Ewidencjalność to jedna z najbardziej niezwykłych kategorii gramatycznych, jakie wykształciły ludzkie języki! Zamiast tylko mówić, co zaszło, język zmusza mówiącego, by zaznaczył także, skąd o tym wie. To znaczy, że już sama gramatyczna forma zdania odróżnia relację naocznego świadka od plotki, wniosku z poszlak albo przekazu tradycyjnego.
Takie systemy nie są wyłącznie amazońską ciekawostką, choć właśnie tam robią największe wrażenie. Badania typologiczne pokazują, że zgramatykalizowana ewidencjalność występuje mniej więcej w jednej czwartej języków świata, szczególnie często w obu Amerykach, w rejonie Tybetu i Himalajów, na Kaukazie oraz w części języków turkijskich. Słabiej jest reprezentowana w Europie, Afryce i Australii.
WALS, jedno z podstawowych narzędzi typologii języków, wyróżnia przede wszystkim dwa wielkie typy ewidencjalności: bezpośrednią i pośrednią a pośrednią rozbija dalej na inferencyjną i reportatywną. W wielu językach takie znaczenia są kodowane jako afiksy (morfem, który po dodaniu do rdzenia — z przodu albo z tyłu, lub wstawiony między dwa rdzenie — tworzy wyraz) lub klityki (wyraz atoniczny, pozbawiony akcentu, zlewający się z wyrazem sąsiednim, nie stający się jednocześnie jego częścią) przy czasowniku, ale bywają też częścią systemu czasów albo osobnymi partykułami. Nawet w języku bułgarskim — a więc stosunkowo blisko nas — opisuje się cztery wyznaczniki ewidencjalności w obrębie czasownika.
Bułgarski wcale nie jest tu zresztą indoeuropejskim wybrykiem natury, a ewidencjalność, choć w naszej rodzinie rzadka, potrafiła w niej świetnie wykiełkować — najczęściej w wyniku językowych kontaktów. Na Bałkanach podobne systemy, zaszczepione głównie przez wielowiekowe wpływy języka tureckiego, znajdziemy w macedońskim czy albańskim. Co ciekawe, ewidencjalność wykształcili również nasi najbliżsi bałtyccy sąsiedzi, z którymi dzielimy zamierzchłą, bałtosłowiańską przeszłość.
Język łotewski posiada zgramatykalizowany tryb relatywny przeznaczony wyłącznie do informacji zasłyszanych, a litewski zmusza mówiącego do użycia specjalnych konstrukcji imiesłowowych, jeśli nie był on naocznym świadkiem zdarzenia (co językoznawcy przypisują kontaktom z ludami ugrofińskimi). Im dalej na wschód, tym silniejsze wpływy turkijskie, które sprawiły, że ewidencjały przeniknęły też do perskiego, tadżyckiego czy wschodnioormiańskiego. Z kolei języki zachodnie, nie mając dedykowanej gramatyki, próbują radzić sobie inaczej — choćby język niemiecki świetnie ukrywa ewidencjalność cudzego świadectwa w czasownikach modalnych (np. w specyficznym użyciu sollen: Er soll gestern angekommen sein = „ponoć wczoraj przyjechał”).
Na tym tle można spróbować pomyśleć, jak wyglądałaby polszczyzna, gdyby potraktować ewidencjalność serio i rozwinąć ją nie tylko do klasycznych trzech czy czterech trybów, ale do pełnego systemu opisującego ludzkie poznanie: doświadczenie, świadectwo, wnioskowanie, tradycję, sny, niepewną pamięć i świadomą kreację.
To oczywiście nie jest opis realnej polskiej gramatyki, tylko mój autorski projekt filozoficzno‑lingwistyczny. To próba stworzenia polszczyzny epistemicznie uczciwej. To dodanie nowego trybu gramatycznego, dodającego do każdego czasownika ewidencjalną partykułę (lub klitykę) pozwalającą precyzyjniej przekazywać źródła wypowiedzi.
