Przejdź do treści
Strona główna

menu-top1

  • Blogerzy
  • Komentarze
User account menu
  • Moje wpisy
  • Zaloguj

Czwarta postać pola

Silentium Universi, 05.08.2026

To moja pierwsza opowieść. Oryginał przepadł podczas festiwalu Solidarności na początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, a wcześniejsza próba publikacji w Młodym Techniku nie powiodła się. Nawet zadiustowano tekst, po czym zrezygnowano, można się domyślić, dlaczego. Opowieść odtwarzałem z pamięci, która już mnie mocno zawodzi. Sens i bohaterów starałem się zachować, dodałem tylko pierwsze zdanie, znacznie zmieniające wymowę

Nie ma nawet cienia możliwości, aby wydarzenia, które tu opisuję, a także ich skutki powtórzyły się w rzeczywistości, w której żyjemy.

Tam zaczęło się od niezwyczajnie gorącego lata i szalejących pożarów lasów. Ugaszone w jednym miejscu prawie natychmiast pojawiały się w innym, tak że w końcu stało się oczywiste, że to podpalenia i dokonuje ich nie jeden człowiek, ale dobrze zorganizowana grupa, z uwagi na brak znanych konfliktów społecznych i międzypaństwowych niewiadomego pochodzenia. Walka z pożarami przeciągała się przez długie tygodnie, tracono ludzi i sprzęt, aż w końcu władze otrzymały wiadomość od jednego z leśników. Była dość enigmatyczna, wspomniał, że nie chce przesądzać o tym, co zobaczył, niekoniecznie trzeba się spieszyć, ale prosi o przybycie policji, nie tyle antyterrorystów lub dochodzeniówki, a techników. Nie trzeba specjalistycznego sprzętu gaśniczego - bo nie ma tu pożaru.

Ekipa, po przebyciu wielu kilometrów piaszczystych leśnych dróg napotkała na umówionym miejscu człowieka, który zaprowadził ich na niewielką polanę. Pierwszą rzeczą, którą zobaczyli, był przecięty po skosie duży terenowy samochód, którego mniejszy fragment leżał nieopodal. Wokoło leżały rozczłonkowane części ciał, nieuszkodzone - o dziwo - kanistry, jak później stwierdzono z palną cieczą, broń strzelecka, jakieś elementy wyposażenia samochodu. Najbliżej leżące ciało nie miało rąk, z ran, z których nie wypłynęła krew, wystawały gładkie, jakby obtopione kości.

Pomimo wielu domysłów i prób, nie udało się stwierdzić, jak i czym zostali zaatakowani podpalacze. Nie było żadnych śladów osób trzecich, nad lasem nie leciały w tym czasie samoloty ani helikoptery, nie było typowych śladów eksplozji, a odległa wiązka energii zostawiła by ślady nie tylko na okolicznych drzewach i zaroślach. Śledztwo, które przejęły służby specjalne, utknęło zupełnie. I tylko przestały wybuchać pożary.

***

Młoda kobieta weszła na schodki prowadzące do wejścia jednego z domków znajdujących się na peryferiach małego miasteczka Casterbridge. Zapukała do drzwi, na których widniała wizytówka z imieniem i nazwiskiem właściciela - John Strange. Nie czekając na pojawienie się gospodarza, weszła do środka. Skierowała się prosto do garażu.

- Witam cię, Basiu. Skończyłem. Teraz zapraszam na przejażdżkę.

Pojazd, który stał na środku wydawał się być samochodem. Nietypowym, bo koła były niewidoczne pod dobrze dopasowanymi osłonami. Uważny obserwator mógł jednak dostrzec, że kół nie miał wcale i jakby nieznacznie wisiał nad ziemią.

- Długo nic mi nie wychodziło. Teraz mam czym się pochwalić. Wsiadaj.

Pojazd przez chwilę poruszał się zwyczajnie, aby następnie unieść się wyżej.

- Udało ci się, udało! Wreszcie!

Barbara usiłuje pocałować Johna. Ten na chwilę wypuszcza z rąk wolant, pojazd ostro wystrzeliwuje w niebo, następnie pikuje w dół, ryje w ziemi rów i rozwala jakiś mur, po czym powraca na powierzchnię dziewiczo czysty, jak gdyby nigdy nic.

- Gdybym sama nie brała w tym udziału, nigdy bym nie uwierzyła!

Z niejakim zdziwieniem obserwuje UFO pilot wojskowego odrzutowca.

***

- Wreszcie dostarczyli nam to złącze.

Dwóch znudzonych pracowników Instytutu Elektroenergetyki Głównej, Alexander X. oraz Mike Collins, bez zainteresowania przyglądało się sporej paczce, którą dostarczono na biurko przy wejściu do ich sali.

- Pewnie znowu nici. Zaczniemy pewnie rutynowo, od charakterystyki elektrycznej.

- Zacząłbym od zwykłego magnesu, aby znów nie było wpadki. I włóż rękawice, Alex, te metale nie są zbyt przyjazne dla zdrowia.

