Kilkakrotnie usłyszałem zarzut, że prowadzę akademickie dyskusje o ekonomii, zamiast zajmować się bieżącymi problemami kraju. Przyjmuję ten zarzut jako punkt wyjścia, bo być może rzeczywiście różnimy się w rozumieniu tego, czym jest bieżąca sprawa. Dla mnie bieżącą sprawą nie jest kolejny sondaż, kolejna awantura czy kolejne hasło. Bieżącą sprawą jest to, co realnie da się zrobić w ramach systemu, którego nie wybieraliśmy, ale w którym musimy żyć.
Zacznijmy więc od rzeczy podstawowej, bez złudzeń i bez ideologii.
Nie wprowadzimy systemu podwójnej waluty jak w Chinach.
Nie odzyskamy pełnej suwerenności monetarnej z dnia na dzień.
Nie wyjdziemy z systemu pieniądza dłużnego jednym aktem woli.
Tkwimy w systemie, który jest wewnętrznie sprzeczny, bo opiera się na długu, który musi rosnąć szybciej niż realna gospodarka. To nie jest odkrycie XXI wieku. Wiedzieli o tym już starożytni, skoro co siedem lat umarzali długi, bo rozumieli, że inaczej system społeczny się rozpada. My tego mechanizmu nie mamy. Nie dlatego, że jesteśmy głupsi, tylko dlatego, że oddaliśmy kluczowe narzędzia.
Co z tego wynika w praktyce?
Że każda nowa władza, niezależnie od tego, czy będzie się nazywać konserwatywną, liberalną czy technokratyczną będzie musiała dosypać pieniędzy do służby zdrowia, będzie musiała finansować obronność, będzie musiała łatać demografię i będzie musiała obsługiwać rosnący dług.
Czyli zrobi dokładnie to samo, co robi obecna władza. Różnić się będą narracje, nie rachunki.
Jeśli to jest „akademickie”, to w takim razie rzeczywistość jest akademicka.
Skoro nie ma wyjścia z systemu, trzeba znaleźć dźwignię w jego wnętrzu.
Jeżeli nie możemy zmienić systemu, to jedyne rozsądne pytanie brzmi: gdzie w tym systemie jest punkt, który można nacisnąć, żeby uzyskać efekt realny, a nie propagandowy?
Dla mnie takim punktem jest energia.
Nie dlatego, że to modne.
Nie dlatego, że to ideologiczne.
Tylko dlatego, że energia jest kosztem absolutnie wszystkiego.
Nie ma taniego przemysłu bez taniej energii. Konkurencyjnego eksportu bez taniej energii Wysokich płac bez taniej energii i stabilnych finansów publicznych bez taniej energii. To nie jest teoria. To jest arytmetyka.
Tania energia to nie fanaberia, tylko ukryta polityka gospodarcza.
Propozycja oparta na taniej energii, nawet dotowanej, spotyka się często z odruchem: „to się nie opłaca”, „to będzie kosztować”, „to powiększy dług”.
Otóż: wszystko kosztuje. Pytanie brzmi, czy koszt jest konsumpcją, czy inwestycją.
Dopłaty socjalne są kosztem konsumpcyjnym - pieniądz znika.
Dopłaty do energii produkcyjnej są kosztem inwestycyjnym - pieniądz krąży.
Jeśli dzięki taniej energii firma produkuje więcej, inwestor lokuje kapitał a pracownik ma stabilną pracę, to państwo odzyskuje pieniądze w podatkach, zmniejsza presję na transfery socjalne i zwiększa bazę podatkową bez podnoszenia stawek.
To jest najbardziej „nieakademicka” polityka, jaką można sobie wyobrazić!
Własne zasoby to nie wstyd, to przewaga.
Polska ma węgiel kamienny, węgiel brunatny i jedne z najlepszych w Europie warunki geotermalne. To są fakty, nie poglądy. Oczywiście, że tania energia oparta na tych źródłach będzie wymagała dotacji, ochrony rynku i konfliktu z częścią unijnych dogmatów.
Ale alternatywa jest prosta droga energia, ucieczka przemysłu i trwałe zubożenie społeczeństwa.
Nie mówimy tu o powrocie do XIX wieku. Mówimy o okresie przejściowym, który pozwoli odbudować przemysł, zatrzymać kapitał i zwiększyć realną produktywność. Bez tego żadna zielona transformacja się nie wydarzy, bo transformację robią bogaci, a nie zubożali.
