W PRL-u własność prywatną, w III RP zabierają intelektualną

Po zamieszczeniu ostatniego wpisu („W taki sposób Polski nie zbudujemy”) zadzwonił do mnie znajomy i wyraził opinię, że wprawdzie z ogólną diagnozą artykułu trudno się nie zgodzić, ale brak konkretów jest ewidentny. Dziś chciałem to zmienić i odwołać się do praw autorskich - tej zakały każdego, kto cokolwiek własnego wydał lub zmierzał wydać.

Po pierwsze, tego problemu ogólnie się nie rozumie, bo niestety niewielu myśli perspektywicznie; po drugie albo wszystkim brakuje pieniędzy i zadowalają się jałmużną, albo autora chcą złupić wydawcy. Pośrednie stany zdarzają się ale należą raczej do rzadkości. Ogólny efekt jest taki, że ani autor, ani wydawca wielkiego pożytku z tego nie mają – autor, bo sprzedał prawa autorskie, a wydawca, bo niewiele może z tego skorzystać. Problem leży wiec w kumulacji własności intelektualnej, którą później można sprzedać z zyskiem – komu, tego jeszcze nie wie nikt. A więc temu, kto zapłaci więcej. W dzisiejszym świecie ten balans na linie to jeszcze jeden z dowodów na prowizoryczność naszego państwa.

Nie będę wchodził w szczegóły, bo kto miał styczność w prawami autorskimi, znakomicie orientuje się o czym piszę, ci którzy nie mieli, nie zdają sobie sprawy. Ogólnie problem należy do podstawowych, bo zamiast pobudzać twórców do pracy, blokuje im inicjatywę i zjada energię, która należy do najcenniejszych w każdej kulturze i w każdym narodzie. Z niej korzystają, w mniejszym lub  większym stopniu, wszyscy. Dziś życie samo podzieliło twórców na lewicowych i prawicowych. Lewicowcy lub wręcz lewactwo od lat swoje ścieżki mają przetarte i swoją ”dolę” otrzymuj bez problemu – z Polski i zagranicy. Ci drudzy są tu poszkodowani najbardziej, bo od własnego rządu nie mogą uzyskać nic, albo dostają tak niewiele, że zamiast rozwijać, zżerają się w administracyjnych utarczkach. Trudno nie zauważyć, że taki układ to kompletny bezsens, bo zamiast korzystać z możliwości rozwojowych, jakie niosą nowe czasy, w istocie konserwujemy PRL.

***
W Drugiej Rzeczypospolitej jedno pokolenie okazało się jednocześnie łokietkowym i kazimierzowym. Energia i inicjatywa pojawiły się wówczas jak kwiaty na wiosnę. Rozkwitła twórczość, potrzeba solidnej pracy i otwartość na własne kulturowe doświadczanie. Byliśmy sobą. W tym czasie rosło drugie pokolenie, które okazało się równie wyjątkowe, jak poprzednie – pokolenie konstruktorów i postępu technicznego, kultury i twórczości. Wojna, obozy koncentracyjne, Sybir i gułagi zatrzymały ten proces, a cała uwolniona wcześniej energia z konieczności skierowała się w stronę obrony państwa.

Cała twórcza energia, jaką wyzwoliła odzyskana niepodległość, została zdławiona przez sowiecki komunizm. PRL zabrał obywatelom polskim własność prywatną – podstawę niezależności, nie tylko państwowej, ale przede wszystkim osobistej. Obecnie, w niby wolnej ojczyźnie, trudno o odzyskanie i uzyskanie własności prywatnej, ale za to własność intelektualną odbiera się w sposób zadziwiająco łatwy. Komu jest ona potrzebna? Dlaczego się to robi? Dlaczego hołduje się umierającej postpeerelowskiej kulturze, a nie pozwala się żyć tej, która istnieje od dziesięciu wieków, odkrywa tysiącletnią naszą przeszłość, dąży do syntezy i tworzenia tradycyjnej wspólnoty? Bo rynek ważniejszy od kultury? Bo ludzie nie chcą czytać? Bo dzieci nie chcą się uczyć, a starsi wolą pić piwo? Cóż to za argumenty? Na uczelniach brakuje jednego pokolenia. Ci którzy powinni robić dobre doktoraty, zasuwają szmatą na zmywaku. A kto załata dziurę po PRL-u? Ludzie twórczy, którzy doświadczyli trzech epok (PRL, „S” i III RP) najpierw borykają się z dyskryminacją a potem stają przed problemem albo płacisz sam za wydrukowanie swojej kilkuletniej pracy, albo zrzekasz się praw autorskich?

