Rzecz o obłudzie, o wolności i o zniewoleniu, o poście i o piątkowych ślubach, o szatańskiej mistyfikacji, o zbłąkanych owcach bez Pasterzy, o bluźnierstwie zwanym „Woodstock” i o jeszcze paru innych sprawach. Lecz nade wszystko o Bogu i Jego Kościele; o wierze, nadziei i miłości...
Wysłuchałem pewnej opowieści. To świadectwo muzyka rockowego, niejakiego Roberta „Litzy” Friedricha. Można obejrzeć na You Tube, a opowieść została zareklamowana także na portalu Fronda jako świadectwo nawrócenia. Pan Robert Friedrich opowiada o tym swoim nawróceniu w ramach jakiegoś cyklu prelekcji wygłaszanych w kościele. Moderatorem całości jest ksiądz.
fronda.pl
Jest to zarazem wypowiedź członka neokatechumenatu z całkiem sporym stażem (dwadzieścia lat, jak sam twierdzi), a w związku z ostatnią, jak dotąd, częścią mojego opracowania na temat tzw. ruchów charyzmatycznych w Kościele Katolickim, poświęconą właśnie Drodze neokatechumenalnej, nie mogłem oprzeć się ciekawości, jak to z tym nawróceniem w neokatechumenacie jest.
Wysłuchałem więc pana Muzyka, a wpis ten – po potraktowaniu z pewną dozą pobłażliwości mojej skłonności do rozległych dygresji - można uznać za aneks do opracowania na temat „Drogi”.
W opowieści pana „Litzy”(nawiasem mówiąc, mojego rówieśnika), nie bardzo interesują mnie – skądinąd sympatycznie opowiedziane ( jeśli odrzucić podejrzenie o marketingowy cynizm zakładający, że o sukcesie nie decyduje faktyczna wartość towaru, lecz wrażenie z jego prezentacji) – fragmenty o jego życiowych, także zdrowotnych perypetiach, o jego miłości , o jego małżeństwie, o jego licznej rodzinie, o
[...USUNIĘTO: zbyt długa wklejka...]
- Zaloguj lub zarejestruj się aby dodawać komentarze
- Odsłony: 8332
Dziękuję, że Pan zajrzał i poświęcił czas na lekturę.
Serdecznie pozdrawiam.
Podoba mi się taki odbiór :) Nie mogę obiecać poprawy; bardziej liczę na trwałość Pańskiej wyrozumiałości :)
Pozdrawiam Pana.