Przejdź do treści
Strona główna

menu-top1

  • Blogerzy
  • Komentarze
User account menu
  • Moje wpisy
  • Zaloguj

Karta

Silentium Universi, 29.05.2026

Drogi rozchodziły się tu w cztery strony świata. Były puste. W dali, na horyzoncie, bezkresnej, lekko pofalowanej równiny strzelały w niebo obłe sylwetki sosen. Nad nimi wisiało kilka białych obłoczków. Jednocześnie z pojawieniem się przy nich ciemnej plamki pojazdu, zbliżającego się nawet jak na puste drogi z niezwykłą szybkością, z rowu przy jednej z dróg podniosła się jakaś postać. Autostopowiczka zamachała dłonią, uniosła kciuk. Samochód zatrzymał się z piskiem opon tuż przy niej.

- Nie tak, zabijesz mnie !

Kierowca opuścił szybę i wychylił głowę:

- Nie zabiję, zawsze tak jeżdżę!

- A gdzie jedziesz?

- Des Moines. Najpierw. Wchodź, jak chcesz, wiozę grata do kapitalki.

- Wsiadam.

Usłużnie otworzył drzwi. Patrzył na nią z wysiłkiem, jakby próbował coś sobie przypomnieć - albo zapomnieć.

- Pozwolisz, że się przedstawię. Anna Lorentz.

- A to zbieg okoliczności. Max Lorentz ... Źle się pani czuje?

Wewnątrz pojazdu zapadła cisza. Kobieta powiedziała powoli:

- Mój mąż nazywał się Max Lorentz.

Znów zapadła cisza. Dodała:

- Popełnił samobójstwo. Lata temu.

- Współczuję.

Tak naprawdę doskonale pamiętał. Wyglądał teraz zupełnie inaczej, więc nie poznała go. Młody byłem - pomyślał - i głupi. Doskonale pamiętał rytmiczny stukot kół i łomot pędzącego po estakadzie tramwaju, dwie białe gwiazdy reflektorów. Wtedy przekroczył barierki. Rozległ się zgrzyt raptownego hamowania, potem uderzenie, coś przetoczyło się po nim i zamiast bólu i zapaści w ciemność wzleciał gdzieś wysoko. Rubinowo świeciły reklamy.

- Z mojej winy.

Mógł wcześniej zauważyć, że jest z nim coś nie tak. Pierwszy sygnał alarmowy dostał, gdy jakiś pijany napastnik usiłował go udusić. Nie potrafił. Najbardziej przestraszył się nie próbą zabójstwa - ale tym, że w ogóle go to nie obchodziło. Potem cień. Późną nocą schodził z peronu do pustego tunelu dworca kolejowego. Nie wiedzieć czemu odwrócił się i spojrzał za siebie. Zdębiał. Cień miał cały czas ten sam kształt, niezależnie od tego, jak się poruszał, był rozmyty i jakby świecący. Odcinał się nawet od najmocniej oświetlonych powierzchni. Zanim wyobraźnia podyktowała mu najdziwaczniejsze konsekwencje tej sytuacji - policja zabiera go do izby wytrzeźwień, szpitala psychiatrycznego albo aresztu - zjawisko znikło. I dlatego zamiast po prostu zginąć uprzednio zrezygnowawszy ze zbawienia leciał gdzieś w ciemności nad ziemią? Po udanej próbie samobójczej - natychmiast po usłyszeniu fatalnego donosu, po pijanemu? Krzyczała za nim:

- Max! Max! Max!

- Nie - odpowiedział wtedy cicho, nie mogła go usłyszeć.

Ulica była pusta. Krótka, z trzech stron ograniczona czarnymi, nigdy nie mytymi ścianami domów. Z lewej widział komis motoryzacyjny. Jaskrawe nalepki. U wylotu stał zagraniczny samochód. Idiotyczne szczegóły. Czemu woła? Wie, że nie wrócę? Podniósł wzrok. Park zielenią odróżniał się od otaczającej go palety burych barw. Przecież tylko szedł na miasto - tylko zalać robaka.

Poleciał daleko - jak najdalej. Zadekował się na wsi, miejscowi jakoś go zaakceptowali, chwytał się dorywczych prac, co prawda nie musiał. Po latach nawet udało się mu zalegalizować swoją osobę, miejscowy szeryf ani federalni nie byli zbyt dociekliwi. Nigdy się już z nią nie skontaktował.

***

Cisza nie trwała długo. Ich rozmowa polegała w zasadzie na tym, że słuchał co mówi pasażerka, czasem wtrącając jakieś krótkie uwagi lub potwierdzenia. Dowiedział się, pod jaki adres zamierza jechać, wspomniał, że to po drodze i nie sprawi mu żadnego kłopotu to, że ją podrzuci na miejsce i słuchał dalej. Nie wracała już do swojej sprawy. Raz udało mu się wtrącić anegdotę o przygodzie, którą przeżył we Włoszech (pracował w wielu miejscach na świecie). Prowadząc dużą ciężarówkę zgubił się gdzieś w górach, potem droga skończyła się czymś w rodzaju wjazdu do podziemnej galerii albo tunelu. Bardzo starej. Może z czasów imperium? Nie odważył się wjechać, z trudem zawrócił. Gdzie to było? Gdzieś. Przez pewien czas jechał głęboką doliną wzdłuż nieczynnego toru kolejowego położonego wysoko na stoku. Nigdy już tam nie trafił, nawet próbował odszukać, w sieci, co to mogło być.