***
Na zabieranie własności intelektualnej mogą zgodzić się tylko niewolnicy, a nieświadomość tego faktu czyni z nich niewolników pozbawionych perspektywy. Dla każdego państwa zgoda na coś podobnego, to sygnał niedojrzałości i zduszania własnej inicjatywy rozwoju – kolejny raz zresztą. Dziś nikomu jeszcze nie mieści się w głowie, że rezygnacja z praw autorskich może prowadzić do zmiany kontekstu wcześniej opublikowanego utworu, a nawet jego treści – na tej samej zasadzie, której przedwojenni krakowscy profesorowie 6 listopada 1939 r. szli na spotkanie z przedstawicielami tak cywilizowanego narodu Niemieckiego, że nie wierzyli, iż wylądują w więzieniach i obozach koncentracyjnych. To się wówczas nazywało Sonderaktion Krakau. Nie możemy więc wykluczyć takiej zmiany kontekstu lub nawet treści utworu, która skompromituje autora, a w szerszym zakresie nawet całą kulturę. Dzisiejszy świat kłamstwa jest uznaje się za świat prawdy. Ba, jeżeli nawet kłamstwo okaże się ewidentne, kto zdobędzie się na odwagę, aby je sprawdzić i podać fałszerza do sądu? Po Auschwitz i gułagach, wszystko jest możliwe. Jeżeli ktoś jeszcze nie wierzy, odsyłam do dwóch książek Pawełczyńskiej: „Wartości a przemoc” i „Głowy hydry”.

I na koniec, żeby nie było wątpliwości, jestem za swobodnym dostępem i rozwojem kultury, z zachowaniem smaku i odpowiedniego poziomu. Podczas produkcji filmu dokumentalnego bazującego na zdjęciach, miałem sposobność poznać i doświadczyć absurdalności przypisów dotyczących praw autorskich. Porównanie gaży autora za zdjęcia z nakładem czasu i sił poświęconych ich legalizacji zmuszało do rezygnacji z wielu fotografii, które film podnosiła na wyższy poziom. Innymi słowy, kilka złoty dla autora zdjęć lub utworu muzycznego mogło zadecydować nawet o rezygnacji z całej produkcji. Ten problem trzeba rozwiązać zupełnie inaczej, z korzyścią dla wszystkich. Problem tantiemów dla twórców, jest pomysłem chorym i wstrzymującym rozwój kultury. Korzyść niewielka a straty ogromne.

Forum jest miejscem wymiany opinii użytkowników, myśli, informacji, komentarzy, nawiązywania kontaktów i rodzenia się inicjatyw. Dlatego eliminowane będą wszelkie wpisy wielokrotne, zawierające wulgarne słowa i wyrażenia, groźby karalne, obrzucanie się obelgami, obrażanie forumowiczów, członków redakcji i innych osób. Bezwzględnie będziemy zwalczali trollowanie, wszczynanie awantur i prowokowanie. Jeśli czyjaś opinia nie została dopuszczona, to znaczy, że zaliczona została do jednej z wymienionych kategorii. Jednocześnie podkreślamy, iż rozumiemy, że nasze środowisko chce mieć miejsce odreagowywania wielu lat poniżania i ciągłej nagonki na nas przez obóz "miłości", ale nie upoważnia to do stosowania wulgarnego języka. Dopuszczalna jest natomiast nawet najostrzejsza krytyka, ale bez wycieczek osobistych.

Komentarze

Obrazek użytkownika Imć Waszeć

04-06-2021 [13:31] - Imć Waszeć | Link:

