Magia namiętności – odcinek (2)

Wniebowzięcie 
Drugiego dnia pod wieczór, „Batory” zbliżał się do portu w Kopenhadze. W oddali widać było migoczące światła portowego miasta. Wsparty o burtę czuł podmuch wiatru od lądu, który mu się zdawały tchnieniem wolnego świata. Z zazdrością rozmyślał, że żyją tam wolni ludzie, którzy trzymają paszporty w szufladach nie musząc o nie żebrać przy każdym wyjeździe za granicę, a potem, całymi tygodniami czekać na łaskawą decyzję stosownych urzędów. Ludzie wolni jak ptaki, mogący się udać w każde miejsce świata, kiedykolwiek zechcą. Stał wpatrzony w majaczący na horyzoncie „lepszy świat”.
Ech! Wrednie się z nami obeszła historia w tej Jałcie, pomyślał z goryczą. Zrobiło mu się chłodno. W chwili, kiedy odchodził zziębnięty od burty poczuł na plecach czyjś wzrok. Obejrzał się instynktownie i spostrzegł przycupniętą na ławce z podkurczonymi pod brodę nogami drżącą od chłodu dziewczynę. Gdy wymienili spojrzenia rozpoznał tę samą piękną brunetkę, która mu się wczoraj przyglądała ukradkiem w loży kapitana.
– Widzę, że pani przemarzła – zagadnął. – Zaraz znajdę coś do okrycia.
Na sąsiedniej ławce dostrzegł porzucony spacerowy pled. Kiedy się pochylił, by okryć nogi zmarzniętej dziewczyny poczuł coś, czego nigdy wcześniej nie doświadczył. Jakby przeskok iskry w sercu. Zakręciło mu się w głowie i prawie stracił oddech. 
– Mam na imię Ewa, usiądzie pan na chwilę? – spytała. Robi się coraz chłodniej, niech się pan też okryje.
Osłonięci wielbłądzim suknem wsłuchiwali się w milczeniu w odgłos zawodzących w oddali syren okrętowych. Fale uderzały  miarowo o burtę.
– Brrr! Zimno! – poskarżyła się, przysuwając się bliżej. Gdy ujmował w dłonie jej przemarznięte stopy wyczuł pod palcami wibrujące drżenie, a jak otulał ją pledem przyśpieszyła oddech. Poczuł, jak jej spięte ciało wiotczeje.
Pokład opustoszał. Wiatr smagał im twarze słoną bryzą. Zapomnieli o chłodzie. Oszołomieni afektem, jakiego dotąd nie znali. Gwiazdy przygasły przysłonięte ciężką chmurą. Zerwał się wicher. Wtuliła się w niego, jakby go chciała przeniknąć na wylot.   
– Chcę być z tobą! – zaskowyczał. – Chodź! – zakwiliła.
Wokół huczał żywioł, a oni zapadli się w czeluść szczęścia absolutnego w najczystszej postaci.
 
Błogosławieństwo 
Obudził się w swojej kajucie. Starał się zebrać myśli. Zdumiony nieznaną mu dotąd tęsknotą. Pomyślał o matce i Danucie, lecz szybko dotarło do niego, że to nie do nich go ciągnie. Uświadomił sobie, że tęskni za Ewą.
Nie mógł się doczekać śniadania. Łażąc od ściany do ściany liczył dłużące się minuty. W końcu ją zobaczył. Stała zajęta rozmową z jakimś przystojnym mężczyzną. Jezu! Toż to Lucjan Kydryński! – pomyślał rozpoznawszy znanego z „Rewii piosenek” prezentera. O kurczę! Ona zna takich facetów! Patrzył na Ewę urzeczony. Boże! Cóż to za przepiękna dziewczyna, pomyślał.  
Pierwszym, co przykuło jego uwagę były niewiarygodnie długie nogi zdające się sięgać szyi. Potem dostrzegł jedwabiste, ciemnobrązowe włosy opadające na wąskie biodra. Kiedy podszedł bliżej, pod ciasno opiętą bluzką dostrzegł nieduże, lecz zmysłowo wykrojone piersi. Nie wiedział wtedy jeszcze, że to jedna z najpiękniejszych kobiet Warszawy końca lat sześćdziesiątych, crème de la crème świata ówczesnej Mody Polskiej.
Ewa zdawała się znać sławnego prezentera od lat. Wyglądają jak z zachodniego żurnalu, pomyślał i poczuł piekący ból w dołku. Czyżbym był o nią zazdrosny? – zdumiał się. Jak dotąd nigdy niczego takiego nie czułem. Nie miał śmiałości podejść i przestępując z nogi na nogę udawał, że ich nie widzi. Aż wreszcie go dostrzegła i nie przerywając rozmowy skinęła przyjaźnie. Serce podeszło mu do gardła. Nie miał odwagi się ruszyć. Szczęśliwym trafem słynnego prezentera ktoś odwołał, a Ewa podbiegła i wtuliła się w niego. Znowu się zdumiał, bo mu się wydało jakby się znali od zawsze.
– Już myślałam, że się od niego nie uwolnię.
Nie wierzył, że to wszystko się dzieje naprawdę. Wiedział, że się podoba dziewczynom, ale… Oszalały ze szczęścia tulił ją nie bacząc na zgorszone spojrzenia pasażerów.
– W końcu wydusił z siebie: – Nie wiem, co się ze mną dzieje, ale nie potrafię się bez ciebie obyć! Jak cię nie ma, nie mogę sobie znaleźć miejsca! Kochana! Kochana! Kochana! – powtarzał całując jej przymknięte powieki.  
Wtuleni w siebie nie zwracali uwagi na pasażerów zmierzających na śniadanie. Opuszkami palców dotknął wytęsknionych brwi, powiek, koniuszka nosa i nabrzmiałych ust. Przywarła do niego biodrami. Czuł coraz silniejsze drżenie jej kruchego ciała. 
– Jezuuu! jęknęła, a po jej rozpalonym policzku spłynęła łza. Stali rozdygotani i w siebie wpełznięci. Spostrzegli ze wstydem, że im się ludzie przyglądają. I wówczas do nich podeszła elegancka, wciąż piękna staruszka i z pogodnym uśmiechem, za którym krył się cień smutku, powiedziała: – Kochani! Bardzo was przepraszam, lecz muszę wam coś powiedzieć. Stremowani, uśmiechali się nieśmiało. – Posłuchajcie proszę! – zaczęła, nie pytając o zgodę. – Widziałam, jak się kochacie. Nie wiem, czy macie świadomość, że to, co podarował wam Pan Bóg zdarza się niezwykle rzadko, a wielu ludziom nie przytrafia się nigdy! – powiedziała, kładąc akcent na ostatnie słowo. A po krótkim namyśle, dorzuciła ze smutkiem: – Mnie też Bóg kiedyś wyróżnił. Ale nie umiałam sprostać prozie życia. Dlatego posłuchajcie, proszę! – głos jej się załamał i przez sekundę jakby się zawahała. – Proszę mówić! – powiedzieli jednocześnie. Starsza pani wyciągnęła ku nim rękę, jakby ich chciała pobłogosławić: – Kochani! Zapamiętajcie to sobie! Choćby było nie wiem jak trudno, pielęgnujcie tę miłość! Nie pozwólcie jej zniszczyć, bo wam los takiej szansy więcej nie da.
Przysięga 
Pobiegli na dek spacerowy posiedzieć na ławce, ich ławce. Zapomnieli o śniadaniu. W czasie, gdy wszyscy zajadali wymyślne frykasy wyczarowywane przez mistrzów kuchni okrętowej, oni, przytuleni, wystawiali twarze do jeszcze ciepłego październikowego słońca. Chłodna bryza smagała ich po policzkach. Bajkowy transatlantyk pruł fale lekko wzburzonego oceanu.
– Krzysiu! Mój malutki! – szepnęła pieszczotliwie, tuląc się jak małe dziecko. – Tylko nie malutki – odparł naburmuszony. Zdążył już zauważyć, że na obcasach Ewa była od niego wyższa o dobre pół głowy. – No dobrze już, dobrze, jak będziesz grzeczny, będę chodzić boso – przekomarzała się, chichocząc.
Kiedy tak siedzieli szczęśliwi, raptem wyznała łamiącym się głosem: – Wiesz, byłam dotąd z paroma mężczyznami, lecz nie miałam pojęcia, że może mi być z kimś tak cudownie. To jest niesamowite, Krzysiu! Jak jestem przy tobie, czuję się tak szczęśliwa, że o wszystkim zapominam. Kochany mój! Tego się nie da wypowiedzieć! Kiedy byłam z robą zdawało mi się, że za chwilę umrę ze szczęścia. Chciało mi się jednocześnie śmiać, płakać, krzyczeć. To jest jakieś apokaliptyczne szaleństwo!
Oddychała głęboko, a gdy trochę ochłonęła, ścisnęła go za rękę mówiąc: – Ale im lepiej mi z tobą, Krzysiu, tym bardziej się boję. – Czego? – spytał zdziwiony. – Wiesz – zarumieniła się – Nie powiedziałam ci, że jestem mężatką. Popatrzyła na niego z przestrachem, ale nie reagował. – Andrzej, mój mąż, kocha mnie na zabój. Jest niezwykle szlachetnym człowiekiem, dobrze urodzonym i bardzo zamożnym. Świata za mną nie widzi. Oprócz mnie, o co jestem trochę zazdrosna, kocha jedynie swoją siostrę bliźniaczkę, która mieszka w Brukseli, bo ma tam świetnie prosperujące biuro architektoniczne.
Z każdym jej słowem czuł coraz dotkliwszy ból w okolicach dołka. O kurczę! Ale wielki świat!, myślał upokorzony. Z czym do gościa? Takie bogactwo, a ja, student bez grosza przy duszy. Zauważyła, że zmarkotniał i przytuliła go mocniej, jakby się obawiała, że ucieknie. Przez jakiś czas walczyła ze sobą, aż naraz, zaczęła dziko całować jego dłonie i patrząc mu w oczy przyrzekła: – Krzysiu! Mój kochany! Będę już zawsze z tobą! Zawsze i wszędzie! Na dobre i na złe! Pamiętaj! Nigdy cię nie opuszczę! Nigdy! Oszołomiony, wplótł palce w jej włosy i przyciągnął ją gwałtownie do siebie, aż pisnęła z bólu i przyrzekł: – Ja też będę z tobą i tylko z tobą! Nie dam ci zrobić krzywdy! Nie oddam cię nikomu! Za żadne skarby świata. Pamiętaj!!!
Znów świat zaczął wirować. Niebo się zapadło. Morze wystrzeliło w górę. Zdumiony, zdał sobie sprawę, że płacze ze szczęścia. Ona też płakała.
 