Siedem ewidencjałów polszczyzny
1. DOŚW. Ewidencjał bezpośredniego doświadczenia. Partykuła: „wiem‑”
To tryb zdań, w których treść opiera się na własnym, bezpośrednim doświadczeniu zmysłowym. Nie chodzi tylko o wzrok, lecz o całe poznanie fenomenologiczne: widziałem, słyszałem, dotknąłem, poczułem, byłem obecny. W prawdziwych językach taki typ odpowiada temu, co WALS nazywa ewidencjalnością bezpośrednią: mówiący ma jakieś sensoryczne świadectwo zdarzenia.
Przykład: „On wiem‑ukradł łódź.”
Rozwinięcie naturalne: „Wiem, bo osobiście widziałem, jak ukradł łódź.”
To najmocniejszy tryb faktualny. Jest też najbardziej ograniczony, bo obejmuje tylko to, do czego mówiący miał naprawdę własny dostęp. W moim projekcie jest to odpowiednik twardego kontaktu z rzeczywistością, coś, co w nauce odpowiada pojedynczemu eksperymentowi albo obserwacji typu: „w naszym pomiarze cząstka rozpadła się po 2 ms”. Takie zdanie powinno być DOŚW, nie WNIO, bo opisuje wynik doświadczenia, a nie jego interpretację.
2. ŚWIAD. Ewidencjał świadectwa. Partykuła: „ponoć‑”
To tryb zdań opartych na cudzej relacji. W moim doprecyzowanym systemie nie oznacza on dowolnego „ktoś tak twierdzi”, lecz dokładniej: „istnieje ktoś, kto sam miał bezpośrednie doświadczenie, a teraz przekazuje je dalej”. W typologii językowej taki typ nazywa się reportatywnym, hearsay albo quotative.
Przykład: „On ponoć‑ukradł łódź.”
Rozwinięcie naturalne: „Ponoć ukradł łódź — tak mówi ktoś, kto twierdzi, że to widział.”
To bardzo ważne rozróżnienie. Jeżeli ktoś przekazuje mi własne doświadczenie, to dla mnie zdanie jest ŚWIAD. Jeżeli natomiast ktoś przekazuje mi swoje rozumowanie i ja je rozumiem, przyjmuję i odtwarzam, wtedy nie jestem już w trybie świadectwa, tylko w trybie wnioskowania. Dlatego ŚWIAD jest zarezerwowane dla cudzego DOŚW, a nie dla wszelkich cudzych poglądów. Gdy ktoś mi przedstawia argumenty, uzasadnienie, dowód, to dla nas obu jest to już WNIO.
3. WNIO. Ewidencjał wnioskowania. Partykuła: „wnoszę‑”
To tryb zdań opartych na rozumowaniu: dedukcji, indukcji, analizie śladów, statystyce, modelu logicznym. W typologii języków odpowiada inferencyjnej ewidencjalności pośredniej.
Przykład: „On wnoszę‑ukradł łódź.”
Rozwinięcie naturalne: „Z poszlak, danych czy śladów wnioskuję, że to on ukradł łódź.”
To szczególnie ważny tryb dla nauki. Jeśli wykonuję serię doświadczeń i na ich podstawie uogólniam wynik, to samo doświadczenie jest w trybie DOŚW, ale teoria albo uogólnienie jest już WNIO. Popperowska metodologia falsyfikacji bardzo ładnie daje się tu wpisać: teoria należy do WNIO, a pojedynczy eksperyment — z perspektywy samego badacza — do DOŚW. Gdy eksperyment znam tylko z opisu innych, dla mnie jest ŚWIAD. Falsyfikacja zachodzi wtedy, gdy nowe DOŚW lub dobrze udokumentowane ŚWIAD podważa stare WNIO. Z kolei indukcja też pozostaje w WNIO, tylko jako rozumowanie oparte na wielu doświadczeniach empirycznych, a nie na czystej dedukcji.
