Pszenica i GMO


Z mieszanymi uczuciami obserwuję kampanię i kontr-kampanię za i przeciw GMO.

Otrzymuję od dawna alarmujące doniesienia od organizacji Międzynarodowa Koalicja dla Ochrony Polskiej Wsi – ICPPC. Wszyscy chyba się z nimi zetknęliśmy, gdyż działacze potrafią dotrzeć do serc i sumień. Choćby z czystej przekory jestem przeciwnikiem GMO, powinienem się więc cieszyć z tego, że są ludzie, którzy bezinteresownie podzielają mój niepokój.

Jedna rzecz jednak od dawna nie daje mi spokoju. Otóż ś. p. Zbigniew Przybylak w swym świetnym poradniku ogrodniczym 200 eko sposobów na zdrowy ogród wspomina o tajemniczych nasionach F1, jako o nierozpoznanym zagrożeniu.

Z nasionami tymi każdy ogrodnik-działkowiec musiał się zetknąć. Większość nasion ogórków dostępnych w sprzedaży detalicznej to nasiona mieszańcowe. Odmiany tradycyjne należą do rzadkości. Nasiona mieszańcowe w zasadzie powstają tak, że w dwu równoległych pasach wysiewane są specjalnie dobrane odmiany macierzyste. W jednym pasie rosną rośliny męskie, w drugim żeńskie. Na skutek zapylenia powstałe nasiona łączą cechy obu odmian.

Niestety, nasiona mieszańcowe są nasionami jednorazowego użytku. Nie można więc wyhodować własnych nasion i spodziewać się dobrych plonów; trzeba zapłacić za kolejne nasiona centrali nasiennej.

Opisana wyżej metoda uzyskiwania nasion mieszańcowych jest dość tradycyjna. Obecnie – jak podaje Przybylak - „rośliny mateczne zniekształca się, deformuje różnymi substancjami chemicznymi (niekiedy silnymi truciznami), zabiegami hodowlanymi tam drastycznie, że niekiedy wydaje się to równie groźne, jak modyfikacja genetyczna. Także same ziarna, nasiona i ich embrony poddawane są różnym manipulacjom, by zmienić ich cechy, wywołując sztuczne mutacje w kodzie genetycznym, np. poprzez promieniowanie rentgenowskie”.

Przybylak konkluduje: „Dlatego F1 określiłbym nawet mianem >małe GMO<”.

Autor uważa stosowanie nasion i uprawę roślin mieszańcowych F1 za „niedopuszczalną moralnie”. Każdy ma prawo do własnej oceny, choć zwykły ogrodnik ma kompetencje ograniczone do oceny tego, co wyhoduje na grządce. Pan Zbigniew uważa, że „Uprawa roślin odmian F1 metodami tradycyjnymi i ekologicznymi jest bardzo zawodna. Zwłaszcza dotyczy to przydomowych ogrodów i mniejszych gospodarstw prowadzonych tradycyjnie, w których preferuje się własne, organiczne nawożenie i ogranicza do minimum ochronę roślin”.

Jakie wnioski z tego płyną, nietrudno zgadnąć. Przybylak wymienia kilkanaście realnych lub potencjalnych zagrożeń. Wymienię tylko kilka z nich, bo ich ocena nie wymaga specjalnych kompetencji:

„- upowszechnienie roślin F1 prowadzi do zaniku tradycyjnej kultury rolnej, gdyż odmiany mieszańcowe wymagają innego stylu uprawy, niż tradycyjne. Rośliny z nasion F1 trudniej jest uprawiać w sposób ekologiczny;
(...)
- w razie katastrof, anomalii klimatycznych, istnieje wielkie zagrożenie całej puli nasion;
- brak różnorodności wewnątrz danej odmiany, wewnątrz gatunku, nadmierna jednorodność roślin F1 prowadzi do zwiększonego narażenia na inwazje szkodników i chorób (...)”.