Brawura 
Szóstego dnia baśniowego rejsu, kiedy już byli na środku oceanu, pogoda się załamała. Kapitan przestrzegł przed nadchodzącym sztormem.
– Chodźmy na chwilę na spacer! – kusił, mimo przestróg załogi. – Zobaczmy, co Neptun potrafi! – Ale kapitan zabronił – zganiła go wzrokiem. – To niebezpieczne! – Może i niebezpieczne, ale los takiej okazji więcej nie powtórzy – namawiał do złego. No chodź! – pociągnął ją za rękę.
Kiedy z trudem udało im się wypchnąć drzwi prowadzące na pokład, uderzył ich ryk rozszalałego oceanu. – Chodź! Trzymaj się mnie mocno! – nakazał, łapiąc się poręczy. Wicher smagał ich po twarzach. Ledwie trzymali się na nogach. – Chwyć się mocno burty! – wrzeszczał na całe gardło usiłując przekrzyczeć szalejący żywioł. – Co mówisz!? Nic nie słyszę!!! – odkrzyknęła przerażona. – Wracajmy już, Krzysiu! To się może źle skończyć! – Czekaj! Jeszcze tylko chwilę! Zobaczmy to z bliska!  - kusił.
Raptem zrobiło się ciemno, a niebo pokryły ciężkie, ołowiane chmury. Wiatr zamieniał się w orkan. – Czujesz to bujanie?! – wrzeszczał jej do ucha. – To niesamowite, te fale mają chyba ze dwadzieścia metrów! – Krzysiu! Ja się boję! – pochlipywała, trzymając go kurczowo za rękę. – Spójrz tylko, co się dzieje! Czy to nie piękne? Morze zdawało się piekłem. Fale, jak spiętrzone góry stawały dęba pod niebo, by po chwili opaść huczącą kaskadą w gotującą kipiel. Wszystko wokół wyło, zawodziło, jakby pobudziły się demony. Ogromny transatlantyk huśtał się na falach jak łupinka. Stali równie przestraszeni, co zauroczeni rozwścieczonym żywiołem. Aż nagle jakaś znarowiona fala przedarła się przez burtę i na szalonych kochanków spadła góra lodowatej wody. – Wiejemy!!! – rozkazał Krzysztof, widząc, że żarty się kończą. Zmagając się z wichrem, oślepieni bryzgami słonej wody, po omacku,  w ostatniej chwili uciekli z pokładu.
Gdy zatrzasnęli za sobą metalowe wrota, Ewa wykrzyknęła: – Niezły wariat z ciebie! Lecz za to cię kocham, Krzysiu! – Może jestem szalony – uśmiechnął się. – Ale teraz wiemy, co potrafi ocean.
Sztorm wzmagał się z godziny na godzinę, a statek zmienił się w gigantyczną huśtawkę. Większość pasażerów zaniemogła, zwalona z nóg morską chorobą. Ludzie przestali schodzić na posiłki, grupując się w osi statku, gdzie najmniej huśtało.
Oddanie 
W końcu dopadło Ewę. – Krzysiu! Chyba tego bujania dłużej nie wytrzymam – skarżyła się pobladła jak papier. – Jak fala opada odnoszę wrażenie, że mózg rozsadza mi czaszkę. – To dopiero pierwszy dzień sztormu, a kapitan mówił, że może tak huśtać około pięćdziesięciu godzin – zdążyła jeszcze powiedzieć, zanim zzieleniała i w ostatniej chwili dopadła łazienki.
Wróciła chwiejąc się na nogach i ocierając pot z czoła wyszeptała zbolałym głosem: – Krzysiu, mam do ciebie prośbę. Chciałabym, żebyś mnie zostawił samą, aż ten sztorm ustanie. Przed chwilą przejrzałam się w lustrze. Żałośnie wyglądam i nie chcę, byś mnie widział w takim stanie. Zrozum. To dla mnie krępujące! Co ty wygadujesz?! – obruszył się. – Przecież ci mówiłem, że cię pokochałem na dobre i na złe. Pamiętaj! Nigdy nie zostawię cię w biedzie, choćbyś miała tyfus czy jakiekolwiek inne szkaradne choróbsko. Wierzysz mi? – Staram się – szepnęła, zbyt wyczerpana, by ciągnąć rozmowę.
Spojrzał jej głęboko w oczy: – Dla mnie jesteś piękna! – szeptał czule, wpatrując się w jej umęczoną buzię. – I nie ma żadnego znaczenia, że jesteś trupio blada, z sińcami pod oczami i bez makijażu. Sztorm wciąż się wzmagał. Statkiem zaczęło tak huśtać, że podłoga zdawała się stawać do pionu. Już drugi dzień nie jedli, a choroba morska doszczętnie wyniszczyła Ewę. Krzysztof jakoś się trzymał.
– Krzysiu! Ja już nie mam siły biegać do łazienki – wymamrotała zwinięta w kłębek. Wytrzymaj jeszcze trochę! – prosił tuląc ją czule. – I nie krępuj się! Jak będzie trzeba to wołaj.
Przez okrągłą dobę kursował tam i z powrotem, nosząc ją na rękach. Czuwał przy niej nie zmrużywszy oka. Aż kiedy ją po raz nie wiadomo, który układał na łóżku złapała go za rękę i powiedziała przez łzy: – Kochany mój! Teraz już wiem, że mnie rzeczywiście kochasz. Nikt dotąd się mną tak nie zajmował, oprócz mamy. – Cśśś! – przyłożył palec do ust. – Nic nie mów i się do mnie przytul – szeptał ocierając zwilżoną chusteczką jej spierzchnięte wargi.
– Już nieco mniej buja, sztorm powoli ustaje, zaraz ci zrobię kompres i przyjdziesz do siebie – mówił zdumiony, że go stać na czułość, jakiej wcześniej nikomu jeszcze nie okazał. Zrozumiał, czym jest autentyczna miłość. Dotarło do niego, że, po raz pierwszy w życiu, w trudnej sytuacji, ani przez chwilę nie myślał o sobie. 
 