4. TRAD. Ewidencjał tradycji. Partykuła: „mówią‑”
To tryb zdań, które funkcjonują jako element zbiorowego, wielopokoleniowego przekazu: mitu, religii, zwyczaju, legendy, wspólnotowej opowieści, ale również paradygmatu naukowego. W realnych językach część systemów ewidencjalnych rozróżnia właśnie taki typ: informację przekazywaną jako tradycję, legendę lub dziedziczony przekaz.
Przykład: „On mówią‑ukradł łódź.”
Rozwinięcie naturalne: „Mówią, że ukradł łódź, taka historia krąży od dawna.”
To w tym miejscu spotykają się mitologia, religia i Kuhn. Z punktu widzenia mojego projektu paradygmat naukowy jest właśnie czymś w rodzaju świeckiej tradycji: wspólnota uczonych przyjmuje, że świat wygląda tak a tak, podręczniki to utrwalają, a nowe pokolenia uczą się tego, jak oczywistości. Dopiero seria nowych doświadczeń i nowych wniosków może ten pakiet rozbić. Więc te dwa zdania będą w trybie TRAD: przed Kopernikiem: „Słońce mówią‑krąży wokół Ziemi”, po Koperniku: „Ziemia mówią-krąży wokół Słońca”.
W religii klasyczne zdania typu: „Bóg stworzył świat” albo „tak uczy Kościół” należą dla dzisiejszego użytkownika języka do trybu TRAD, nawet jeśli historycznie u początku stało jakieś świadectwo czy objawienie. Niemniej również naukowe zdanie: „Entropia rośnie” też należy do tego trybu gramatycznego, więc te zdania powinny brzmieć: „Bóg mówią‑stworzył świat”, „tak mówią‑uczy Kościół”, „Entropia mówią‑rośnie”.
5. WEWN. Ewidencjał doświadczenia wewnętrznego. Partykuła: „wizja‑”
To tryb zdań pochodzących z wewnętrznego doświadczenia: ze snu, wizji, mistycznego przeżycia, halucynacji, transu. Nie opisuje świata zewnętrznego jako takiego, lecz to, co zostało przeżyte od środka.
Przykład: „On wizja‑ukradł łódź.”
Rozwinięcie naturalne: „Śniło mi się, że ukradł łódź.”
Ten ewidencjał jest ważny, bo w zwykłej mowie ludzie często bezwiednie mieszają doświadczenie wewnętrzne z faktualnym. Mój system temu przeciwdziała: sny są pełnoprawnym źródłem przeżycia, ale mają osobny status epistemiczny. Nie powinny podszywać się pod DOŚW.
6. NIEP. Ewidencjał źródła niepewnego. Partykuła: „zdaje‑”
To tryb zdań, których treść jest jakoś obecna w pamięci, ale źródło nie daje się już rzetelnie odtworzyć. Nie wiadomo, czy chodzi o własne doświadczenie, o czyjąś opowieść, o dawno słyszany mit, o tekst przeczytany w gazecie, czy może o sen.
Przykład: „On zdaje‑ukradł łódź.”
Rozwinięcie naturalne: „Zdaje mi się, że ukradł łódź, ale nie pamiętam już, skąd to wiem.”
To jeden z najważniejszych bezpieczników uczciwości w całym systemie. Zamiast udawać DOŚW albo ŚWIAD, człowiek może przyznać: mam jakąś treść, ale nie mam już uporządkowanego źródła. W realnym życiu ogromna część ludzkich przekonań żyje właśnie w tym stanie półmroku, a zwykły język nie daje dobrego narzędzia, by to uczciwie zaznaczyć.
7. KREA. Ewidencjał świadomej kreacji. Partykuła: „pseudo‑”
To tryb zdań świadomie tworzonych: hipotez, eksperymentów myślowych, fikcji literackiej, satyry, retorycznych modeli, żartów, twierdzeń hipotetycznych, przykładów wymyślonych na poczekaniu. Nie chodzi o błąd pamięci ani o zmylenie źródła, ale o jawne konstruowanie treści.
Przykład: „On pseudo‑ukradł łódź.”
