu bez Gdańska jedynego polskiego portu sprzed rozbiorów. Zakrawało to na kpiny z państwa polskiego. Zabrakło jednak Hallerowi zdecydowania tak charakterystycznego dla Piłsudskiego, ażeby ten Gdańsk zająć. Pozostałe tereny Rzeczypospolitej z kresami wschodnimi włącznie zostały zdobyte wysiłkiem polskiego żołnierza. Możliwość stworzenia praktycznie z niczego milionowej armii to główna zasługa tych wszystkich którzy nie zważając na trudności czynione również w polskich środowiskach z uporem tworzyli polskie wojsko w czasie I wojny światowej po wszystkich możliwych stronach frontu.
Polska roku 1918 była osiągnięta wspólnym wysiłkiem narodu, ale ze szczególnym wkładem trudu żołnierskiego, ofiarą krwi.
Rok 1989 przyniósł nam według anonsu telewizyjnego niepodległość, tylko że stało się to nie na skutek zwycięstwa powstania narodowego jakim był w ostatecznej konsekwencji  ruch „Solidarności” nawet wbrew oświadczeniom niekwestionowanego przywódcy tego ruchu Lecha Wałęsy. Wynika to zarówno z treści postulatów, masowości udziału Polaków w „Solidarności”, a także z postawy wszystkich uczestników manifestacji solidarnościowych.. Przegrana 13 grudnia nie oznaczała końca walki podjętej na nowo w 1988 roku i mimo porażki wrześniowej istniały nadzieje na kontynuowanie dzieła. Reżim zorientował się jednak dostatecznie wcześnie ażeby własną klęskę, spowodowaną również klęską Gorbaczowa w zetknięciu z Reaganem, zamienić na sukces „okrągłego stołu”. 
Dogadanie się ze swoimi własnymi dysydentami pozorującymi reprezentację polskiego społeczeństwa spowodowało że zamiast niepodległego państwa polskiego otrzymaliśmy w darze mutację PRL z tą samą, tylko nieco zmienioną na użytek Jaruzelskiego i nowego układu, konstytucją stalinowską. Naród wymęczony reżimem, stanem wojennym i innymi dolegliwościami starego komunizmu, przyjął to wszystko za dobrą monetę. 

Stała się rzecz nie do pomyślenia w 1918 roku. Przedstawiciele władz okupacyjnych stali się głównymi konstruktorami nowej formy państwowości. Tak jakby w 1918 roku urzędnicy carscy i cesarscy objęli władzę w odrodzonej Polsce. Szczególnie haniebnym wyrazem „niepodległości” zaoferowanej przez reżim Jaruzelskiego były „kontraktowe” wybory w 1989 roku. Zaciążyły one swoimi skutkami nad całą obecną polską rzeczywistością.
Twórcy tego rozwiązania sprawy polskiej poczytują sobie za zasługę uniknięcie rozlewu krwi, co zresztą jest niezgodne z prawdą mając na względzie ciągłość zbrodniczych działań reżimu szczególnie w okresie stanu wojennego, ale także po jego odwołaniu. 
Władze PRL miały pełną możliwość dokonania demokratycznych zmian bez użycia siły czego najlepszym dowodem jest czechosłowacka „aksamitna” rewolucja, a także zmiany dokonane w innych krajach podległych Sowietom. Postawa reżimu w Polsce była konsekwencją postawy zajętej w czasie stanu wojennego, chęci utrzymania się przy władzy za wszelką cenę. Dzisiaj jest już całkowicie jasne że droga do niepodległości powinna była być całkowicie inna niż przyjęcie warunków a właściwie dyktatu upadającego reżimu.
Do dnia dzisiejszego nie doczekaliśmy się triumfu ruchu niepodległościowego porównywalnego z rokiem 1918,. Za taki ruch należy uznać „Solidarność” z roku 1981, ugrupowania niepodległościowe walczące z reżimem konspiracyjnie i jawnie, a przede wszystkim rząd londyński oraz niepodległościowe organizacje na wychodźctwie. Wszystkie te organizacje zostały skutecznie odsunięte od wpływu na tworzenie realiów polskiego życia politycznego po roku 1989. Jeżeli w tym względzie były jakiekolwiek wątpliwości to obecny stan Polski powinien je rozwiać całkowicie.

Budowanie państwa
Polska niepodległa w 1918 roku musiała skupić swe siły głównie na wysiłku zbrojnym w celu utrzymania niepodległości i ustalenia granic państwa. Równocześnie jednak trzeba było stworzyć zręby tego państwa, w pierwszej kolejności konstytucję, administrację, wojsko, policję, szkolnictwo, ochronę zdrowia i szereg innych instytucji bez których żadne państwo nie może istnieć. Wszystko to zostało stworzone w błyskawicznym tempie „z niczego”. 
W roku 1989 przejęty został w całości aparat państwa komunistycznego, /mogłoby się powiedzieć –okupacyjny/, tłumacząc że bez niego nie może istnieć państwo. Tymczasem okazało się że właśnie ten aparat jest przyczyną znakomitej większości kłopotów i klęsk jakie spotkały Polskę na przestrzeni ostatnich szesnastu lat. Każda próba pozbycia się lub nawet osłabienia pozycji pozostałości po dawnym reżimie napotykała na zdecydowaną reakcję faktycznych decydentów obecnej rzeczywistości.
Przedstawiciele dawnego reżimu z odchodzącym już prezydentem na czele wykorzystując monopol w dyspozycji środkami przekazu informacji dążą do skompromitowania każdego odruchu niepodległościowego. 
Podstawę organizacji państwa i jego niezawisłości stanowiła od 1919 roku tzw „Mała Konstytucja”, a następnie konstytucja marcowa z 1921 roku. A zatem mimo wojny i braku środków materialnych potrafiono już w styczniu 1919 roku przeprowadzić wybory do sejmu zwanego „Ustawodawczym” /chyba za względu na ustawę zasadniczą, gdyż każdy sejm jest ustawodawczy/. W Polsce obecnej na „wolne” wybory trzeba było czekać przeszło dwa lata mimo nieporównywalnych warunków organizacyjnych, a na konstytucję blisko osiem lat. Zestawienie tej konstytucji będącej wspólnym dziełem beneficjentów okrągłego stołu, czyli obecnego SLD i Unii Wolności, z dwoma przedwojennymi już na samym wstępie uwypukla zasadniczą różnicę zawartą w preambule. „Invocatio Dei” łączy wszystkie  polskie konstytucje z Unią Lubelską i Konstytucją 3 Maja na czele. Nawiązywały do tego również przedwojenne konstytucje w czym zawarta była ciągłość wiary i narodowej państwowości polskiej. Zamiast tego mamy pokrętny sofizmat o wierzących i niewierzących z nieudolną próbą definicji istoty boskiej. Jest to nie tylko nie polskie, ale wprost antypolskie.
Treść tej konstytucji jest również pokrętna i niegodna polskiej tradycji konstytucyjnej. Ponadto jest to dokument budzący odrazę z racji czysto formalnych, a nawet estetycznych jakby powiedział Herbert. Obdarzony jest typowym bolszewickim gadulstwem, zawiera bowiem 243 artykuły w odróżnieniu od konstytucji marcowej ze 126 artykułami i kwietniowej z 81 artykułami. Zajmuje się z równą gorliwością sprawami podstawowymi dla państwa jak i podrzędnymi, np. limitatywnym wyliczaniem funkcji poszczególnych organów państwa. Praktyka prawnicza poucza że każda próba zbyt szczegółowego redagowania prawa prowadzi do niebezpiecznej kazuistyki i trudności interpretacyjnych, na co już niejednokrotnie natrafiono w tej konstytucji. Mamy zatem do czynienia z typowym zakalcem prawnym, wypisz, wymaluj, pochodzenia PRL’owskiego.
Jednak nie to jest jej największą wadą, jest nią po prostu duch niegodny poczucia narodowej dumy który powinien zawierać się w postanowieniach ustawy zasadniczej kreującej państwowość polską.
W podobnym stylu tworzone są i inne akta decydujące o kształcie państwa. Samorząd jest okaleczony przez zwykły ustrojom centralistycznym zabieg polegający na tym że ktoś inny ponosi odpowiedzialność, a ktoś inny posiada w swej dyspozycji środki niezbędne dla realizacji zadań. Zjawisko to jest prostym dziedzictwem PRL nie mówiąc już o takich wynaturzeniach jak mnóstwo sztucznych tworów w postaci np. agencji, których jedynym celem jest przejmowanie środków państwowych i dyspozycje wg określonych partykularnych interesów. W ten sposób władanie państwem jest zagarniane przez ośrodki pozostające poza kontrolą organów przedstawicielskich różnych szczebli. Przypomina to system rządzenia w PRL gdzie władza faktyczna była w ręku bossów partyjnych nie ponoszących odpowiedzialności prawnej. Mafijny układ rządzenia został przetransponowany zawdzięczając pozostawieniu przy władzy nie zawsze formalnej, ale zawsze faktycznej spadkobierców PZPR.
Stosunek do Polski tych ludzi przejawił się już w chwili powstania, a raczej przekształcania się PZPR w SDRP. Była szansa nawiązania do bezprawnego wprawdzie, ale formalnie usankcjonowanego dziedzictwa po PPS, jednak twórcy nowej rzeczywistości woleli nawiązać do najbardziej haniebnej i antypolskiej tradycji SDKPiL. Woleli Różę Luksemburg i Feliksa Dzierżyńskiego od Piłsudskiego, Daszyńskiego czy Pużaka. Stąd takie, a nie inne budowanie państwa, zapewne zgodne z intencjami rzeczywistych mocodawców, jak zwykle w przypadkach tego typu mafijnych organizacji pozostających w ukryciu, a nawet poza granicami Polski. Na tym tle na podkreślenie zasługuje wysiłek tych wszystkich ludzi, którzy w tych niesprzyjających warunkach usiłują tworzyć rzeczy pożyteczne dla kraju i społeczności lokalnych. 