Euforia 
Mijały kolejne dni. Bezmiar oceanu potęgował wrażenie, że są sami ze sobą na jakiejś zaczarowanej wyspie. Nie rozstawali się ani na moment. Kapitan szczęśliwej fregaty, który spostrzegł rodzącą się miłość użyczył im luksusowej kabiny, jaką trzymał dla specjalnych gości.
Rozłączali się tylko w porze obiadowej, gdyż jedli w oddzielnych turach. W czasie, kiedy schodziła na posiłki czekał na nią w barze „Lido”. I chociaż jej przy nim nie było, czuł zapach jej skóry. A kiedy wracała, z zachwytem patrzył, jak kołysząc zmysłowo biodrami stąpa majestatycznie ku niemu, jak królewska czapla.
Wszędzie bywali razem – na promenadzie, na pokładzie słonecznym, na basenie, w kawiarni, na bingo, porannych koncertach, fajfach, barach, nie odstępując się na krok. Byli nieskończenie szczęśliwi, a ich uczucie poczęło fascynować nawet największych zgorzknialców. Zrazu sceptyczni współpasażerowie zaczęli podziwiać rodzącą się na ich oczach miłość, poddając się jej magicznej mocy. Ludzie stawali się dla nich coraz bardziej mili. Zaczęli się do nich uśmiechać, pozdrawiać życzliwie.
A oni, w użyczonej przez kapitana dziupli zapadali się w siebie bez wytchnienia, dniami i nocami. Ich szaleńcza miłość buzowała nie znanym im dotąd pożądaniem. Byli wciąż siebie głodni. Sycili się sobą bez opamiętania, do utraty zmysłów, by, kiedy wracał oddech, zapaść w siebie ponownie ze zdwojoną siłą, za każdym razem żarliwiej, jakby się chcieli nacieszyć sobą na zapas przeczuwając kres nieziemskiej podróży.
 
