Podobno rewolucja francuska była liberalna. Podobno od niej zaczął się liberalizm. Podobno wtedy powstała lewica, która jest jakoby liberalna. No i podobno ten liberalizm jest winny zbrodniom, jakie dokonano w czasie rewolucji i po niej.
Mam więc pytanie do tych, którzy tak uważają: proszę wskazać, które konkretnie elementy liberalizacji doprowadziły do zbrodni. Czy do gilotyny doprowadziło zniesienie przywilejów stanowych? Czy do rzezi w Wandei doprowadziło ograniczenie feudalnych obciążeń? Czy do terroru doprowadziła wolność słowa, wolność sumienia, wolny rynek, własność prywatna i ograniczenie władzy państwa?
Bo jeśli rewolucja francuska była realizacją liberalizmu, to znaczy, że Francja po 1789 roku stała się państwem coraz mniej przymusowym, coraz mniej centralistycznym, coraz mniej biurokratycznym i coraz bardziej wolnym. Państwo przestało wtedy narzucać obywatelom religię, poglądy, ceny, podatki, rekwizycje, pobór wojskowy i lojalność wobec ideologii. Tak było? No właśnie nie!
Rewolucja francuska zaczęła się od haseł, które częściowo były liberalne. Zniesiono część feudalnych przywilejów, uderzono w porządek stanowy, ogłoszono prawa człowieka i obywatela, mówiono o równości wobec prawa. To były elementy, które można uznać za liberalne w klasycznym sensie: antyfeudalne, antyprzywilejowe, antyabsolutystyczne.
Niemniej rewolucja nie zatrzymała się na liberalizmie. Rewolucja pożarła liberalizm i zastąpiła go jakobinizmem!
A jakobinizm to nie jest liberalizm. Jakobinizm to państwowa religia polityczna. To kult abstrakcyjnego ludu, w którego imieniu konkretni ludzie dostają prawo mordowania innych konkretnych ludzi. To centralizacja, terror, przymus, rekwizycje, kontrola cen, kontrola sumień, wojna z Kościołem, polityczna gilotyna i ideologiczna tresura społeczeństwa.
Rewolucja francuska była zła i zbrodnicza — to jest fakt. Niemniej jej zbrodnie nie wynikły z tego, że państwo było za słabe, za małe, za liberalne i za mało przymusowe. Jej zbrodnie wynikły z tego, że rewolucjoniści przejęli państwo i użyli go jako własnego aparatu terroru. Mordowali nie dlatego, że państwo im nie przeszkadzało, bo było liberalne. Mordowali dlatego, że państwo mieli w ręku, a państwo zawsze służy do terroru.
A zatem pytanie brzmi: czy zbrodnie rewolucjonistów francuskich wynikały z wolnego rynku, prywatnej własności, wolności słowa i ograniczenia państwa? Czy może wynikały z tego, że rewolucyjna władza uznała, iż może przemocą przerobić społeczeństwo według własnej ideologii?
Jeśli ktoś mówi, że rewolucja francuska była liberalna, a następnie wskazuje na terror, Wandeę, konfiskaty, prześladowania religijne i państwową dyktaturę, to myli szyld z mechanizmem. To tak, jakby nazwać pożar systemem ogrzewania, bo przecież też daje ciepło.
Liberalizm to nie jest kult rozwiązłości. Liberalizm to nie jest antyklerykalna histeria. Liberalizm to nie jest gilotyna dla księdza, chłopa, arystokraty, kupca, przeciwnika politycznego albo kogokolwiek, kto nie pasuje do nowego człowieka. Liberalizm to postulat, by prawo chroniło wolność słowa, własność prywatną, swobodę umów, wolność sumienia, swobodę edukacji, dobrowolność działania i ograniczenie przemocy państwa.