Potworny potok biurokracji obejmującej wszystkie dziedziny życia powoduje bezowocną utratę energii społecznej, powiększa do niemożliwych do udźwignięcia ciężary kosztów utrzymania i generuje powszechną korupcję. Ponieważ obsada stanowisk państwowych i samorządowych traktowana jest jako łup wyborczy nie można zwalczyć stałej niekompetencji ludzi obsadzanych na odpowiedzialnych stanowiskach bez odpowiedniego przygotowania i dostatecznej praktyki, nie mówiąc już o zwykłej rzetelności i uczciwości.
Zasadniczą trudnością w budowie niezawisłego państwa polskiego przed wojną był brak wykwalifikowanych kadr administracyjnych. Jednakże dobór odpowiedzialnych ludzi o nieposzlakowanej opinii i sprawdzonym patriotyźmie nadrabiał w znacznej mierze te braki. Okazało się że dla potrzeb państwa znacznie lepsi są inteligentni, uczciwi i pełni patriotycznego zapału amatorzy niż cyniczni i skorumpowani „fachowcy” odziedziczeni po PRL jacy dominują w aparacie tworzącym obecną administrację.

Gospodarka
Dziedzictwo odrodzonego państwa polskiego po I wojnie światowej było katastrofalne. Stan gospodarki był taki że nie tylko Niemcy uważali Polskę za „saisonstaat” . Zniszczenia wojenne z wojny która kilkakrotnie przetoczyła się przez ziemie polskie były tylko częścią kłopotów i braków. Polska pod względem gospodarczym była zlepkiem trzech przygranicznych prowincji zaborczych. Stąd wiekowe upośledzenia tych prowincji. Brak dróg łączących porozrywane części Polski był pierwszą bolączką w procesie jednoczenia kraju. W przedwojennej Austrii Galicja, czyli Małopolska była traktowana jedynie jako pas obronny przeciwko Rosji. Stąd budowa twierdz z Przemyślem na czele i odpowiedniego układu dróg, ale też całkowite wyjałowienie z przemysłu szczególnie przydatnego dla celów obronnych, zaniedbanie gospodarki rolnej i wygrywanie antagonizmów narodowych. Np. umieszczenie stolicy prowincji we Lwowie, a nie w Krakowie w celu umożliwienia wygrywania atutu rusińskiego przeciwko Polakom. Wojna przyczyniła się  do poważnego zniszczenia i tak ubogiego stanu posiadania. W odróżnieniu od Galicji Czesi odziedziczyli po Austriakach wspaniale zorganizowany i nowoczesny przemysł lokowany tam jako w kraju pod każdym względem bezpieczniejszym niż Małopolska.
Wręcz tragiczna sytuacja była w dawnym zaborze rosyjskim. Kraj celowo pozbawiony przez Moskali rozwiniętej gospodarki z komunikacją służącą niemal wyłącznie potrzebom wojennym przyszłego teatru wojny z twierdzami w Modlinie, Dęblinie, Osowcu, Brześciu, a nawet w Warszawie w której stan wojenny został zniesiony dopiero w roku 1913 dla uczczenia 3oo lat panowania domu Romanowów, został jeszcze szczególnie poddany zniszczeniom wojennym.
Stosunkowo najlepiej pod względem gospodarczym przedstawiała się sytuacja w byłym zaborze pruskim. Chociaż i tu  gospodarka była traktowana przez zaborcę po macoszemu. Zawdzięczając jednak przedsiębiorczości i patriotyzmowi Polaków w Wielkopolsce udało się stworzyć zręby rodzimego przemysłu. Śląsk natomiast bezwzględnie niemczony /nawet imion polskich nie wolno było dawać na chrzcie /, służył głównie jako dostawca węgla i koksu oraz blach dla przemysłu w Zagłębiu Ruhry, lub stoczni w zachodnich Niemczech.
Rolnictwo na tym obszarze w odróżnieniu od pozostałych zaborów osiągnęło przyzwoity poziom i znajdowało się w większości w polskich rękach na przekór uporczywej germanizacji. Zacofanie i niska wydajność rolnictwa odrodzonej Polski powodowały że mimo iż byliśmy krajem rolniczym /prawie 80 % ludności zamieszkiwało na wsi/, przeżywaliśmy dotkliwe braki żywności. 
Poza fatalnym stanem wyjściowym polskiej gospodarki, Polska na mocy traktatu wersalskiego i aktów pochodnych została obciążona spłatą długów państw zaborczych co już na samym wstępie postawiło nasz kraj w sytuacji bardzo trudnej, poza tym zostaliśmy obciążeni takimi służebnościami jak wypłaty rent i emerytur zaborczemu aparatowi ucisku oraz obowiązkami importowymi w rozmiarach odpowiadających stanowi sprzed wojny, nie mówiąc już o konieczności poszanowania praw a szczególnie konfiskat i przymusowych wykupów czynionych przez zaborców po drastycznie niskich cenach. Mimo tych trudności Polska przystąpiła z wielką energią do odbudowy kraju osiągając w niektórych dziedzinach wielkie sukcesy. Do nich należy zaliczyć w pierwszym rzędzie odbudowę i organizację kolei, która może uchodzić za niedościgniony wzór dla obecnej. Znamienne jest że wyścig konkurencji z węglem angielskim wygraliśmy nie tylko zawdzięczając strajkowi angielskich górników, ale głównie sprawności i szybkości naszych kolei.  Przy przeciętnej odległości polskich kopalń węgla kamiennego od portów w Gdyni i Gdańsku wynoszącej 300 km nasze transporty docierały szybciej niż w Anglii przy przeciętnej odległości 70 km. Sukcesem znacznie przekraczającym wymiar gospodarczy było wybudowanie portu w Gdyni, najbardziej nowoczesnego i sprawnego portu na Bałtyku oraz budowa własnego przemysłu obronnego na terenie COP’u i w innych regionach. Stworzone zostały całkiem nowe dziedziny  przemysłu jak chemiczny /Mościce, Chorzów, Sarzyna/, radiotelefoniczny /Warszawa, Wilno/, lotniczy /Warszawa, Mielec, Świdnik, Biała Podlaska/, motoryzacyjny /Ursus, Warszawa, COP / . Rozwinięto przemysł spożywczy, a szczególnie mięsny i mleczarski z głównym przeznaczeniem na eksport, przy czym zaczęto lokować ten przemysł na zaniedbanych kresach wschodnich. Olbrzymim utrudnieniem w rozbudowie własnego przemysłu i zapewnieniu dochodów Polsce były usadowione za czasów zaborczych na zasadzie specjalnych przywilejów obce zakłady, lub inne pozostałości po zaborcach. Walka z nimi o przestrzeganie polskiego prawa była utrudniona przez ostre naciski sprzymierzonych rządów, głównie francuskiego, belgijskiego i brytyjskiego. Mimo to jednak uzyskano w tej dziedzinie sukcesy nieporównywalnie większe aniżeli obecnie. Koronnymi przykładami były afery żyrardowska Boussaca, manufaktury widzewskiej i imperium książąt pszczyńskich na Śląsku. Należy przy tym nadmienić że Polska oprócz światowego kryzysu przeżywanego szczególnie dotkliwie, przetrwała również wojnę celną z republiką weimarska, która manifestowała wszędzie antypolskie nastawienie zmienione dopiero, o ironio, przez Hitlera po roku 1933 przez podpisanie wzajemnej deklaracji o nieagresji.
Poważnym problemem był brak polskich przedsiębiorstw w przemyśle i handlu, jak i polskich kapitałów umożliwiających rozwój polskiej gospodarki. Problem usiłowano rozwiązywać przy pomocy pożyczek zagranicznych z którymi były olbrzymie trudności, a przede wszystkim obciążone były one z reguły wysokimi jak na owe czasy, odsetkami. Poszukiwano własnych źródeł kapitałowych zarówno z oszczędności polskiego społeczeństwa, jak też z innych źródeł, np. funduszy emerytalnych Na całe szczęście udało się w Polsce stworzyć własny, narodowy system bankowy, który współdziałał w tworzeniu polskiej gospodarki. Należy tu szczególnie wymienić Pocztową Kasę Oszczędności gromadzącą środki drobnych ciułaczy, Bank Gospodarstwa Krajowego wspierający inwestycje w przemyśle, handlu i budownictwie oraz Bank Rolny. Wszystkie te banki znajdowały się w rękach państwa i stanowiły niezbędne ogniwo w procesie finansowania wszelkich przedsięwzięć gospodarczych w których było zainteresowane polskie państwo. Obecnie na skutek przedziwnej „prywatyzacji” decydujące o gospodarce banki znalazły się w rękach obcych i budowanie przy ich pomocy polskiej gospodarki natrafia na przeszkody, jak dotąd nie do pokonania. Banki te traktują Polskę jako przedmiot kolonialnej eksploatacji i niezależnie od wysokiego oprocentowania kredytów stosują dodatkowe szykany w postaci wysokich opłat za usługi, utrudnień w procedurze uzyskiwania kredytów oraz dyskryminacyjnej różnicy oprocentowania depozytów w stosunku do kredytów.
Przykładowo, przy średnim oprocentowaniu depozytów wynoszącym około 3%, oprocentowanie kredytów  sięga 17%. Takich różnic nie spotyka się w żadnym cywilizowanym kraju przy zbliżonym poziomie inflacji, a szczególnie w Unii Europejskiej.  
Przed wojną istniały ustawowe ograniczenia pobieranych odsetek od kredytów. W praktyce odsetki w bankach państwowych, szczególnie dla inwestorów, były na poziomie kilku procent i nie odbiegały od oprocentowania depozytów  więcej niż 2-3 punkty. W tych warunkach było oczywiście znacznie łatwiej prowadzić inwestycje, chociaż ogranicznikiem  zasadniczym były skromne zasoby kapitałowe Polski. Wielka szkodą  dla polskiej gospodarki było nagminne lokowanie przez obcych kapitalistów pieniędzy zagranicą. Przeciwdziałano temu zarówno na gruncie prawnym jak i przez umocnienie pozycji złotego jako waluty wymienialnej. Stąd kurs złotego od czasu przeprowadzenia dewaluacji przez Grabskiego, tj od roku 1926 aż do wybuchu wojny nie podlegał zmianom. Brak gotówki nadrabiano wzmożonym obrotem wekslowym. Dzisiaj praktycznie ten obrót nie istnieje.
W okresie poprzedzającym wojnę, wyłączywszy ostatnie miesiące, stan polskiej gospodarki niezależnie od jej problemów i braków rokował pozytywnie na przyszłość. Przyczyniło się do tego zarówno zwiększenie popytu wewnętrznego, a szczególnie wzrost budownictwa mieszkaniowego i rozwój rodzimego przemysłu, jak też stan i perspektywy eksportu nie tylko węgla, drzewa, płodów rolnych, ale także wyrobów przemysłowych i broni.
Umiarkowane zadłużenie /2 mld dolarów/ i zrównoważenie budżetu dawały rękojmię że nie spotka polską gospodarkę kryzys grożący np. gospodarce niemieckiej z powodu olbrzymich wydatków zbrojeniowych i prestiżowych inwestycji czynionych przez Hitlera. Z perspektywy dnia dzisiejszego może być to traktowane jako błąd w świetle konieczności rzucenia na szalę wszystkiego co możliwe dla obrony niepodległości. Należy jednak mieć na uwadze że pokolenie mające doświadczenie z I wojny światowej uważało powszechnie iż powtórzenie w krótkim czasie kataklizmu światowego jest o tyle mało prawdopodobne o ile ewentualni agresorzy muszą mieć w pamięci skutki poprzedniej wojny. Stąd budowanie państwa i wszystkich jego funkcji w założeniu utrzymania pokoju przez jeszcze wiele lat.
W roku 1989 nie mieliśmy wprawdzie stanu zniszczeń porównywalnego ze stanem z roku 1918, ani też nie musieliśmy prowadzić wojen, ale dziedzictwo tego okresu jest porównywalne pod jednym względem –ponieśliśmy zniszczenia natury moralnej i intelektualnej znacznie cięższe do odrobienia niż zniszczenia materialne. Substancja materialna polskiej gospodarki nie jest porównywalna z okresem przedwojennym nie tylko ze względu na postęp techniczny, ale także z uwagi na fakt że po wojnie Polska stanowi inny organizm geograficzny i ekonomiczny. Uzyskaliśmy bowiem wprawdzie w stanie ruiny, ale potencjalnie terytorium przemysłowe ze szczególnym uwzględnieniem  możliwości rozwoju przemysłu ciężkiego, maszynowego, chemicznego i gospodarki morskiej ze wszystkim jej dziedzinami. Ze względu na potrzeby strategiczne imperium sowieckiego zostały zaniechane, lub drastycznie ograniczone dziedziny produkcji  konsumpcyjnej i usług na potrzeby ludności, natomiast rozbudowane zostało górnictwo węglowe, miedzi, siarki i innych istniejących w Polsce surowców, hutnictwo, podstawowe przetwórstwo chemiczne i przemysł zbrojeniowy.
Osiągnęliśmy 200 mln ton węgla,20 mln ton stali, 500 tys.ton miedzi i blisko 3 mln ton kwasu siarkowego. Niestety te niewątpliwe osiągnięcia nie znalazły swego odbicia w odpowiedniej produkcji  towarów użytkowych jak np. produkcja samochodów osobowych sięgająca zaledwie 300 tys. sztuk rocznie /Hiszpania, która nie miała żadnych tradycji w produkcji samochodów i produkowała połowę tej ilości stali co Polska, osiągała już wtedy produkcję blisko 2 mln samochodów rocznie/, czy też elektroniki mimo bardzo obiecujących początków, a także chemii gospodarczej itp.
Również budownictwo mieszkaniowe i sieci komunikacyjnych nie wystarczyło na pokrycie potrzeb. Stąd też w roku 1989 stanęliśmy w obliczu braku przynajmniej 1,5 mln mieszkań, 2 tys. km dróg szybkiego ruchu i odpowiedniej sieci łączności. Ponadto otrzymaliśmy w spadku po komunistach stan ogólnego zacofania technicznego pogłębionego przez izolację w okresie ostatniego dziesięciolecia po ogłoszeniu stanu wojennego.