Rozwinięcie naturalne: „Załóżmy dla przykładu, że ukradł łódź.”
Ten tryb jest niezbędny w filozofii, literaturze i felietonie, bo pozwala tworzyć scenariusze bez udawania, że są faktami. Chroni przed pomieszaniem hipotezy z rzeczywistością. To także tryb wszelkich modeli myślowych typu: „załóżmy, że istnieje społeczeństwo, które używa siedmiu ewidencjałów”.
Ewidencjały poza przeszłością: teraźniejszość, przyszłość, pytania, rozkazy
W realnych językach z ewidencjalnością, szczególnie tych, które kodują ją w czasowniku, najpełniej rozwija się ona w zdaniach oznajmujących w czasie przeszłym — bo właśnie tam najczęściej opowiadamy „co się wydarzyło” i trzeba pokazać, skąd o tym wiemy. Jednak sama idea nie jest w żaden sposób ograniczona do przeszłości. W moim projekcie siedem ewidencjałów można równie sensownie stosować w teraźniejszości, przyszłości, w pytaniach, a nawet w rozkazach, tylko zmienia się trochę to, co dokładnie oznaczają.
Teraźniejszość
Ewidencjały nadal sortują źródło informacji, tyle że dotyczą stanu „tu i teraz”:
- DOŚW: „On wiem‑jest w domu.” — „Wiem, bo widzę go w oknie.”
- ŚWIAD: „On ponoć‑jest w domu.” — „Ponoć jest w domu — tak mówi ktoś, kto twierdzi, że przed chwilą go widział.”
- WNIO: „On wnoszę‑jest w domu.” — „Wnoszę, że jest w domu — świeci się światło, stoi samochód, tak zwykle bywa o tej porze.”
- TRAD: „On mówią‑jest zawsze w domu po 20:00.” — „Mówią, że on zawsze po 20:00 jest w domu — taka opinia krąży od lat.”
- WEWN: „On wizja‑jest teraz w domu.” — „We śnie widzę, że jest teraz w domu — to zdanie opisuje mój świat wewnętrzny.”
- NIEP: „On zdaje‑jest w domu.” — „Zdaje mi się, że jest w domu, ale nie pamiętam już, czy ktoś mi to powiedział, czy sam widziałem.”
- KREA: „On pseudo‑jest w domu.” — „Przyjmijmy dla przykładu, że jest w domu, aby dalej coś rozważyć.”
Przyszłość
W przyszłości nie opisujemy faktów, tylko przewidywania, plany, prognozy — ewidencjały mówią więc, na jakiej podstawie je formułujemy:
- DOŚW (w sensie „wiem z twardych ustaleń”): „Jutro wiem‑lecę do Londynu.” — „Wiem, bo mam bilet, spakowaną walizkę i potwierdzoną rezerwację.”
- ŚWIAD: „Jutro ponoć‑będzie konferencja.” — „Ponoć jutro będzie konferencja — tak mówi organizator, który już wszystko zaplanował.”
- WNIO: „Jutro wnoszę‑spadnie deszcz.” — „Wnoszę, że jutro spadnie deszcz — sprawdziłem prognozy, widzę układ frontów, znam statystykę.”
- TRAD: „Po wyborach mówią‑wybuchnie jakiś skandal.” — „Mówią, że zawsze po wyborach jest jakiś skandal — to tradycyjna mądrość polityczna.”
- WEWN: „Jutro wizja‑wybuchnie wojna.” — „Wizja podpowiada mi, że jutro wybuchnie wojna — widziałem to we śnie, przeżyłem wewnętrznie.”
- NIEP: „Jutro coś ważnego zdaje‑się wydarzy.” — „Zdaje mi się, że jutro wydarzy się coś ważnego, ale nie wiem, czy to sen, zasłyszana przepowiednia czy moje własne przeczucie.”
- KREA: „Jutro pseudo‑upadnie rząd.” — „Buduję czysto hipotetyczny scenariusz do analizy, że jutro upadnie rząd.”