Jeśli więc liberalizm jest winny zbrodni rewolucji, to znaczy, że obniżenie podatków prowadzi do gilotyny. Prywatyzacja prowadzi do rzezi. Wolność słowa prowadzi do dyktatury. Swoboda gospodarcza prowadzi do państwowego terroru. Brak cenzury prowadzi do masowych egzekucji. Tak? To jest absurd!
Rewolucja francuska nie była prostą realizacją liberalizmu. Była mieszaniną różnych prądów: antyfeudalizmu, racjonalizmu, antyklerykalizmu, centralizmu, republikanizmu, jakobinizmu, wojennej mobilizacji i ideologicznej pychy. W pierwszej fazie miała elementy liberalne. W fazie jakobińskiej stała się antyliberalna. A jej najbardziej krwawe skutki wynikły nie z wolności, lecz z ideologicznego państwa, które uznało, że ma prawo zmusić ludzi do szczęścia, cnoty i postępu.
Szatan powiedział: "nie będę służył". To był bunt przeciwko Bogu. I na tej analogii wielu ludzi buduje fałszywy argument: bunt jest zły, rewolucja była buntem, liberalizm jest buntem przeciw władzy, a więc liberalizm jest szatański. To jest błędna analogia!
Szatan zbuntował się przeciw dobru. Ludzie czasem buntują się przeciw tyranii. To nie jest to samo. Bunt przeciw dobremu Bogu jest buntem przeciw dobru. Bunt przeciw złemu człowiekowi, który chce rządzić cudzym życiem przemocą, może być aktem moralnie dobrym. Przeciw tyranom należy się buntować. Bóg nie jest tyranem. Bóg nie stosuje przemocy fizycznej, by zmusić człowieka do służby. Nie wsadza do więzienia za odmowę. Nie nakłada grzywny. Nie wysyła komornika. Nie buduje urzędu do ściągania przymusowego haraczu.
Bunt przeciw Bogu to libertynizm. Bunt przeciw przemocy tyrana może być liberalizmem.
Liberalizm to nie jest nawet prosty bunt przeciw władzy. Liberalizm nie mówi: nie będę nikomu służył. Liberalizm mówi: nie wolno nikogo zmuszać przemocą, by służył. To jest zasadnicza różnica. Do służby wolno się wynająć. Władzę wolno sprawować, jeśli podwładni ją akceptują. Umowy są moralne. Przymus jest podejrzany. Dobru należy służyć, ale służba dobru nie jest tym samym, co przymusowa służba człowiekowi, urzędowi, partii albo państwu.
Rewolucjoniści francuscy nie zbuntowali się po to, by nikt nikogo nie zmuszał. Oni zbuntowali się po to, by sami móc zmuszać. Nie chodziło im o to, by człowiek przestał klękać przed przemocą. Chodziło o to, by klękał przed nową przemocą. Przed ludem. Przed narodem. Przed republiką. Przed komitetem. Przed abstrakcyjnym bożkiem politycznym, którego kapłanami zostali rewolucjoniści.
To dlatego rewolucja francuska nie obaliła logiki tyranii. Ona ją unowocześniła!
Stary absolutyzm mówił: państwo to król. Nowy jakobinizm powiedział: państwo to lud. Jednak w praktyce lud nie rządził. Rządzili ci, którzy twierdzili, że mówią w imieniu ludu. A to jest dużo groźniejsze niż zwykła monarchia, bo monarcha przynajmniej występuje pod własnym nazwiskiem. Ideologiczny dyktator chowa się za abstrakcją.
W tym sensie rewolucja francuska była jednym z początków nowoczesnego państwa ideologicznego — antyliberalnego. Państwa, które nie zadowala się tym, że obywatel nie kradnie, nie morduje i dotrzymuje umów. Ono chce jeszcze, żeby obywatel myślał właściwie, wierzył właściwie, świętował właściwie, mówił właściwie i nienawidził właściwych wrogów. To nie jest liberalizm. To jest jakobinizm.