Ocknienie 
„Batory” zbliżał się do portu w Montrealu. Na statku zapanowała nerwowość. Wszyscy się gotowali do zejścia na nowy kontynent.
Tylko oni, od rana siedzieli wtuleni w siebie w pustym barze „Lido”. Dyskretny barman zostawił ich samych. Trzymali się kurczowo za ręce. – Krzysiu! Ja nie chcę wysiadać – szeptała bliska płaczu. – Mam w nosie Amerykę, wracajmy do kraju! – O niczym bardziej nie marzę, lecz przecież wiesz, że to niemożliwe – tłumaczył. Zapadła cisza. – Za trzy miesiące wrócę do Polski – odezwał się w końcu. – To szybko przeleci. Ty w tym czasie przeprowadzisz rozwód, bo przecież mówiłaś, że od dawna żyliście z mężem w separacji. – Tak, Krzysiu! Już zdecydowałam. Tak właśnie będzie! Nie miałam odwagi ci tego powiedzieć – wyznała z wyraźną ulgą. – Będzie mi bez ciebie bardzo ciężko przez te trzy miesiące, lecz jakoś przetrzymam. Zrobię dla ciebie wszystko, bo dałeś mi coś, o czym nie miałam pojęcia – mówiła poruszona. – Nie mam wyrzutów sumienia, bo jakbym teraz została z Andrzejem, tak ma na imię mój mąż, skrzywdziłabym go w dwójnasób. Bo od pierwszej chwili, gdy tylko cię zobaczyłam, pokochałam cię, Krzysiu. Nie mogłabym już być z żadnym innym mężczyzną. Wzruszony, wydukał: – To niesamowite! Jak z jakiegoś tandetnego romansu. Ale, wierz mi, chciałem ci przed chwilą powiedzieć słowo w słowo to samo! Kochanie ty moje! Już wiem na pewno. Pan Bóg darował nam coś, co się przytrafia jedynie wybrańcom. Teraz zrozumiałem, że gros ludzi przechodzi przez życie w złudnym przekonaniu, że się kochają, nie mając pojęcia, czym może być miłość. Przez chwilę się zawahał i dalej ciągnął: – Ja też już bym nie mógł wrócić do Danuty. Ach! Zapomniałem ci powiedzieć, że miałem w Polsce narzeczoną. Wiem, że jej wyrządzę okropną, niczym nie zawinioną krzywdę. Bardzo mnie to boli. Lecz czuję, że już z nią nie będę, bo i tak by wyczuła, że pokochałem kogoś innego.
Przez chwilę zapomnieli o rozstaniu, ale ból powrócił. Wyszli bez słowa na pokład. Choć lądu nie było widać instynktownie wyczuwali bliskość kontynentu, który miał ich rozdzielić. – Tak się cieszyłem na tę Amerykę, a teraz ją przeklinam – burknął ze złością Krzysztof. – A ja, marzyłam o tym Expo w Montrealu. I co? Jedno, czego bym teraz chciała, to wrócić z tobą natychmiast do Polski.
Poczłapali do kajuty darowanej im przez kapitana. Długo leżeli obok siebie bez słowa, porażeni wizją zbliżającego się rozstania. – Wiesz, Krzysiu? – odezwała się pierwsza. – Nie uwierzysz, co wymyśliłam? – Jak tylko mi zapłacą za pokazy, przyjadę do ciebie do Stanów. Mam w konsulacie w Toronto znajomych i może załatwią mi wizę. Wówczas odwiedzę cię w Chicago. Spojrzała mu głęboko w oczy: – A teraz już idź, Krzysiu! – wyksztusiła przez łzy. – Idź i nie żegnaj się ze mną, bo tego nie zniosę. Pamiętaj, że cię kocham każdą cząstką siebie, całą duszą i sercem, a od tej chwili, moje życie będzie już tylko czekaniem na ciebie. Idź! Kochany! Proszę!!! 
Powoli ruszył do wyjścia. W mózgu świszczał mu jakiś nieznośny, metaliczny dźwięk. Trudno mu było oddychać. Wyszedł na pokład zaczerpnąć powietrza. Ocknął się na ławce. Tej samej, na której przed dziesięcioma dniami zobaczył zmarzniętą Ewę. Nie bacząc na chłód przesiedział do białego rana. O brzasku, powlókł się do swojej kajuty, gdzie wpadał tylko czasami, żeby zmienić rzeczy. Uprzytomnił sobie, że się nie spakował. Bez składu i ładu powrzucał do walizki rozrzucone ciuchy.
Ktoś zapukał do drzwi. Zerwał się z nadzieją, że to może ona. Niestety. Steward przypominał o porze śniadania. Usiadł przy pustym stoliku. W jadalni już nie było nikogo. Na pytanie, co podać, poprosił o cokolwiek do picia. – Może pan jednak coś zje – namawiał kelner. – Jedzie pan do Chicago, a to kawał drogi. – Nie, dziękuję – odparł. – Jak pan sobie życzy. Mimo to przyniosę drylowanego grejpfruta, dobrze panu zrobi. Porządny gość, pomyślał, łykając łapczywie kawałki soczystego owocu.
Dopadła go znowu chandra. Pójdę jeszcze chwilę posiedzieć na naszej ławce, zdecydował. I nie wiadomo jak długo by tam jeszcze siedział, gdyby nie głos stewarda, który napominał, że już najwyższa pora na zejście ze statku.
W czasie odprawy celnik zapytał o bagaż. – Słucham? – spytał Krzysztof. – Bagaże! Nie ma pan bagażu? Z zamyślenia wyrwało go wołanie zdyszanego stewarda: – Proszę pana! Proszę pana!  Zapomniał Pan o walizkach.
 
Zawstydzenie 
Oprzytomniał, gdy zszedł na nabrzeże i jego uwagę przykuła szokująca scena. Kanadyjscy celnicy odbierali siłą schodzącym ze statku Polakom przedmioty niespełniające lokalnych wymogów higieny. Gdy się przyjrzał bliżej, zdumiał się, z kim podróżował na kultowym statku. Byli to bowiem podróżujący na najniższym pokładzie ziomkowie jadący do Ameryki na stałe. Słowem – emigranci, a dokładniej rozwrzeszczane hordy rodaków z Podhala i tak zwanej Ściany Wschodniej.
Jezu! A cóż to za buractwo! Nie miałem pojęcia, że takie okazy mieszkają w moim kraju – pomyślał ze wstydem, gdyż o czymś podobnym czytał w „Ptaku Malowanym”, którego niedawno połknął w jakimś broszurowym wydaniu z drugiego obiegu. Czytając był przekonany, że to literacka fikcja. Niestety to, co zobaczył zdawało się przemawiać za racją autora. Z niedowierzaniem patrzył, jak prostacki ludek walczy z celnikami o swoje. Nasi emigranci wieźli ze sobą za wodę pożółkłe pierzyny, dziurawe poduszki, szafliki, miednice, żeliwne nocniki, sznury suszonych grzybów i opasłe pęta zzieleniałej kiełbasy domowej roboty. Urosła tego całkiem spora sterta, a Krzysztof po raz pierwszy na amerykańskiej ziemi zawstydził się, że pochodzi znad Wisły.
Ta odrażająca scena tak go zbulwersowała, że przez chwilę zapomniał o rozstaniu z Ewą. Bezradna gawiedź, nie znająca żadnego obcego języka biegała bez ładu i składu z zawieszonymi na szyi na konopnym sznurku tekturkami z nazwiskiem i celem podróży. No, no, nieźle się zaczyna, pomyślał.
Szczęśliwie wkrótce podstawiono autokary, które miały to bractwo przewieźć na dworzec kolejowy, skąd się mieli rozjechać, do różnych miast Kanady i Stanów Zjednoczonych. I tu się zaczęła prawdziwa masakra. Bowiem brać polska ruszyła kupą na podjeżdżające autobusy. Pośród wrzasków, jęków, przekleństw i złorzeczeń, taszcząc bagaże, jeden przez drugiego, tratując się wzajemnie parli do przodu jak stado baranów tarasując przejście. Ktoś wrzeszczał: – Dzieci! Dzieci! Ludzie! Stratujecie dzieci!
Kurwa! Gdzie ja jestem? – pomyślał.  Przecież to bezrozumne stado na śmierć się zadepcze! Odwrócił się nie chcąc dalej oglądać tej żałosnej sceny. Upychanie rodaków trwało prawie dwie godziny. A gdy wrzawa ucichła, bez żadnych problemów wsiadł do autokaru.
Ruszyli w kierunku kolejowego dworca. Z rozdziawionymi ustami przyglądał się rozłożystym limuzynom sunącym po wielopasmowych jezdniach. Patrząc na płynące po gładkich jak stół autostradach eleganckie fordy, szykowne chevrolety, dystyngowane cadillaki i sportowe mustangi z zawstydzeniem myślał o polskich dziurawych drożynach, gdzie straszyły toporne warszawy, pokraczne syreny i śmieszne trabanty. 
Gdy wsiadał do ekspresu Montreal – Chicago, rozegrała się równie żenująca scena. Polacy zajęli wagony pierwszej klasy, a kiedy ich poproszono o wyjście towarzystwo zawyło, że chyba po ich trupie. W efekcie pociąg odjechał z dużym opóźnieniem, a zawstydzony Krzysztof zrozumiał, dlaczego tak trudno o wizę do Stanów.