- Na magnes nie reaguje, przynajmniej bezprądowo. Nie trzeba osłon.

- Zważmy je, przynajmniej będzie co wpisać do raportu. I sprawdźmy, czy w ogóle przewodzi prąd. Jak nie, do zwrotu.

- Zrobione, ciężkie bydlę. Oporność na omomierzu trochę niska, kolego Mike, ale przy takim rozmiarze ...

- Dawaj od miliampera.

- Czy to ma coś żywego w środku?

- Żartujesz?

- Wcale nie. Jakby mi się ruszyło.

- Połóż na stole i daj trochę więcej.

Stół wyraźnie zaskrzypiał. Blat zaczął się wyginać.

- Wyłącz natychmiast! Był taki gościu, który oczekiwał nietypowych efektów kwantowych, jak mu tam było ... Ale spróbujmy oszacować ... Pięć milimetrów ugięcia stołu to jakieś sto kilogramów, ze dwie sekundy ... A prądu puściliśmy pięć miliamper przy napięciu czterech woltów ... to skąd ono dobiera energię??? Nie robi się czasem zimne?

- Od razu zapytam, czemu to nie wyszło przy produkcji?

- Pewnie wyszło, tylko pomyśleli, że to po tych paru piwach, co wypili ...

- A zrób jeszcze małą zmianę. Odwróć do góry nogami. A kiloamper wpuścimy na hali. Z daleka.

Złącze zaczęło lekko unosić się do góry. Potem urwało przewody i runęło na stół.

***

Człowiek, który powoli i ze spuszczoną głową wracał do domu po kilkudniowej nieobecności w niczym nie przypominał radosnego i pełnego dumy z sukcesu Johna Strange sprzed kilku dni. Wchodząc do środka napotkał w wejściowym korytarzu Barbarę. Od razu zrozumiała, że coś się wydarzyło, ale zdecydowała się poczekać na jego pierwsze zdanie.

- To ja zabiłem tych podpalaczy. Całkowita katastrofa. Powinienem był bardziej wierzyć w legendę miejską o zaginięciu właściciela domu, w którym wszystko odkryłem. Okazałem się nie tylko nieostrożny.

- O Boże!

- Zdecydowałem się zgłosić na policję.

- Pomyśl chwilę, teraz ciebie zabiją.

- Tak będzie sprawiedliwie. Ile się da, spróbuję wynegocjować.

- Nie opuszczę cię.

***

Na montaż aparatury wybrano największą aulę Instytutu Elektroenergetyki Głównej. Całością prac kierował Alexander, w razie potrzeby konsultując się z Collinsem, oczywiście pod dyskretną obserwacją nieznanego dla obu naukowców funkcjonariusza, najpewniej wysoko postawionego, którejś tajnej służby. Duża aula była konieczna ze względu na liczbę zainteresowanych nie tyle obejrzeniem ujęcia przestępcy, ale jego opowieścią i szczegółami skonstruowania przez niego w domowych warunkach niezwykle skutecznej broni. Nie byli to wyłącznie politycy, ale i tych nie brakowało. Rzecz jasna zadbano, aby żadne informacje nie mogły przedostać się do mediów, zarówno przed, jak i po całej akcji.

- Jak się panu wydaje, przyjdzie? - odezwał się do funkcjonariusza Alexander.

- Przyjdzie. Zrobiliśmy wszystko, aby poczuł się bezpiecznie.

Rzeczywiście, pojawił się w drzwiach auli dokładnie o ustalonej godzinie. Wymienił kilka zdań z Alexandrem, wręczono mu mikrofon. Po chwili zastanowienia rozpoczął swoją opowieść:

- Postaram się maksymalnie skrócić opis początku tych wydarzeń, ale muszę wspomnieć o czasach dzieciństwa, gdy z mieszkającymi obok dziećmi sąsiadów bawiliśmy się w zrujnowanym domu nieopodal. Dom jak dom, ale starsi wspominali, że jego właściciel w pewnym momencie zaginął bez śladu. Wkrótce złomiarze zdemontowali płot, my powybijaliśmy szyby, a lokalni pijaczkowie wyłamali drzwi i nanieśli śmieci do piwnic. Wtedy nic nie zwróciło tam mojej uwagi. Kiedy wróciłem w to miejsce po wielu latach, nic się nie zmieniło. Wszedłem do piwnicy, tylko śmieci przybyło. Idąc korytarzem zauważyłem, że w pewnym miejscu jakbym stawał się lżejszy. Sporo się napracowałem, odgrzebując prowadzące w dół schodki, za nimi był krótki korytarzyk. Przez dziurę w posadzce wydobywało się słabe światło. Zajrzałem ostrożnie do środka i przeraziłem się. W centrum olbrzymiej kawerny wisiało coś jakby kulisty statek kosmiczny. Straszliwie skorodowany. W każdym kierunku oplatały go delikatne obręcze, z których wystawały gęsto rozłożone metalowe cylinderki. Długo trwało, zanim uwiązany na linie odważyłem się zejść w dół, zdemontować kilka tych cylinderków - dostać się do środka statku nawet nie próbowałem. Jeszcze więcej czasu zajęło mi zrozumienie, że był to system napędowy, który najwyraźniej pozycjonował statek w polu grawitacyjnym. Chemia, która próbowałem stosować do wyodrębnienia substancji napędowej, bo w końcu nie było tam żadnych elementów ruchomych, zupełnie zawiodła. Zadziałał za to prąd elektryczny. Statek obcych musiał uruchamiać ten napęd jakoś inaczej - cylinderki nie były w żaden sposób elektrycznie podłączone. Po próbach udało mi się zastosować je jako napęd mojego starego samochodu. To pierwsza postać, którą udało się uzyskać. Wtedy okazało się, że przy pewnej konfiguracji połączeń samochód zaczyna otaczać przeźroczysta dla fal elektromagnetycznych, a nieprzenikliwa dla materii powłoka. To druga postać. Zacząłem wykonywać próby daleko od siedzib ludzkich, w lesie. Niestety, napotkałem podpalaczy, zaatakowali mnie, a gdy próbowałem uciekać, nastąpiło coś w rodzaju eksplozji i stało się. Nie wiem, ile jeszcze zagadek kryje się w tym polu ...

- Jakich podpalaczy? Napadłeś i z premedytacją zamordowałeś sześciu funkcjonariuszy policji. Jesteś aresztowany.

- Przecież uznaliście moje prawo do obrony własnej ...

Cywil skinął głową w kierunku Alexandra. Ten włączył dopływ prądu do instalacji mającej unieruchomić Strange'a. Nie stało się nic. Powiększył moc pola, ale bez skutku.

- Niemożliwe! Dysponujemy megawatami, w końcu będzie musiał się poddać!

- Dodaj ze dwadzieścia procent!

Strange najwyraźniej nawet nie zauważył zagrożenia.

- Dalej, nie czekaj, aż nam pryśnie! Musimy go mieć.

Alexander cisnął nadal dźwignię poboru mocy. W końcu, zrezygnowany, przestawił ją poza ograniczniki, na czerwone pola.

John Strange próbował jeszcze coś mówić, ale jego głos zagłuszył brzęk prądu i ryk transformatorów. Przez jakiś czas widać było, jak gestykuluje, jednak wkrótce przestał być widoczny jakby za zasłoną mgły. Potem cały gmach znikł w drgającej konwulsyjnie, wypełnionej czernią elipsoidzie pola, która nagle eksplodowała i dym uderzył w niebo niby wielkie drzewo.

W ruinach nie udało się odnaleźć żadnych śladów nieszczęsnego odkrywcy.

  • Zaloguj lub zarejestruj się aby dodawać komentarze
  • Odsłony: 36
Jan1797

Jan1797

05.08.2026 17:35

Po komentarzu u pana doktora Kuzmiuka, który jest dla mnie przykrym realizmem dnia współczesnego, ponieważ użyłem tego historycznego przykładu siedem czy osiem lat temu, znajduję; "Nie ma nawet cienia możliwości, aby wydarzenia, które tu opisuję, a także ich skutki, się w rzeczywistości, w której żyjemy."

Tak, kosmici nas przy takiej zdolności pojmowania , nie uratują.

Tak, współcześni nie doświadczą "Solidarności".

I to jest przerażające.

Silentium Universi
Nazwa bloga:
Opowieści

Statystyka blogera

Liczba wpisów: 21
Liczba wyświetleń: 49,645
Liczba komentarzy: 249

Ostatnie wpisy blogera

  • Dzień agenta
  • Destroyer
  • Karta

Moje ostatnie komentarze

  • Temat aż się prosi, aby go sfabularyzować
  • Ta "nienawiść" jest skuteczna tak samo jak "sympatia" do drugiego agresora. Czyli wcale
  • Dziękuję, nie znałem 😭

Najpopularniejsze wpisy blogera

  • Bez kontekstu
  • Czwarte spotkanie
  • Suchy potok

Ostatnio komentowane

  • Jan1797, Po komentarzu u pana doktora Kuzmiuka, który jest dla mnie przykrym realizmem dnia współczesnego, ponieważ użyłem tego historycznego przykładu siedem czy osiem lat temu, znajduję; "Nie ma nawet…
  • Silentium Universi, Zapewne chciała się ukazać jako ofiara antysemitów 
  • mada, Przecież ta pani doktor Jagielska  w pierwszych słowach przedstawiła się -"Jestem Żydówką"Stąd wniosek zrobiła to, bo jest Żydówką

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2008 - 2026, naszeblogi.pl

Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | tvrepublika.pl | albicla.com

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Do czego są one potrzebne może Pan/i dowiedzieć się tu. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek. | Polityka Prywatności

Footer

  • Kontakt
  • Nasze zasady
  • Ciasteczka "cookies"
  • Polityka prywatności