***

- Chyba się musiałam zdrzemnąć, przegapiłem tankowanie? Zjadła bym coś.

- Już niedaleko. A zaraz będziemy mieli inne atrakcje.

Niemożliwe - pomyślała. W ogóle w tym samochodzie jest za cicho. Prawie nie słychać silnika. Przy tej prędkości powinien potężnie wyć. Stary grat, który jedzie godzinami bez zatrzymania? Kto w ogóle odwozi graty do remontu przez pół kontynentu?

Z tyłu pojawił się policyjny samochód, błysnął światłami i na moment uruchomił syrenę. Zwalniał niezbyt szybko, ale i tak tradycyjnie zatrzymał się z piskiem opon. Czekali, aż policjant podejdzie bliżej. Otwarł boczną szybę i podniósł powoli kartkę papieru, która leżała pod przednią szybą. Dopiero teraz ją zauważyła. Kartka była formatu średniej książki, z grubego kredowego papieru - zupełnie czysta, bez śladów jakiegokolwiek napisu.

- Dzień dobry panu. Jechał pan zbyt szybko.

Podał kartkę policjantowi. Ten przebiegł ją wzrokiem.

- To wszystko. Zwracam kartę i do widzenia panu - prawie zasalutował.

- Co to było? - zapytała zdumiona - Nawet prawa jazdy ani ubezpieczenia nie sprawdził ?

- Nie twierdzę, że zawsze i każdego tak traktują - odpowiedział ostrożnie - a teraz jedziemy dalej.

***

Przerwał jej w pół słowa. I jak tu powiedzieć, co naprawdę się wydarzyło?

- Des Moines. To twój adres. Stajemy.

Zasyczał hamulec, ucichł dźwięk dartego powietrza. Wskazówka szybkościomierza opadała jednostajnie. Pisk opon.

- Do widzenia !

- Do widzenia, Anno!

Otworzył obydwoje drzwi. Wyszedł na zewnątrz. Spojrzenie kobiety prześliznęło się po jego zmęczonej twarzy, zamarłych już zegarach samochodu, zawadziło mimochodem o kartę. Kilkanaście metrów dalej, za drzewami świeciły się okna najbliższego domu.

- Do zobaczenia !

Skinął głową. Zamrugał powiekami, jakby dopiero teraz zauważył wyciągniętą do niego dłoń. Uścisnął ją z szacunkiem. Zamarł w bezruchu.

- Szkoda, że tak krótko - powiedziała.

- Tak. Mogłem jechać wolniej ...

Wrócił do samochodu i zatrzasnął drzwi. Czarny, wysłużony Ford ruszył z piskiem opon oddalając się coraz bardziej.

Kobieta wykonała kilka kroków w kierunku świateł. Później wyobraźnia przeniosła ją znów do rozpędzonego ponad granice możliwości "grata do kapitalnego remontu". Kierowca od czasu do czasu zerkał na nią, a ona znów opowiadała o tym i o tamtym. A może to nie była wyobraźnia ?

Za szybami samochodu niekształtnymi bryłami przelewał się mrok.

  • Zaloguj lub zarejestruj się aby dodawać komentarze
  • Odsłony: 115
NASZ_HENRY

NASZ_HENRY

29.05.2026 09:10

Obecnie piszących jest więcej niż czytających, nie tylko na NB🖤

dakowski.pl

SilentiumUniversi

Silentium Universi

29.05.2026 13:09

Dodane przez NASZ_HENRY w odpowiedzi na Obecnie piszących jest…

Mam tylko nadzieję, że nie czytają byle czego :)

Edeldreda z Ely

Edeldreda z Ely

29.05.2026 10:26

To dopiero road-trip :) Takim stopem mogę częściej.

SilentiumUniversi

Silentium Universi

29.05.2026 13:08

Dodane przez Edeldreda z Ely w odpowiedzi na To dopiero road-trip :)…

Jeszcze znalazłem w szpargałach dwa małe fragmenty większej całości. Dopisałem łączący akapit i poszło. Zdrufka życzę

Silentium Universi
Nazwa bloga:
Opowieści

Statystyka blogera

Liczba wpisów: 18
Liczba wyświetleń: 48,781
Liczba komentarzy: 240

Ostatnie wpisy blogera

  • Bez kontekstu
  • 446 dni
  • Najazd

Moje ostatnie komentarze

  • Mam tylko nadzieję, że nie czytają byle czego :)
  • Jeszcze znalazłem w szpargałach dwa małe fragmenty większej całości. Dopisałem łączący akapit i poszło. Zdrufka życzę
  • Dziękuję 

Najpopularniejsze wpisy blogera

  • Bez kontekstu
  • Czwarte spotkanie
  • Suchy potok

Ostatnio komentowane

  • Silentium Universi, Mam tylko nadzieję, że nie czytają byle czego :)
  • Silentium Universi, Jeszcze znalazłem w szpargałach dwa małe fragmenty większej całości. Dopisałem łączący akapit i poszło. Zdrufka życzę
  • Edeldreda z Ely, To dopiero road-trip :) Takim stopem mogę częściej.

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2008 - 2026, naszeblogi.pl

Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | tvrepublika.pl | albicla.com

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Do czego są one potrzebne może Pan/i dowiedzieć się tu. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek. | Polityka Prywatności

Footer

  • Kontakt
  • Nasze zasady
  • Ciasteczka "cookies"
  • Polityka prywatności