Mimo tych trudności istniała w roku 1989 substancja gospodarcza  umożliwiająca przekształcenie polskiej gospodarki z wojennego zaplecza sowieckiego w nowoczesną, zdolną do konkurowania na rynku światowym  i kooperacji z wysoko rozwiniętymi przemysłami. Niestety możliwości tkwiące nie tylko w infrastrukturze i zasobach surowcowych i półfabrykatach, ale głównie w przygotowanej kadrze oraz energii i przedsiębiorczości Polaków nie zostały odpowiednio spożytkowane. W gospodarce jak i w innych dziedzinach życia mszczą się niewykorzystane szanse. Przed wojną polska gospodarka miała tylko jedną szansę, był nią strajk górników brytyjskich. Szansa ta została wykorzystana w możliwie najwyższym stopniu i przyczyniła się do rozwoju polskiej motoryzacji i gospodarki morskiej    
Po II wojnie największą szansą był plan Marshalla, a szczególnie niedobór 40 mln ton węgla w Europie zachodniej  pokrywany z dużym nakładem kosztów przez Amerykanów. Wejście Polski na ten rynek wspomagane amerykańską pożyczką na cele modernizacji przemysłu węglowego oraz pomocą planu Marshalla dawały gwarancje na szybką odbudowę kraju przy równoczesnym wydatnym podniesieniu stopy życiowej. Dyktat Stalina uniemożliwił Polsce wejście na drogę rozwoju. Współwinnymi są oczywiście poprzednicy obecnych kontynuatorów PZPR’ owskiej  linii politycznej. I to oni ponoszą pełną odpowiedzialność za wyłączenie Polski ze współpracy z zachodem rozpoczętej dopiero przez Gierka, wprawdzie w interesie sowieckim i za ich zachętą, ale przynoszącą Polsce określone pożytki z kontaktów z najnowszą technologią. Zamienianie dolarów i marek zawartych w importowanych z zachodu elementach dostaw dla Sowietów na ruble /tzw transferowe/ przyniosło Polsce  ogromne straty, które skumulowane ze zwykłym dla tego ustroju marnotrawstwem i korupcją dały w rezultacie ponad 30 mld dolarów długu stanowiącego dziedzictwo ustroju komunistycznego w 1989 roku. Charakterystycznym dla owych stosunków handlu z Sowietami była np. sprzedaż trawlerów przetwórni z polskich stoczni w cenie 2,1 mln rubli za sztukę czyli za zamrożoną cenę 3 mln dolarów /wg kursu 1 dolar 70 kopiejek!/ przy wkładzie dewizowym pokrywanym przez Polskę w najnowocześniejsze wyposażenie elektroniczne i automatykę. Na rynku światowym cena takiego statku w dolarach przekraczała  dwukrotnie owe zamrożone 3 mln.
Poza tym Polska miała ograniczony dostęp do najbardziej potrzebnych Polsce surowców z ZSSR , i tak np. Polska otrzymywała mniejszy przydział ropy sowieckiej niż mała Bułgaria. Mimo tych dyskryminacji i zacofania stan polskiego przemysłu przetwórczego umożliwiał osiągnięcie znacznie lepszych rezultatów i nadrobienie dystansu w stosunku do krajów rozwiniętych. Należało jednak nastawić gospodarkę na eksport i kooperację z krajami przodującymi technicznie. Ze względu na zapotrzebowanie na ropę naftową niezbędne było podtrzymywanie współpracy z krajami arabskimi. Zarówno stosunki z Rosją jak i krajami arabskimi zostały poświęcone na rzecz zabiegów o łaskawość zachodu. Do dnia dzisiejszego nie odzyskaliśmy nawet w małym stopniu tego na zachodzie co straciliśmy na wschodzie. Dodatkowo natrafiliśmy na nieuczciwą dumpingową konkurencję na rynku wschodnim ze strony Unii Europejskiej.  Polski eksport w stosunku do niemieckiego był przed wojną trzykrotnie niższy, obecnie jest trzydziestokrotnie niższy.

Szczególnie bolesnym zjawiskiem jest rosnące bezrobocie, tym bardziej paradoksalne że potrzeby wewnętrzne Polski wymagają zaangażowania wszystkich dyspozycyjnych sił w dziedzinie budownictwa mieszkaniowego, budowy dróg, infrastruktury przemysłowej, socjalnej i turystycznej. Ogrom zadań związanych z koniecznością podniesienia poziomu życia w Polsce wymaga zaangażowania wszystkich środków włączając zwiększenie zadłuże nia publicznego. Tymczasem głównym celem działania kolejnych rządów, niezależnie od ich pochodzenia jest poszukiwanie zatrudnienia dla Polaków zagranicą. Ponadto nawet te skromne zasoby kapitałowe jakimi rozporządzamy mają tendencję do wypływania z Polski. Polska natomiast jest przedmiotem żerowania spekulacyjnego kapitału częstokroć podejrzanego pochodzenia. Kapitał ten nie inwestuje w żadne przedsięwzięcia gospodarcze o charakterze długofalowym ograniczając się do krótkotrwałych operacji finansowych. Oddanie w obce ręce funduszy emerytalnych i powierniczych powoduje zubożenie naszych własnych możliwości inwestycyjnych. Oczekując na kredyty inwestycyjne z UE sami tracimy z naszych własnych możliwości przynajmniej 10 mld dolarów rocznie. Pieniądze te wypływają z Polski w najróżnorodniejszy sposób, w czym niemałą część stanowią oszukańcze transakcje importowo eksportowe głównie zagranicznych przedsiębiorstw, których nikt pod tym względem nie kontroluje. Polskie kontrole podatkowe i finansowe tak bezwzględne w stosunku do własnych obywateli wykazują przedziwną pobłażliwość względem firm zagranicznych.

W Polsce przedwojennej największą bolączką było pozostawienie poza twórczą działalnością blisko 8 mln ludzi. Brak odpowiednich możliwości kapitałowych utrudniał rozwiązanie problemu bezrobocia i nadwyżki zaludnienia na wsi. Obecnie po zlikwidowaniu w znacznej mierze fikcji powszechnego zatrudnienia uprawianej w PRL okazuje się że poza twórcza działalnością znajduje się nie mniej niż 5 mln Polaków. Różnica jednak polega na tym że możliwości kapitałowe  dla stworzenia nowych miejsc pracy są nieporównywalnie większe obecnie niż przed wojną. Obecny stan jest rezultatem przyjętej doktryny ekonomicznej hamującej produkcje własną na rzecz importu przy równoczesnym blokowaniu polskich możliwości eksportowych.

