|
|
Norweskie fundusze modernizują nam służbę zdrowia ,proszę się nie dziwić,że działa to jak w Norwegii czyli do d........rynekzdrowia.pl |
|
|
System zdrowia i metody przy przyjmowaniu pacjentów dokładnie jak w Norwegii.Miałem okazję przyjrzeć się temu przy okazji towarzyszenia pewnej starszej Norweżce, która nagle zachorowała i karetka zawiozła ją na pogotowie tam w bólu leżała kilka godzin, za każdym razem przychodził kolejny pracownik i wypytywał wijącą się z bólu Norweżkę o to samo co poprzedni pracownik, potem zdecydowano zawieźć ją do szpitala i wszystko od nowa ,półprzytomną z bólu znowu wypytywano o to samo co na pogotowiu, ogólnie cała ta sytuacja od pogotowia do szpitala trwała od godz 18 do godz 3 z rana , patrzyłem na to wszystko zdumiony ,najbogatsze państwo, komputeryzacja i nic nie funkcjonuje jedno wielkie dziadostwo, potem czytam w polskiej prasie ,że norweskie fundusze zmodernizują nam służbę zdrowia,to proszę się nie dziwić ,że służba zdrowia wygląda jak w Norwegii ,jedno wielkie dno !!!!!rynekzdrowia.pl
|
|
|
Anonymous Słuszne postawienie sprawy. Można to rozwiązać chociażby bonem zdrowotnym by pacjenci mogli nim rozliczać część usług (w POZetach de facto płacimy bonem za abonament - zapisując się do rodzinnego - ale placówka musi być koncesjonowana przez NFZ a pacjent nie decyduje czy się chce leczyć u rodzinnego czy u specjalisty).
To jednak nie jest celem, aby coś refundować pacjentowi. Tak to nie działa. Celem jest pełna kontrola. Zdrowie pacjenta jest upaństwowione. W czasie rewolucji np. zwłoki były upaństwowione:Stalin karał śmiercią kanibalizm z paragrafu kradzież mienia państwowego. |
|
|
Wysiadło mi kolano. Nagle, podczas marszu i niesienia ciężkich zakupów. Ledwo dowlokłem sie do domu, tam mogłem się juz tylko połozyc- nie byłem w stanie stanąć na nodze. Na SOR nie pojechałem, bo wiem, ze po kilkunastu godzinach męki i tak pomocy nie uzyskam, bo noga nie była złamana. Mogłem więc tylko, pomijając wielomiesięczne oczekiwania w kolejkach, pojechac do ortopedy prywatnie i prywatnie zrobić usg. USG pokazało, ze kolano wymaga interwencji specjalistów. Ortopeda zaproponował blokadę, zastrzyk za powyżej 500zł. Zgodziłem się, nabyłem zastrzyk poprzez internet i wróciłem do doktora. Iniekcja przywróciła kolanu pewną amortyzacje, tak że moglem z gabinetu wyjść już na nogach, nie na czworaka. Pytam: czy NFZ nie mógłby mi zwrócić chociazby połowy pieniędzy, które zainwestowałem w prywatne usługi, omijając niewydolną słuzbę zdrowia? Może mógłbym dostawać (bo płacę ubezpieczenie) rocznie pewną pulę bonów, które mógłbym spozytkowac w sytuacjach takich, jak wyżej opisana?
Ponadto- ponieważ kolano wymaga dalszego leczenia, poszedłem do lekarza rodzinnego po skierowanie do ortopedy. Po ok. 6 miesiącach ortopeda państwowy mnie przyjąl, zlecił dalsze badania. Ale wtedy wspomniałem o starym urazie kręgosłupa, i spytałem, czy pan doktor nie mógłby się zając również moim kręgosłupem. Tak, zajmie się, ale konieczne jest następne skierowanie od rodzinnego do ortopedy! Bo kręgosłup to nie kolano. Nie bede opisywać wszystkich korowodów, dość, że w 2019 roku byłem już 4 razy u rodzinnego z prośbą o skierowanie do ortopedy!
