|
|
spike "Do ścisłych władz "Solidarności" województwa koszalińskiego dostałem się niezbyt demokratycznie i dość przypadkowo."
jak powiedział pewien mądry mnich ze Świętej Góry Athos: "przypadek to drugie imię Boga", czyli musiał Pan tam być i działać.
Nie wiem Jak Pan, ale ten mój znajomy jest rozczarowany i rozżalony, że życie, poświęcenie i praca wielu działaczy została zmarnowana, czerwone pająki i ich sługusy wypłynęli na powierzchnię, żerując na bohaterach i narodzie, któremu odebrano nadzieję, na którą liczyli, owoce tego widzimy, czerwona nomenklatura bezczelnie śmieje się Polakom w twarz, jak np. Miller, czy Czarzasty i ich wataha, albo Wałęsa-Bolek, Michnik, Frasyniuk, Borusewicz, Wujec etc. lista jest za długa, oni są polską porażką.
Życzę wszystkiego najlepszego, nisko się kłaniając. |
|
|
JzL Jako człowiek „Solidarności” mam emocjonalny stosunek do tego wielkiego ruchu społecznego i cieszę się, że byłem jego częścią mając jakiś drobny udział w procesach dziejowych, które wówczas się dokonywały. Wielu ludzi pamięta tę niezwykłą atmosferę „karnawału Solidarności”, to radosne podniecenie i oczekiwanie, że coś musi się wydarzyć, wielkie wzmożenie społecznej aktywności i niebywały wzrost wzajemnej życzliwości międzyludzkiej. No i codzienny rytuał słuchania Radia Wolna Europa, a właściwie usiłowanie, by z charkotu i jazgotu zagłuszarki wyłuskać strzępy wiadomości. Na dalszy plan odeszły troski i trudy życia codziennego, regularne wyłączenia prądu, trudności w zdobyciu podstawowych artykułów – wszystko, co można było określić jako uciążliwości życia w „rozwiniętym społeczeństwie socjalistycznym”.
Zdawaliśmy sobie sprawę, że nie wszyscy podzielają nasz graniczący z euforią entuzjazm wobec przemian, że istnieje polaryzacja społeczeństwa. Wiedzieliśmy, że środowiska wojskowo – milicyjne, spadkobiercy "utrwalaczy władzy ludowej", nomenklatura partyjna patrzy na przemiany z obawą. My – ludzie "Solidarności" nie czuliśmy wobec nich wrogości, wiedząc że wśród adwersarzy byli także ludzie ideowi usiłujący zbudować "ustrój sprawiedliwości społecznej". Im nie wyszło, ale nam musi się udać i wtedy oni przekonają się, że nie mieli racji.
Do ścisłych władz "Solidarności" województwa koszalińskiego dostałem się niezbyt demokratycznie i dość przypadkowo.
Pracowałem w Bałtyckim Teatrze Dramatycznym jako kierownik muzyczny. W koszalińskim teatrze, gdzie praktycznie cała załoga zapisała się do związku, postanowiliśmy, że reprezentować nas powinien aktor., ale wybrany przez nas aktor, który musiał wyjechać akurat w dniu wyborów, poprosił mnie o "nagłe zastępstwo". Tak więc z nieswoim mandatem udałem się na wybory szczebla "branżowego" (filharmonia, muzeum, szkoły artystyczne), a tam, już legalnie wybrano mnie, abym reprezentował środowisko na I Walnym Zebraniu Delegatów NSZZ "Solidarność" Regionu Pobrzeże, podczas którego odbyły się wybory do władz zarządu regionu.
Tu dość niespodziewanie moją kandydaturę do władz zgłosiła koleżanka ze szkoły muzycznej.
Nastąpiła najbardziej monotonna część zebrania, czyli wielogodzinne przedstawianie się kandydatów. Bodaj po 2 godzinach delegaci byli wyraźnie znużeni dość podobnymi życiorysami (ktoś pracował w kruszywach mineralnych, później przeszedł do melioracji, inny pracował w skupie mleka itp.)