Oświata, nauka i kultura
Polska odrodzona w 1918 roku miała tylko dwa polskie ośrodki uniwersyteckie w Krakowie i Lwowie. Obydwa jednak na bardzo wysokim poziomie mimo niedostatków materialnych i ograniczeń ze strony władz austriackich. Ośrodki te skupiały polska elitę intelektualną i miały osiągnięcia na skalę światową nie tylko w naukach humanistycznych, ale również matematyczno przyrodniczych. Stały się one kuźnią kadr naukowych dla nowych uczelni uniwersyteckich w Warszawie, Wilnie i Poznaniu. W krótkim czasie uniwersytety tych miast stały się samodzielnymi i szczycącymi się znakomitym dorobkiem naukowym, zakładami naukowymi. Powstał również w Polsce nowy typ uczelni dostosowany do potrzeb rozwijającego się kraju jak Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, Akademia Górniczo Hutnicza w Krakowie, Szkoła Główna Handlowa w Warszawie i inne. Osiągnęły one bardzo wysoki poziom zarówno pod względem dydaktyki jak i działań badawczych i rozwojowych. Wiele rozwiązań technicznych w polskim przemyśle i rolnictwie zostało opracowanych na polskich uczelniach. Zdobycie wyższego wykształcenia dostępne pod zaborami dla nielicznych stało się coraz powszechniejsze. Na polskich uczelniach studiowało już ponad 100 tys. studentów. Był to już poziom porównywalny z krajami zachodniej Europy i dawał Polsce szansę awansu cywilizacyjnego i kulturowego.
Trudniejszym problemem okazało się radykalne podniesienie poziomu podstawowego wykształcenia ludności celowo zaniedbywanego przez zaborców. Szczególnie upośledzona była oświata wiejska. Brak szkół i nauczycieli, niechęć do posyłania dzieci na naukę wymagały olbrzymiego wysiłku w celu nadrobienia zaległości. Jak i w innych przypadkach najbardziej upośledzony był zabór rosyjski, w którym na terenie wschodnich województw wskaźnik analfabetyzmu wynosił 65 % ludności, a do 1931 roku został obniżony do 41%. Mimo istniejących braków udało się stworzyć podstawowy typ polskiej szkoły, opracować programy i niezbędne podręczniki. System szkoły siedmioletniej zamiast zaborczych pięcio, a nawet trzyletniej, stopniowo był wdrażany w całym kraju. Zunifikowano i zwiększono znacznie ilość szkół średnich wprowadzając w połowie lat trzydziestych system gimnazjalno licealny /tzw reforma Jędrzejewiczowska / , który stanowi podstawę obecnego systemu szkół średnich. Braki jednak były ciągle wielkie, jeżeli jednak zważy się co zostało zrobione w ciągu kilkunastu lat to osiągnięcia w dziedzinie oświaty muszą być traktowane jako szczególnie doniosłe. Poziom wychowania w polskiej szkole przedwojennej sprawdził się w najwyższym stopniu w czasie wojny, jest to w znacznej mierze zasługa polskiego nauczycielstwa i programów szkolnych. A przecież na znakomitej większości obszaru Polski polska szkoła powstała dopiero wraz z odrodzeniem państwa polskiego. W okresie zaborów polskojęzyczne szkoły istniały tylko w zaborze austriackim. W zaborze rosyjskim mogły istnieć szkoły z polskim językiem nauczania jedynie jako prywatne szkoły wstępne, lub pensje dla panien, dostępne jedynie dla nielicznych, a ponadto pozbawione praw państwowych były szczególnie upośledzone w stosunku do szkół rosyjskich, a nawet niemieckojęzycznych. Niezależnie od wszystkich braków polska szkoła powinna być traktowana jako jedno z największych osiągnięć przedwojennej Polski.
Po wojnie sytuacja demograficzna Polski uległa zasadniczej zmianie i tworzenie polskiego szkolnictwa miało inne warunki startu. Wprawdzie okupacja przyniosła w tej dziedzinie olbrzymie straty, przede wszystkim w kadrze nauczycielskiej, która pierwsza padła ofiarą eksterminacyjnej polityki okupantów, ale mimo braków kadrowych i zniszczeń materialnych warunki dla odrodzenia polskiej oświaty były znacznie lepsze aniżeli po I wojnie. 
Władza komunistyczna  w Polsce szczyciła się wielkimi osiągnięciami statystycznymi w oświacie. Pomijając poziom i kierunki nauczania nawet te statystyczne osiągnięcia okazały się niewystarczające w zestawieniu z poziomem jaki w tym czasie osiągnął zachód Europy. Wylądowaliśmy zatem w roku 1989 z zaległościami nie tylko w sferze materialnej, ale również i intelektualnej. Poziom wykształcenia w polskich szkołach i wyższych uczelniach formalnie wysoki, a nawet przewyższający poziom odpowiednich szkół na zachodzie, obniżony był głównie za przyczyną systemu edukacyjnego promującego zakłamanie, fałsz, lizusostwo i donosicielstwo, niedostatków ogólnego przygotowania uczniów, a nade wszystko braku bodźców do samodzielnego myślenia. Zasadniczą bolączką był poziom kadry nauczycielskiej dobieranej często według kryteriów partyjnych, a nie poziomu wiedzy, zdolności pedagogicznych i kwalifikacji moralnych. W szkołach podstawowych powszechnym zjawiskiem były nauczycielki żony milicjantów czy innych drobnych funkcjonariuszy partyjnych, niedouczone, ale wierne reżimowi.
Szkolnictwo zresztą poddane było szczególnej inwigilacji partyjnej. Wskaźnik „upartyjnienia” był jeden z najwyższych. Niestety dotyczyło to również wyższych uczelni. Mógłbym sięgnąć do własnych doświadczeń kiedy proponowano mi pracę w Akademii Rolniczej pan rektor tej uczelni oświadczył mi z dumą: „mamy kadrę na najwyższym poziomie –75% upartyjnienia!”. To było typowe podejście do problemu kadry naukowej. Wielu najzdolniejszych i rokujących największe nadzieje pracowników nauki wyrzucono z uczelni tylko ze względu na brak zaufania partii, czyli tępych stupajek partyjnych.
Stefan Jędrychowski powojenny prominent PRL był przed wojną wojującym komunistą, a przecież z tego powodu nikt nie zwolnił go z pracy naukowej na stanowisku adiunkta na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie.
Zawód nauczyciela zawsze był i jest źle płatny, jednakże w szkołach średnich i wyższych uczelniach przed wojną  płace były już całkiem przyzwoite, umożliwiające selekcję kandydatów na pedagogów. Niestety współcześnie poważną przeszkodą w odnowieniu kadry nauczycielskiej jest żałośnie mizerny poziom płac.
Największym mankamentem współczesnej polskiej szkoły w zestawieniu z przedwojenną jest jej niski poziom ideowy. Nie jest ona w stanie zaszczepić młodzieży tych ideałów, które są niezbędne dla przezwyciężenia zagrożeń współczesnego świata. Należą do nich przede wszystkim zmaterializowanie, kult pieniądza /nawet w sporcie i sztuce mówi się głównie o wysokości apanaży/. Zwykli przestępcy którym udało się wywinąć z kryminału są nowymi idolami, jak np. Bagsik i inni. Wygląda to na parodię amerykańskiego ideału pucybuta – milionera, z tą jednak różnicą że w Ameryce taki ideał musiał być nieskazitelnie czysty pod względem moralnym, a dorobił się milionów zawdzięczając własnej pracy i pomysłowości. W Polsce już nawet takich „ideałów’ nie stawia się za cel. Szkoła polska nie potrafi skutecznie przeciwstawić się wpływom pochodzącym ze środków masowego przekazu. 

Patriotyzm stał się rzeczą wstydliwą, między innymi ze względu na to że wycierają sobie nim gębę dawne stupajki reżimu, ludzie o których przed wojną mówiło się że są „typami Pochronia” wg Zeromskiego. Solidarność z narodami wspólnej kultury traktuje się wyłącznie w sferze materialnej, czego odrażający obraz mieliśmy w trakcie nachalnie propagowanych negocjacji z Unią Europejską. Obraz Polski, ale także i innych krajów przedstawiany jest w sposób odstręczający. Wśród młodzieży pozbawionej perspektyw rozwojowych we własnym kraju narasta uczucie zniechęcenia i dążenie do ucieczki, w sposób dosłowny i w przenośni.
Najgorszym zjawiskiem jest ślepe, a nawet karykaturalne przyjmowanie wzorców z krajów rozwiniętych cywilizacyjnie, ale przeżywających głęboki kryzys kulturowy. Wizyta Mickela Jacksona i suknia pani premierowej są tego typowymi przykładami
Wskazywanie młodym ludziom wyższych ideałów życia przez papieża Jana Pawła II nie znajduje odpowiedniego wsparcia w polskim systemie edukacyjnym, a sukcesy w tej dziedzinie odnoszone są jakby na przekór oficjalnej polityce wychowawczej stanowiącej odbicie poziomu życia politycznego w Polsce.

Nauka
Osiągnięciapolskiej nauki w okresie przedwojennym imponują poziomem niezależnie od skromnych warunków materialnych jakimi rozporządzała. Na czoło wybija się polska, lub jak kto woli –lwowska szkoła matematyczna. Ciekawe jest że studentki francuskie zapytane współcześnie o znanych im Polaków oprócz papieża Jana Pawła II i Wałęsy wymieniły matematyka Banacha, ile młodych Polek wymieniłoby to nazwisko? Osiągnięcia Mościckiego w chemii, polskich lekarzy bakteriologów, czy pionierów elektroniki świadczą o tym że dystans polskiej nauki w stosunku do osiągnięć światowych był znacznie mniejszy aniżeli obecnie. Wbrew propagandzie z czasów PRL  mimo niewątpliwie nacznie większych nakładów na badania naukowe ten okres nie może być zaliczony jako pomyślny dla polskiej nauki z racji odcięcia od źródeł zachodnich i służebnej roli w stosunku do reżimu na jaką ją skazano. Niestety te zaległości nie zostały do dnia dzisiejszego odrobione, a na domiar złego wielu wybitnych naukowców opuściło Polskę szukając gdzie indziej lepszych możliwości twórczych. Pozostałości PRL w postaci zbiurokratyzowanej struktury organizacji naukowych stanowią w dalszym ciągu przeszkodę w prowadzeniu niezależnych prac badawczych.

