1. W okresie od 20 do 30 kwietnia na terenie Polski, wystąpiła seria sześciu dni z temperaturą poniżej 0 stopni C, oznaczająca występowanie licznych przymrozków o różnym natężeniu na terenie całego kraju, ze szczególną intensywnością w dniach 29-30 kwietnia. W związku z tym, że w większości upraw sadowniczych, był to już okres kwitnienia i zawiązywania owoców, spowodowało to masowe szkody w takich uprawach jak jabłoń, czereśnia, wiśnia, śliwa, grusza, malina, truskawka, porzeczka i borówka. Szkody te są nie tylko powszechne, występują na terytorium całego kraju, a także na tyle istotne, że często sięgają 100% spodziewanych zbiorów, przy czym najwięcej jest sadów i plantacji jagodowych, gdzie szkody przekraczają 80 spodziewanych zbiorów.
2. Sytuację można określić mianem klęski w polskim sadownictwie, w związku z tym klub Prawa i Sprawiedliwości, a także kandydat naszej partii na przyszłego premiera prof. Przemysław Czarnek, już na początku maja po spotkaniach z poszkodowanymi rolnikami, wezwał do natychmiastowego działania ministra rolnictwa Stefana Krajewskiego. się także do przewodniczącego sejmowej komisji rolnictwa o zwołanie nadzwyczajnego posiedzenia tej komisji, tylko w tej sprawie z udziałem przedstawicieli organizacji rolniczych, ale na jej zwołanie trzeba było niestety czekać blisko 2 tygodnie. To posiedzenie odbyło się w ostatnią środę, także w ramach tzw. informacji bieżącej, która jest obowiązkowym punktem obrad każdego posiedzenia Sejmu, zdecydowano, że sprawa przymrozków i ich skutków będzie przedmiotem wczorajszych obrad Sejmu i weźmie w nich udział minister rolnictwa Stefan Krajewski.
3. Niestety ani podczas obrad sejmowej komisji rolnictwa z udziałem jednego z wiceministrów rolnictwa, jak i wczorajszych obrad na sali plenarnej z udziałem ministra Krajewskiego, poszkodowani rolnicy niczego się nie dowiedzieli o przygotowywanej dla nich pomocy polskiego państwa. A szkody oszacowane tylko wstępnie przez Związek Sadowników prezentowane na komisji rolnictwa, w przypadku jabłek zarówno konsumpcyjnych jak i przemysłowych, wynoszą około 3,5 mld zł, a w przypadku truskawek ponad 800 mln zł. A przecież w przypadku sadów czereśniowych, wiśniowych, a także malin i borówek, szkody często sięgają 100% spodziewanych zbiorów, a we wszystkich tych rodzajach owoców, ponieważ Polska jest ich czołowym producentem w Europie, oznacza to kolejne miliardy strat w skali całego kraju.
4. Wczoraj na sejmowej debacie minister rolnictwa poinformował ,że wystąpił do unijnego komisarza ds. rolnictwa z informacją o przymrozkach w Polsce i że w związku z tym po oszacowaniu strat nasz kraj wystąpi o pomoc finansową z tunijnej rezerwy kryzysowej w ramach funduszy Wspólnej Polityki Rolnej (WPR). Tyle tylko, że ta rezerwa wynosi około 400 mln euro na cały rok na wszystkie kryzysy we wszystkich 27 unijnych krajach więc Polska może się spodziewać niestety dopiero późną jesienią wsparcia z tej rezerwy kwotą zaledwie kwotą kilkunastu milionów euro. Tak było w 2025 roku, po licznych szkodach przymrozkowych w kwietniu i maju 2025 roku, KE przyznała Polsce kwotę ponad 14 mln euro, co razem z możliwym w takiej sytuacji wsparciem z budżetu państwa, wynoszącym maksymalnie do 200% kwoty przekazanej z budżetu UE, ustaliło wielkość tej pomocy na poziomie ponad 44 mln euro a więc wysokości około 170 mln zł. To pozwoliło na wypłacenie poszkodowanym rolnikom pomocy finansowej, ale tylko i wyłącznie przy szkodach powyżej 70% w kwocie 800 zł do hektara, powyżej 80% w wysokości 1,6 tys zł do hektara , a przy szkodach powyżej 90% w wysokości 2,4 tys zł do hektara
5. Przypomnijmy, że pomoc przymrozkowa w 2023 roku, a więc podczas ostatniego roku rządów Prawa i Sprawiedliwości, obejmowała szkody już powyżej 30%, a te powyżej 70%, oznaczały pomoc w kwocie aż 5 tys zł do hektara. Ale żeby sfinansować pomoc w takiej wysokości rolnikom, rząd Prawa i Sprawiedliwości, nie tylko zabiegał o pomoc z unijnej rezerwy kryzysowej, ale także o zgodę KE na pomoc publiczną, finansowaną z polskiego budżetu. tym rolnikom, których plony w 2023 rojku dotknęły przymrozki czy susza, wypłacono rolnikom kwotę ponad 1,5 mld zł, a więc była to pomoc blisko 10-krotnie wyższa, niż w roku 2025 i niestety po podobnie niskiego poziomu pomocy jak 2025 roku, rolnicy mogą się spodziewać takze w 2026 roku. Minister Krajewski bowiem jak wynika z jego wczorajszego sejmowego wystąpienia, nie zamierza występować o zgodę KE na dodatkową pomoc publiczną wypłacaną z polskiego budżetu, bo jak łatwo się domyślić, w budżecie nie ma na to środków, ze względu na tragiczną sytuację budżetową i wynoszący już po I kwartale ponad 70 mld zł deficyt.
6. Wszystko więc wskazuje na to, że pomoc, która ostatecznie zostanie wypłacona sadownikom najwcześniej w listopadzie-grudniu , będzie w symbolicznej wysokości, nie mającego żadnego związku z wysokością strat poniesionych przez rolników. Będą to pieniądze jak się to czasami mówi „na waciki”, bo koszty poniesione przez rolników, aby mieć zbiory owoców w tym roku, wynoszą co najmniej 40 tys. zł na hektar w przypadku sadów jabłoniowych, a u tych rolników, nie będzie prawie żadnych dochodów z tytułu tegorocznych zbiorów. Co więcej, żeby przygotować sady do przyszłorocznych zbiorów, mimo utraty tegorocznych, trzeba z znowu wydatkować po kilkanaście tysięcy złotych na hektar, których rolnicy nie mają, więc pomoc państwa jest im potrzebna jak powietrze. Częste sugestie o tym ,że tego rodzaju uprawy rolnicy powinni ubezpieczać, w tym przypadku są nie do zrealizowania, bo ubezpieczyciele nie chcą ubezpieczać upraw sadowniczych, w sytuacji kiedy u danego rolnika w poprzednim roku wystąpiły także straty przymrozkowe i musiały one wypłacać odszkodowania. Rolnicy w takiej sytuacji są wręcz bezradni i skazani tylko i wyłącznie na pomoc państwa, a minister Krajewski jak wynika z wczorajszej sejmowej debaty, przygotowuje pomoc finansową, która wystarczy im na przysłowiowe „waciki”.
Przecież nie potrafi Pan udowodnić dlaczego Państwo ma zastępować system ubezpieczeń, tylko przyjmuje fałszywą tezę i na niej buduje fałszywą rzeczywistość.