Krzysztof Pasierbiewicz
 
CDN w następnym odcinku
 
Poprzednie odcinki:
Odcinek 1 - http://salonowcy.salon24.pl/65...

 

Forum jest miejscem wymiany opinii użytkowników, myśli, informacji, komentarzy, nawiązywania kontaktów i rodzenia się inicjatyw. Dlatego eliminowane będą wszelkie wpisy wielokrotne, zawierające wulgarne słowa i wyrażenia, groźby karalne, obrzucanie się obelgami, obrażanie forumowiczów, członków redakcji i innych osób. Bezwzględnie będziemy zwalczali trollowanie, wszczynanie awantur i prowokowanie. Jeśli czyjaś opinia nie została dopuszczona, to znaczy, że zaliczona została do jednej z wymienionych kategorii. Jednocześnie podkreślamy, iż rozumiemy, że nasze środowisko chce mieć miejsce odreagowywania wielu lat poniżania i ciągłej nagonki na nas przez obóz "miłości", ale nie upoważnia to do stosowania wulgarnego języka. Dopuszczalna jest natomiast nawet najostrzejsza krytyka, ale bez wycieczek osobistych.

Komentarze

Obrazek użytkownika NASZ_HENRY

11-06-2015 [17:10] - NASZ_HENRY | Link:

Nauka twierdzi, że gatunek Australopithecus Homo Erectus wymarł a tu się okazuje, że jeden osobnik przeżył do naszych dni i popisuje się na NB ;-)

Obrazek użytkownika mada

11-06-2015 [21:08] - mada | Link:

Jak nie wierzysz w to co napisane - zapytaj panią Ewę.

Obrazek użytkownika Domasuł

11-06-2015 [22:57] - Domasuł (niezweryfikowany) | Link:

Panie Krzysztofie, coś jest nie tak. Nie dość że pana tu obsobacza ta hałastra, to jeszcze nic nie można na nich napisać, bo nie przechodzi przez cenzurę. Mimo że nie użyłem żadnych wulgaryzmów. Ciekawe czy to przejdzie. Czekam na kolejne odcinki powieści. Czyta się super :)

Obrazek użytkownika Krzysztof Pasierbiewicz

12-06-2015 [09:46] - Krzysztof Pasie... | Link:

@Domasuł

"coś jest nie tak. Nie dość że pana tu obsobacza ta hałastra, to jeszcze nic nie można na nich napisać, bo nie przechodzi przez cenzurę..."
--------------
Chyba ma Pan rację, bo odpowiedziałem Panu, a mojej odpowiedzi nie widzę.

Obrazek użytkownika maks jamnicki

12-06-2015 [02:05] - maks jamnicki | Link:

Hm, co najciekawsze, te "hordy rodaków z Podhala i tzw. Ściany Wschodniej", to "buractwo" i "okazy" w czasie wojny i po wojnie okazało się najbardziej bitnym i patriotycznym elementem, nieprzekupnym i nieprzejednanie antykomunistycznym, z ofiarną i waleczną partyzantką, zwalczaną przez komunistyczny reżim jeszcze wiele lat po wojnie. Patriotyzm i ofiarność który przeszedł próbę ognia i cierpień.Sam znam wioskę na Podkarpaciu, gdzie na ok 300 domów i rodzin, nie było jednego gospodarstwa, gdzie by nie mieszkała osoba zaprzysiężona i aktywna w działalności AK, a koło Lublina gdzie się ukrywał i zginął od kul UB w r. ....1963 ostatni partyzant Józef Franczak ps."Lalek", według akt dostawł pomoc od około 200 okolicznych osób i nikt go nie wydał przez te lata. Niebywałe. Właśnie tydzień temu byłem złożyć kwiaty i zapalić znicz na jego grobie. Zresztą właśnie tam na "ścianie wschodniej" miło by mi było dożyć żywota, póki jeszcze zdrowie do zmiany dopisuje, pomiędzy zwykłymi ludźmi, ze zwykłymi wadami i zaletami, ale PATRIOTAMI z dziada pradziada. Piękne okolice, Rzeszów, Lublin. Co zabawne, właśnie te okolice wspomniane przez autora, potomkowie tych "poduszek, pierzyn i nocników" z Podhala i "ściany wschodniej", dały szansę reszcie Polski na zmiany i zwycięstwo Dudy, nadzwyczajnie się mobilizując z frekwencją i dając naszemu kandydatowi czasami ponad 80%!!! głosów. Nękane przez PO, będąc zresztą już cywilizacyjnie dużo dalej niż na ścianie zachodniej takie zachodniopomorskie czy lubuskie, też kilka innych, wiem bo bywam a na ścianie zachodniej przemieszkałem długie lata. Ale playboye, bez względu na wiek nie zrozumieją co jest ważne, że woda święcona cywilizacyjnie ważniejsza niż woda kolońska, i że główna postać cywilizacji i kultury łacińskiej, PAN ŚWIATA, urodziła się na sianku, w stajence, może nawet obórce. I że teraz , o paradoksie jak zwykle, to Podhale i "ściana wschodnia", swoimi głosami, jest głównym obrońcą cywilizacji łacińskiej dla Europy , w tych dniach właśnie, w tym roku. Europa i Polska zrozumie to dopiero kiedyś. Jeśli nie zabraknie tych głosów razem, wspólnych, Polaków. Ale playboyów też trochę rozumiem i się nie gniewam, krew nie woda, wszyscy jesteśmy dziećmi Bożymi,razem ze swoimi namiętnościami. Tylko dziwne miejsce na taki kawałek o tych "okazach" których szanuję, i wielu lubię.

Obrazek użytkownika Krzysztof Pasierbiewicz

12-06-2015 [10:00] - Krzysztof Pasie... | Link:

@max jamnicki

"krew nie woda, wszyscy jesteśmy dziećmi Bożymi,razem ze swoimi namiętnościami..."
-----------
I tego należy się trzymać.

To, co Pan napisał w komentarzu to prawda, ale obowiązkiem autora książki biograficzno wspomnieniowej jest wierny opis tego, co przeżył i na własne oczy widział. I myślę, że właśnie dlatego przezacna witryna ARCANA wydała "Magię namiętności". Jest to wydawnictwo wydające poważne dzieła i traktaty historyczne, a jak mi mówili moją książkę wydali, bo jest to wierny zapis fragmentu historii PRL-u, a ten okres jest stosunkowo rzadko opisywany w literaturze. Przekona się Pan o tym czytając, jeśli zechce oczywiście, następne odcinki. Wtedy Pan zrozumie, że jest to bardzo patriotyczna książka. Mówiłem o tym w Księgarni Gazety Polskiej w Krakowie: http://www.youtube.com/watch?v...