Kultura
Odzyskanie niepodległości w 1918 roku zbiegło się z odrodzeniem polskiej kultury. Jego pierwszym zwiastunem była polska książka pojawiająca się we wszystkich dziedzinach, od podręczników szkolnych, niezapomnianych „pierwszych czytanek”, do książki naukowej i literatury pięknej W każdej z tych dziedzin zanotowano wielkie osiągnięcia. Uwieńczeniem uznania pozycji polskiej literatury była nagroda Nobla dla Reymonta, ale jeżeli zestawi się poziom lotów polskiej literatury pięknej, a szczególnie poezji reprezentowanej zarówno przez skamandrytów jak i innych przed wojna z powojenną to okaże się że ten krótki okres normalnego funkcjonowania niepodległego państwa polskiego był wyjątkowo bogaty. Może to i zbieg okoliczności, może zasługa specyficznej atmosfery świeżo wywalczonej wolności i niezawisłości. Jest to jednak niewątpliwie, poza epoką romantyzmu chyba najbogatszy okres w polskiej literaturze. W innych dziedzinach twórczości należy przede wszystkim odnotować odrodzenie sztuki ludowej, a równocześnie działania na niwie upowszechniania najwyższych osiągnięć sztuki muzycznej przez organizację własnych scen operowych, koncertów filharmonicznych, szkolnictwa muzycznego, a specjalnie przez działalność „ Ormuzu” organizacji umożliwiającej dostęp do najlepszej muzyki nawet na głębokiej prowincji. W świat muzyczny weszła Polska frontowymi drzwiami i to za sprawą nie tylko Paderewskiego i Szymanowskiego, ale również przez organizację imprez na światową skalę, jak konkursy szopenowskie czy działalność polskich dyrygentów, nie mówiąc już o sukcesach muzyków i śpiewaków z Kiepurą na czele. W tym okresie wykształciła się polska szkoła kompozycji z Lutosławskim, Bacewiczówną i innymi której znaczenie dla światowej kultury muzycznej nie podlega najmniejszym wątpliwościom.
Może mniejsze sukcesy odniosła Polska w tym czasie  w sztukach plastycznych, ale nazwiska Dunikowskiego, Pniewskiego czy Makowskiego wyznaczają nie tylko miejsce Polski na świecie, lecz również stanowią pewien wzorzec  polskiej odrębności i niepowtarzalności w tych dziedzinach. Do dnia dzisiejszego nic porównywalnego w polskiej sztuce malarstwa, rzeźby i architektury nie powtórzyło się.
Jaka jest w tym zasługa niepodległego państwa trudno jest powiedzieć, ale można sądzić ze coś z tej atmosfery, która wpłynęła na rozwój innych sztuk udzieliło się również sztukom plastycznym. W każdym bądź razie gdyby nie śmiałe powierzenie Pniewskiemu wzniesienia monumentalnych gmachów państwowych, lub Sosnowskiemu kościelnych, a także osiedli Lalewicza i innych, nie mielibyśmy autentycznego polskiego piętna w budownictwie.
Okres półwiecznego panowania socrealizmu był największą klęską polskiej kultury. Widać to gołym okiem po pozostałościach budownictwa z pałacem kultu Stalina i okropnymi blokowiskami. Niestety po roku 1989 nie zrobiono niczego ażeby ten obraz zmienić na lepsze. Obok nielicznych wyjątków mamy do czynienia głównie z małpowaniem bezmyślnych wieżowców, lub biurowców na kształt hal fabrycznych, tworów czystej techniki bez śladu myśli humanistycznej. Pod tym względem szczególnie upośledzona jest Warszawa, która dla przyjezdnego jest dodatkiem na dobrą, a raczej złą sprawę, do „pałacu”. Moskale po wyjściu z Warszawy w 1915 roku pozostawili po sobie sobór na placu Saskim, miał on być karą za powstanie styczniowe i uwieczniać panowanie Moskwy. Jedną z pierwszych decyzji odrodzonego państwa była rozbiórka soboru. Dzisiaj po upływie ponad 16 lat od chwili ogłoszenie upadku reżimu komunistycznego nawet nie wspomina się co zrobić z tym symbolem sowieckiej władzy w Polsce. Pamiętam rozmowy na ten temat w gronie ludzi zaufanych i związanych z Warszawą, a szczególnie głos niezapomnianego prof. Jerzego Sienkiewicza, który orzekł że jedynym rozwiązaniem jest rozbiórka tej zniewagi dla Warszawy i całego narodu polskiego. Myślę że jeżeli przez przekorę zgodzilibyśmy się z opinią pewnego prawosławnego iż pałac jest karą Bożą za rozebranie soboru, to po upływie blisko pół wieku już tę karę odcierpieliśmy dostatecznie i możemy śmiało przystąpić do rozbiórki. 
Najbardziej trwałą pozostałością po systemie komunistycznym okazały się jednak nie przedmioty materialne, nie doktryna, ale nihilizm i postawa destrukcyjna. W ciągu kilkunastu lat nie udało się przezwyciężyć zwyczaju składania obietnic bez pokrycia, nieodpowiedzialności, braku poczucia ciągłości historycznej z tym wszystkim co łączy się z pojęciem wolności i niepodległości. Jest to największe obciążenie moralne odpowiedzialnych za oświatę i kulturę narodową

Obrona narodowa i wojsko
Pierwszym tworem niepodległego państwa polskiego w roku 1918 było wojsko polskie. Właściwie wojsko polskie wyprzedziło powstanie państwa. Rozumiał to Józef Piłsudski i dlatego już w roku 1914 ogłosił powstanie rządu narodowego, ażeby przekonać naród że żołnierz może służyć tylko własnemu państwu jeżeli nie chce być narzędziem w ręku obcych. W PRL wojsko polskie, a właściwie LWP było właśnie takim narzędziem w ręku sowieckim używanym także przeciwko własnemu narodowi, do akcji pacyfikacyjnych i eksterminacyjnych, a także haniebnych interwencji jak np. w Czechosłowacji. Ze względu na próby obarczenia odpowiedzialnością narodu polskiego w związku z tymi akcjami obowiązkiem władz niepodległego państwa polskiego jest pełne wyjaśnienie tego ciężkiego i bezprecedensowego w historii polskiego wojska oskarżenia. Odpowiedzialność za ten stan rzeczy ponoszą jego twórcy, tj w pierwszej kolejności Stalin,  Roosevelt i Churchill, ale także agenci sowieccy w Polsce formalnie występujący jako przedstawiciele PRL. Z oczywistych względów kontynuatorzy linii agenturalnej są zainteresowani w obarczeniu odpowiedzialnością całego narodu polskiego, jest to bowiem dla nich szansa na uniknięcie oskarżenia o zdradę. Dla polskiej historii, a nawet dla określonych skutków prawnych istotne jest wyjaśnienie do końca rzeczywistych zależności. Niestety jak dotąd żaden rząd po roku 1989 takiej akcji nie podjął.
Wojsko polskie po roku 1989 jest de facto kontynuacją LWP. Największe zastrzeżenie budzi pochodzenie kadry dowódczej. Przystąpienie Polski do NATO spowodowało że wojsko polskie znalazło się w obozie niedawnego przeciwnika. Selekcja kadry dowódczej w LWP wyraźnie wskazywała na zależność od decyzji sowieckich. Wynikało to nie tylko ze struktur organizacyjnych, ale również z doboru osobowego. Obowiązek przejścia sowieckich studiów wojskowych, a także konfirmacja sowiecka na stanowiskach dowódczych skutkują brakiem zaufania ze strony szefostwa NATO w stosunku do polskiego dowództwa. Dla Polski nie jest to jednak najgorsze. Organizacja wojska polskiego przed wojną była oparta na etosie i kadrze osobowej formacji walczących o Polskę niepodległą. Wprawdzie w czasie walk o utrzymanie niepodległości i granice państwa do wojska polskiego byli przyjmowani wojskowi z armii zaborczych legitymujący się polskim pochodzeniem i wielu spośród nich zdało najwyższy egzamin wiedzy fachowej, patriotyzmu i poświęcenia, ale osad „kondotierskiej” służby pozostał i nie był bez wpływu na selekcję w okresie powojennym. Sytuacja była o tyle różna od obecnej, że po państwach zaborczych nie zostało śladu i zastrzeżenia mogły dotyczyć wyłącznie przeszłości. Obecnie jednak Rosja pozostaje ciągle kontynuatorką ZSSR i jest potencjalnie najgroźniejszym przeciwnikiem NATO, a ściślej mówiąc współczesnego układu sił w Europie. Na dobro obecnej kadry wojskowej można powiedzieć że stykanie się tych ludzi z obowiązującym w LWP uzależnieniem od Sowietów napawało wielu z nich uczuciem tajonego buntu. Koronnym tego przykładem jest płk Kukliński. Z drugiej strony nieufność do Polaków  nie była nawet bardzo tajona w sowieckiej armii. Opowiadał mi młody człowiek, który repatriował się do Polski po roku 1956, że odbywając służbę w sowieckiej marynarce wojennej został powołany przez prowadzącego manewry admirała na czasowego adiutanta. Przypadkowo wziął udział w odprawie zorganizowanej przez zarząd polityczny floty. W czasie tej odprawy poinformowano o stopniu zaufania do poszczególnych armii sojuszniczych a właściwie wasalnych. Według tej klasyfikacji na pierwszym miejscu znajdowała się Bułgaria, potem NRD, Czechosłowacja, Rumunia, Węgry a na końcu Polska. Przypomina to jako żywo katechizm czarnosecińców w którym na pytanie kto jest największym wrogiem Rosji? Odpowiedź brzmiała: „Żydy, Palaki i proczyje inowiercy”.
Wszystko to nie zmienia faktu że ani w trybie doboru kadry ani w sposobie szkolenia, a nade wszystko w składzie osobowym kadry szkoleniowej w wojsku, nie nastąpiły zmiany zbliżające charakter obecnego wojska do tego sprzed wojny. Nawet nie powrócono do dawnych nazw, tradycji i numeracji jednostek wojskowych. Równocześnie wojsko jest jedyną instytucją nie objętą procesem lustracji, niezależnie od oceny skuteczności i wiarygodności tej instytucji.
Mimo wysokiej rangi wojskowej służby duchownej różnych wyznań i zapewne starań czynionych w dobrej wierze przez wielu dowódców, stan wojska polskiego i jego pozycja w społeczeństwie polskim jest nieporównywalnie niższa aniżeli przed wojną. Dotyczy to głównie atmosfery i ówczesnego powszechnego przeświadczenia, że odrodzone wojsko polskie jest największym osiągnięciem narodowym i gwarantem niepodległości. Obecnie wśród młodzieży stosunek do wojska jest nieprzychylny i niewiele zmienił się od czasu PRL. Panuje powszechne przekonanie, że armia powinna być izolowaną instytucją najemną. Jest to zasadnicza różnica postaw w stosunku do postawy narodu polskiego przed wojną. Jak dotąd nie odbudowano wiary, że służba w obronie ojczyzny jest najwyższym nakazem i zaszczytem dla każdego obywatela. Możnaby sądzić że tego rodzaju nastawienie jest dzisiaj anachronizmem szczególnie wobec parasola NATO i pokojowych stosunków z sąsiadami. Przykład wypadków bałkańskich, a także zmieniające się położenie międzynarodowe mogą diametralnie zmienić sytuację, a wtedy może zaistnieć potrzeba całkowitej zmiany stosunku do służby wojskowej i obronności narodowej. Gorzkie doświadczenia historyczne powinny wpływać na nasza postawę.