Gdy nieco poszperamy w polskim internecie, okazuje się, że na ten temat wiadomości jest stosunkowo niewiele. Jakiś czas temu otrzymałem jednak link do ciekawego tekstu Mateusza Rolika, w którym cytuje obszerne fragmenty wywiadu z amerykańskim dietetykiem Williamem Davisem. Davis uważa, że mieszańcowa pszenica – powszechnie uprawiana na terytorium USA – jest poważną przyczyną wielu chorób, nękających Amerykanów. Wątek ten jednak pominę, bo nie należy do tematu. Ciekawsze jest to, że Davis potwierdza również pogląd Przybylaka o niebezpiecznych metodach stosowanych w celu uzyskania pszenicy mieszańcowej. Jak podaje:

„poddając nasiona pszenicy i embriony działaniu przemysłowej trucizny o nazwie azydek sodu, wywołuje się w jej kodzie genetycznym mutacje. Ale czym jest azydek sodu? Zgodnie z zaleceniami specjalistów z Centrum Kontroli Chorób [ang. Centers for Disease Control] osoby, która połknęła tę substancję i przestała wskutek tego oddychać, nie wolno ratować za pomocą sztucznego oddychania, ponieważ grozi to śmiertelnym zatruciem ratownika. Należy pozostawić ją samej sobie, aż umrze. A jeśli ofiara wymiotuje, nie wolno spłukiwać wymiocin w zlewie, ponieważ może dojść do eksplozji, co się zdarzało. Tak więc kiedy poddamy pszenicę działaniu azydeku sodu, otrzymujemy mutacje, do której dochodzi w procesie tzw. mutagenezy. Ziarna i embriony pszenicy poddaje się również działaniu promieniowania gamma oraz wysokich dawek promieniowania rentgenowskiego. Wszytkie te metody klasyfikowane są dziś jako „hybrydyzacja” lub, co jeszcze bardziej mylące, jako „tradycyjne metody hodowli roślin” [ang. traditional breeding techniques]. Nie wiem jak u Pana, ale krzyżowanie się między ludźmi, których ja znam, nie polega na wzajemnym traktowaniu się truciznami, ani na spędzaniu romantycznej nocy w cyklotronie dla wywołania mutacji w potomstwie.”

Davis posuwa się nawet dalej, gdyż twierdzi, iż technologia pozyskiwania roślin mieszańcowych jest wręcz bardziej inwazyjna, niż inżynieria genetyczna. Kto ciekaw kontrowersyjnych poglądów dietetyka, temu polecam link: Buszujący w pszenicy.

Nie powinniśmy przyjmować bezkrytycznie wszystkich nowinek z dziedziny dietetyki. Mają one ten wpływ, że często zmieniają utarte zwyczaje społeczne, co może prowadzić nie do uzdrowienia, lecz do nieznośnego chaosu. Społeczeństwo, które stosuje kilkadziesiąt różnych koncepcji dietetycznych, z najwyższym trudem jada obiady przy jednym stole. Niemniej jednak sama produkcja żywności powinna budzić nasze wspólne zainteresowanie.

Z tego powodu z mieszanymi uczuciami obserwuję kampanię i kontr-kampanię za i przeciw GMO. Trochę żałuję, że Roman Andrzej Śniady został wyrzucony z portalu naszeblogi.pl, bo właśnie jemu chciałem zadać pytanie: czy rośliny GMO są naprawdę o wiele gorsze od roślin mieszańcowych? I czy stan obecny jest naprawdę taki fajny, jak się na pozór wydaje?

Jakub Brodacki

Forum jest miejscem wymiany opinii użytkowników, myśli, informacji, komentarzy, nawiązywania kontaktów i rodzenia się inicjatyw. Dlatego eliminowane będą wszelkie wpisy wielokrotne, zawierające wulgarne słowa i wyrażenia, groźby karalne, obrzucanie się obelgami, obrażanie forumowiczów, członków redakcji i innych osób. Bezwzględnie będziemy zwalczali trollowanie, wszczynanie awantur i prowokowanie. Jeśli czyjaś opinia nie została dopuszczona, to znaczy, że zaliczona została do jednej z wymienionych kategorii. Jednocześnie podkreślamy, iż rozumiemy, że nasze środowisko chce mieć miejsce odreagowywania wielu lat poniżania i ciągłej nagonki na nas przez obóz "miłości", ale nie upoważnia to do stosowania wulgarnego języka. Dopuszczalna jest natomiast nawet najostrzejsza krytyka, ale bez wycieczek osobistych.