Pozdrawiam,
Krzysztof Pasierbiewicz

Obrazek użytkownika maks jamnicki

12-06-2015 [12:05] - maks jamnicki | Link:

Szczerze? I bez znieczulenia. Nie chciałem oceniać, ale sam Pan sie prosi. Dla mnie Pana książka mogła by zająć poczesne miejsce w jakimś przyszłym muzeum literatury grafomańskiej.. Kiedyś w życiu przeczytałem dla "poznania tematu" kilka przedwojennych książęk z literatury tzw. "dla kucharek" i to jest coś tak, tylko bardziej współcześnie. Ale........ osobiście gragomanię traktuję jako osobny gatunek literacki, jak np fantastykę i autorów jako ludzi-autorów szanuję. Po prostu jest to twórczość orginalna, bydowana najczęściej na realnych, żywych emocjach autora. Piszący podejmuje ryzyko ośmieszenia się albo zdobycia poklasku a to cenię bardziej, niż wtórne, bezpieczne i często przemądrzałe analizy krytyków literackich, będących samym sobie literacko bezpłodnymi lub nie mającymi odwagi zaryzykować i napisać coś swojego, "oryginalnego" w formie. Pan zaryzykował, spotyka Pana zasłużona ironia, ale Pan zawalczył. Przyznam, że dzisiejszy fragment dla mnie zahacza momentami o groteskę, Mniszkówna była jednak literacko lepsza. Ale czytał będę. ARKANA? Zapis fragmentu historii PRLu? Może? Moim zdaniem zrobili błąd,wyszli ze swojej konwencji wydawniczej, ale może to po prostu taki ich żarcik, ktoś wykazał poczucie humoru. A może po prostu Pan z Krakowa, prof. Nowak też z Krakowa, uprzejmość. Pan wybaczy, nie wydaje mi sie by gdzie indziej w Polsce ten "zapis czasu" Panu wydali. Pozdrawiam.

Obrazek użytkownika Krzysztof Pasierbiewicz

12-06-2015 [13:17] - Krzysztof Pasie... | Link:

@max jamnici

"Szczerze? I bez znieczulenia. Nie chciałem oceniać, ale sam Pan sie prosi. Dla mnie Pana książka mogła by zająć poczesne miejsce w jakimś przyszłym muzeum literatury grafomańskiej..."
-------------
Szczerze? To po jaką cholerę Pan czyta moją powieść. Przecież obowiązku niema. A więc coś Pana jednak ciągnie do tej lektury. Czyżby Pan był masochistą? Pozdrawiam Pana.

Obrazek użytkownika mada

12-06-2015 [14:04] - mada | Link:

Pisać każdy może...
A ja i nie tylko ja z pewnością, chciałbym żeby podzielił się pan z nami swoją wiedzą. Proszę przystępnie napisać cykl wykładów o geologii. Będzie z tego największa korzyść. Szkoda czasu na przekomarzania.
Mam pytanie:
Przeczytałem ostatnio, że geolodzy przesunęli granicę permu o 20 mln lat. Na jakiej podstawie można robić takie dokładne datowania?

Obrazek użytkownika Krzysztof Pasierbiewicz

12-06-2015 [18:16] - Krzysztof Pasie... | Link:

@mada

"A ja i nie tylko ja z pewnością, chciałbym żeby podzielił się pan z nami swoją wiedzą. Proszę przystępnie napisać cykl wykładów o geologii..."
--------------
Miałem jeszcze lepszy pomysł pisząc podręcznik pt. "Geological English". Do dnia dzisiejszego nasi absolwenci, którzy obecnie pracują na wszystkich kontynentach dziękują mi za tę książkę, która w znakomitej większości przypadków ułatwiła im istotnie zagraniczną karierę zawodową - vide: http://www.wydawnictwoagh.pl/K... oraz http://salonowcy.salon24.pl/41...
Polecam także w wolnej chwili wysłuchanie mojej mowy pożegnalnej, którą wygłosiłem w obecności rektora odchodząc na uczelnianą emeryturę: http://youtu.be/9WntjK-aUBE

Obrazek użytkownika maks jamnicki

12-06-2015 [15:55] - maks jamnicki | Link:

Napisałem Panu, że traktuję grafomanię jako dość ciekawy, osobny gatunek literacki. I w tym refleksie , rzucie oka na tamtejsze czasy też coś jest, ja się naprawdę nie torturuję, czytam z zaciekawieniem. Ba, szczerze, ciekawi mnie nawet jak się rozwiną losy bohaterów książki. To znaczy pewnie, że gawędziarzem jest Pan dobrym a pisarzem może nie, ja też pewno nie, więc bez obrazy. Ale Pan zdaje się tego nie rozumie :). Przepraszam. Jak Pan już nic nie napisze pogardliwie o byłych i teraźniejszych mieszkańcach "ściany wschodniej" to ja nie będę się czepiał.

Obrazek użytkownika Krzysztof Pasierbiewicz

12-06-2015 [17:38] - Krzysztof Pasie... | Link:

@max Jamnicki

"Napisałem Panu, że traktuję grafomanię jako dość ciekawy, osobny gatunek literacki..."
-------------
Szanowny Panie,
Obydwoje wiemy, że ludzie już prawie książek nie czytają. A jak czytają, to właśnie harlekiny albo komiksy obrazkowe. Już długo przed napisaniem "magii" zdecydowałem, że wyrzekam się nadmiernych ambicji literackich, bo jak napiszę rzetelna historyczną książkę, to prawie nikt jej do ręki nie weźmie, a szczególnie młody. Dlatego napisałem "telenowelę". I z tego co wiem, młodzi ludzie jednym tchem ją pochłaniają. Niestety. Taki czasy i ani Pan, ani ja tego nie zmienimy. Pozdrawiam Pana.

Obrazek użytkownika Krzysztof Pasierbiewicz

12-06-2015 [13:27] - Krzysztof Pasie... | Link:

@max jamnicki

"A może po prostu Pan z Krakowa, prof. Nowak też z Krakowa, uprzejmość. Pan wybaczy, nie wydaje mi sie by gdzie indziej w Polsce ten "zapis czasu" Panu wydali..."
-----------------
Szanowny Panie,
Z całym szacunkiem, ale panu naprawdę jest potrzebna pomoc stosownego lekarza specjalisty, o ile w ogóle jeszcze jakiś medyk może Panu pomóc. A profesorowi Nowakowi mógłby Pan ewentualnie nosić teczkę, choć wątpię, czy by się na takiego pomagiera zgodził. Pozdrawiam

Obrazek użytkownika maks jamnicki

12-06-2015 [16:05] - maks jamnicki | Link:

Za profesorem Nowakiem byłbym gotów teczkę nosić, to prawda. Współczesnych "profesorów" nie toleruję, zeszło to wszystko na psy, często lewicowe i lewackie kundle/chociaż nie zawsze lewackie, vide Niesiołowski/ przerost formy nad treścią, ale nie tak, żebym wszystkich nie szanował. Profesor Nowak jako profesor i patriota jest dla mnie człowiekiem wybitnym, noszenie za nim teczki ujmy by mi nie przyniosło. A czy by się zgodził? Z uprzejmości pewno nie. Tak jak może z uprzejmości wydrukował Pana wspomnienia. Na wspominki są inne działy, ale cóż, stało się. I teraz podejrzewają go, może niesłusznie, o być może nieświadome krakowskie kumoterstwo. A taka poważna Oficyna.