Sprawy wyznaniowe
Polska przedwojenna nie była państwem „neutralnym religijnie” cokolwiek to znaczy. Konstytucje zawierały „Invocatio Dei”, a treść przysięgi prezydenckiej wskazywała wyraźnie że prezydentem Rzeczpospolitej mógł być tylko chrześcijanin. Znak krzyża znajdował się we wszystkich urzędach i instytucjach państwowych. Uroczystości państwowe związane były z obrzędami kościelnymi. Prezydent, premier, generalny inspektor sił zbrojnych, a także ministrowie, wojewodowie i starostowie jako przedstawiciele administracji państwowej winni byli uczestniczyć w uroczystościach religijnych nie tylko kościoła rzymsko katolickiego. Z kolei księża, a nawet przedstawiciele episkopatu brali czynny udział w życiu politycznym zasiadając w sejmie i senacie /w tym ostatnim szczególnie biskupi/, co przypominało po trosze praktyki przedrozbiorowe. Przedstawiciele duchowieństwa rzymsko katolickiego działali głównie w ugrupowaniach narodowych, ale nie tylko, nie brakowało ich w partiach ludowych i chrześcijańskiej demokracji. Jednakże partie polityczne nie czyniły takich akcji jak poparcie instytucjonalne kościoła, a raczej kościołów dla swojej działalności politycznej. Trzeba bowiem nadmienić że ze względu na skład wyznaniowy ludności Polski przed wojną w życiu politycznym uczestniczyli przedstawiciele różnych wyznań. Należy przy tym podkreślić, że mimo różnic narodowościowych i związanych z tym konfliktów nie było konfliktów religijnych. Niezaprzeczona zasługą administracji sprawowanej przez różne orientacje polityczne była praktyczna harmonia religijna. Nie było również problemów z nauczaniem religii w szkołach zarówno stopnia podstawowego jak i w średniego. Uczęszczanie na lekcje religii było obowiązkowe, przy czym w większości szkół były zapewnione lekcje dla podstawowych wyznań wg zgłoszeń rodziców. 
W pierwszym okresie powojennym władze komunistyczne tolerowały zarówno praktyki religijne jak i naukę religii w szkołach. Dygnitarze komunistyczni brali udział w nabożeństwach z okazji uroczystości państwowych. Wszystko to szybko skończyło się i zaczęto wprowadzać  programowy partyjny ateizm. W tym procesie związanym z prześladowaniem kościoła rzymsko katolickiego były krótkie przerwy spowodowane wypadkami października 1956 roku. Ponadto reżim zawsze usiłował wygrywać inne wyznania w walce z największym wrogiem jakim była jedyna niezależna od niego instytucja kościoła reprezentująca znakomitą większość narodu. Rola innych wyznań praktycznie zmalała wobec odpadnięcia kresów wschodnich, eksterminacji Żydów i przesiedlenia Niemców. W sumie w walce z religią reżim poniósł najdotkliwszą klęskę. 
Po roku 1989 nie bez oporów udało się wprowadzić naukę religii do szkół, ale tylko jako przedmiot nadobowiązkowy, lub alternatywny. W konstytucji z 1997 roku zabrakło odpowiedników zapisów konstytucyjnych sprzed wojny. Stosunek do kościoła jest ambiwalentny, z jednej strony idą deklaracje o współdziałaniu, a z drugiej czynione są trudności głównie natury materialnej. Przed wojną dobra kościelne „martwej ręki” zwolnione były z podatków, natomiast obecnie dochody kościelne, a także nieruchomości są opodatkowane. Ze względu na osobę papieża Polaka czynione są pewne gesty w stronę kościoła, chociaż w wielu przypadkach ich szczerość budzi wątpliwości mając na względzie zarówno przeszłe jak i obecne związki kierowniczych środowisk oficjalnego życia politycznego w Polsce. Są jednak przypadki kiedy odkrywa się prawdziwe oblicze tak jak to miało miejsce w sprawie Radia Maryja, którego niezależność i siła oddziaływania wzbudziła frontalny atak licząc zapewne na wywołanie rozłamu w hierarchii kościelnej. Jednoznaczna odpowiedź papieża spowodowała klęskę tego ataku co, jako żywo przypomina praktyki reżimu komunistycznego w próbach czynienia rozłamu w kościele. Spadkobiercy PRL powtarzają te same błędy.
Poziom religijności nie osłabł w czasie PRL, a i obecnie jest bardziej akcentowany aniżeli przed wojną. Problem najważniejszy to jednak zgodność postawy religijnej z postawą społeczną, a nawet wyborami politycznymi. W tym zakresie widać powierzchowność, a nawet sprzeczność postaw. Jest to tym bardziej godne zastanowienia, że kościół katolicki poczynił w latach powojennych znaczny postęp w dziedzinie która była jego najsłabszą stroną, a mianowicie w znalezieniu odpowiedzi na bieżące problemy współczesnego świata i miejsce w nim człowieka. „Wiara ojców naszych”, która była spoiwem narodu polskiego w okresie zaborów jest obecnie jakby poza ideami przewodnimi kreującymi obecny kształt życia państwowego. Obserwujemy w zamian dość nieudolne wysiłki budowania państwa „neutralnego” na wzór niektórych państw zachodnioeuropejskich tłumacząc się koniecznością przystosowania się do modelu Unii Europejskiej.

Samorząd
W konstytucji z 17 marca 1921 roku istnieje zapis: „Samorząd jest podstawą ustroju państwa polskiego”. 
Ten zapis powinien służyć jako motto wszelkich działań związanych z budowaniem państwa samorządowego, ale zwartego i niepodzielnego. Konstytucja kwietniowa wprowadziła pojęcie samorządu jako czynnika budowy jedności państwa. Sytuacja samorządu w Polsce przedwojennej była o tyle odmienna od obecnej o ile odmienna była struktura demograficzna  i narodowościowa . Dotyczyło to szczególnie samorządu terytorialnego, ale miało również wpływ na inne formy samorządu, w tym głównie zawodowego. Po roku 1926 narosły obawy o wpływy mniejszości narodowych dominujących na kresach wschodnich, a także o wpływy żydowskie i niemieckie w przemyśle, handlu, adwokaturze i sferach lekarskich. Stąd linia rozwoju zapoczątkowana konstytucją marcową uległa załamaniu. Nie mniej siła organizacji samorządowych była znaczna, a ich walkę o niezależność podkreślały wyniki wyborów samorządowych w roku 1938 wygranych przez opozycję. Niezależnie od wpływu władz centralnych na obsadę stanowisk kierowniczych w samorządzie, autonomia organów samorządowych była dość znaczna, a wynikała ona przede wszystkim z dużej samodzielności finansowej. W samorządzie terytorialnym na relatywnie wysoki budżet wynoszący około miliarda złotych, /dla porównania budżet państwa nie przekraczał 3 mld zł./, ¾ stanowiły dochody własne organów samorządowych. Stawiało to samorząd w zupełnie innej sytuacji zależności od władz centralnych niż to ma miejsce obecnie. Ideałem działalności samorządu jest realizowanie własnych programów w oparciu o własne środki wykonawcze. Nie zawsze muszą to być pieniądze. Największym osiągnięciem jest zdolność mobilizacji na rzecz wspólnych przedsięwzięć własnych środków, wkładu pracy, pomysłowości, energii i zapału. Korzystanie ze środków zewnętrznych czasami jest nieuniknione, ale zawsze niesie za sobą ryzyko uzależnienia. Tak było z tzw samorządem w czasie PRL, a i obecnie pozostałości tego systemu stanowią ciągle jeszcze element dominujący w działalności samorządu.
Niestety, jak dotąd brakuje odpowiednich sprecyzowań ustawowych w zakresie podziału funkcji i odpowiedzialności, a przede wszystkim uregulowań dotyczących problematyki finansowania działalności samorządowej.
Bez tych uregulowań, a także niezbędnego stałego rozszerzania samodzielności i pełnej odpowiedzialności samorząd skazany jest na uwiędnięcie. Główny problem polega na rozwinięciu inicjatywy i poczucia więzi społeczności lokalnej nie tylko w ramach struktur formalnych, ale również w organizacji samorządu pomocniczego. Obudzony po roku 1989 zapał twórczy  w wielu dziedzinach został zmarnowany przez zwykłą biurokrację i niechęć aparatu urzędniczego do wszelkich działań „amatorskich” .Największym obciążeniem obecnych czasów jest pozostawienie w stanie niemal nienaruszonym  skostniałego i skorumpowanego aparatu administracyjnego po PRL. Jest to podstawowy czynnik hamujący postęp i budowę niepodległego państwa ,a w tym również działalności samorządowej społeczeństwa.

