W samym sercu nowoczesnej Europy, zaledwie kilkadziesiąt metrów od peronów lśniącego dworca kolejowego, rozciąga się rzeczywistość, którą trudno pogodzić z obrazem zachodniego dobrobytu. To świat, który polski mnich brat Tomasz nazywa bez ogródek „europejską Kalkutą”. Choć reportaż, na którym opiera się ten tekst, powstał w 2022 roku, nakreślony w nim obraz ulicy i patologii społecznej pozostaje wstrząsającym świadectwem także w 2026 roku.
W belgijskich miastach, takich jak Bruksela i Liège, tło, które zazwyczaj staramy się omijać wzrokiem, staje się planem pierwszym. To pejzaż ludzi ukrytych pod śpiworami, zdominowany nie przez znany z polskich realiów alkoholizm, lecz przez bezwzględny terror twardych narkotyków. Ulica jest tu domem dla całego przekroju „wykolejenia”: od narkomanów i prostytutek, po kryminalistów. Symbolem tego upadku jest fizyczny rozkład – ropowice, otwarte rany i wszechobecny fetor zaniedbania. Szczególnie poruszający jest los najmłodszych mieszkańców tego „bagna”.
Przykładem jest młody człowiek, który żyje na ulicy od kilku lat. Jego egzystencja to brutalny cykl: poranne poszukiwanie narkotyku i popołudniowe odrętwienie po dawce. W tym świecie żebractwo stało się formą pracy, a jedynym celem – przetrwanie do kolejnego „szprycowania się”.
Problem ten nie zniknął. W listopadzie 2024 roku w samym Regionie Stołecznym Brukseli naliczono ponad 9 700 osób bezdomnych, z których duża część zmaga się jednocześnie z uzależnieniami i problemami psychicznymi. Widoczne sceny degradacji nadal pojawiają się w pobliżu dworców i w przestrzeni publicznej. To właśnie tutaj ujawnia się głęboki paradoks współczesnej europejskości. Belgia, będąca symbolem swobód obywatelskich, w imię źle pojętej wolności pozwala ludziom umierać na chodnikach.
System chroniący prawo jednostki do samostanowienia uniemożliwia często przymusowe leczenie osób, które – będąc w szponach nałogu – dawno utraciły realną zdolność do wolnego wyboru. To tragiczna ironia: nowoczesne państwo stoi bezczynnie w obliczu autodestrukcji swoich obywateli, podczas gdy jedyną realną pomoc oferuje człowiek w habicie, który nie boi się „wejść w to błoto”. W 2025 i 2026 roku problem ten nie został rozwiązany. W Brukseli nadal widoczny jest wzrost problemów związanych z narkotykami w przestrzeni publicznej, a władze sięgają nawet po wsparcie wojska w walce z przemocą narkotykową w niektórych dzielnicach.
Jednocześnie trwają programy typu Housing First i plany systemowego zakończenia bezdomności – jednak ich skuteczność wobec osób głęboko uzależnionych pozostaje ograniczona.
W tym świecie pojawia się brat Tomasz, który realizuje projekt „Mnich na ulicy”. Jego misja opiera się na obecności i braterstwie. Nie ocenia, lecz stara się przywrócić swoim „biedom” poczucie godności. Wspólny obiad czy zwyczajna rozmowa stają się momentami, w których bezdomni mogą poczuć się ważni. Co zdumiewające, habit mnicha budzi ogromny szacunek nawet wśród muzułmanów, co demaskuje głód sacrum w zlaicyzowanym społeczeństwie. Jednocześnie brat Tomasz otwarcie przyznaje, że bez fundamentu duchowego – codziennej Eucharystii i Adoracji Najświętszego Sakramentu – sam stałby się „wrakiem człowieka”. To modlitwa pozwala mu udźwignąć ciężar cudzego dramatu i nie uciec przed zapachem rozkładającego się ciała i ducha.
U korzeni tej patologii, według diagnozy mnicha, leży głęboki kryzys rodziny. Ulica to jedynie ostatnie ogniwo łańcucha ran, które zaczynają się w rozbitych domach. Dzieci, niczym gąbka, chłoną „antymiłość” i brak zdrowych relacji, by później dzielić się tym bólem ze światem poprzez agresję i nałogi. Współczesny świat jawi się tu jako ideologiczne bagno, w którym zanikają tradycyjne wartości, a człowiek zostaje pożarty przez system, który go nie rozumie.
I właśnie tu ujawnia się najgłębszy paradoks współczesnej Europy. Bruksela – miasto, które aspiruje do roli serca i sumienia zjednoczonej Europy, w którym powstają traktaty i deklaracje o godności człowieka – nosi w swoim sercu tę samą ranę, którą brat Tomasz widzi na ulicach. Nowoczesne dworce, szklane fasady instytucji unijnych i hasła o wolności, równości i solidarności kontrastują z rzeczywistością zaledwie kilkadziesiąt metrów dalej. Miasto, które chce nadawać ton życiu całej Europy, jednocześnie pozwala, by jego najbardziej bezbronni obywatele umierali na chodnikach w imię źle rozumianej wolności. To nie jest jedynie lokalny problem Belgii. To lustro, w którym odbija się cały kontynent: postęp technologiczny i architektoniczny idzie w parze z regresem duchowym i relacyjnym.
Europejskie miasta, dumne ze swojej otwartości i praw człowieka, coraz częściej nie potrafią ochronić tych, którzy utracili zdolność do korzystania z tych praw. Brat Tomasz, stając w tym błocie z habitem, przypomina, że prawdziwy postęp Europy nie dokona się przez kolejne regulacje czy fundusze, lecz przez powrót do źródła – do miłości, która nie boi się brudu i rozkładu. Prawdziwy paradoks nie polega na tym, że w nowoczesnej Europie istnieje bieda i uzależnienie. Polega na tym, że Europa, która tak bardzo chce być światłem dla innych, nie potrafi poradzić sobie ze swoim własnym mrokiem – i często woli go ignorować, niż przyznać, że bez autentycznego braterstwa i duchowej głębi żadne instytucje nie wystarczą.
Jarosław Banaś
Reportaż ze współczesnej Brukseli na kanale ZERO:
BRUKSELA: BRZYDSZE OBLICZE STOLICY EUROPY
14 cze 2026 #kanałzero #wycieczka #europa
Audycja przeznaczona dla osób powyżej 16. roku życia.
Bruksela to miasto ogromnych kontrastów. W eleganckiej dzielnicy europejskiej politycy i ekspaci żyją w swojej zamkniętej, luksusowej bańce, odcięci od reszty miasta. Wystarczy jednak przejść kilka ulic dalej, by zobaczyć zupełnie inny świat: biedne imigranckie dzielnice pełne śmieci i narkotyków. Hubert Kłoda zagłębił się w te miejsca, żeby pokazać prawdziwą twarz stolicy Europy.
youtube.com