Pytania
Pytania można też oznaczać ewidencjalnie — to nie tylko „czy X?”, ale „na jakiej podstawie w ogóle pytam o X”:
- „Czy on wiem‑ukradł łódź?” — to pytanie retoryczne: mówię „wiem”, ale używam formy pytania, by kogoś skonfrontować.
- „Czy on ponoć‑ukradł łódź?” — „Czy świadkowie przyznają, że on ukradł łódź?”
- „Czy on wnoszę‑ukradł łódź?” — „Wnoszę z danych, że on ukradł łódź — pytam, czy widzisz inne możliwe wyjaśnienie.”
- „Czy on mówią‑ukradł łódź?” — „Krąży plotka, że ukradł łódź, czy znasz te plotki?”
Pytanie z dodaną partykułą jasno pokazuje, z jakiej pozycji epistemicznej je zadaję.
Rozkazy, zakazy, rady
Rozkaz formalnie nie opisuje stanu świata, ale w praktyce stoi na jakiejś podstawie. Można to zaznaczyć ewidencjałem:
- „Wiem‑nie wchodź do tej rzeki.” — „Wiem, bo sam tam kiedyś prawie się utopiłem — mówię z własnego doświadczenia.”
- „Ponoć‑nie wchodź do tej rzeki.” — „Ponoć są tam zdradliwe wiry — ostrzegam cię na podstawie cudzych świadectw.”
- „Wnoszę‑nie inwestuj w tę spółkę.” — „Wnoszę z bilansów i wykresów, że ta spółka jest ryzykowna — moja rada opiera się na analizie.”
- „Mówią‑nie wolno tego robić w niedzielę.” — „Mówią, że tradycja zakazuje takich prac w niedzielę — to zakaz oparty na TRAD, nie na DOŚW.”
- „Wizja‑nie lekceważ tego ostrzeżenia.” — „Wizja podpowiada mi, że jeśli zignorujesz ostrzeżenie, stanie się coś złego — to rada oparta na doświadczeniu wewnętrznym.”
- „Zdaje‑nie powinieneś tak mówić.” — „Zdaje mi się, że nie powinieneś tak mówić — mam przeczucie, ale niejasne źródło.”
- „Pseudo‑niech jutro wszyscy wyjdą na ulice.” — „Wyobrażam sobie ten scenariusz, nie wydaję realnego rozkazu.”
Dzięki temu nawet rozkazy i rady stają się epistemicznie oznaczone: widać, czy są oparte na doświadczeniu, świadectwie, analizie, tradycji, wizji, niepewności czy czystej kreacji.
Co te siedem ewidencjałów naprawdę opisuje?
Ten system nie jest tylko zabawą z językiem. On w gruncie rzeczy opisuje siedem głównych źródeł treści poznawczej, jakie pojawiają się w ludzkim życiu.
DOŚW i WEWN obejmują to, co dane bezpośrednio: z zewnątrz i od wewnątrz. ŚWIAD, WNIO i TRAD obejmują społeczne życie wiedzy: cudze świadectwa, rozumowanie i tradycję. NIEP i KREA są dwoma koniecznymi zaworami bezpieczeństwa: jednym dla niepewnej pamięci, drugim dla świadomej kreacji. Razem dają system, w którym praktycznie każde zdanie można uczciwie oznaczyć pod względem źródła.
Nauka, religia, polityka
To właśnie tu robi się najciekawiej!
W nauce dane eksperymentalne powinny należeć do DOŚW, a teorie, modele i uogólnienia do WNIO. Paradygmaty naukowe, w sensie Kuhna, najlepiej pasują do TRAD, bo są wspólnotowym zestawem przyjętych oczywistości, a nie pojedynczym wynikiem doświadczenia. Dzięki temu widać od razu, gdzie kończy się empiria, a zaczyna wspólnotowa rama interpretacyjna.