Kto wymyslił takie przepisy? Otóż lekarz, lekarz rodzinny, dr Radziwiłł, kiedy był ministrem ! I przesunął część pieniedzy z puli specjalistów do puli lekarzy rodzinnych. Tak więc lekarzu, istotnie, lecz się "na głowę". A może jednak "głowka pracuje", tylko że władny urzędnik uzywa jej do polepszenia swojego statusu, a pacjenta ma w nosie?
|
|
|
Anonymous Znalazłem jeszcze ciekawe głosy w dyskusji o sł.zdrowia USA:
"Bernie Sanders chce znieść prywatne ubezpieczenia zdrowotne! Stworzyć państwowe"Medicare for All" i zakazać prywatnego ubezpieczenia."salon24.pl
I komentarze
"Lepiej by było poczytać skąd w Ameryce wzięły się tak absurdalnie wysokie koszty leczenia ?
Odpowiedz:
Ja ci odpowiem - z wolnej amerykanki cenowej, z kosztów ubezpieczenia, cen stosowanej technologii, z braku reakcji społecznej i zwykłej pazerności przedstawicieli służby zdrowia."
I dochodzimy do znanej lewicowej tezy, że wysokie koszty leczenia biorą się z w wolnego rynku. To niestety rozpowszechnione, że przypisuje się niszy zabitej regulacjami cechy wolnego rynku by potem go dalej regulować, a jak nie działa, co było do przewidzenia, to reguluje się dalej do upadłego. Śruba też się nie odkręca jak się ją zakręca. |
|
|
Anonymous Jest jeszcze taki aspekt w lecznictwie:
niezalezna.pl
Nie taki znowu wstrząsający dla lekarzy, bo sprawa jest od zawsze. Podobnie z wakacjami. I z odbieraniem ze szpitala są problemy, a wysłanie karetki z chorym do domu kończy się pocałowaniem klamki.
Jeśli więc jakieś organizacje lekarskie robią apel do rodzin, to węszę podstęp. |
|
|
Anonymous Rozwiązaniem nie jest ani kompletne urynkowienie z dnia na dzień, ani dalsze pogrążanie się w regulacjach. Brak udziału własnego w kosztach leczenia i uczenia oznacza brak sprzężenia zwrotnego i administrowanie systemem. |
|
|
Teresa Bochwic Oczywiście, gdybym się choć trochę lepiej czuła, poszukałabym prywatnego laboratorium i badania na własną rękę i zapłacilabym za szybka analizę i wynik. Jednakże mam w pamięci tych nieszczęśników, czekajacych w strasznych warunkach (żadnego picia, o jedzeniu nie wspominając), w beznadziejnym oczekiwaniu aż "ortopeda zbiegnie bo na razie operuje". |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Wielu osobom sie wydaje, ze problemy rozwiązałoby całkowite urynkowienie zarówno usług medycznych jak i szkolnictwa. Co do usług medycznych. Większość z nas przez całe życie płaciła składkę na służbę zdrowia nie korzystając z jej usług. Łatwo obliczyć jak wielkie to są sumy. Trudno wymagać teraz żeby za wszelkie usługi medyczne w tym na przykład za badanie krwi płacili sami. Oczywiście można ludzi zniechęcać do korzystania z usług państwowej służby zdrowia generując ogromne kolejki, poniewierając pacjentami w izbach przyjęć zapisując na operacje za kilka lat. Uczciwie byłoby zaprzestać zbierania składek od tych którzy nie chcą ich płacić bo na przykład zawsze chodzą do lekarzy prywatnie.Każdy rozumie jednak, że powstają wówczas nierozwiązane problemy osób, które przeliczyły się z siłami i dotknie je ciężka choroba na którą nie starczy im własnych środków. Trudno sobie wyobrazić, że w XXI wieku zostaną oni zupełnie bez pomocy i pozwoli im się spokojnie umrzeć.. To samo dotyczy edukacji. System ma przewagę bo wydaje dyplomy i świadectwa. Rodzice często wpychają dziecko do renomowanej