|
|
Lech "Losek" Mucha Poszczególnym rządom udało się również skutecznie zantagonizować, zgodnie z zasadą "divide et impera", pacjentów z lekarzami, pacjentów z pielęgniarkami i lekarzy z pielęgniarkami. |
|
|
Anonymous @autor
Śledzę dyskusje i tu i na S24 i jedna z konkluzji jak mi się nasuwa jest taka, że udało się społeczeństwo zindoktrynować w duchu cywilizacji socjalistycznej i prywatny znaczy zły, państwowy dobry. Za właściwe uważane są badania wykonywane ze skierowania w ramach porady NFZ a za niewłaściwe w ramach prywatnej. Chodzi zwyczajnie o pieniądze - te same, które nie mają odgrywać roli bo służba zdrowia ma być niedochodowa jak cel sam w sobie. Zakłamanie polega na tym, że te badania radiologiczne, laboratoryjne (i masa innych świadczeń) są wykonywane przez duże prywatne firmy. I wtedy nikomu nie przeszkadza, że prywatny zarobi. Gdzie szpital, przychodnia kupi leki czy prąd jak nie prywatnie? Lata indoktrynacji przez cywilizację śmierci nie idą na darmo. |
|
|
Anonymous @Zofia
Odpowiem Pani:
To jest możliwe. To jest drogie. To oznacza,że pacjent jest przekazywany od Annasza do Kajfasza - za to leczy go "zespół" "firma" "sieć" "zakład" - instytucja nie człowiek. Zależy co kto woli. Są różne potrzeby i powinny również takie być zaspokajane. Pacjent płaci i wymaga, a gdzie się ubezpieczy i w jakim zakresie to powinna być jego wolna wola. |
|
|
Lech "Losek" Mucha Komercjalizacja, komercjalizacją, ale jednak, jak się ma pacjenta podejrzanego o ciężką chorobę, to się koło niego łazi...
To nie są łatwe sprawy...
Tak jak mówiełem, mnie na przykład nikt tego nigdy ie zaproponował. |
|
|
Zofia Tak , chodziło mi o zmianowość w szpitalu i ewentualnie w opiece nocnej i pogotowiu.Wydaje mi się, że byłoby to możliwe. Uczelnie medyczne kształcą wystarczającą ilość lekarzy,ale ,tu chodzi o godziwe wynagrodzenie tego zawodu.
I stąd sprzeciw samych lekarzy,żeby takiego wariantu nie rozpatrywać. W czasach , kiedy lekarze byli z powołania to dyżury "doglądające swoich pacjentów"miały jakiś tam sens. Ale w dobie komercjalizacji gdzie rządzi ekonomia i ze służby zdrowia robi się zakłady pracy(sama nazwa mówi za siebie - zakład opieki zdrowotnej)czy to ma sens??
Chodzi mi o te wyczerpujące chyba całodobowe dyżury.
Być może nie mam racji, ale pozwoliłam sobie Pana o to zapytać,bo Pan się na tym zna.
Pozdrawiam. |
|
|
Lech "Losek" Mucha Rozumiem, że chodzi Pani o system zmianowy w szpitalach i ewentualnie w opiece nocnej i pogotowiu?
Przede wszystkim ghdyby zatrudnić lekarzy na zmiany, to na pocczątek trzeba by ich znaleźć więcej. Bo kodeks pracy przy systemie zmianowym wymaga odpowiednich przerw itd. A w obecnym systemie dyżurujemy najczęściej poza etatem i poza umową o pracę, lub w ramach umowy, ale z opcją opt-out, czyli rezygnując z wliczania godzin dyżurowych do czasu pracy. Poza tym, gdyby pracowac w szpitalach na zmiany, nie było by możliwości by lekarz prowadzący mógł codziennie widzieć pacjenta.
Mnie osobiście przez dwadzieścia lat pracy nikt takiego systemu nie zaproponował.
Pozdrawiam. |
|
|
Lech "Losek" Mucha Nie! Lech dał głos w swom imieniu. |
|
|
NASZ_HENRY Lobby lekarskie dało głos, głosem Lecha ;-) |
|
|
Zofia Panie doktorze, jest Pan z branży medycznej, to na pewno będzie Pan miał wiadomości i odpowie na nęcące mnie pytanie: dlaczego lekarze bronią się przed 8 godzinną pracą w szpitalach i przychodniach? Zrozumiałe są sytuacje, kiedy przedłuża się operacja czy niestabilność pacjenta wtedy wymaga to pozostania w "nadgodzinach". To byłoby po prostu zapłacone tak jak płaci się za nadgodziny. Pozostały mi w pamięci dwa przypadki , kiedy rodziłam dzieci. Pierwsze - w swoim rodzinnym mieście, kiedy do przedłużającego się porodu (w nocy) budzono dyżurującego lekarza i drugi w innym mieście (oddział był zamknięty ze względu na remont),gdzie w nocy lekarz autentycznie dyżurował na porodówce całą noc wraz z całą ekipą położnych. Przecież mogli się zmieniać co 8 godzin, wtedy nie musieli by sypiać w szpitalu.
Pozdrawiam serdecznie. |