Oczywiście można powiedzieć, że rewolucja zaczęła się od liberalnych haseł. Tak, zaczęła. Jednak z faktu, że choroba zaczyna się od gorączki, nie wynika, że gorączka jest chorobą. Z faktu, że złodziej wchodzi do domu przez drzwi, nie wynika, że drzwi są złodziejstwem. Z faktu, że rewolucjoniści używali słowa "wolność", nie wynika, że realizowali wolność. Słowa nie są dowodem. Mechanizmy są dowodem.
A mechanizm był prosty: przejęcie aparatu państwa, centralizacja, przymus, terror, konfiskata, przemoc wobec Kościoła, przemoc wobec tradycyjnych wspólnot, wojna z lokalnym oporem i próba stworzenia nowego człowieka przez państwo. To nie jest liberalny mechanizm. To jest mechanizm jakobiński, socjalistyczny, etatystyczny, totalitarny. To jest komunizm.
Dlatego twierdzenie, jakoby rewolucja francuska była triumfem liberalizmu, jest głupie i szkodliwe. Jest głupie, bo myli pierwsze hasła z późniejszą praktyką. Jest szkodliwe, bo pozwala obciążyć liberalizm cudzymi zbrodniami. A gdy już wmówi się ludziom, że wolność prowadzi do gilotyny, łatwiej ich przekonać, że dla bezpieczeństwa trzeba więcej państwa, więcej kontroli, więcej podatków, więcej urzędników, więcej zakazów i więcej przymusu.
To jest stary numer wszystkich etatystów: najpierw przypisać wolności zbrodnie popełnione przez państwo, a potem zażądać jeszcze więcej państwa, żeby nas przed tymi zbrodniami ochronić.
Rewolucja francuska była libertyńska, jakobińska i etatystyczna dużo bardziej niż liberalna. Libertyńska, bo uderzyła w religię, tradycję i moralny porządek nie w imię wolności sumienia, lecz w imię nowej ideologicznej nietolerancji. Jakobińska, bo uznała, że polityczna cnota usprawiedliwia przemoc. Etatystyczna, bo w praktyce wzmacniała państwo jako narzędzie przebudowy społeczeństwa. Liberalizm jest czymś innym.
Liberalizm to wolność, pluralizm, tolerancja, dobrowolność, własność prywatna i wolny rynek. Tego w jakobińskiej Francji nie było. Tam triumfował nie liberalizm, lecz polityczna religia przemocy. Tam nie obalono aparatu przymusu. Tam jeden aparat przymusu zastąpiono drugim. Tam nie uwolniono ludzi od państwa. Tam państwo przemalowano, nazwano republiką, postawiono na ołtarzu i kazano mu oddawać cześć.
Wandea jest najlepszym przykładem. Ludzie, którzy chcieli żyć po swojemu, tradycyjnie, lokalnie, religijnie i niezależnie od ideologicznego centrum, zostali potraktowani jak wrogowie nowego porządku. To nie była liberalna tolerancja. To był terror wobec społeczności, która nie chciała zostać przerobiona według paryskiego wzoru.
To samo widać w stosunku do Kościoła. Liberalizm może domagać się rozdziału Kościoła od państwa. Niemniej czym innym jest rozdział, a czym innym podporządkowanie duchowieństwa państwu, konfiskata majątku, prześladowanie księży i walka z religią jako konkurencyjnym porządkiem duchowym. Liberalizm mówi: państwo nie powinno zmuszać do wiary. Jakobinizm mówi: państwo ma prawo łamać wiarę, jeśli wiara przeszkadza państwu. To są dwie różne rzeczy.
Tak samo należy odróżnić liberalizm od libertynizmu. Te słowa są podobne, ale oznaczają coś innego. Liberalizm dotyczy przede wszystkim granic przymusu. Libertynizm dotyczy rozwiązania więzi moralnych, religijnych i obyczajowych. Liberalizm mówi: nie wolno używać przemocy wobec pokojowego człowieka. Libertynizm mówi: tradycyjny porządek moralny jest przeszkodą, którą trzeba wyśmiać, rozpuścić albo zniszczyć.
