Specjalnie dla Pana Ryszarda Surmacza po Jego publikacji na temat „Gdyby nie było II RP”
pozwalam sobie zamieścić moje uwagi publikowane przed kilkunastu laty na temat podkreślenia różnic między Polską przedwojenną, a tworem zwanym „III RP”.
Tak się składa że jestem jednym z ostatnich którzy z osobistego doświadczenia mogą się wypowiadać na temat przedwojennej Polski jako człowiek dosłownie „wiekowy”.
Podkreślam to na co Pan był łaskaw wrócić uwagę, na brak, a nawet skrzętne pomijanie bogatych doświadczeń z okresu, jedynego w ciągu ostatnich trzystu lat naszej historii, posiadania rzeczywiście niepodległego państwa polskiego.
Dlaczego tak się dzieje?
Odpowiedź jest prosta: forma państwowości jaką reprezentuje „III RP” jest zaprzeczeniem państwa polskiego odrodzonego w 1918 roku.
A oto ten tekst:
Czym różni się Polska przedwojenna od obecnej? Na pewno nie nazwą chociaż współcześnie nagminnie mówi się i pisze o II Rzeczypospolitej w odróżnieniu od obecnej III. Jest to oczywista nieprawda. Przed wojną ani oficjalnie,/ co zresztą jest do sprawdzenia w obu konstytucjach/, nie używano nazwy II Rzeczpospolita, ani też potocznie takie pojęcie nie było znane i używane. Obie konstytucje przedwojenne i marcowa i kwietniowa nawiązywały do ciągłości odrodzonej Rzeczpospolitej z Polską przedrozbiorową. Stąd podkreślenie pojęcia odrodzenia państwa polskiego. Tę kwestię rozwiązuje wstęp do konstytucji marcowej zaczynający się od słów: „W Imię Boga Wszechmogącego My, Naród Polski”...po których następuje podziękowanie Opatrzności Bożej za odzyskanie niepodległości i nawiązanie do Konstytucji 3 Maja. Konstytucja kwietniowa określa wprost: „Państwo Polskie...wskrzeszone walką i ofiarą najlepszych swych synów”. Nie mieliśmy zatem II Rzeczpospolitej. Pojęcie to jest wymysłem komunist
[...USUNIĘTO: zbyt długa wklejka...]
- Zaloguj lub zarejestruj się aby dodawać komentarze
- Odsłony: 2550
W zamian musiał był bardziej dyspozycyjny wobec państwa - jak każdy urzędnik.
PRL raczej to zakonserwował trochę splugawiając i pauperyzując warstwę, ale nadal mieściła się ona na poziomie średniej, nadal w szkołach utrzymywano wysoką dyscyplinę nauczania i wysoką pozycję nauczyciela wewnątrz szkoły.
W III RP warstwa uległa dalszej pauperyzacji spadając poniżej średniej płacy, zachowano ramy obciążeniowe, ale w dużej części szkół zlikwidowano wysoką pozycję nauczyciela w szkole, za tym poszło obniżenie rangi społecznej. W sposób znaczący zlikwidowano też rytuały państwowe, a w tych, które pozostały zredukowano udział szkół.
A ten znów o "biednej" nauczycielskiej pensji . Oszczędż człowieku . A propos porównania to murarze dzisiaj podobnie jak przed wojną trzymają pion i poziom . A Twoi "biedni" nauczyciele to ostatnio chcieli się załapać na unijny program rozwoju hodowli bydła i trzody chlewnej . Zrobili bydło i oborę i jeszcze chcieli za to kasy . Taka pozycja , taki autorytet ,takie ogólne samozaoranie . Taka drobna różnica .Ale jest.
I to by było na tyle .
O tym, że II RP to wynalazek PRL mówił mi mój Ojciec i kilka innych osób, min. prof. Anna Pawełczyńska. Jednak jakoś tak odmienne Polski trzeba nazwać, trudno też walczyć z przyjętą terminologią. Wychodzę z założenia, że lepiej w jakieś pojęcie ładować nowe znaczenie wypierając stare, niż zmieniać jego nazwę i przebijać się przez opór materii do jego upowszechnienia. No tak mi się wydaje. Nie napisał też Pan gdzie opracowanie zostało opublikowane.
I jeszcze jedno, jeżeli Pan pozwoli, nie ukrywam, że bardzo chciałbym nawiązać z Pan bezpośredni, może listowny lub jakiś inny, kontakt? Nasze blogi, niestety, nie mają poczty.
Serdecznie pozdrawiam Ryszard Surmacz