Przejdź do treści
Strona główna

menu-top1

  • Blogerzy
  • Komentarze
User account menu
  • Moje wpisy
  • Zaloguj

Spór co do miłości do samego siebie

Zbyszek, 17.02.2026

Spór dotyczy mojego stwierdzenia: 

@zbyszek:

Chrześcijaństwo powiada "Kochaj Boga ze wszystkich sił, a bliźniego jak siebie samego". To się da przełożyć na kolejność "miłości": Bóg, ja, inni.

Z którym nie zgodził się, wybieram cytaty:

@nickto :
1. Tymczasem przykazanie mówi wyraźnie, że Boga trzeba kochać ponad wszystko, a bliźniego wystarczy jak samego siebie. Tyle. Nic nie ma o mnie samym jak obiekcie mojej miłości. 
2. W przykazaniu wskazana jest miłość do siebie TYLKO jak punkt odniesienia.
 

Odpowiedź:
Rozumiem tę perspektywę i jej nie podzielam. Aby jej przyjęcie było możliwe stosowana jest dodatkowa konstrukcja intelektualna, której celem jest posiłkowanie wcześnie, nieświadomie lub odruchowo, przyjętej perspektywy. A więc nie da się zaprzeczyć, że w przykazaniu jest mowa o miłości do samego siebie, a celem przyjętej perspektywy jest wyłącznie tej miłości z tego przykazania, należy więc do wskazania tej miłości dobudować taki aparat "wyjaśniająco-interpetacyjny", który pomoże nam przeforsować uznane i przyjęte przez nas założenie: miłości do samego siebie nie ma w przytaczanym przykazaniu.


Stąd miłość do samego siebie - tu koniecznie duże litery, bo to fundament jej odrzucenia jako elementu przykazania jawi się jako - TYLKO - odniesieniem. Ale owo wielkie TYLKO, dokładnie potwierdza obecność tej miłości w tym przykazaniu.


Ale tu wkraczamy w dalszy ciąg w/w perspektywy części Kościoła (a może dominującej większości), której przejaw cytowałem w wypowiedzi księdza "No oczywiście mamy kochać bliźniego jak siebie samego, ale ja sobie nie wyobrażam, żeby ktoś nie kochał samego siebie", perspektywy, która sprowadza się do stwierdzenia, że miłość do samego siebie jest jak bicie serca czy trawienie pokarmu, jest więc a) naturalna,  b) znajdująca się poza sferą wolicjonalną czy wybieralną, c) zawsze istniejąca, I istotnie, jeśli tak jest, to przykazanie miłości do samego siebie byłoby nonsensem, tak jak nonsensem byłoby "będziesz bił swoim sercem". No będziesz - póki żyjesz.
 


Więc w sumie to jest elementem rozstrzygającym - czy człowiek zawsze kocha samego siebie. Jeśli tak, rację ma adwersarz i wiekowe nauczanie, że nie istnieje przykazanie, wezwanie, powinność miłości samego siebie. Jeśli nie, to wszystko się zmienia i przyjęcie perspektywy iż miłość do samego siebie jest powinnością - ma sens.

Ale może jest coś jeszcze - powiązanego, ale i równie ważnego, jest to odpowiedź jak postrzegamy osobę ludzką. Jeśli postrzegamy ją jednowymiarowo, to miłość do samego siebie jest znów nonsensem, absurdem, czymś de facto niemożliwym, bo do miłości potrzeba dwóch odrębnych od siebie elementów, które miłość dopiero wiąże w pewną jedność. Już św. Paweł dostrzegał jakąś formę dwoistości w człowieku, którą po swojemu identyfikował jako ciało i duch, o których pisał, że mają inne intencje, inną wolę, mimo, że stanowią jednego człowieka. Czego innego bowiem chce ciało, czego innego duch. A więc w jednym człowieku występują różne - mogące być w sprzeczności motywacje, stąd są różne źródła tych motywacji. Współczesna psychologia na szereg różnych sposobów mówi o "instancjach ja" i proste lekceważenie tych wniosków ma tylko tę zaletę, że jest proste i być może służy utrzymaniu jakiejś tezy, która tego wymaga.

Jak wspominałem w notce, pod którą wywiązał się spór, miłość do samego siebie miewa - teraz bardzo powszechne - formy dewiacyjne jak egoizm i narcyzm. Wydaje się uprawnionym wniosek, że świadomie lub nie, otwarcie lub pośrednio, Kościół utożsamił do pewnego stopnia tę miłość z egoizmem i to utożsamienie, nie koniecznie (acz możliwe) ze świadomego wyboru, spowodowało negatywny stosunek do tej miłości.