Można być liberałem i człowiekiem religijnym. Można być liberałem i konserwatystą obyczajowym. Można być liberałem i obrońcą tradycyjnej rodziny. Bo liberalizm nie nakazuje rozwiązłości. Liberalizm zakazuje przymusu. To jest zasadnicza różnica, której propaganda nie chce rozumieć, bo gdyby ją zrozumiała, straciłaby ulubioną pałkę.
W Polsce przez lata mieszano te pojęcia celowo. Liberalnymi nazywano partie, które z liberalizmem miały niewiele wspólnego. Liberalizmem nazywano antyklerykalizm, obyczajową rewolucję, socjaldemokratyczny etatyzm, europejski biurokratyzm albo zwykły marketing polityczny. A potem mówiono ludziom: patrzcie, liberalizm to rozkład, chaos, rozwiązłość i rewolucja. Więc potrzebujecie silnego państwa. To nie jest liberalizm. To jest oszustwo językowe.
Takie partie jak PO (dziś KO), PiS, PSL czy SLD (dziś Lewica) przez lata były i są przede wszystkim partiami władzy. Ich programy są marketingiem, nie doktryną. Jedni mówili o wolności, gdy byli w opozycji, a rozbudowywali państwo, gdy rządzili. Drudzy mówili o tradycji, a też rozbudowywali państwo. Trzeci mówili o sprawiedliwości społecznej, czyli o redystrybucji cudzych pieniędzy. Czwartym było wszystko jedno, byle siedzieć przy stole. To nie są partie konsekwentnie liberalne. To są partie zarządzania aparatem państwowym.
Aparat państwowy zawsze ma swoich kapłanów. Urzędników, regulatorów, kontrolerów, redystrybutorów, ekspertów od cudzego życia i poborców cudzej pracy. Dla nich liberalizm jest śmiertelnym wrogiem, bo liberalizm zadaje najprostsze pytanie: po co jesteście potrzebni? Dlaczego człowiek dorosły ma was pytać o pozwolenie? Dlaczego ma wam oddawać pieniądze? Dlaczego ma finansować własną kontrolę? Dlaczego ma służyć komuś, kto sam nie potrafiłby utrzymać się na wolnym rynku?
Dlatego liberalizm trzeba oczernić. Trzeba wmówić ludziom, że wolność to gilotyna. Że rynek to wyzysk. Że własność to przemoc. Że dobrowolność to chaos. Że ograniczenie państwa to barbarzyństwo. Że bunt przeciw przymusowi to bunt szatana. To jest propaganda.
A naprawdę jest na odwrót. To nie wolność stworzyła terror. Terror stworzyło państwo ideologiczne. To nie wolny rynek mordował w Wandei. Mordowała armia rewolucyjna. To nie własność prywatna ścinała głowy. Ścinała je władza polityczna. To nie liberalizm kazał ludziom klękać przed nową religią republiki. Kazał im klękać jakobinizm.
Rewolucja sowiecka była pod tym względem nie przeciwieństwem rewolucji francuskiej, lecz jej późniejszym, bardziej konsekwentnym i bardziej zamordystycznym potomkiem. Znowu były wielkie słowa. Znowu była wolność, równość, lud, sprawiedliwość i wyzwolenie. I znowu skończyło się państwem, terrorem, policją polityczną, grabieżą, walką z religią, likwidacją własności i mordowaniem ludzi w imię świetlanej przyszłości.
To nie jest przypadek. Ideologiczne państwo zawsze tak działa. Najpierw obiecuje wyzwolenie. Potem znajduje wrogów wyzwolenia. Potem tworzy aparat walki z wrogami wyzwolenia. A na końcu każdy normalny człowiek staje się potencjalnym wrogiem, bo normalny człowiek chce żyć, pracować, wierzyć, wychowywać dzieci, posiadać własność i mieć święty spokój. Czyli przeszkadza ideologii.