Organizacja życia politycznego
Odzyskanie niepodległości w 1918 roku ożywiło działalność polityczną Polaków skrępowaną zaborami i sytuacją wojenną. Główne nurty polityczne w Polsce niepodległej przeniesione zostały z okresu zaborów, co stanowiło pewne ułatwienie w organizowaniu życia politycznego, ale również obciążenie postawami skażonymi określonymi stosunkami w poszczególnych zaborach. Najbogatsze życie polityczne istniało w zaborze austriackim korzystając ze znacznego zakresu swobód  jaki istniał wyłącznie w tym zaborze. Jednakże oficjalnie działające partie polityczne mające swoje przedstawicielstwa w sejmie galicyjskim lub parlamencie wiedeńskim nosiły na sobie piętno kolaboracji, jak by to dziś określono, z władzami zaborczymi. Przewidywany wybuch wojny i ewentualne zmiany polityczne, a także nacisk społeczeństwa polskiego wpłynęły na utworzenie porozumienia stronnictw niepodległościowych. Stało się to porozumienie zaczątkiem polskiego jawnego życia politycznego formowanego nie na zasadzie uczestnictwa w istniejących oficjalnych strukturach zaborczych, ale na użytek przyszłej niepodległej Polski
W zaborze rosyjskim jedyną liczącą się  działającą legalnie siłą polityczną była Narodowa Demokracja /endecja/ mająca swoje przedstawicielstwo w Dumie i starająca się zaszczepić ideę niepodległej Polski współdziałającej z Rosją. W zaborze pruskim z kolei głównym nurtem politycznym reprezentującym Polaków wobec zaborcy stała się chrześcijańska demokracja zbliżona do najbardziej poszkodowanego stosunkami zaborczymi ludu polskiego na Śląsku.
Wszystkie te nurty nosiły piętno konieczności działania w specyficznych dla poszczególnych zaborów stosunkach. Obok  partii legalnych choć przeżywających często szykany i prześladowania, istniały ruchy całkowicie nielegalne, odrzucające jakąkolwiek współpracę z zaborcami. Do takich partii należała PPS, a szczególnie jej frakcja rewolucyjna z Piłsudskim na czele. Partia ta wyłoniła Związek Walki Czynnej, zalążek wojska polskiego. Zgromadzenie w I Brygadzie Legionów , a następnie w POW działaczy politycznych umożliwiło Piłsudskiemu przygotowanie kadry nowego ruchu politycznego, który odegrał decydującą rolę w Polsce niepodległej. W ślad za skutkami I Wojny Światowej szedł ruch radykalizacji roszczeń społecznych, którego odzwierciedleniem były skrajne partie ludowe i robotnicze. Odcisnęło się to na składzie rządu lubelskiego Daszyńskiego, a następnie rządu Moraczewskiego .Mimo znacznych różnic programowych i rozproszenia sił politycznych udało się w początkowym okresie istnienia niepodległego państwa polskiego stworzyć odpowiednie koalicje rządowe. Gorzej było w latach następnych w których doszło nawet do zabójstwa pierwszego prezydenta Gabriela Narutowicza w atmosferze nieprzytomnej walki politycznej. Podział na ugrupowania polityczne wynikał z różnic programowych wzmaganych starciami indywidualności liderów partyjnych. Tradycyjnie podział ten obejmował ruch narodowy reprezentowany  głównie przez Stronnictwo Narodowe i największą indywidualność tego ruchu Romana Dmowskiego. W ruchu ludowym największą postacią był Wincenty Witos który przewodził Stronnictwu Ludowemu. Ruch socjalistyczny był reprezentowany przez Polską Partię Socjalistyczną z Daszyńskim, Pużakiem, Perlem i innymi. Piłsudski i związani z nim byli działacze PPS jak Sławek, Prystor czy Wojciechowski już po odzyskaniu niepodległości nie powrócili do partii deklarując według oświadczenia Piłsudskiego ‘wysiadkę na przystanku niepodległość’. Większość z nich dopiero po przewrocie majowym uaktywniła się politycznie tworząc ugrupowania wspierające Piłsudskiego z BBWR na czele. Ruch chrześcijańsko demokratyczny oscylował między ruchem ludowym i narodowym utrzymując  odrębność głównie za przyczyną swojej najwybitniejszej postaci jaką był Wojciech Korfanty. Obok tych wszystkich ruchów politycznych istniał silny ruch piłsudczykowski  nie pretendujący do formowania partii politycznej  przynajmniej do roku 1926.
Rozwój życia politycznego uległ załamaniu po roku 1926 . Jednakże mimo zaistniałych trudności, a nawet prześladowań w postaci chociażby procesu brzeskiego, życie polityczne istniało nadal tworząc tendencje zjednoczeniowe, z jednej strony obozu rządzącej „sanacji” w postaci BBWR, a następnie OZN, a z drugiej strony opozycji w postaci „Frontu Morges” oraz jednoczenia partii jak np. powstania Stronnictwa Pracy w 1937 roku. Klęska 1939 roku spowodowała zbliżenie polskich partii politycznych, które utworzyły porozumienie czterech stronnictw SN, PPS, SL,SP .Stronnictwa te stanowiły bazę polityczną dla Delegatury Rządu na Kraj i równocześnie wchodziły w skład rządu na wychodźstwie. Komuniści po dojściu do władzy rozbili niezależne życie polityczne w Polsce utrzymując przez pewien czas atrapy niektórych partii.
Po roku 1989 zdawało się że zaistniały warunki do odbudowy polskiej tradycji politycznej, przynajmniej w jej podstawowych kierunkach. Jednak całość życia politycznego została zawładnięta przez następców PZPR i ich satelitów wraz z sojusznikami umowy okrągłego stołu. Powstały nowe ugrupowania polityczne wywodzące się z ruchów kontestujących w czasie reżimu komunistycznego, lub całkowicie nowe tworzone dla potrzeb chwili i wykorzystania sprzyjającej koniunktury. Stare partie polityczne reprezentujące polską tradycję i tworzone na zasadach wierności ideałom programowym, zostały zepchnięte na margines, lub zeszły z pola widzenia jak PPS, SN, PSL, czy SP. Zniknęły również reprezentacje polityczne z emigracji stanowiące kontynuację polskiego niezależnego  życia politycznego. Komuniści odnieśli w tym względzie triumf zza grobu, gdyż brak trwałych formacji politycznych stanowiących dla pogrobowców reżimu odpowiednie przeciwstawienie uniemożliwia po dzień dzisiejszy stworzenie w Polsce normalnego układu politycznego.
Główna w tym „zasługa” Unii Wolności i jej poprzedniczki UD , które nie dopuściły innych ugrupowań do korzystania z niezbędnych środków dla uruchomienia działalności i usiłowały zmonopolizować alternatywny dla postkomunistów blok polityczny*/
Skończyło się to totalną klęską tego bloku i samej UW.

*/Koronnym przykładem może tu służyć sprawa Stronnictwa Pracy. Zwróciliśmy się do premiera Mazowieckiego o zwrot  chociażby częściowy zagrabionego przez komunistów w 1946 roku majątku. Pamiętam rozmowy przeprowadzone z Mazowieckim i jego ministrem od partii politycznych Hallem. Obydwaj zasłonili się brakiem ustawy reprywatyzacyjnej, a po wyjaśnieniu że nie chodzi tu o reprywatyzację, ale o skutki cywilne przestępstwa kryminalnego jakim była fizyczna likwidacja Stronnictwa Pracy, otrzymałem odpowiedź, że wszystkie partie mają mieć jednakowe warunki startu. Sprawa była jasna, chodziło o utrzymanie uprzywilejowanej pozycji pogrobowców PZPR i ich satelitów  oraz sojuszników. Majątek jaki pozostawiono im do dyspozycji stworzył z miejsca nieporównywalne warunki działania.  

Podsumowanie
Przegląd elementów składowych państwowego życia w Polsce dnia dzisiejszego w zestawieniu z niepodległym państwem polskim odrodzonym w 1918 roku wskazuje na znaczne różnice, częściowo wynikające ze zmiany warunków, ale w przeważającej mierze stanowią one wynik celowego działania w kierunku kontynuowania w zmienionej formie PRL aniżeli nawiązywania do niepodległego państwa polskiego.
Z punktu widzenia prawnego nikt  państwa polskiego opartego na konstytucji z kwietnia 1935 roku nie zlikwidował, a istnienie obecnego państwa polskiego na części terytorium Polski przedwojennej jest zjawiskiem z innego wymiaru. W konstytucji z 1997 roku nie ma żadnego ustosunkowania się do nie uchylonej dotąd konstytucji z 1935 roku.
Tyle strona formalna. Dla oceny aktualnej sytuacji z pewnością istotniejsze jest ustalenie stanu faktycznego w odniesieniu do pozycji, roli i funkcjonowania  obecnego państwa polskiego.
Niedostatki tego państwa odczuwamy wszyscy na co dzień. Wymaga ono zasadniczych zmian w wielu dziedzinach, a mianowicie:
-opracowania nowej organizacji państwa i jego konstytucji,
-weryfikacji prawa zarówno w świetle ciągłości w stosunku do przedwojennego, jak i pochodzącego z PRL , a w szczególności prawa państwowego, cywilnego i karnego. Specjalnego potraktowania domaga się prawo majątkowe w tym udział skarbu państwa i organów publicznych.
-Określenia celów społecznych w przedmiocie poziomu życia materialnego, wykształcenia, udziału w życiu publicznym, opieki zdrowotnej, socjalnej itp.
-Wyznaczenia celów polityki zagranicznej i współdziałania z organizacjami międzynarodowymi, określenia roli i zadań w dziedzinie obronności,
-Przyśpieszenia tempa rozwoju gospodarki dla zwiększenia spożycia wewnętrznego jak i na potrzeby eksportu,
-Podjęcia ofensywy kulturalnej i obyczajowej w celu odrodzenia narodu w duchu najszczytniejszych polskich tradycji.

