Mołdawski wieczór kabaretowy

Rozmawiałem z moim tatą dwa dni przed meczem polskiej reprezentacji piłkarskiej z Mołdawią jaki wynik obstawia. Powiedział, że wygramy dwa zero. Dziś przed meczem stwierdził, że chyba piwo mu zaszkodziło wtedy i stąd taki hurraoptymizm. Remis. Ja przed meczami naszej drużyny zawsze będę mówił - wygramy! Czy postawiłbym na to pieniążki, no to już zupełnie inna kwestia.

Po eliminacyjnym meczu Polaków z Ukrainą (przegrana na Stadionie Narodowym 1:3) komentowałem: Dlaczego nie piszę, że to klęska? Powód jest prosty, są właściwie dwa: po pierwsze ranking FIFA po drugie odpowiedź na pytanie: kiedy ostatnio wygraliśmy ważny mecz międzypaństwowy z drużyną powyżej poziomu Mołdawii czy San Marino? Dziennikarze pompujący atmosferę wokół polskiej reprezentacji, dygnitarze na stadionie – zakrawa na kpinę (nie mogę się wręcz powstrzymać - Komor, Tusku i Bolek, razem na trybunie/od razu wiadomo, że wynik dziś runie). Polską piłkę trzeba sobie kochani kibice najzwyczajniej w świecie darować, odpuścić – żebyśmy się dobrze zrozumieli – nie namawiam do zaprzestania kibicowania, ale trzeba przestać myśleć mocarstwowo, obrać model irlandzki – cieszyć się grą, ale zbyt wiele nie oczekiwać…

Dziś okazuje się, że nawet z Mołdawią wygrać nie potrafimy. Czyli chociaż jakaś ścieżka rozwoju jak widzę? A tak bardziej serio, to siedzę sobie na tej mojej emigracyjnej doli i zazdroszczę Polakom w ojczyźnie - Wy tam naprawdę macie dobrze, Kochani. Popatrzcie - stadion do piłki wodnej oddany po czasie? Premia. Wydanie publicznych pieniędzy na koncert prywatnej gwiazdy w dniu narodowego święta - lojalność i ministerialna teka. Nieudolność w zarządzaniu Funduszem Zdrowia - nagroda w postaci szefowania innej fundacji. Trener reprezentacji, która plącze się w 6 dziesiątce rankingu FIFA i nie wygrała ważnego meczu od... (no właśnie, kiedy?) - 160 tys. miesięcznie a razem to już prawie 2 mln będą. Przecież to raj na ziemi musi być!

Już spotkaniem z Ukrainą trener Fornalik udowodnił, że  kompletnie brakuje mu wizji, pomysłu, odwagi. Jest marionetką w rękach władz PZPN-u (dziennikarzy z Cafe Futbol?) i łatwo poddaje się tyranii wielkiej trójki z Dortmundu. Wystawienie kolegi Lewego Majewskiego (w meczu z Ukrainą) zamiast Obraniaka (któremu Majewski mógłby czyścić buty) okazało się groteskowym nieporozumieniem. Uzasadnianie tej decyzji tym, że Ludo nie biega, walczy, jest kpiną, w momencie, gdy zastępuje się go słabo wyszkolonym, do tego o mizernej posturze zawodnikiem. Dziś Obraniaka już nie ma, a okazuje się, że mało kto w tej drużynie potrafi w miarę celnie podać. Z bombonierką i kwiatami bym do niego jechał na miejscu Fornalika.

Właśnie, a propos zmian - jeden z moich ulubionych polskich piłkarzy, syn sławnego tatusia, który lubi brać sprawy sędziowania na juniorskich turniejach we własne ręce. Z całym szacunkiem dla jego talentu (które to kluby miliony za niego dają?), to jak ktoś nawet majtek nie potrafi dobrze założyć, to na grę w reprezentacji jeszcze nie zasłużył. Po tym co pokazał dziś, proponuję w następnym meczu na skrzydle wystawić premiera Tuska - piłkarsko nie stracimy, a kto wie - jak ktoś dobrze wślizg wymierzy, możemy tylko zyskać.

Cała drużyna zagrała katastrofalnie słabo, bez ambicji, bez cienia woli walki (wyróżniłbym na plus Krychowiaka - jedyny, który naprawdę się starał, a po meczu można było zobaczyć autentyczny smutek, jak klapnął tyłkiem na murawie). Lewandowski zupełnie się w tej drużynie nie odnajduje, może warto byłoby rozważyć pomysł przesunięcia go za plecy wysuniętego napastnika, jak zdarzało mu się grać w klubie? Przy okazji podrzucić mu czasem snickersa, bo na reprezentację to on chyba głodny przyjeżdża.

Na koniec powtórzę radę, którą udzielałem niejednokrotnie zrozpaczonym znajomym kibicom: piłkarzy mamy, czasem nawet fajnych. Reprezentację jednak - słabiutką. Spróbujmy się z tym pogodzić, darować sobie słuchanie Borków czy innych Szpakowskich (ci to dopiero potrafią nakręcać atmosferę) – a i oglądanie meczów z udziałem naszej drużynie może okazać się wtedy przyjemniejsze. A na pewno zabawniejsze.