Liberalizm klasyczny jest zaprzeczeniem tej logiki. Nie chce tworzyć nowego człowieka. Nie chce zbawiać ludzkości przez urząd. Nie chce budować raju za pomocą podatku, cenzury, koncesji, obowiązku i policji. Liberalizm mówi skromniej: nie bij, nie kradnij, dotrzymuj umów, nie narzucaj innym swojego planu życia przemocą. To dlatego jest tak znienawidzony przez wszystkich konstruktorów fałszywego raju.
Nie dajcie się więc zwieść propagandzie, która miesza liberalizm z libertynizmem, wolność z rozwiązłością, bunt przeciw tyranii z buntem przeciw Bogu, a rewolucyjne państwo terroru z ograniczeniem państwa. To są fałszywe skojarzenia. One nie powstały przypadkiem. One służą temu, by utrzymywać ludzi w posłuszeństwie wobec aparatu przymusu.
Rewolucja francuska nie dowodzi, że liberalizm prowadzi do zbrodni. Dowodzi czegoś przeciwnego: że wolnościowe hasła, jeśli zostaną przejęte przez ideologów państwa, mogą zostać zamienione w narzędzie tyranii. Dowodzi, że samo słowo "wolność" niczego nie gwarantuje. Trzeba patrzeć nie na sztandar, lecz na mechanizm. A mechanizm liberalny jest prosty: mniej przymusu, więcej dobrowolności. Mechanizm jakobiński, socjalistyczny, komunistyczny jest równie prosty: więcej państwa, więcej ideologii, więcej przemocy.
I właśnie dlatego rewolucja francuska, w swojej najkrwawszej i najbardziej charakterystycznej postaci, nie była triumfem liberalizmu. Była zdradą liberalnych haseł przez państwowy fanatyzm. Była narodzinami nowoczesnej pokusy, która wraca potem w socjalizmie, komunizmie, socjaldemokracji i każdym innym systemie, który uważa, że człowieka trzeba urządzić odgórnie.
W Polsce nie ma liberalizmu. I nigdy przez ostatnie dwieście lat liberalizm realnie nie rządził. Bywały liberalne hasła, liberalne środowiska, liberalni publicyści, liberalne intuicje i liberalne frakcje. Jednak nie było państwa liberalnego czy liberalnego rządu.
Polska od pokoleń jest nękana przez socjalizm, etatyzm, biurokrację, reglamentację, fiskalizm i kult państwowej opieki. Wolnorynkowy kapitalizm był u nas zawsze ograniczany, podejrzany, obłożony podatkami, koncesjami, regulacjami i moralnym szantażem. Prywatna inicjatywa była tolerowana, gdy dawała się doić. Tępiona, gdy chciała być naprawdę wolna.
Donald Tusk nie jest liberałem. Adrian Zandberg tym bardziej nie jest liberałem. Polska nie jest nawet liberalną demokracją — cokolwiek ta mglista formuła miałaby dziś oznaczać. Jest państwem socjalno-biurokratycznym, które czasem przebiera się w liberalny kostium, ale to jest taka sama ściema jak rzekomy liberalizm rewolucji francuskiej.
Klasykami liberalizmu są Mises, Hayek czy Friedman. W Polsce Dzielski, Kisielewski czy Korwin. Można ich lubić albo nie lubić. Można się z nimi zgadzać albo spierać. Jednak nie wolno udawać, że to, co głosili, zostało w Polsce zrealizowane. Nie zostało. Polska nigdy nie była krajem realizującym klasyczny liberalizm, czyli ASE (Austriacką Szkołę w Ekonomii). My ochoczo realizujemy marksizm-keynesizm. Polska była i jest krajem urzędu, podatku, pozwolenia, kontroli, redystrybucji i wiecznego podejrzenia wobec człowieka, który chce żyć na własny rachunek.
