Przejdź do treści
Strona główna

menu-top1

  • Blogerzy
  • Komentarze
User account menu
  • Moje wpisy
  • Zaloguj

Dzień agenta

Silentium Universi, 24.07.2026

Stał w olbrzymim korku. Nie tyle stał, co siedział na jednym z tylnych siedzeń przy oknie małego busika. Nie powinni go byli zabierać, w końcu byli świadomi, że są ścigani, ale jednak zrobili to sami, bez żadnego nacisku z jego strony. Trochę z tyłu, na środkowym pasie autostrady, w czerwonym suvie znajdowali się ścigający. Korek to kiepskie miejsce na pościg, byli zmuszeni czekać, albo zmienić plan. W końcu opuścił szybę i wystawił głowę na zewnątrz. Benek, który siedział w suvie od jego strony, zrobił najpierw zdziwioną minę, później wyraźnie zmarszczył brwi, jakby chciał powiedzieć "już gdzieś facia widziałem" a na koniec uśmiechnął się od ucha do ucha. No tak, Benek, drobny rzezimieszek, lokalny chuligan, dobry znajomy z dzieciństwa, nie był w to zamieszany. Pewnie nawet nie wiedział, do czego go wynajęto. Zresztą zawsze starał się być lojalny. Inaczej zrobił by zupełnie inny ruch, taki jak kierowca suva. Albo ten trzeci, który przez chwilę był widoczny na siedzeniu z tyłu. Ci na pewno mieli już z agentem do czynienia. Też nieostrożni. Ze środkowego pasa zatoru trudno się ucieka.

Coraz silniejszy świst i huk silników usłyszał z daleka. To ma być plan B? Dwusilnikowy nieoznakowany helikopter, zapewne z wojskowego demobilu ukazał się lecąc nisko, tuż nad drogą. Najpierw pomyślał, że przywożą grupę uderzeniową. Chyba jednak nie, po prostu zamocują busik linami i odlecą z nim. Znów wystawił głowę przez szybę. Helikopter zawisł tuż nad nim, a potem zaczął zmykać, ile miał tylko mocy do dyspozycji. Strasznie im musi zależeć na zawartości naszego bagażnika. Chcą i boją się. Nie miał chęci zaglądać im do głów, ale już zaczęło go ciekawić, co jeszcze wymyślą.

***

Korek skończył się tak samo jak zaczął - nagle i bez powodu. Zatrzymali się w moteliku na skraju małej miejscowości. W trakcie obiadu podeszły do nich dwie panie - młodsza i starsza. Jak się okazało, z Sieci Obywatelskiej. Duży helikopter leciał nisko nad ziemią bez zgłoszenia do Agencji Ruchu Powietrznego, a takie być powinno. Przedstawił się im sprawnie, używając prawdziwych danych, tylko nie swoich, a takich, które błędnie wprowadzono do rządowych systemów. Trochę potrwa, zanim wykryją, ale po długiej pracy okaże się, że bezskutecznie. Nie po to go tu wysłano, aby służby miały ścigać przypadkowych obywateli. Z tych powodów płacił też gotówką, prawie prawdziwą, banknotami, których już nie dało się zidentyfikować jako zniszczone. Nie żądały żadnych dokumentów. Stali teraz wszyscy na tyłach moteliku, przy schodkach prowadzących w dół, do starego schronu. Bardzo ważnego, jak się wkrótce okaże. Byłby bardzo kiepskim agentem, gdyby nie wiedział, co się stanie w ciągu najbliższego kwadransa.

- Zabrali pana jako autostopowicza? - zapytała go młodsza.

- Tak, poprzedni kierowca, który mnie podwoził, skręcał w innym kierunku. Jestem im wdzięczny, właśnie zaczynało padać.

To też była prawda. Tyle, że deszcz wcale nie musiał go dosięgnąć.

- A helikopter uznał pan za wojskowy?

- Moim zdaniem Sikorsky UH-60 Black Hawk z demobilu, przemalowany i bez żadnych napisów.

W zasadzie mógłby zapytać i podać jej numer seryjny oraz numer i datę faktury na ten zakup. Komunikacja była dla nich niewykrywalna, a czas odpowiedzi liczony w ułamkach sekundy. Taki żarcik. Ogólnie, ta wnikliwość lokalsów to może być dla nich pierwszy stopień do kłopotów. Nie dostał zlecenia, aby ich chronić. Może nie ma potrzeby, a może będzie to robić ktoś inny. Benka nie zakapuje, tamci i tak wpadną, a Benek (w niepamiętnych czasach) był dobrym kolegą.

- Służył pan w wojsku?

- Nigdy.

Znów prawda. Owszem, zaliczył kilka więzień, ale wojsko go jakoś omijało. Był kiedyś tytularnym dowódcą armii, nawet próbowano go wtedy zamordować, na ogół zazdrośni konkurenci. Raz arystokratka z podbitego miasta, która chciała się poświęcić za swoich. Musiał trochę przekonfigurować sytuację aby ocalała. Ale to dawno i nieprawda.