szkoły publicznej, ale uczone jest na korepetycjach. Szkoła daje logo, wiedzę zdobywają prywatnie, płacą zatem za wszystko podwójnie- raz w podatkach, następny raz za korepetycje. Ciekawe czy korepetytorzy strajkują? Ich honoraria ustala rynek.To jedna z niewielu dziedzin w których rynek naprawdę funkcjonuje. Jeżeli jednak pozostawiamy certyfikaty w rekach władz oświatowych to nawet likwidując przymus szkolny i biurokratycznie ustalane programy nauczania skazujemy się na sytuację rodem z "Syzyfowych prac". Zniesienie matur i wszelkich dyplomów to utopia.O ile można wierzyć, że śpiewaka czy pianistę weryfikuje rynek i niezależnie od ukończonego konserwatorium nie może fałszować bo go sala obrzuci zgniłymi pomidorami jak to zdarzało się we Włoszech, rzetelna rynkowa weryfikacja lekarzy jest praktycznie niemożliwa. Na " rynku"lekarzy prywatnych liczą sieci,którzy mogą wepchnąć chorego do szpitala. Zdarza się, że operują go prywatnie korzystając z państwowej aparatury. Zarówno system opieki zdrowotnej jak i oświaty są strukturalnie chore i wymagają przebudowy. |
|
|
Ptr Nie sądze , aby coś aż tak złego działo się z lekarzami. Trzeba zmniejszyć czynności administracyjne lekarzy i zwiększyć czas poświecony na bezpośrdenie leczenie. Zacząć od najprostszych czynności. Na przyklad kasa fiskalna tylko przeszkadza.Poprzedni rząd miał lukę vatowska , ale obciążyl lekarzy podatkiem. Tylko , że to przeszkadza w leczeniu. Możemy uznać ,że nie przeszkadza, że to drogiazg ( a jednak ktoś musi to kupić , obsługiwać, robić przeglądy, pilnować, itp. itd ) . Ale jeżeli jest tych drobiazgów razem kilka, to zwalnia wydajność leczenia. Potem jest biadolenie, bo z drugiej strony ludzie, pacjenci mają mało czasu.
|
|
|
Jabe Kolektyw nauczycielski jest gorszy od górniczego, bo zadym nie zrobi i w mordę nie da, a tylko może się powygłupiać. To się nazywa dialog społeczny. Jak to w socjalizmie. |
|
|
Pani Anna Jabe, trollu jeden, ani rolnicy, ani górnicy, którymi sobie tu gębe wycierasz, nie przebierali się za krowy, ani nie straszyli dzieci. Można uznać, że (niemal) każda grupa zawodowa ma prawo domagać się podwyżek, ale sa granice i przyzwoitości (dzieci, a zwłaszcza te niepełnosprawne) i śmieszności, których nie wolno przekraczać. Liczy się też społeczne poparcie , aby strajk był skuteczny, czego nie rozumieją zupełnie ci, którzy uważają siebie za powołanych, aby uczyć innych. Jak dla mnie moga sobie strajkować do u...nej śmierci, dzięki ich wygłupom tylko wzrasta poparcie dla PIS. |
|
|
Anonymous Lekarz jest urzędnikiem, który wystawia dokumenty o określonej sile nabywczej: skierowania na badania, do specjalistów, do szpitala, recepty, druki ZLA, inne zaświadczenia, wnioski rentowe, skierowania do sanatorium. Płaci państwo, czyli płacą Państwo. Sprzężenia zwrotnego brak. Korzysta kto pierwszy i bez dylematów pacjenta w tej praktyce gier się nie obywa. |
|
|
Dark Regis Niemniej jednak w końcu staniemy przed takim dylematem, czy się wybijać na pełną podmiotowość i suwerenność, czy dalej kucać pod ciężarem roszczeniowej wrzeszczącej swołoczy marksistowskiej i ledwie pełznąć w ciemną d... przyszłość z balastem o wadze Wołgi na plecach. Te drugie roszczenia to w zasadzie też ich robota, bo im się za bardzo w PRL nudziło. |
|
|
Jabe Nauczyciele są źli, a rolnicy dobrzy. Dobrym wolno. |