Dotować, ale mądrze i nie wszystkim.
Kluczowe zastrzeżenie jest takie, że tania energia nie może być rozdawana wszystkim po równo. Jeżeli dotujemy konsumpcję, nadmiar i nieproduktywne sektory, to efekt znika w inflacji. Dlatego tania energia powinna być:
- selektywna - dla produkcji, nie dla luksusu,
- warunkowa - w zamian za inwestycje i miejsca pracy,
- czasowa - z jasnym horyzontem.
To nie jest rozdawnictwo. To jest kontrakt państwo–gospodarka.
Co jeszcze, poza energią?
Skoro mamy rozmawiać o sprawach bieżących, to dodajmy kolejne elementy, które mieszczą się w ramach systemu, a nie wymagają rewolucji:
- Odbudowa przemysłu średniej technologii - nie marzenia o Dolinie Krzemowej, tylko maszyny, komponenty, przetwórstwo.
- Ciepłownictwo jako priorytet, bo to ono najbardziej obciąża gospodarstwa domowe i płace.
- Logistyka i infrastruktura, bo skracanie czasu i kosztów to najszybszy sposób zwiększania produktywności.
- Stabilność prawa gospodarczego. Kapitał nie ucieka przez podatki, tylko przez chaos.
To są rzeczy nudne. I właśnie dlatego skuteczne.
Na koniec: o rzekomej akademickości.
Akademickie jest udawanie, że da się żyć bez długu w systemie długu. Da się mieć wysokie płace przy drogich kosztach i da się rozwijać kraj bez taniej energii.
Realistyczne jest przyjęcie ograniczeń i szukanie najmniej złej drogi.
Nie proponuję cudów. Nie obiecuję raju. Nie twierdzę, że to rozwiąże wszystkie problemy.
Twierdzę tylko tyle - i aż tyle, że bez taniej energii i odbudowy realnej gospodarki nie rozwiążemy żadnego problemu, ani służby zdrowia, ani długu, ani demografii.
Jeśli to jest akademickie, to znaczy, że zbyt długo myliliśmy publicystykę z propagandą, a realizm z pesymizmem.
A ja uważam, że realizm jest dziś jedyną formą odpowiedzialnego optymizmu.
Wywołał mnie pan do tablicy? Tylko czy trzeba aż całego wywodu żeby zakończyć tym co wszyscy wiemy,że bez taniej energii i odbudowy realnej gospodarki nie rozwiążemy żadnego problemu.? Trzeba wskazać palcem przyczynę ,konkretne obszary w których jest najgorzej,a przede wszystkim od czego zacząć przebudowę. Tu niestety trzeba wyjść poza sprawy gospodarcze i dojrzeć oraz zdiagnozować przyczynę a tą jest brak prawa w Polsce,odejście od Konstytucji i jej nadrzędności.Nie będzie dobrego zarządu ,nie będzie wzrostu gospodarki jeśli o niej nie decydują Polacy,prawo i przepisy już nie obowiązują a każdy z zewnątrz wydaje nam rozkazy i pouczenia. Jeśli nie ma przestrzegania prawa to znaczy ,że nie ma nic.Akademickie dyskusje które tu panowie ciągną od roku pokazują jedynie ,że macie imponujacą wiedzę,ale realiów nie widzicie.
@mjk1 - Daremny Twój trud, ale pisać każdy może...
My, znaczy Polska tańczymy jak nam grają. Bez przełomu w w świadomości obywateli żadne złote środki ekonomiczne nie mają szansy realizacji. Skończyć z tradycją okrągłostołową, przepędzić "doradców" z kraju miłującego "pokój" aż do ostatniego Palestyńczyka, zdewaluować spolegliwość wobec niemieckiej dominacji i odciąć się od najbardziej skorumpowanego kraju jakim jest Ukraina. Wyjście z UE, a przynajmniej wypowiedzenie poszczególnych umów, programów i traktatów jest kluczowym elementem wyzwolenia się spod okupacji.
Jak tego dokonamy, wrócimy do Twych propozycji, i choć nie trawię ekonomii w skali makro, to ufam, że bajek tu nie wypisujesz.
Także pisz, pisać każdy może... ;)