Współczesna postawa polskiego społeczeństwa zasadniczo różni się od postawy społeczeństwa w okresie poprzedzającym powstanie PRL. Przed wojną niezależnie od wszelkich trudności istniała ogromna aktywność i wiara w skuteczność pracy dla poprawy losu Polski. Tej wiary i zapału brakuje obecnie naszemu społeczeństwu, zmęczonemu stałemu niespełnianiu obietnic składanych przez kolejne ekipy po 1989 roku.
 Ducha wiary w przyszłość Polski nie tchną z pewnością ci wszyscy którzy przy współdziałaniu z komunistami wykreowali obecny wizerunek Polski. Społeczeństwo polskie zdaje sobie z tego sprawę  i jak na razie poszukuje instynktownie innej drogi. Przejawia się to niekiedy w formach skrajnych, lub nawet wypaczonych, ale po pierwszych doświadczeniach powinno się odnaleźć właściwą drogę. 
Wyznaczenie tej drogi jest obowiązkiem prawdziwych elit intelektualnych i moralnych polskiego narodu. Nadzieję budzi nowy układ powyborczy 2005 roku pod warunkiem że odważnie podejmie się realizacji programu budowy niepodległej i suwerennej Polski.
Polska przeobrażona nie musi być odzwierciedleniem niepodległej Polski przedwojennej, może i powinna różnić się od niej w wielu elementach, ale musi nawiązać do podstawowych zasad kształtujących nasz byt narodowy i niezawisłość państwa.
I dlatego korzystanie ze skarbnicy doświadczeń i osiągnięć  niepodległej Polski, niemal całkowicie zaniechane obecnie, jest dla dobra naszej przyszłości niezbędne.
Bez zmiany charakteru naszego państwa nie rozwiążemy żadnego problemu nurtującego naszą teraźniejszość. 

Uwagi końcowe.

Tekst został napisany czternaście lat temu i są oczywiście zmiany: jedne na lepsze drugie na gorsze, ogólny stan jednak ciągle jest ten sam, a próby wydobycia się z niego najczęściej nie odpowiadają skali potrzeb.
Przy okazji chciałbym zwrócić uwagę że w wyniku I wojny światowej w każdym rezultacie problem Polski zostałby ujawniony. Królestwo Polskie z łaski dwóch cesarzy już zaistniało i Rosja carska czy raczej republikańska, nawet gdyby się znalazła w gronie zwycięskich państw musiała by to uwzględnić, tym bardziej że Francja ze strachu przed polską milionową armią u boku państw centralnych, pośpieszyła z uznaniem polskiego komitetu narodowego i organizacją „błękitnej” armii Hallera. Można to sobie wyobrazić bez trudu jako połączenie Kongresówki z Galicją / przynajmniej zachodnią/ oraz „Wk. Księstwem Poznańskim”, może ewentualnie z Warmią i Mazurami. Anglicy zapewne nie dopuścili by do zwrotu Pomorza z Gdańskiem, natomiast Królewiec wzorem Elżbiety zostałby włączony do Rosji włącznie z Wk. Ks. Litewskim.
Taki polski „Piemont” oczekiwałby na następną okazję wybicia się na niepodległość i poszerzenia granic.
Dobrodziejstwem tego stanu byłoby uzyskanie możliwości rozwoju własnego narodowego życia i stworzenie polskiej administracji, a nie wykluczone że i wojska, tak jak to miało miejsce w latach 1815 – 30 po Kongresie Wiedeńskim.   

Forum jest miejscem wymiany opinii użytkowników, myśli, informacji, komentarzy, nawiązywania kontaktów i rodzenia się inicjatyw. Dlatego eliminowane będą wszelkie wpisy wielokrotne, zawierające wulgarne słowa i wyrażenia, groźby karalne, obrzucanie się obelgami, obrażanie forumowiczów, członków redakcji i innych osób. Bezwzględnie będziemy zwalczali trollowanie, wszczynanie awantur i prowokowanie. Jeśli czyjaś opinia nie została dopuszczona, to znaczy, że zaliczona została do jednej z wymienionych kategorii. Jednocześnie podkreślamy, iż rozumiemy, że nasze środowisko chce mieć miejsce odreagowywania wielu lat poniżania i ciągłej nagonki na nas przez obóz "miłości", ale nie upoważnia to do stosowania wulgarnego języka. Dopuszczalna jest natomiast nawet najostrzejsza krytyka, ale bez wycieczek osobistych.

Komentarze

Obrazek użytkownika foros

21-05-2019 [00:27] - foros | Link:

Drobna polemika odnośnie edukacji, głównie płac nauczycielskich. Otóż zwykle są one na poziomie średniej, albo trochę ponad średnią. II RP mocno się pod tym względem wyróżniała, najczęstsza płaca nauczycieli to było 200 zł - dwie pensje robotnika płacącego ówczesny ZUS. Wg różnych relacji można było z tego spokojnie utrzymać rodzinę. W większych miastach dochodził do tego dodatek lokalny, największy w Warszawie - 20% + socjal, którego dzisiejszy jest żałosnym szczątkiem. Dzienne obciązenie nauczyciela było podobne jak dziś 4-5 h. Był on jednak ważnym elementem państwa - jego reprezentantem w terenie - co było widoczne we wszelkich imprezach państwowych i ze stosowną ochroną.
W zamian musiał był bardziej dyspozycyjny wobec państwa - jak każdy urzędnik. 
PRL raczej to zakonserwował trochę splugawiając i pauperyzując warstwę, ale nadal mieściła się ona na poziomie średniej, nadal w szkołach utrzymywano wysoką dyscyplinę nauczania i wysoką pozycję nauczyciela wewnątrz szkoły.
W III RP warstwa uległa dalszej pauperyzacji spadając poniżej średniej płacy, zachowano ramy obciążeniowe, ale w dużej części szkół zlikwidowano wysoką pozycję nauczyciela w szkole, za tym poszło obniżenie rangi społecznej. W sposób znaczący zlikwidowano też rytuały państwowe, a w tych, które pozostały zredukowano udział szkół.
 

Obrazek użytkownika Tomaszek

21-05-2019 [20:46] - Tomaszek | Link:

@foros
A ten znów o "biednej" nauczycielskiej pensji . Oszczędż człowieku . A propos porównania to murarze dzisiaj podobnie jak przed wojną trzymają pion i poziom . A Twoi "biedni" nauczyciele to ostatnio chcieli się załapać na unijny program rozwoju hodowli bydła i trzody chlewnej  . Zrobili bydło i oborę i jeszcze chcieli za to kasy . Taka  pozycja , taki autorytet ,takie ogólne samozaoranie . Taka drobna różnica .Ale jest.
I to by było na tyle .

Obrazek użytkownika maks jamnicki

23-05-2019 [14:39] - maks jamnicki | Link:

Tomaszek. Dzięki.  Trafione w punkt. Tej frazy szukałem, by określić pewien temat,  pewne zjawisko: ..." murarze dzisiaj, podobnie jak przed wojną trzymają pion i poziom" . To idzie dalej. Dlatego ludzie ciężkich prac, albo "pracy rąk", nazywani tzw. "prostymi ludźmi", czasami z przekąsem, są najmniej podatni na pewne dewiacje mentalne, jak np. tzw.artyści, intelektualiści itd. To się przekłada, oni "trzymają"  w sobie "pion i poziom". /a politycznie to najbardziej oni wynieśli w USA Trumpa do władzy, ich głosy/, i w nich nadzieja na przeciwwagę dla /jakiego przymiotnika użyć ?/, "elit"  np. uczelnianych, medialnych, "opiniotwórczych tałatajstwa. 

Obrazek użytkownika wielkopolskizdzichu

23-05-2019 [15:35] - wielkopolskizdzichu | Link:

Tiia. Inteligencja i artyści to wrzód na zdrowej tkance społecznej. Kto by pomyślał że Pan Max żyje ideami polpotowców.

Obrazek użytkownika maks jamnicki

21-05-2019 [10:32] - maks jamnicki | Link:

Bardzo lubię Pana czytać ale, końcówka: ..." Komuniści odnieśli w tym względzie triumf zza grobu..." /?/ . Ładny mi grób. Złota trumna wyściełana atłasem. Osiągnęli wszystko co chcieli, czyli korzyści z uwłaszczenia i zakulisowe wpływy. Normalnie funkcjonują w życiu społecznym i politycznym, bez władzy, ale po co im, odchowali i wprowadzili, także na salony, swoje dzieci i wnuki. Ba, to oni tworzyli te "solony" . Wpływy tu i tam,  większość uczelni jest marksistowska , przynajmniej całe wydziały, zresztą oni swoje dzieci pokształcili za granicą. Gdy przymierzyć ich zasoby, np tych 1-2 tys najważniejszych, i ich rodzin, do przeciętnej polskiej rodziny, to pewno jak 10 do 1. Przeciętna życia w ich Wilanowie /:)  arystokracja/ jest dużo wyższa niż w innych dzielnicach, w stosunku do warszawskiej Pragi to  aż 10 lat. Taki jeden, startujący do Europarlamentu, przejechał niedawno jakąś  staruszkę w Hajnówce.  Kipi życiem. Niezła ta "trumna", tak, może bez brylantów ale złota i wyściełana atłasem, I zasoby mają na kilka pokoleń, te rodziny to najlepsi klienci developerów, napędzają koniunkturę kupując mieszkania na wynajm. Pozdrawiam  

Obrazek użytkownika Ryszard Surmacz

21-05-2019 [20:33] - Ryszard Surmacz | Link:

Bardzo dziękuję za obszerną podpowiedź i ten klimat prawdziwej Niepodległej.
O tym, że II RP to wynalazek PRL mówił mi mój Ojciec i kilka innych osób, min. prof. Anna Pawełczyńska. Jednak jakoś tak odmienne Polski trzeba nazwać, trudno też walczyć z przyjętą terminologią. Wychodzę z założenia, że lepiej w jakieś pojęcie ładować nowe znaczenie wypierając stare, niż zmieniać jego nazwę i przebijać się przez opór materii do jego upowszechnienia. No tak mi się wydaje. Nie napisał też Pan gdzie opracowanie zostało opublikowane.
I jeszcze jedno, jeżeli Pan pozwoli, nie ukrywam, że bardzo chciałbym nawiązać z Pan bezpośredni, może listowny lub jakiś inny, kontakt? Nasze blogi, niestety, nie mają poczty.
Serdecznie pozdrawiam Ryszard Surmacz