Gdy nadeszła moja kolej, po zapowiedzi prowadzącego o "delegacie z teatru" spostrzegłem błysk zainteresowania na widowni. Przedstawiłem się w paru słowach i na koniec powiedziałem żartobliwą dykteryjkę.
niepoprawni.pl. |
|
|
Edeldreda z Ely @spike
Dziękuję, przetestowałam i - rzeczywiście, działa 🤭
Idę pakować tobołek 🙄
|
|
|
spike Mam przyjemność i zaszczyt znać jednego z byłych działaczy Solidarności, który własnymi "ręcami" ze spotkania Solidarności jego regionu, przed zapowiedzianym strajkiem, wyrzucił Wałęsę, trzymając go za klapy marynarki. Siedział wiele miesięcy w więzieniu, potem dostał propozycję nie do odrzucenia, wcielenie do wojska, albo emigracja do USA, wybrał emigrację, miał dwie godziny na spakowanie rodziny, wszystko czego się z trudem dorabiał stracił. Znajomy miał stałą przepustkę do Prezydenta Reagana, czego nie mógł mu darować "legendarny" Jeziorański, który wg jego opowieści, nie był taki, jakim my słyszymy, np. zablokował utworzenie Fundacji Solidarności, która miała pomagać działaczom i ofiarom reżimu, to czego się od niego dowiedziałem, zmienia ogląd na tych znanych nam "bohaterów", nie byli tacy święci, jak ich namalowano. |
|
|
spike Tatuś miał szczęście, że z Ormowcami był oficer WP, bo by nie darowali, szacunek dla tatusia za odwagę, ryzykował pałowanie. |
|
|
spike w takiej sytuacji nie trzeba łomem podważać Capsa, wystarczy wcisnąć Shift i piszemy "małą" literą :)))))) |
|
|
Edeldreda z Ely @J z L
A za wpis i przypomnienie - dziękuję. |
|
|
Edeldreda z Ely Kiedyś tak się akurat zdarzyło, że (traf chciał) - w to miejsce spadł Ijonowi rąb młotka... Od tamtej pory Ijon, by coś napisać różną wielkością liter, musi Caps Lock podważyć i przytrzymać w górze odpowiednio długo... 😁 |
|
|
Edeldreda z Ely 🙃
Na stałe przytwierdzony do podłoża 😜 |
|
|
u2 NIE DZIAŁA U MNIE "ZAPISZ"
Pewnie dlatego, że masz zblokowany Caps Lock :-) |
|
|
JzL Widocznie tym ZOMO-wcem nie był @Repsol
żyjąca jeszcze komunistyczna kanalia |
|
|
Ijontichy NIE DZIAŁA U MNIE "ZAPISZ"...stąd dwa razy...zapisalo. |
|
|
Ijontichy Mój Ojciec,wtedy juz słusznego wieku,jechał ze Śląska do nas do Krakowa pociągiem...w Trzebini [granica] wsiadł patrol ZOMO i WP...sprawdzaja przepustki.
Przedział pusty,Ojciec sobie siedzi i coś czyta...
ZOMO---Przepustka!!!
Ojcec nawet nie drgnął...ZOMOL dalej drze ryja....w końcu oficer dowodzący tym patrolem poprosił o dokumenty.
Tato daje dowód osobisty...oficer zagląda i oddaje...zomol się drze o przepustkę...
Tato nie wytrzymał i mówi: Słuchaj młody,ja przeżylem I Wojnę Światowa,II Wojnę Światową,to tę waszą mam w dupie!
Oficer zagryzł wargi,żeby nie ryknąć śmiechem...wypieprzył z przedziału wszystkich i zaproponował,że jest juz po godzinie milicyjnej,więc niech poczeka chwilę
to mu podeśle auto...faktycznie...23 zajeżdża gazik pod blok ...i wysiada żołnierz otwiera drzwi ...i wysiada Tatuś....ale panika była :-))) |
|
|
Ijontichy Mój Ojciec,wtedy juz słusznego wieku,jechał ze Śląska do nas do Krakowa pociągiem...w Trzebini [granica] wsiadł patrol ZOMO i WP...sprawdzaja przepustki.
Przedział pusty,Ojciec sobie siedzi i coś czyta...
ZOMO---Przepustka!!!
Ojcec nawet nie drgnął...ZOMOL dalej drze ryja....w końcu oficer dowodzący tym patrolem poprosił o dokumenty.
Tato daje dowód osobisty...oficer zagląda i oddaje...zomol się drze o przepustkę...
Tato nie wytrzymał i mówi: Słuchaj młody,ja przeżylem I Wojnę Światowa,II Wojnę Światową,to tę waszą mam w dupie!
Oficer zagryzł wargi,żeby nie ryknąć śmiechem...wypieprzył z przedziału wszystkich i zaproponował,że jest juz po godzinie milicyjnej,więc niech poczeka chwilę
to mu podeśle auto...faktycznie...23 zajeżdża gazik pod blok ...i wysiada żołnierz otwiera drzwi ...i wysiada Tatuś....ale panika była :-))) |