Wyjście Polski z Unii Europejskiej jest dziecinnie łatwe.
pisze w Gazwybie jakiś Wielki Profesorek Prawa Konstytucyjnego o Bardzo Malutkim Rozumku - Pan Piotr MiKuli z Uniwersytetu Jagiellońskiego, gównianej lewackiej szkółki, która kiedyś uchodziła za prestiżową.
Prof. Ryszard Legutko stwierdził niedawno, że w kolejnej dekadzie możemy zastanowić się nad polexitem. Prawica rozpoczyna kampanię, która ma oczernić Unię Europejską w oczach Polaków. - Należałby w konstytucji wprost napisać o Unii Europejskiej - uważa prof. Piotr Mikuli, konstytucjonalista z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Tu mamy jak na talerzu kliniczny przykład tego, do czego prowadzi zamykanie ludzi w środowisku akademickim, gdzie w oderwaniu ord realnego życia — powoli głupieją i zamiast zajmować się realnymi problemami — zajmują się wymyślaniem bzdurnych rozwiązań do problemów, które niczego nie rozwiązują.
Profesor Mikuli jest euroonanistą — czyli przedstawicielem formacji umysłowej wierzącej, że Unia Europejska to samo dobro i najlepsze co się Polsce mogło przytrafić. A jedyne problemy Unii wynikają z tego, że jacyś niedobrzy prawicowi populiści chcą świetlaną Unię oczernić w oczach Polaków — bo chcą Polskę z Unii wypisać. Ale jeżeli wpiszemy w polskiej konstytucji, że Polska jest w Unii — to nawet jak ci populiści wygrają — to i tak Polska nie będzie mogła z Unii wystąpić — i Profesor Mikuli w tym momencie zaczyna się onanizować podniecony tym jaki jest mądry i jakie mądre rozwiązanie problemu Polexitu udało mu się wymyślić:
Wpiszemy Unię do Konstytucji — i wtedy Polexit będzie niemożliwy!
Problem rozwiązany — i to w taki sposób, że tylko profesorski łeb mógłby na to wpaść.
Maleńki rozumek Profesora Mikuli — i jego — powiedzmy szczerze — niska inteligencja — sprawia, że nie potrafi on dostrzec, iż prawdziwe źródło problemów leży gdzie indziej: Wrogość wobec Unii narasta nie dlatego, że działają jacyś populiści — ale dlatego, bo unijna kasta rządząca udowodniła ponad wszelką wątpliwość, że jest nieudolna, niezdolna do rządzenia, narastających problemów Unii rozwiązywać nie tylko nie potrafi — ale wręcz — z przyczyn ideologicznych — nie chce. Wszelkie unijne polityki ostatnich kilkunastu lat — okazały się katastrofą na całej linii. Od polityki imigracyjnej — po de industrializację uzasadnianą "walką o klimat".
Co najgorsze — unijne elity konsekwentnie i z fanatycznym uporem odmawiają zmiany kursu. Hrabina Jeleń ostatnio przyznała, że likwidacja energetyki atomowej w Niemczech to był strategiczny błąd. W normalnym kraju polityk, który firmował błędne rozwiązania — powinien podać się do dymisji — albo przynajmniej popełnić publicznie harakiri, aby wyjść ze sprawy z honorem. Ale nie w Unii — tu hrabina Jelen konsekwentnie głosowała za likwidacją elektrowni jądrowych — aby potem przyznać, że owszem, popełniono jakieś tam błędy, ale nie wiadomo kto je popełnił — i oczywiście ona się do niczego nie poczuwa. Kanclerz Merz stwierdził, że owszem — rezygnacja z atomu to był błąd. A czy oznacza to, że Niemcy teraz decyzje odwrócą i odbudują zamknięte atomówki? A nie, co to — to nie. Obłąkana polityka energetyczna będzie trwać nadal. Stojąc wobec implozji niemieckiej gospodarki — niemieckie ministerstwo środowiska zapowiada, że nie tylko nie zmieni kursu — ale wciśnie pedał do dechy — i ogłasza wielki 67-puntowy program uniezależnienia Niemiec od ropy i gazu.