Może być też i tak, że podstawowymi narzędziami oddziaływania religijnego były budzenie lęku oraz poczucia winy w ludziach, gdyż tylko takie hamulce były wystarczająco skuteczne, by powstrzymać ich od zachowań dla nich szkodliwych, od postaw szkodzących całości społeczeństwa, narodu itd. Gdyby tak, to miłość do samego siebie mogłaby tu być przeszkodą w tej pedagogice, bo gdy kogoś kochamy, to raczej nie chcemy budzić w nim poczucia winy i strachu. Patrz miłość żony do męża, męża do żony, rodziców do dzieci i dzieci do rodziców. 

Może być jeszcze tak, że przekonania w omawianym temacie kształtowały się w przeszłości, głównie w dalekiej przeszłości. Realia życia w przeszłości, dla znakomitej większości ludzi były takie, że była to harówka od dnia do nocy i człowiek najzwyczajniej nie miał czasu i możliwości na na coś, poza pracą albo poza odpoczynkiem, który mógł przybierać formy od snu, do popijawy czy zabawy. W tych warunkach postawy negatywne względem samego siebie, mogły nie mieć warunków do zaistnienia. Być może też, ludność żyjąca w przestrzeni moralności chrześcijańskiej, mniej była skłonna do krzywdzenia siebie nawzajem, które to krzywdzenie (poprzez agresję, obojętność itd) jest dziś na 4 fajerki, choć opakowane w papierki, nieszkodliwości i kolorowości.

Ale jak to jest z tym fundamentalnym dla rozstrzygnięcia sporu pytaniem? Czy miłość do samego siebie jest tak oczywista, tak naturalna, tak poza wyborem człowieka jak np. bicie jego serca? Możemy iść z zapartę w imię własnych, opartych na przeszłych wzorcach przekonań, możemy spojrzeć na świat. Czy mało jest w nim, w życiu zwykłych ludzi, takich zjawisk jak:

Autokrytycyzm. Wewnętrzny krytyk nieustannie ocenia i poniża za błędy, napędzając perfekcjonizm. Zamiast motywować, powoduje lęk przed porażką i paraliż decyzyjny, blokując autentyczność.

Obojętność i obojętność emocjonalna. Brak zainteresowania własnym dobrostanem – emocjonalne odcięcie się od siebie, od odczuwanych emocji. 

Negatywna samoocena i toksyczny wstyd. Toksyczny wstyd dotyczy całego "ja" jako wadliwego ("jestem zły"), podczas gdy zdrowe poczucie winy skupia się na czynach ("zrobiłem coś złego"). Toksyczny wstyd blokuje rozwój, tworząc cykl unikania i samokarania.

Nienawiść do siebie. Jednostka odrzuca swoją wartość, czując chroniczną bezwartościowość i pogardę względem siebie. Prowadzi do samookaleczeń, izolacji, zachowań autodestrukcyjnych (także w postaci uzależnień)  lub myśli samobójczych, różniąc się od zwykłego smutku intensywnością bólu.

Jedyną możliwością odrzucenia wpływu tych zjawisk na unieważnienie poglądu iż miłość do samego siebie zawsze istnieje, jest przypisanie tym zjawiskom a) wyjątkowości, b) pojęcia choroby i dysfunkcji. Ale nawet w takim przypadku widać wyraźnie, że nie wszyscy, a może współcześnie całkiem wielu ludzi, wcale siebie nie kocha i znów, to nie ma nic wspólnego z egoizmem.

Postawa, że nie liczy się miłość do samego siebie jako istotny element wyboru, a liczy się wyłącznie miłość do bliźnich (osobę Boga tu pomijamy jako oczywistą dla religijnych i nie znajdującą się w polu uwagi dla niewierzących) może prowadzić do różnych patologii, a wpajana ludziom, może przyczyniać się do postawy przedkładania dobra innych nad swoje (co wydaje się znajdować szczególną estymę - podkreślenie wartości niemal równoznaczne ze świętością -  w Kościele). Taka postawa, przedkładania dobra innych nad swoje, może właśnie prowadzić do pogardy lub izolacji względem siebie samego, w dłuższym okresie do cierpienia i w następstwie do innych negatywnych postaw.

