Otrzymane komantarze

Do wpisu: Zabójcze sztormy przychodzą nagle
Data Autor
jazgdyni
Tak, to słynna cisza przed burzą.  Co ciekawe, teraz, od kilku lat widzimy zjawiska pogodowe, których nigdy, przez dziesięciolecia nie było. Jak choćby ulewa parę lat temu w Gdańsku. Opady były tak intensywne, że opady spływając z moreny do Wrzeszcza tak zalał ulice, że jeden pan utopił się w swoim aucie.
jazgdyni
Gratuluję słusznej decyzji.Co dwie głowy, to nie jedna. A my potrzebujemy milion głów.
jazgdyni
CześćTo nie jest tak prawnie oczywiste. W systemie pracy na morzu kontrakt na wybrany statek, u konkretnego armatura, kontrakt, czyli umowę pracy podpisuje się u agenta - polskiego pośrednika. Więc w sensie prawnym ja sobie sam nie szukałem pracy zagranicą, tylko formalnie zatrudniałem się w Polsce. I tu jest coś, o czym ZUS milczy. Pierwsze moje kontrakty na zachodzie dostawałem w MAG - Morskiej Agencji Gdynia. Był jeszcze warszawski POLSERVICE, który również marynarzy obsługiwał, ale w większości wiele innych lądowych zawodów. I tu ciekawostka, o której ZUS wie, ale udaje, że nie wie. W latach 1987 - 1990 właśnie gdy MAG mnie skierował na obcy statek, to dodatek za warunki szkodliwe istniał i go dostawałem! A potem przestał istnieć, choć nie powstał jakiś akt prawny by nam to obciąć. Więc nie gadajcie bzdur. A może wiecie jakie przywileje i dodatki mają Polacy - nie europosłowie, tylko ich asystenci, sekretarza, itd w Unii Europejskiej w Brukseli, czy w Strasburgu.? A wszyscy dyplomaci w ambasadach i konsulatach? Jak nie wiecie to się dowiedzcie, a potem dyskutujcie.Niestety, nadal jesteśmy bardzo prowincjonalni nie światowi.
rolnik z mazur Waldek Bargłowski
@ JanuszTo prawda. Moj przyjaciel po WSM w Gdyni też.na początku swojej kariery morskiej pracował w PLO zanim nie zaczęli likwidować flotę. Potem od Greków, Angoli i Norwegów .Też mu niestety ZUS nie uwzględnił tych lat pod obcą banderą.Musi dorabiać. 
jazgdyni
Pracować dla polskiego armatora??Gdy pracowałem w PLO w 1986 roku, byliśmy morską potęgą. Mieliśmy 174 bardzo nowoczesne statki, nawet wtedy kiedy  było mało takich nowości jak ro - ro, czy con - ro my mieliśmy na liniach do Ameryki, czy Australii.Wróciłem z USA po Okrągłym Stole. A już w 1990 PLO miało tyko, jak pamiętam 7 - 8 własnych statków. Gdy liczba floty malała, Gdynia obrastała wypasionymi posiadłościami.I uczciwa prawda jest taka, że wtedy każdy wolał pracować za dolary a nie za złotówki. Czemu się dziwić?