Obrazek użytkownika Krzysztof Pasierbiewicz

12-06-2015 [18:03] - Krzysztof Pasie... | Link:

@Max Jamnicki

"Tak jak może z uprzejmości wydrukował Pana wspomnienia. Na wspominki są inne działy, ale cóż, stało się. I teraz podejrzewają go, może niesłusznie, o być może nieświadome krakowskie kumoterstwo. A taka poważna Oficyna..."
------------
Szanowny Panie,
Jeszcze Pańskie prawnuki będą się wstydzić za te Pańskie słowa. Przekona się Pan o tym już niedługo. Pozdrawiam Pana.

Obrazek użytkownika Krzysztof Pasierbiewicz

12-06-2015 [10:45] - Krzysztof Pasie... | Link:

@Max jamnicki

"Ale playboye, bez względu na wiek nie zrozumieją..."
-----------
Myślę, że nie rozumie Pan znaczenia słowa "playboy", albo lepiej, rozumie je Pan tak, jak chce rozumieć, niekoniecznie z definicją tego słowa.
I jeszcze jedno.
Z całym szacunkiem, ale odnoszenie dziejów Krzysztofa z powieści "Magia namiętności" do wyboru Andrzeja Dudy na Prezydenta to już niebezpieczna aberracja i swoiste fixum dyrdum. Proszę się nad tym z łaski swojej w wolnej chwili na spokojnie zastanowić. Pozdrawiam Pana.

Obrazek użytkownika maks jamnicki

12-06-2015 [13:03] - maks jamnicki | Link:

Przyznaję, że najbardziej "rozbawiła mnie" ta młoda dama, co to juz kilku miała, teraz jest zamężna, ale jeszcze dłuuuuugie lata przeróżnych namiętności i rejsów przed nią. "Dobra kandydatka" na żonę. Nadanie głównemu bohaterowi wprost imienia Krzysztof jest co nie co "ryzykowne". Tak, mam swoje patriotyczne fixum dyrdum na tle np tzw "ściany wschodniej". Więc jak jeszcze w Pana książce trafię na takie megalomańsko - wyższościowe i pogardliwe fragmenty o tych Polakach, to dam po łapach. Ale ufam, że już nie będzie tego tematu. Pozdrawiam.

Obrazek użytkownika Krzysztof Pasierbiewicz

12-06-2015 [13:14] - Krzysztof Pasie... | Link:

@max jamnicki

"Przyznaję, że najbardziej "rozbawiła mnie" ta młoda dama, co to juz kilku miała... Więc jak jeszcze w Pana książce trafię na takie megalomańsko - wyższościowe i pogardliwe fragmenty o tych Polakach, to dam po łapach..."
--------------
Szanowny Panie,
To zdanie zadecydowało, że dla mnie nie jest Pan partnerem do dyskusji. Więc zamiast lektury mojej książki polecam Kółko Różańcowe w pobliskiej parafii. A po łapach może Pan ewentualnie dać swoim wnukom, lecz przypominam, że jest to obecnie czynność karalna. I na tym kończę dyskusję z Panem. Pozdrawiam.

Obrazek użytkownika maks jamnicki

12-06-2015 [16:14] - maks jamnicki | Link:

Rzeczywiście coraz bliżej mi do kółka różańcowego. Dobry pomysł. Ja tylko grzecznie uprzedziłem, by Pan "moich", których szanuję, w swoich wspominkach nie karykaturował. Jeszcze ten "Malowany ptak", następna karykatura, wymyślona zresztą. A Pan zrobi wedle swojej woli . Wszyscy mamy wolną wolę, i Pan i ja. Pozdrawiam :)

Obrazek użytkownika Krzysztof Pasierbiewicz

12-06-2015 [17:24] - Krzysztof Pasie... | Link:

@Max Jamnicki

"Ja tylko grzecznie uprzedziłem, by Pan "moich", których szanuję, w swoich wspominkach nie karykaturował. Jeszcze ten "Malowany ptak", następna karykatura, wymyślona zresztą..."
----------------
Szanowny Panie,
Rozumiem, że z przyczyn patriotyzmu lokalnego nie było Panu miło czytać tego opisu. Ale proszę zważyć, że scena, którą wiernie opisałem miała miejsce 50 lat temu. I to nie ja, lecz Pan usiłuje zamazać prawdę. A jak mi Pan nie wierzy to proszę zapytać starszych ludzi, którzy w tamtych latach płynęli "Batorym" do Montrealu. Ale nie "Stefanem Batory", lecz pływającym przed nim transatlantykiem "MS BATORY". Sceny jakie się wtedy rozgrywały przy opuszczaniu okrętu przez naszych rodaków były słynne na cały świat. Powiem Panu więcej. Kapitan Batorego powiedział mi wtedy, że to towarzystwo nie dostawało karty wyokrętowania, dopóki nie okazało poświadczenia od stewarda łazienkowego, że się wykąpali. A wie Pan dlaczego? Bo Kanadyjskie Linie Kolejowe wożące to bractwo do Chicago oficjalnie do władz polskich zaprotestowały - tak to towarzycho śmierdziało. Taktownie przemilczałem to w książce, ale Pan mnie zmusił bym teraz o tym napisał.
No i na co to Panu było? Chciał mnie Pan przyłapać na fantazjowaniu, a sam się Pan skompromitował. Wszystko jest do sprawdzenia. Pozdrawiam Pana i szczerze radzę, by na drugi raz Pan pomyślał, zanim chlapnie coś niemądrego. Pozdrawiam Pana.

