SABAT SALONU

Dziś do Lublina zjechała salonowa śmietanka z Bronisławem Komorowskim na czele. Na rogatkach stoją pługi i piaskarki gotowe na ewentualne opady śniegu. Policji pełno, flagi opuszczone do połowy masztu…

Widać, że abp Józef Życiński był kimś więcej niż tylko katolickim hierarchą. Takiej pompy nie robi się przecież przy okazji pogrzebu każdego biskupa. Nieodparcie nasuwa mi się analogia z nagłą śmiercią Bronisława Geremka, kiedy to prezydent Francji i inni wielcy tego świata śpieszyli z peanami na jego część. Ten splendor był wysoce na wyrost, jeśli brać pod uwagę tylko formalne funkcje Geremka. Dla układu rządzącego III RP śmierć Życińskiego musi być bardzo poważną, że i Michnik, i Komorowski…

Kolejna refleksja dotyczy odśnieżania. Gdy w listopadzie zapowiedziano poważne opady śniegu i one rzeczywiście przyszły, władze miasta nie przejęły się, że tysiące ludzi stało i marzło w korkach, a niektórzy w samochodach musieli zapewne spędzić cała noc (policja zamknęła Lublin dla ruchu tranzytowego). Jakoś wtedy piaskarki nie dojechały, a dziś spadło 5 cm śniegu i już pełne pogotowie. To pokazuje socjalistyczną mentalność włodarzy miasta – przed zwierzchnikami prężą się na baczność, a obywateli mają za nic.

Ostatnia refleksja dotyczy odłączonego członka z ramienia Platformy Obywatelskiej. Choć ma on z domu do katedry i pałacu biskupiego dosłownie parę kroków, to jakoś nie widziałem, by wieszał parówki na krzyżu przed siedzibą Życińskiego. A i teraz dziwnie nie przeszkadza mu wręcz ostentacyjny bark rozdziału kościoła od państwa demonstrowany tuż za jego progiem. Widać kościół Życińskiego nie koliduje z interesami Biłgorajczyka. To upewnia mnie w przekonaniu, że choć z pozoru bronili różnych wartości, to w rzeczywistości grali w jednej drużynie…