W religii Stary Testament z perspektywy współczesnego użytkownika języka jest prawie czystym TRAD: to tradycja, przekaz zbiorowy, święta opowieść wspólnoty. Nowy Testament jest bardziej złożony, bo historycznie odwołuje się do świadectwa apostołów, czyli DOŚW, i przekazu ich uczniów i kontynuatorów, czyli ŚWIAD. Jednak dla dzisiejszego wierzącego, który nie zna apostołów osobiście, funkcjonuje on głównie jako TRAD, czyli część Tradycji Kościoła.
W polityce ten system byłby wręcz rewolucyjny, bo rozbrajałby propagandę. Ogromna część współczesnej debaty publicznej polega na przemycaniu TRAD i ŚWIAD w przebraniu DOŚW. Gdyby każdy był zmuszony zaznaczyć ewidencjał czasownika, od razu byłoby widać, co jest własnym doświadczeniem, co cudzym świadectwem, co analizą, co tradycyjnym sloganem, a co tylko przykładem retorycznym.
Dygresja o LLM‑ach
Ten system bardzo ciekawie ujawnia też ograniczenia sztucznej inteligencji. Współczesny model językowy nie ma własnego, fenomenologicznego dostępu do świata, więc nie może uczciwie mówić w trybie DOŚW ani WEWN w ludzkim sensie. Może mówić głównie w trybach ŚWIAD, WNIO i częściowo TRAD, bo operuje na cudzych danych, cudzych tekstach i własnym wnioskowaniu nad nimi. Dopiero model wyposażony w sensory, ciało i pamięć epizodyczną mógłby uzyskać coś analogicznego do DOŚW, czyli własne doświadczenie świata.
To prowadzi do ciekawego wniosku: ewidencjalność nie tylko porządkuje ludzką mowę, ale może też służyć jako etyka wypowiedzi dla maszyn. Model, który nie ma DOŚW, nie powinien udawać DOŚW.
Epistemologia
Cała ta zabawa prowadzi do bardzo poważnej intuicji: gramatyka może być narzędziem epistemicznej dyscypliny. Ewidencjalność nie jest tylko dodatkową ozdobą zdania, lecz mechanizmem, który porządkuje stosunek między mową a źródłem przekonania.
W zwykłej polszczyźnie te porządki stale się mieszają. Człowiek mówi „wiem”, choć ma tylko zasłyszaną relację. Mówi „tak jest”, choć naprawdę jedynie powtarza paradygmat. Mówi „to fakt”, choć tworzy hipotezę albo pamięta sen. Język nie zmusza go do intelektualnej uczciwości.
Polszczyzna z siedmioma ewidencjałami robiłaby coś odwrotnego. Wymuszałaby odpowiedź na pytanie: skąd to masz? Z doświadczenia? Od świadka? Z rozumowania? Z tradycji? Ze snu? Z niepewnej pamięci? Czy po prostu to właśnie wymyśliłeś? W takim języku trudniej byłoby kłamać, trudniej byłoby manipulować, trudniej byłoby ukrywać źródło własnych przekonań.
I dlatego ewidencjalność jest tak fascynująca. Bo pod cienką warstwą gramatyki kryje się coś znacznie poważniejszego: projekt kultury, która nie pyta tylko, co mówisz, ale przede wszystkim skąd to wiesz.
Kłamstwo
W standardowej polszczyźnie, gdy mówisz „On ukradł łódź”, weryfikacji podlega tylko jeden fakt: zniknięcie łodzi i tożsamość sprawcy. W polszczyźnie ewidencjalnej system zmusza cię do wystawienia na ocenę dwóch rzeczy naraz: samej treści zdarzenia oraz twojego osobistego do niego dostępu. To tworzy zupełnie nową anatomię kłamstwa i rozbija je na kilka fascynujących kategorii.
Po pierwsze: kłamstwo epistemiczne, czyli kradzież źródła.
