Wezwania Tuska

Donald Tusk nie jest premierem polskiego rządu na co dzień, a być nim powinien. Donald Tusk jest na co dzień szefem swojej partii i różnych grup interesu, które reprezentuje, sądzę, że reprezentuje całkiem świadomie, od samego początku swoich rządów. Jeśli więc premier, który powinien reprezentować interesy całego społeczeństwa, do czegoś wzywa, to powinien wzywać do czynienia rzeczy dobrych dla państwa, dla narodu, dla naszej przyszłości. Powinien myśleć wspólnotowo, a myśli plemiennie. Tymczasem, jeśli Tusk już do czegoś wzywa, to wzywa do destrukcji, do rozkładania państwa i jego instytucji. Sądzę, że długo by można szukać innego premiera w Europie, który mówiłby swoim rodakom, by nie szli glosować, by siedzieli w domu. Można rzec, że szef PO myśli tak: po co Wam ta demokracja? I tak robimy co chcemy. Premier broni swojej Prezydent, wbrew interesowi mieszkańców Warszawy, stolicy Polski. Nic go nie obchodzą jej liczne kompromitacje, afery, miliardowe długi i zupełny brak wizji miasta. Partyjny biznes jest najważniejszy.
 
Nie inaczej było z wezwaniem o niepłacenie abonamentu radiowo – telewizyjnego. W 2007 roku, Donald Tusk wezwał do niepłacenia abonamentu RTV. Użalał się nad biednym losem uczciwych emerytów, którym po sześciu latach swoich rządów zgotował życie w nędzy i kilometrowych kolejkach do lekarza, a przyszłym emerytom zapewnił pracę aż do śmierci. Wtedy jego forpoczta mówiła, że abonament to parapodatek, że trzeba go w ogóle jak najszybciej znieść. Wiemy dobrze, jak polityczna jest TVP, ale też wiemy, że silne i w miarę niezależne telewizje publiczne w Niemczech, Hiszpanii czy we Francji są ostoją kultury tych państw, ich niemieckości czy francuskości, tak, jak u nas TVP, powinna być ostoją polskości. Z polskością premier miał kiedyś duży kłopot. I chyba kłopot ten mu pozostał. Jego wezwanie trafiło na podatny grunt, bo nikt nie lubi opłat. Tym bardziej, gdy podnoszone są podatki i wokół drożyzna. Zatopiono więc TVP, regionalne rozgłośnie radiowe i ośrodki telewizyjne, bo wpływy z abonamentu spadły o ponad dwie trzecie. Nie odnośmy się na razie do oceny jakości oferty programowej telewizji publicznej, każdy ma tu swoje zdanie. Chodzi o to, że media publiczne w całej cywilizowanej Europie odgrywają ważną funkcje kulturotwórczą, są strażnikiem wartości narodowych, tradycji, dorobku społeczeństw. To wszystko Tusk zniszczył właśnie tym swoim jednym wezwaniem.
 
Wzywanie do czegoś przez premiera zawsze niesie za sobą konflikt, albo upadek kolejnej dziedziny życia w Polsce. Jeśli Donald Tusk wzywa Jarosława Kaczyńskiego do umiaru w uprawianiu polityki i w walce politycznej, to można być pewnym, że za kilka dni, ba, za kilka godzin, poleje się z mediów ściek oskarżeń, drwin i pomówień z ust jego partyjnych liderów pod adresem opozycji i szefa PiS-u , by wywołać odpowiednio ostrą reakcję drugiej strony. Bo to jest znak, logo polityki Donalda Tuska. Jeśli wzywa do czegoś to będzie jeszcze gorzej, to znowu coś upadnie. Jeśli mówi, że jesteśmy bezpieczni w Europie jak nigdy dotąd, to znaczy, że jesteśmy bezbronni. Jeśli wiemy już dziś, że Rostowski zabierze 3 miliardy złotych wojsku, to zabierze pieniądze przeznaczone na uzbrojenie, a nie na wynagrodzenia. Nie mamy prawdziwej armii! Może w końcu ktoś o tym głośno z wojskowych powie. Bo dla obcych wywiadów nie jest to już żadną tajemnicą. Na kogo więc Tusk scedował obronę Polski? Bo przecież nie na NATO, które jest militarnie nieporadne jak nigdy. Wystarczy przypomnieć tu konflikt libijski. Jedyny sposób, żebyśmy nie musieli już słuchać tych wezwań urzędującego premiera, to jego zacząć wzywać, w swoim czasie, by odpowiednim służbom i instytucjom wszystko jak na spowiedzi opowiedział i wyjaśnił.