Komentarze

Obrazek użytkownika smieciu

20-04-2015 [19:23] - smieciu | Link:

Mnie też interesują takie rzeczy. Te sprawy są poważniejsze niż się wydaje. Np. mogą dawać odpowiedź na pytanie: skąd się biorą lemingi? Niepełnosprawny, zmutowany organizm może nie być zdolny do jasnego, logicznego myślenia wobec podstępnej wewnętrznej choroby na którą musi zużywać energię.
Dlatego mi też trochę żal pana Śniadego, który niewątpliwie siedział w temacie i podejmował się niewdzięcznego i męczącego zadania śledzenia GMO w Polsce. Tacy ludzie robiący swoją mrówczą pracę są potrzebni... Tyle że rozumiem za co wyleciał. Mnie też nic by bardziej nie wku.wiło niż gadka o zwracanie się do sądów Systemu. Internet jest jaki jest. Ma swoje wady ale daje tą szansę wolności, którą sądy nam odbierają.

Tak czy siak takie rzeczy jak GMO mogą pokazywać że sprowadzanie naszego świata do zwykłych politycznych zależności może być uproszczeniem. Stawka może być wyższa niż pospolita kasa.
Przerażający jest np. ten aspekt GMO, który sprawia że GMOwe rośliny nie są zdolne do rozmnażania. Np. ziarno wydane przez GMOwą przenicę nie nadaje się do zasiewu.
Trochę straszne no nie? Tylko że akurat te wynaturzone eksperymenty nie są przeprowadzane przez Rosję. Ale co ciekawe to właśnie one uderzają w ostatni bastion niezależności Polski. Czyli w jej potęgę rolniczą, niedocenianą przez mieszczuchów.

Tak naprawdę są tylko 2 ekonomiczne filary potęgi kraju. Pierwszy to rolnictwo. A drugi to źródła energii. Polska szczęśliwie ma jedno i drugie. Tzn. ma póki co rolnictwo a energia narazie tylko częsciowo została przejęta przez Rusków. Jeśli jednak węgiel trafi do Niemców a rolnictwo będzie kontrolowane przez GMO to możemy sobie wszyscy na czole wytatuować kod kreskowy niewolnika.

Obrazek użytkownika maks jamnicki

20-04-2015 [21:10] - maks jamnicki | Link:

No muszę się z Panem zgodzić jak nigdy. Zwłaszcza to rolnictwo i źródła energii. Wolał bym sobie na kawałku swojej ziemi jamę wykopać i obok ziemniaki posadzić niż obcym się zaprzedać, ziemię obcym sprzedawać. Jeżeli są jakies minusy USA, a przecież są, to wśród nich jest to cholerne GMO. Pozdr.:)

Obrazek użytkownika alchymista

20-04-2015 [23:25] - alchymista | Link:

Panowie, dziękuję za komentarze.
Jednak wbrew pozorom tekst nie jest poświęcony GMO, tylko roślinom mieszańcowym. Czy są lepsze niż GMO? Szkoda, że nie ma wśród nas biologów.

Obrazek użytkownika Jabe

21-04-2015 [13:11] - Jabe | Link:

Dziwi mnie to straszenie GMO (czy tam F1). Nigdy nie zetknąłem się z racjonalnym uzasadnieniem lęku, który budzi. Inne metody uprawy, bądź mała pula genetyczna, nie spowodują raczej, że nas pożre marchewka. Czy to nie jest tak, że przeciwnicy GMO i zwolennicy homeopatii to ta sama grupa ludzi?

Obrazek użytkownika Docent zza morza

21-04-2015 [15:22] - Docent zza morza | Link:

Celem GMO jest bez watpienia redukcja ziemskiej populacji - ma nas przeciez byc max. 500 milionow. Haslo: kamienie z Georgii albo Georgia stones

Stad sie bierze ta wbudowana bezplodnosc, przenoszona na organizmy karmione ta "strawa". U ssakow laboratoryjnych wystepuje w czwartym pokoleniu -pewnie i ludzkie owieczki beda rownie powoli podtruwane, by sie za szybko nie polapaly...

Nasza bieda, ignorancja oraz pazernosc kopia nam wspolny grob - bo polscy rolnicy sprowadzaja tania, nafaszerowana GMO karme z USA, eksportujac drozsza, ale zdrowa, te wyhodowana w Polsce - np do Szwecji, ktora zakazala upraw GMO u siebie.
Pozdrawiam.