Czyli: Stoimy nad przepaścią, więc zrobimy wielki skok naprzód. Żadne fakty nas nie obchodzą. Ideologia ponad wszystko.
To samo dotyczy polityki imigracyjnej. Euroonaniści krzyczą, że Unia musi się zjednoczyć, bo tylko zjednoczona będzie mocarstwem, które będzie mogło rywalizować z Rosją, Chinami i Ameryką. Gdzie tkwi błąd w rozumowaniu?
Dzisiejsze unijne elity udowodniły, że rozwiązywać problemów nie potrafią — więc domagają się więcej władzy dla siebie. Ale jeżeli człowiekowi nieudolnemu dacie więcej władzy — to wyrządzi tylko większe szkody.
Euroonaniści uważają, że problemy nielegalnej imigracji należy rozwiązać likwidując narodowe straże graniczne i oddając kontrolę nad granicami unijnej agencji Frontex. Ale Frontex już udowodnił, że żadnych granic bronić nie zamierza a swoją rolę rozumie nie jako ochronę granic — ale jako agencję podróży mającą ułatwiać nachodźcom przeprowadzkę do Europy. Oddanie władzy nad granicami Unii — to nie będzie rozwiązanie problemu — ale droga do katastrofy. Frontex nie jest rozwiązaniem — Frontex jest przeszkodą w rozwiązaniu problemów.
Dlatego dyskusja na temat Polexitu nie ma najmniejszego sensu — żadnego Polexitu nie będzie. Będzie rozpad Unii, który sprawi, że polskie spory nad tym czy w Unii się opłaca być, czy nie opłaca — staną się bezprzedmiotowe.
A rozpad Unii nastąpi nie dlatego, że władzę zdobędą populiści — ale na odwrót — politycy antyeuropejscy zdobędą władzę właśnie dlatego, że istniejąca europejska kasta rządząca realnych problemów Europy rozwiązywać nie potrafi, nie chce — ani nawet nie chce przyjąć do wiadomości, że są jakieś problemy.
To są wszystko rzeczy, których profesor Mikuli swoim małym rozumkiem nie ogarnia. Nie potrafi pojąć, że wzrost nastrojów antyeuropejskich ma swoje przyczyny — i nie potrafi ani nawet nie chce spróbować tych przyczyn zrozumieć. Jego recepta na rozwiązanie problemów Europy — to wpisanie UE do polskiej Konstytucji. To, że za parę lat UE się po prostu rozpadnie i wtedy tym konstytucyjnie zapisanym członkostwem Polski w UE Pan Profesor będzie sobie mógł co najwyżej dupę podetrzeć — nie przychodzi mu do głowy.
Nie Panie Profesorze — jeżeli chce Pan Unię uratować — to po pierwsze - najpierw trzeba przyznać, że obecna klasa rządząca Unią rządzić nie potrafi — i musi być wymieniona. Po drugie — trzeba przyznać, że dotychczasowa polityka unijna w kwestiach gospodarczych i imigracyjnych była katastrofalna — i winni tego stanu rzeczy muszą ponieść konsekwencje — muszą być trwale odsunięci od wpływu na politykę. Co, obawiamy się, jest eufemizmem, który należy rozumieć: Politycy, którzy świadomie i z premedytacją doprowadzili do zalania Europy nachodźcami — muszą zostać wymordowani.
To jest absolutne minimum tego co należy zrobić — aby zapobiec rozpadowi Unii. A ponieważ najprawdopodobniej nie zostanie to zrobione — więc rozpad Unii okaże się nieuchronny.
A wobec tego wszystkie debaty o Polexicie, o tym, żeby Unie wpisać do konstytucji — to wszystko jest tylko bajdurzeniem bez sensu. Żadem z polskich polityków nie jest w stanie rozpadu Unii zatrzymać - ani nawet opóźnić.
Polexitu nie będzie — bo wkrótce nie będzie Unii. Po prostu.