Obrazek użytkownika maks jamnicki

13-06-2015 [04:25] - maks jamnicki | Link:

Hm, to nie "patriotyzm lokalny". Jako człowiek który ma fixum dyrdum na temat "ściany wschodniej" którą studiuję empirycznie i teoretycznie od wielu lat i doceniam, wiem komu najbardziej zawdzięczamy np zwycięstwo Dudy i wszelkie nadzieje na zwycięstwo polskich patriotów. A urodziłem się i do kilkunastu lat wychowałem w Poznaniu, skąd był mój ojciec, po czym większość życia przemieszkałem na Dolnym Śląsku i we Wrocławiu. I właśnie dlatego, że widzę różnice w podejściu do patriotyzmu , bezinteresownie będę "ściany wschodniej" bronił do upadłego, w nich pokładając nadzieję. Małopolska się nie wyludni. A wobec nich PO prowadzi politykę na wyludnienie/np. blokada budowy autostrady Północ-Południe, teraz Świdnik i inne znaki/. Jakby PO się udało ziemie od Rzeszowa do Białegostoku "unowocześnić" tzn "ugenderowić" itd., szanse na wyborcze zwycięstwa patriotów a więc odrodzenie Polski stają się nikłe. Zabraknie głosów.To nie żarty. Przepraszam, taką gębę dorobiono "ścianie wschodniej", że mnie to wkurza. Stare miasto w Lublinie jest unikalne, jak pokazuję zdjęcia znajomym, kręca głowami, zaskoczeni. Przejeżdżam co roku latem te ziemie wzdłuż i wszerz na rowerze, raz tu, raz tam. To sa świetne ziemie i świetni ludzie. Jak wszyscy inni, a swojej masie, w wiekszości, wiedzą co jest ważne. I w jakiż to niby sposób, miało by się DZISIAJ woj. Zachodniopomorskie porównać z Podkarpackim? W żaden. 2 do 1 dla Podkarpacia, na każdym polu i w każdej dziedzinie. Do tego zachodniopomorskie "niemczeje", a co jest dopiero okaże się, gdy wyjdzie ile ziem na podstawione osoby wykupione jest przez Niemców. Rozpisałem się.

Obrazek użytkownika Krzysztof Pasierbiewicz

12-06-2015 [18:54] - Krzysztof Pasie... | Link:

@Max jamnicki

Szanowny Panie,
Muszę przyznać, że podziwiam Pana, gdyż ocenił Pan książkę przeczytawszy zaledwie połowę wstępu. Więc z tego powodu faktycznie jest Pan krytykiem niezwykłym. Pozdrawiam Pana.

Obrazek użytkownika Ebi

12-06-2015 [18:52] - Ebi | Link:

Panie Krzysztofie proszę pisać wspomnienia , czekam na kolejne części . Bloger Marek Mojsiewicz udostępnia w odcinkach powieść „ Klechda Krakowska „ i również czekam na kolejny odcinek . Pozdrawiam

Obrazek użytkownika Krzysztof Pasierbiewicz

12-06-2015 [20:33] - Krzysztof Pasie... | Link:

@Ebi

Przyrzekam zatem, że opublikuję na NB całą moją powieść autobiograficzną pt. "Magia namiętności". Prawdziwa akcja rozpocznie się od następnego, trzeciego odcinka. Pozdrawiam serdecznie.

Obrazek użytkownika HenrykHenry

12-06-2015 [22:06] - HenrykHenry | Link:

"Ebi" sie juz ze...l ze szczescia. Taki pisarz , taaaaka ksiazka.

Obrazek użytkownika Krzysztof Pasierbiewicz

12-06-2015 [23:35] - Krzysztof Pasie... | Link:

@HenrykHenry

Wiem, że Pana może zadowolić jedynie Ulisses Jamesa Joyce'a i to nie do końca. Podziwiam Pańskie literackie wyrobienie. Ale jakby się Pan przypadkiem nie mógł wyrobić proszę się nie krępować i skontaktować ze mną. Mam receptę na niezawodny środek. Działa bez przerywania snu. Z grafomańskim pozdrowieniem, Krzysztof Pasierbiewicz

Obrazek użytkownika HenrykHenry

13-06-2015 [00:11] - HenrykHenry | Link:

Przepraszam bo nie wiem , pan to do Ulissesa czy do mnie ???

Obrazek użytkownika Krzysztof Pasierbiewicz

13-06-2015 [01:41] - Krzysztof Pasie... | Link:

@HenrykHenry

"Przepraszam bo nie wiem , pan to do Ulissesa czy do mnie ???..."
--------------
Ważne, że kumaci wiedzą!

Obrazek użytkownika HenrykHenry

13-06-2015 [00:23] - HenrykHenry | Link:

-". Ale jakby się Pan przypadkiem nie mógł wyrobić proszę się nie krępować i skontaktować ze mną"

Wie pan mnie dobre wychowanie nie pozwoliloby skorzystac z pana jako muszli klozetowej.
Ale inni - kto wie.

Obrazek użytkownika Krzysztof Pasierbiewicz

13-06-2015 [01:39] - Krzysztof Pasie... | Link:

@HenrykHenry

"Wie pan mnie dobre wychowanie nie pozwoliłoby..."
-------------
Czy mógłbym w takim razie wziąć u Pana kilka lekcji dobrych manier. Znając rangę mistrza jestem przygotowany na wysoką stawkę.

Obrazek użytkownika HenrykHenry

12-06-2015 [21:33] - HenrykHenry | Link:

"Ebi" - konto istnieje cos od dwoch godzin i od razu koment tu gdzie nalezy , potrzeba. W/g metodologi Pasierbiewicza ?! -
to musi byc "troll".

Aaaaa , a moze "profesor" tak sie czai ???. Panie Pasierbiewicz pan pisze te "badziewia" i sam se pan je "kiomentuje" ?!!!.

Zalosne.

Obrazek użytkownika Krzysztof Pasierbiewicz

12-06-2015 [22:30] - Krzysztof Pasie... | Link:

@HenrykHenry

"Żałosne..."
----------
Ma pan rację. Żałosne. Nawet bardzo!

Obrazek użytkownika angela

12-06-2015 [19:12] - angela | Link:

Ludzie smierdza biedą, z niedostatku przyzwyczajają sie do ubostwa, ale jak ktos notorycznie cuchnie wódą, i to z własnego wybory, to dla niego tlumaczenia nie ma.
I niech nie wypisuje, w alkoholowym amoku bredni szkalujacych Polako, patriotow.
I niech nie umiejscawia, biednych, szlachetnych, CZYSTYCH DUCHOWO ludzi, w brudzie, w ktorym żyl i nadal zyje tymi chorymi i brudnymi marzeniami.
Bez pozdrowienia i bez odbioru, p drrrr

Obrazek użytkownika Krzysztof Pasierbiewicz

12-06-2015 [20:37] - Krzysztof Pasie... | Link:

@angela

Nie posłucham Pani i podziękuję za ten wyjątkowo elegancki i merytoryczny komentarz. Krzysztof Pasierbiewicz

Obrazek użytkownika Domasuł

12-06-2015 [23:37] - Domasuł (niezweryfikowany) | Link:

Panie Krzysztofie, jakim sposobem pan przyciąga takie postacie jak Angela? Jakaś pana sąsiadka, której pana pies obsikał wycieraczkę czy co? :)

Obrazek użytkownika Krzysztof Pasierbiewicz

13-06-2015 [09:02] - Krzysztof Pasie... | Link:

@Domasuł

"Panie Krzysztofie, jakim sposobem pan przyciąga takie postacie jak Angela? Jakaś pana sąsiadka, której pana pies obsikał wycieraczkę czy co? :)..."
------------------
Pisałem już wielokrotnie. To robota pewnego profesora, który chce rozbić mój blog i odgonić ode mnie komentatorów. Ale zbyt piękna pogoda, byśmy dziś o takich małych ludziach rozmawiali. Pozdrawiam Pana ze słonecznego Krakowa.