Wyobraźmy sobie, że łódź faktycznie zniknęła, a sprawcą jest Jan. Nie widziałeś tego, ale sąsiadka powiedziała ci, że to on. Uczciwe zdanie brzmi: „Jan ponoć‑ukradł łódź” (ŚWIAD). Jeśli jednak powiesz: „Jan wiem‑ukradł łódź” (DOŚW), by wzmocnić swoją pozycję w dyskusji, stajesz się kłamcą. W zwykłym języku uchodzi to na sucho — miałeś przecież rację co do faktu zniknięcia łodzi, prawda? W systemie ewidencjalnym jesteś oszustem, bo ukradłeś cudze doświadczenie i przypisałeś je sobie. Ewidencjalność sprawia, że samo posiadanie racji nie zwalnia z obowiązku uczciwości poznawczej.
Po drugie: kłamstwo absolutne.
To sytuacja, w której fabrykujesz rzeczywistość na poziomie samej składni. Wymyślasz złośliwą fikcję (w moim systemie to tryb KREA, „pseudo‑”), ale idziesz na policję i składasz fałszywe zeznanie: „Jan wiem‑ukradł łódź”. Bierzesz czystą kreację i nakładasz na nią najtwardszą, rygorystyczną partykułę bezpośredniego doświadczenia. To ostateczne, gramatyczne sfabrykowanie dowodów.
Po trzecie: gramatyczna prawda o fałszywym świecie.
To odwrotność poprzedniego punktu. Sąsiadka złośliwie zmyśla, że Jan ukradł łódź, choć ta bezpiecznie stoi w porcie. Ty idziesz do tawerny i powtarzasz: „Jan ponoć‑ukradł łódź”. Z punktu widzenia logiki klasycznej rozpowszechniasz fałsz. Jednak w tym systemie — nie skłamałeś! Twoja partykuła „ponoć‑” precyzyjnie raportuje stan twojej wiedzy. Uczciwie przekazałeś fałsz dalej, oznaczając go czerwoną flagą ostrzegawczą. System cię chroni.
Czy w takim języku kłamać byłoby trudniej?
Zdecydowanie, i to z dwóch powodów.
Przede wszystkim zniknęłaby wygodna szara strefa. Dzisiejszy polityk zapytany o aferę mówi: „To są fakty, że zginęły pieniądze”. Używa formy bezosobowej, ukrywa się za pozornym obiektywizmem. W systemie z siedmioma ewidencjałami musiałby wybrać. Powiedzieć „wiem‑zginęły” (wystawiając się na proces o krzywoprzysięstwo), „wnoszę‑zginęły” (zmuszając się do pokazania audytów, z których to wywnioskował) albo „mówią‑zginęły” (przyznając, że operuje tylko na plotkach). Język zmusza do podniesienia gardy i wzięcia odpowiedzialności za słowa.
Drugi powód jest równie ważny: każde kłamstwo automatycznie podpowiada rozmówcy, jaki jest wektor jego weryfikacji. Jeśli kłamiesz, używając „wiem‑”, odbiorca wie, że musi sprawdzić twoje alibi i kamery monitoringu. Jeśli kłamiesz przez „wnoszę‑”, musi sprawdzić twój ciąg logiczny i przesłanki. Kłamca, dodając ewidencjał, sam podaje instrukcję, jak go zdemaskować.
Gramatyka ewidencjalna działałaby więc niemal jak wbudowany w mowę alkomat. Nie powstrzymałaby nikogo przed samą próbą oszustwa, ale od razu pokazywałaby, za którą nić pociągnąć, by całe to kłamstwo spruć.
Własny alkomat
Cały ten tekst domaga się, żebym sam przy każdym zdaniu zaznaczał, skąd to wiem. Wypada więc przyłożyć ten alkomat do własnych ust.
Gdybym miał oznaczyć ewidencjalnie własny projekt, wyszłoby z tego głównie „pseudo-”, gdzieniegdzie wsparte przez „wnoszę-”. Siedem ewidencjałów to czysta kreacja — nikt nigdy nie mówił w ten sposób, więc nie mam prawa do „wiem-”. Mogę najwyżej wnioskować z analogii do języków, które robią coś podobnego w mniejszej skali, a uczciwość każe przyznać, że ten wniosek ma kilka dziur, które wolę nazwać, niż przemilczeć.