Reasumując:

  1. Miłość do samego siebie jest elementem przykazania miłości.
  2. Miłość do samego siebie nie jest automatyczną czy nieuniknioną postawą człowieka. Stąd może być przedmiotem wyboru.
  3. Kojarzenie, zrównywanie, utożsamianie miłości własnej z egoizmem to błąd.
  4. Praktyka pedagogiczna Kościoła mogła prowadzić do wypchnięcia miłości do samego siebie z pola postrzegania wartości.
  5. Człowiek jest bytem złożonym i relacyjnym, możliwa jest relacja samoświadomości w stosunku do postrzeganego przez nią "samoistnienia". Religijne argumenty za złożonością osoby ludzkiej to np. stwierdzenie św. Pawła apostoła o różnych intencjach ciała i ducha.
  6. Brak miłości do samego siebie może owocować szeregiem patologii, być szkodliwym dla człowieka, prowadzić do jego krzywdy psychicznej, fizycznej i duchowej. 
  7. Postawa negatywna w stosunku do miłości do samego siebie jest nierozsądna, ugruntowana w przeszłości i dawniej utworzonych wzorcach postrzegania, rozumienia i wartościowania. Taka postawa wyrządzać może szkodę innym.
  8. Miłość z czegoś się bierze, nie bierze się z próżni. Dziecko pozbawione miłości matki i ojca będzie inne na całe życie. W wymiarze religijnym człowiek czerpie najpierw od Boga, bo On jest i dawcą miłości i samą Miłością. Jeśli robi to rozsądnie, to może kochać siebie, a jeśli kocha siebie, to może kochać innych. Czy można kochać innych, nie kochając siebie? Można, wielu tak robi. Skutki? Idealne pole dla narcyzmu i egoizmu.

===========================================================

ps. - Pożegnanie na dłuższy czas

Jutro Środa Popielcowa i zaczyna się w KK Wielki Post. W związku z tym, na ten czas, rezygnuję z korzystania z platform społecznościowych i blogerskich. Także z wiadomości codziennych z tzw. świata. Więc na 40 dni się żegnamy. Potem... to się zobaczy.

Wszystkim zostającym, piszącym, czytającym życzę dobrej zabawy, pouczających wymian zdań i statysfakcji. Choć.. zachęcam do naśladowania też. Być może potrzebujemy - duchowo, psychicznie - takiego postu :)

To tyle. Pozdrowienia dla wszystkich.

  • Zaloguj lub zarejestruj się aby dodawać komentarze
  • Odsłony: 19
Zbyszek
Nazwa bloga:
W drodze
Zawód:
wolny
Miasto:
Lublin

Statystyka blogera

Liczba wpisów: 625
Liczba wyświetleń: 929,272
Liczba komentarzy: 4,727

Ostatnie wpisy blogera

  • Atrofia salonu24 czyli jak wydobyć z człowieka to, co najlepsze
  • Akta Einsteina i kształt rzeczywistości
  • Chwytaj dzień kontra patrzaj skutków

Moje ostatnie komentarze

  • "Trump niepokoi się otwartą morską przestrzenią tzw. GIUK gap, między Grenlandią, Islandią i Anglią, która jest krytyczna w planach obrony Ameryki Północnej. Ameryka musi zamknąć ten przesmyk…
  • Tak. A mity, to nie są bajki, tylko wartościowe historie opisujące rzeczywiste sprawy za pomocą bajek. Dlatego uosobienie chciwości na zysk i pieniądz - król Midas otrzymał to, co chciał - zysk i…
  • Dobry tekst. Uwagi:Różnicą pomiędzy starożytnymi przykładami hejtu a tym zjawiskiem w teraźniejszości jest - skala. Słusznie wskazał pan na anonimowość jako wzmacniacz czy warunek wyrażania treści…

Najpopularniejsze wpisy blogera

  • Czy da się żyć bez Boga?
  • Prawda o nas - głupi, nieodpowiedzialni i źli
  • Pożegnanie roku 2021 i powitanie 2022 w 6 punktach

Ostatnio komentowane

  • u2, @sake2020Mi lewackość nie przeszkadza, nawet moderacja przybierająca czasami formę cenzury mi nie przeszkadza. Ale nie lubię sztucznej armii botów. Bo z botami nie za bardzo jest o czym podyskutować…
  • sake2020, @u2......Salon jeśli się wali to przez cenzurę która bardzo łaskawie traktuje lewackie wpisy i komentarze  piszących je trolli wycinając te merytoryczne ale nie kadzące rządzącym .Niemniej…
  • Zbyszek, Tak. A mity, to nie są bajki, tylko wartościowe historie opisujące rzeczywiste sprawy za pomocą bajek. Dlatego uosobienie chciwości na zysk i pieniądz - król Midas otrzymał to, co chciał - zysk i…

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2008 - 2026, naszeblogi.pl

Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | tvrepublika.pl | albicla.com

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Do czego są one potrzebne może Pan/i dowiedzieć się tu. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek. | Polityka Prywatności

Footer

  • Kontakt
  • Nasze zasady
  • Ciasteczka "cookies"
  • Polityka prywatności