W Polsce rzymskie lwy miałyby uciechę

Co sobie obiecam, że polska piłka nożna, dziennikarstwo i polityka mnie więcej nie rozbawią (zaskoczą, rozczarują - odpowiednie skreślić) to dzieje się coś, co przekracza wcześniej ustalone przez moją wyobraźnię granicę. Naprawdę, pokłady możliwości drzemiące w bohaterach polskiego dnia codziennego są nieograniczone. Trochę szkoda, że zamiast celować w górę, to okupują się pod dnem coraz niżej, ale widocznie taki cel został obrany, pozostaje mi tylko pogratulować konsekwencji. 

Wystarczy pobieżna lektura dzisiejszych internetowych newsów, by dostrzec ciekawą analogię - czy to piłka, czy zegarmistrz Nowak, czy Leszczyński z wybiórczej - wszyscy prezentują wysoką, równą formę. Tak się ciekawie złożyło, że przy tej lekturze miałem przyjemność słuchać muzyki Badelta, Zimmera, Lisy Gerrard (muzyka filmowa jest dla mnie bardzo często piękną kontynuacją klasycznych ideałów). Przy jednym z utworów Zimmera z filmu Gladiator zadałem sobie pytanie, ciekawe, co by się stało, gdyby naszych współczesnych, polskich gladiatorów, senatorów, kronikarzy, postraszyć troszkę realiami starożytnego Rzymu? (tak wiem, ale mamy sobotni wieczór, można mi wybaczyć, prawda?)

Jeden z naszych gladiatorów, którego brutalną i niewdzięczną pracą jest zadowolenie gawiedzi (za to mu przecież płacą, prawda?), polski piłkarz Klichus (któremu kontuzja palca nie pozwoliła wystąpić we wczorajszym spektakularnym debiucie nowego lanisty <<trenera>> Nawallusa), mecz oglądając z trybun stwierdził dowcipnie, iż polscy kibice nie zasługują na to, by takie widowiska móc oglądać. "40.000 zakazow stadionowych po wczoraj. Bylem na trybunach i to co się tam dzieje to jest masakra... :/ byle zjesc i ponapierd..." - napisał na Twitterze (wszelkie cytaty zachowuję w postaci oryginalnej) zawodnik holenderskiego Zwolle.

W jednym się zgadzamy, panie Mateuszu, nie zasługują. Płacą za bilety, wspierają, kibicują, są cierpliwi (aż nadto). Tłumaczyć wręcz nie wypada, dlaczego taka wypowiedź jest niestosowna. Natomiast warto się zastanowić, czy po takim występie na arenie cyrkowej lanista dostałby kolejną szansę, skoro przeciwko zwinnemu, słowackiemu samnicie Hamsikusowi wystawił jakiegoś lekko podstarzałego (jak na wojownika), znajomego gamonia. Widocznie główny dyrektor Bonkus ma chody u Cezara, skoro sobie na takie wpadki pozwala (już zrugał zresztą swą ekipę, ale ciepło, na twitterze rzecz jasna "Chłopaki , tłumaczenie porażek zostawmy medią <<pisownia znów oryginalna, nawet bardzo w tym wypadku>>, kibicow szanujmy bo mają prawo klaskac i gwizdac.Glowy do góry i do roboty...bedzie dobrze!!" 

Chłopaki nie musieliby się martwić panie prezesie, wszystkich na pożarcie lwom się rzucić nie da. Na pierwszy rzut poszliby w cywilizowanym kraju dyrektor i lanista (ewentualnie z klichusem do kompletu).

Czepiam się tak tych biednych samnitów, a co z wyjątkowym senatorem Nowakusem? Nie dość, że te drogi, które tak dzielnie całą swoją karierę budował (zaprzepaszczając tym samym szansę na fuchę bycia asystentem stomatologicznym swojej małżonki), okazuje się, że niekoniecznie prowadzą do Rzymu, to jeszcze te nieszczęsne chronometry, niewinne podarunki od fenickich kupców, by żyło się wszystkim lepiej, szczęśliwiej, a stanowione prawo sprzyjało atmosferze wzajemnej współpracy.

Eh, jak sobie przypomnę słowa mojej pani historyk, senat rzymski był instytucją o ogromnym autorytecie i prestiżu, znalezienie się w gronie senatorów świadczyło o przynależności do ścisłej elity... Polska elita zostałaby przez pierwsze lepsze zgromadzenie ludowe w najlepszym razie wysłana na front walki z barbarzyńcami, w najgorszym stanowiłaby całkiem spore drugie danie dla arenowych zwierzaków, byle tylko te chronometry biedulkom nie zaszkodziły.

Na deser podrzucimy paru kronikarzy z głównej rzymskiej wybiórczej trybuny, którzy w dzisiejszym wydaniu (internetowym) alarmująco pytają o co tak naprawdę chodzi tym narodowym łobuzom, którzy zdemolowali pół stolicy. Pół stolicy wybiega, by demolkę zobaczyć, a tam co? Tęcza nad budką. Phi? Po to z łaźni stopy wyciągałem, naprawdę? A, jest jeszcze reklama super szybkiego pociągu (który nie ma gdzie jeździć, pan zegarek się kłania), standardowy wpisik o kościele katolickim i Jarosławie Kaczyńskim. 

Jak głosił Juwenalis, chleba i igrzysk! Szkoda, że w tym polskim Rzymie, ani jednego, ani drugiego nam zapewnić nie potrafią. Wcześniej czy później, to wszystko i tak odbija się na plecach pospólstwa (byle tylko na plecach), a nieudane igrzyska są winą zbyt wygórowanych oczekiwań widzów (swoją drogą jednego czego nie można odmówić polskiemu obywatelowi to cierpliwość <<marazm?>>). 

Na pociechę pozostaje tylko, że rzymskim lwom w polskich realiach strawy by nie zabrakło. Trochę się tylko obawiam, że niestrawność i rozleniwienie miałyby jak w banku.