Pierwsza siedzi w samym WNIO. Wrzuciłem tam, bez większych ceregieli, dwie różne rzeczy: wnioskowanie z konkretnego śladu: „ktoś widział łódź przycumowaną pod cudzym domem” i wnioskowanie z ogólnego prawdopodobieństwa: „taki człowiek zwykle tak robi”. Pierwsze stoi bliżej DOŚW, drugie bliżej czystej spekulacji, a mój system każe im nosić tę samą partykułę.
Dokładnie ten sam kłopot ma NIEP, tylko z drugiej strony: miał oddzielać zgubione źródło od zwykłej niepewności co do prawdy, a „zdaje-" nieuchronnie ciągnie w stronę tej drugiej. To nie przypadek, że pęknięcie wraca w dwóch miejscach — granica między rozumowaniem a przeczuciem jest naprawdę trudna do narysowania. Nawet bułgarski, który ewidencjalność rozwija od pokoleń, gubi się w tym.
Poważniejsze ryzyko siedzi w TRAD. Włożyłem do jednego worka mit, dogmat i paradygmat naukowy, bo z perspektywy kogoś, kto nie potrafi sam odtworzyć dowodu na drugą zasadę termodynamiki, różnica między: „tak mówi fizyka" a: „tak mówi tradycja" rzeczywiście znika. Jednak to nie cała prawda. Teoria naukowa, w odróżnieniu od dogmatu, z definicji zgadza się na własne obalenie — sama siebie stawia na linii strzału. Czy „Entropia rośnie" i „Bóg stworzył świat" naprawdę zasługują na tę samą etykietę? Nie rozstrzygam tego. Zostawiam to pytanie czytelnikowi, bo szczerze nie wiem, czy ta różnica powinna mieszkać w gramatyce, czy raczej w tym, co mówiący robi z TRAD już po wypowiedzeniu zdania.
I jest jeszcze coś, co dotyczy fragmentów o kłamstwie. Opisałem tam kradzież źródła — udawanie „wiem-”, gdy ma się tylko „ponoć-”. Jednak w polskim życiu publicznym dwa inne kłamstwa są chyba częstsze i groźniejsze.
Nieszczery „wnoszę-”: sfabrykowane dane podane jako rzetelne wnioskowanie — to już nie kradzież cudzego doświadczenia, tylko podrobienie własnego rozumu. Tego zabiegu dokonał Marks, opierając cały swój marksizm na sfabrykowanych danych przez Engelsa. Marksizm głosi: „wnoszę-że...”, a w istocie to „pseudo-że...”.
I nieszczery „mówią-”: powołanie się na konsensus, który nie istnieje, na tradycję wymyśloną na poczekaniu. To ulubiona broń propagandy — nie trzeba kłamać o faktach, wystarczy skłamać o tym, kto je popiera. Przykład: „Wszyscy naukowcy zgodnie potwierdzają, że można zmienić klimat, płacąc za to”. W mojej gramatyce brzmiałoby to: „Ludzkość mówią-może zmienić klimat płacąc za to”. To kłamstwo. W gramatyce ewidecjalnej uczciwie należałoby to rozbić na takie zdania: „Klimat mówią-ociepla się”, „Człowiek mówią-przyczynia się do ocieplania klimatu”, „Zmiany klimatyczne można pseudo-powstrzymać, płacąc za to”.
Zostawiam więc ten projekt z dziurami, których nie zaszywam na siłę — niech coś zostanie do polemiki. Ten system sam jest, do odwołania, w trybie KREA.
Grzegorz GPS Świderski
t.me/KanalBlogeraGPS
Twitter.com/gps65
PS. W następnych odcinkach rozwinę bardziej szczegółowo fragmenty o kłamaniu, w tym rozważę jak takiej gramatyki użyć w literaturze, szczególnie fikcyjnej beletrystyce, na przykład fantasy czy science fiction. No i jeszcze cholernie ciekawy będzie odcinek i stopniach intencjonalności i jak je rozpoznawać i interpretować w tej gramatyce.