Widzę, że zainteresowanie tematem małe. Tantiemy to bzdura wymyślona przez społecznych pasikoników, synciów i curunie arystokracji danych czasów, żeby mogli dobrze żyć nie robiąc w życiu nic. Coś a la śmietanki towarzyskiej jakiegoś Wiednia lub Paryża. Proszę zauważyć, że tantiemy nalicza się tylko za wybraną twórczość z grubsza artystyczną i tylko uznaną przez pewną określoną organizację. Ja nie namaluję sobie obrazu na drzwiach stodoły, żeby zaraz ta organizacja wzięła go pod swoją opiekę, a mi przysłała za to pieniendze i tantiemy. Nie nalicza się ich również za ogólnie rozumianą wynalazczość (nie chodzi o patenty za które wynalazca musi jeszcze latami płacić), dokonania inżynierskie inne niż wytworzenie czegoś podpadającego pod przypadek "artyzmu" (linia karoserii wozu dla klasy wyższej) lub "gotowego przedmiotu" (gotowe urządzenie), o nauce już nie wspominając. Jednym słowem nadmiernie preferowany jest tylko pewien sposób kreatywności, działalności twórczej, kosztem wszystkich innych. Gdyby bowiem system tantiem był choć trochę uczciwy, to taki szarpidrut przed wydaniem piosenki musiałby opłacić prawa twórcy gitary, strun, mikrofonu, pięciolinii, stosowanej gamy, głośnika, portków estradowych, fryzury i czego tam jeszcze. To byłoby dopiero logiczne podejście. Alternatywa liberalna, że za twórczość nie płaci się nic, a jedynie twórca ze złapanym za łokieć odbiorcą coś tam sobie wyliczają i płacą, a jak nie to w nos, również nie jest rozwiązaniem. Kolejny paradoks rodzi się, gdy próbujemy zastosować podejście kastowe. To jest np. wtedy, gdy za naukę na jakiejś uczelni płaci się czesne. Wtedy ktoś (kto?) zakłada, że samo bycie w murach tego przybytku jest warte takich pieniędzy (w przypadku niejasności wróć do "arystokracja" i "śmietanka"), a nie wynik nauczania jaki osiągnie. Wtedy wszyscy byliby zmuszeni opłacać czesne jakiejś wyróżnionej kaście artystów, bo gdzieś tam w przestrzeni publicznej mogą przecież natknąć się na ich wiekopomne dzieła itede. Zresztą opłata telewizyjna to nie jest nic innego. No i tu natykamy się na pierwsze schody. Widać bowiem dwie skrajności, że albo twórcy staną się koncesjonowani (najlepiej przez państwo i zatwierdzani przez partię, będą więc ćwierkać z klucza), a wtedy wszyscy inni będą okradani podatkiem na utrzymanie systemu, albo wszystko pójdzie na żywioł i w sumie nikt nic na tym nie zyska, bo nie będzie wiadomo co, kto i po co. Polecam ostatni filom Gadowskiego o eksperymentach socjologicznych dotyczących odbioru tzw. sztuki albo ogólnie manipulowania percepcją. Czy jest jakieś dobre rozwiązanie skoro ludzie są tacy jak opisują to eksperymenty?

Obrazek użytkownika Ryszard Surmacz

04-06-2021 [18:52] - Ryszard Surmacz | Link:

@ Waszmość
Witam!
No tak, ale tu i teraz chodzi o przełożenie wajchy. Trzeba opłacić i nakarmić wajchowego, aby pozostali mogli wyjść z dziury. Trzeba dostroić instrument, aby wydal z siebie jakiś "ludzki" głos, a potem zestroić go z pozostałymi i stworzyć orkiestrę - bo tylko orkiestra ma moc i tylko ona może przemówić do serca i rozumu. Do tej pory finansowano kulturę zastępczą, teraz potrzebujemy oryginału. A oryginał, niestety kosztuje. Trzeba ruszyć z miejsca, a więc potrzebny jest nie kolejny traktor z pokolorowanymi kołami i rozebraną traktorzystką, ale oryginał, o którym już zapomnieliśmy.
Tak, zawsze to, co istotnie większość ma w głębokim poważaniu. Może brak tu artystów?
Pozdrawiam 

Obrazek użytkownika Imć Waszeć

04-06-2021 [19:00] - Imć Waszeć | Link:

Witam Pana. Może uzupełnię swoją wypowiedź cytatem. Należy w tym celu skupić się na stosunku tego państwa do tych artystów, tej kultury, w tych realiach. Ogólnie może twierdzenie nie zachodzić.
"To państwo nam nadane z góry przy okrągłym stole i państwo które jest wrogiem obywatela i obywatele to czują i są wrogami tego państwa. Ale nie wyciągają właściwych wniosków, że trzeba zbudować własne państwo, tylko po prostu kierują się nienawiścią do tego państwa i uważają, że w ogóle go powinno nie być." - Jerzy Targalski

https://vod.gazetapolska.pl/24...

Obrazek użytkownika Ryszard Surmacz

04-06-2021 [20:12] - Ryszard Surmacz | Link:

@ Waszmość
Bardzo trafne stwierdzenie Targalskiego.

Obrazek użytkownika Obserwator_3

04-06-2021 [15:25] - Obserwator_3 | Link:

Dzień dobry Panie Ryszardzie

Próbuję się z Panem skontaktować telefonicznie, niestety, Pana numer jest niedostępny. Mogę prosić o telefon?

Pozdrawiam