W dyskusjach na blogu od miesięcy przewija się jeden motyw. Wciąż wracamy do tematu długu. Każdy widzi, że coś jest nie tak. Każdy czuje, że system się zapętla. Padają słuszne obserwacje, padają emocjonalne diagnozy, pada krytyka banków, państwa, pieniądza fiducjarnego, kapitalizmu, socjalizmu i wszystkiego po kolei.
Ale nie pada jedna rzecz.
Nie pada realna propozycja rozwiązania problemu długu.
A problem jest prosty, znany od tysięcy lat i oparty na elementarnej arytmetyce:
długów nie da się spłacić w całości.
Nie dlatego, że ludzie są źli. Nie dlatego, że banki są złe. Nie dlatego, że pieniądz jest „z powietrza”. Tylko dlatego, że jeśli pożyczasz 100 i masz oddać 110, to w systemie musi pojawić się więcej niż 100, żeby to było możliwe. A jeśli wszyscy są jednocześnie dłużnikami, to matematyka jest bezlitosna.
Starożytni to wiedzieli.
W Mezopotamii, w Babilonie, w Izraelu, w prawie Mojżeszowym, istniał mechanizm, który dziś brzmi egzotycznie, ale był czystą praktyką gospodarczą:
co pewien czas długi darowano.
Nie z litości. Nie z religii. Z matematyki. Bo wiedziano, że inaczej społeczeństwo wpadnie w trwałą niewolę długu, ziemia i ludzie przejdą w ręce wierzycieli, a gospodarka przestanie oddychać. To nie była moralność. To była konserwacja systemu.
Jak ludzkość naprawdę radziła sobie z długiem.
W historii istniały tylko cztery skuteczne metody rozwiązywania nadmiaru długu:
- Jubileusz / darowanie długów (starożytność)
- Inflacja (rozwadnianie długu przez ceny)
- Bankructwa i czyszczenie systemu (XIX wiek)
- Restrukturyzacje państwowe (XX wiek)
Nie ma piątej drogi. Nie ma takiego momentu w historii, kiedy społeczeństwo „spłaciło wszystko i zaczęło od zera”. Zawsze był reset.
Najbardziej „cywilizowany” jubileusz w historii — Niemcy 1953.
Po wojnie Niemcy były zadłużone w sposób absolutnie niespłacalny. I wtedy nie zastosowano ani inflacji, ani bankructw.
Zrobiono coś niezwykłego:
- umorzono ok. 50% długu zagranicznego
- resztę rozłożono na dekady
- spłaty powiązano z nadwyżką handlową (czyli: płacisz tylko, jeśli cię stać)
- zablokowano możliwość wyciskania kraju przez wierzycieli
To był nowoczesny jubileusz. Efekt? Niemiecki cud gospodarczy. Nie dlatego, że Niemcy byli pracowici. Tylko dlatego, że zdjęto im z szyi matematyczną pętlę.
Co zrobiono zamiast jubileuszu w 2008 i 2020.
W 2008 roku świat stanął przed tym samym problemem. Dług był niespłacalny. Ale nikt nie odważył się powiedzieć: „kasujemy”.
Więc zrobiono to inaczej:
- banki centralne zaczęły skupować dług
- stopy procentowe spadły do zera
- dług został „zamrożony” w bilansach banków centralnych
A w 2020 poszliśmy dalej:
- pieniądz trafił bezpośrednio do ludzi i państw
- pojawiła się inflacja
- realna wartość długów zaczęła topnieć
To był jubileusz przez inflację. Powolny. Nieuczciwy. Techniczny. Ale skuteczny.
I tu wracamy do pytania, które wisi nad każdą dyskusją.
Skoro długów nie da się spłacić a historia zna sposoby ich rozwiązywania i współczesny świat robi to po cichu przez inflację i manipulację finansową, to pojawia się bardzo niewygodne pytanie:
Czy Polska mogłaby kiedykolwiek zrobić coś podobnego samodzielnie?
Nie utopie. Nie „1000 Liechtensteinów”. Nie partyjne fantazje. Tylko realne, techniczne rozwiązania.
Może gdzieś, w szumnie zapowiadanym, po każdym parteitagu, nowym rewolucyjnym programie PiS znajdziemy choćby wzmiankę na ten temat. Może Konfederacja, oprócz sprzedania wszystkiego, każdemu, kto tylko chce i najlepiej za dopłatą, ma jakiś rewelacyjny pomysł. Może Ci od Brauna, oprócz, tego, żeby "wyp...ć Starozakonnych a potem się zobaczy" mają coś do zaoferowania w tej kwestii? Może ktoś, coś w tym temacie, czy tylko jak zawsze: że się nie da, że Unia nie pozwoli, Niemcy zablokują a w ostateczności i tak Rosjanie nas na Sybir wywiozą, albo nie daj Bóg piechotą każą iść?
Dlaczego to się nazywa jubileusz? zupełnie tego nie rozumiem