Przerwał im odległy dźwięk silników. Lecą trochę inaczej, pewnie zmienili pilota na takiego, który nie miał z nim do czynienia. Obciążenie też większe, tym razem ludzie ze sprzętem. Przelecieli nad zgromadzonymi znacznie wyżej, huknęło, zniknął za budynkiem. Poczuł gaz obezwładniający. No to gaz do szkatułki, zostawić trzeba tyle, by jedni i drudzy się nie domyślili. Panika, ale niezbyt wielka. Wszyscy biegną do schronu w podziemiach. Zaraz by się okazało, że to kiepski pomysł.

- Biegnijcie na piętro, gaz gromadzi się zagłębieniach terenu - wrzasnął.

Jakoś posłuchali. W ostatniej chwili, bo helikopter, zawracając właśnie pokazał się nad placem. Agent został na swoim miejscu. Siedział na trawie z głową odchyloną do tyłu, starając się wyglądać na zagazowanego. Z otwartych wyjść helikoptera wysypywali się ludzie, jeden z nich, wyglądający na dowódcę, podbiegł do niego. Agent spoglądał przed siebie szklanym wzrokiem.

- Gdzie pobiegli?

Nie zareagował. Dowódca trzasnął go z półobrotu w szczękę. Popatrzył na niego jednym okiem, ale nie odezwał się. Dowódca poprawił cios, tym razem z drugiej strony.

- Do schronu. Tu - agent pokazał kierunek palcem nie podnosząc ręki.

Tak w zasadzie powinien był tylko pokazać, a nic nie mówić. Trochę za szybko działali - nie zauważyli, że słabo się mówi z wybitą żuchwą. Po takich ciosach na pewno miałby wybitą. Gdy wszyscy wbiegli do środka, skoczył do drzwi schronu. Wrzucił za nimi szkatułkę z gazem. Już teraz była niewidoczna, a po uwolnieniu zawartości zniknie bez śladu. Zamknął i zablokował drzwi. Tak masywnych łatwo nie otworzą. Psiakość, jeszcze drugie wyjście. Nie miał już czasu na bieganie, przeleciał nad budynkiem. Dwóch, niezupełnie przytomnych - ale i tak jak na poziom stężenia gazu w korytarzach bardzo ożywionych - wepchnął do środka i docisnął drzwi. Poupadali. Teraz tylko zablokować. Trzeci zdążył odbiec dalej. Złapał go i skuł. Niewidzialne kajdanki to sympatyczny gadżet - pomyślał - a szarpiący się z powietrzem delikwent wygląda na wariata. Przypiął go jeszcze do linki piorunochronu - na wszelki wypadek. Reszta należy do policji.

***

Późnym już wieczorem siedział za stolikiem w restauracji kilkaset kilometrów dalej. Przy sąsiednim stoliku jadł zupę ostatni naukowiec z grupy tych, którzy go podwieźli. Pozostali byli już w bezpiecznym miejscu, tam, gdzie zamierzali dostarczyć swój ładunek. Nagle naukowiec zamarł bez ruchu, z łyżką w połowie pomiędzy ustami i talerzem. A, to tak wygląda człowiek, który właśnie otrzymał propozycję powołania do pracy w Agencji. Nie musi szybko odpowiedzieć, ale czasem się zdarza. To w końcu zupełnie nowy, dramatycznie odmienny sposób życia, opanowanie niezwykłych technologii i możliwość wyrwania w każdej chwili z bezpiecznej rutyny.

Skoro tak, to mój czas tu się kończy. Zawołał kelnera i zapłacił za kolację. Gotówką. Gdzie teraz? Może trzy miliony lat świetlnych stąd albo sto zwykłych lat gdzieś. Można zniknąć niezauważalnie, jak inne gadżety, ale lepiej wcześniej zapłacić. Bez oszustwa.

  • Zaloguj lub zarejestruj się aby dodawać komentarze
  • Odsłony: 68
Silentium Universi
Nazwa bloga:
Opowieści

Statystyka blogera

Liczba wpisów: 20
Liczba wyświetleń: 49,415
Liczba komentarzy: 242

Ostatnie wpisy blogera

  • Destroyer
  • Karta
  • Bez kontekstu

Moje ostatnie komentarze

  • Byłbym zdania, że Brytyjczycy sami sobie tę islamską mniejszość dali, bez pytania o zgodę Niemców, a nawet tych Niemców jakby zmotywowali. Nie powiem, jestem tym nadal zdziwiony.Życie z ruską…
  • Witam po pauzie!
  • AI. Też udaje Greka

Najpopularniejsze wpisy blogera

  • Bez kontekstu
  • Czwarte spotkanie
  • Suchy potok

Ostatnio komentowane

  • Silentium Universi, AI. Też udaje Greka
  • NASZ_HENRY, Obecnie to Drednot byłby bardziej użyteczny 🌼 ...................................................................................................... Widać, że EiAj w tamtych czasach nie…
  • Silentium Universi, Mam tylko nadzieję, że nie czytają byle czego :)

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2008 - 2026, naszeblogi.pl

Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | tvrepublika.pl | albicla.com

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Do czego są one potrzebne może Pan/i dowiedzieć się tu. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek. | Polityka Prywatności

Footer

  • Kontakt
  • Nasze zasady
  • Ciasteczka "cookies"
  • Polityka prywatności