Dlatego nie dajcie sobie wmówić, że żyjemy w kraju zniszczonym przez liberalizm. To jest jeden z największych absurdów polskiej debaty publicznej. Polskę niszczy nie liberalizm, lecz jego brak. Nie nadmiar wolności, lecz nadmiar państwa. Nie wolny rynek, lecz państwowosocjalna narośl przyssana do pracy, własności i przedsiębiorczości.
Lewica nie jest liberalna. Lewica jest libertyńska, socjalistyczna albo etatystyczna — często wszystko naraz. Liberalizm nie jest opozycją wobec konserwatyzmu. Liberalizm jest opozycją wobec przymusu. Konserwatysta może być liberałem, jeśli rozumie, że tradycji nie broni się urzędem, tylko kulturą, rodziną, Kościołem, własnością i dobrowolnym ładem społecznym.
Libertyn chce rozpuścić moralność. Socjalista chce przejąć własność. Jakobin chce przebudować człowieka. Komunista chce terroru. Biurokrata chce wszystkim zarządzać. Liberał chce, żeby oni wszyscy dali mu święty spokój. I właśnie dlatego liberalizm w Polsce nie przegrał. On jeszcze nigdy nie został naprawdę dopuszczony do gry.
Grzegorz GPS Świderski
Twitter.com/gps65
t.me/KanalBlogeraGPS
x.com
Dobry, klarowny i w dużej mierze przekonujący artykuł. Grzegorz GPS Świderski trafia w sedno jednej z najczęstszych manipulacji w polskiej (i nie tylko) debacie publicznej.
Mocne strony tekstu
Kilka zastrzeżeń / niuansów
Podsumowanie
Tekst to solidna intelektualna obrona klasycznego liberalizmu przed próbami obarczania go winą za rewolucyjne zbrodnie. To ważna korekta narracji, w której „liberalizm = rewolucja = rozkład”. W rzeczywistości największe masowe zbrodnie XX i XVIII w. dokonywało państwo ideologiczne, a nie „zbyt wolny rynek” czy „zbyt mała władza”.Zgadzam się z zasadniczą tezą: rewolucja francuska nie była triumfem liberalizmu, lecz jego zdradą i porwaniem hasła „wolności” przez nową formę tyranii. To samo powtórzyło się w Rosji 1917, Chinach, Kambodży itd.Jeśli lubisz takie analizy, warto poczytać samego autora dalej albo klasyków: Tocqueville’a (Dawny ustrój i rewolucja), Hayeka (Droga do zniewolenia) albo Kisielewskiego — oni świetnie pokazują, jak wolność i porządek się uzupełniają, a nie wykluczają.
Kukuniek vel Bolek to demoniczna kreatura i kolejne nieszczescie dla Polski, chazarstwo celowo podstawia nam durni, z reszta w USA robia to samo. Rzydziany z AIPAC zrobily wszystko aby Massie Thomas przegral w Kentucky stopien oglupienia starych jest potezny bo mlodzi glosowali na niego. Czyli rodzice i dziadkowie zaprogramowani aby zniewolic swoje dzieci i wnuczki. Chazary ida na calego. Data center beda ingwilowac wszystkich nawet na sama mysl aby krytycznie pomyslec o chazarach i czekistach sowieckich co teraz zrobili sobie subwersje ameryki, a durne Poliniaki zostaly tak zaprogramowane ze zapomnialy ze w ramach eksperymentu rzydo-komuny to oni zrobili nam Katyn, a teraz wmawiaja ze trzeba kochac banderowcow. Polish jokes siadaja przy tej rzeczywistosci.
Podmiana znaczenia słów to stary wynalazek oszustów. Taki był ten rewolucyjny liberalizm jaka oferowana wolność:
"Liberté, égalité, fraternité, ou la mort"
Wolny wybór gilotyny alternatywą obskurantyzmu.