krzysztofjaw
Witam serdecznie...ZUS-u nie odpuszczaj, po prostu sądownie walcz do końca, nawet w zewnętrznych trybunałach sprawiedliwości i żądaj pokrycia kosztów sądowych. Niestety w Polsce co do istoty nie mamy prawa precedensowego, ale nie zaszkodzi przedstawienie sędziemu pozytywnych dla powoda rozstrzygnięć w analogicznych procesach w Polsce. Życzę powodzenia!Pozdrawiam 
jazgdyni
@WaldekPowiem ci, że to nie hałas jest najbardziej destrukcyjny dla zdrowia. Konkretnie dla słuchu. Tak, oczywiście straciłem sporo słuchu. Teraz nieświadomie się drę, pogłaśniam muzykę, a żona na mnie wrzeszczy. Poświecił mi w tej sprawie trochę czasu najlepszy laryngolog, którego od lat znam. No i odkryliśmy przyczynę, dlaczego na statkach traci się słuch. Zresztą to była prawda już od dosyć dawna znana. To nie hałas, którego poziom  w różnych miejscach statku jest prawnie określony i wiadomo kiedy trzeba stosować, jak to nazywam, różne głuchosłuchy. Tylko to nieustanne wibracje, drgania całego statku od wszystkich pracujących maszyn powodują wprost mechaniczne ścieranie się coraz bardziej tych maleńkich kosteczek w uszach.Dodam, że co dwa lata kiedy się odnawia Świadectwo Zdrowia (po 50-tce co rok), to również przechodzi się badanie słuchu. Koncentrują się najbardziej na częstotliwościach ważnych w komunikacji. A później dochodzi do takich śmiesznych sytuacji, jak mój kolega, pewien kapitan, kupił w końcu słynną duńską wieżę hi - fiza grubą kasę. a niedługo potem był na badaniach i okazało się, że praktycznie słyszy tylko do 12 kHz. Chyba dlatego nie lubił skrzypiec :))
spike
dziwne i "niezrozumiałe" jest, że @jazgot chwalił się darmową pomocą GPT, która mu pomoże wyrwać grubą kasę.Jakby tak było, to GPT powinien od razu poinformować o warunkach jakie trzeba spełnić w kwestii pracy dla zagranicznych firm i jak to się ma i rozlicza w Polsce.To co teraz komentujemy, to bullshit.
spike
Z tego co wiem, pracownik pracujący (legalnie) poza Polską, dostaje wyliczoną emeryturę z tego kraju na podstawie jego przepisów, w Polsce wg polskich.Można zgłosić połączenie tych emerytur w jedną.@jazgot może się ubiegać o dodatek do emerytury, tylko z części pracy w Polsce, jeżeli spełnia kryteria "szkodliwości" warunków pracy, a praca serwisanta urządzeń elektronicznych jest szkodliwa ?Ogólnie może być zaliczana do niebezpiecznej, a od tego można się specjalnie ubezpieczyć.
Mrówka
Często bieżące warunki płacowe u zagranicznego pracodawcy przysłaniają długofalowe straty związane z uprawnieniami do krajowej emerytury. Cóż, powinny to być kwestie świadomego wyboru.
Mrówka
@jazgdyni - Rozumiem Twoją frustrację.  Miałbyś szansę na uznanie pracy w warunkach szczególnych lub szkodliwych, gdybyś był oddelegowany z macierzystego zakładu PLO do zagranicznego armatora. Jeśli tak nie było, to o dodatkowe świadczenia emerytalne powinieneś zwrócić się do zagranicznego podmiotu, właściwego dla zarejestrowania armatora. Dla ZUS-u formalnie być może miałeś ten okres jako pozostającego bez pracy, nawet bez okresu bezskładkowego, czarna dziura w systemie ubezpieczeń społecznych. Jak już ktoś wspomniał - nie przedstawiłeś uzasadnienia ZUS-u, zatem trudno jednoznacznie odnieść się do Twego przypadku.
tricolour
Przede wszystkim sprawy urzędowe toczą się na podstawie dokumentów, a nie strachu, że się wywrócił kontener - to sprawa dla psychologa, nie urzędnika.Poza tym nie wiem dlaczego polski ubezpieczyciel ma zapłacić drugi raz za to, za co zapłacił juzy zagraniczny pracodawca.
Jan1797
 "Toczę walkę z ZUS-em."Może należało pracować dla polskiego armatora. Przyznam, że istnieje pewien rodzaj pretensji, które podnoszą mi ciśnienie ponad miarę.
spike
ochroną od hałasu są nauszniki, kto ich nie nosi, bierze odpowiedzialność za swój słuch.Pracodawca ma prawo takiego pracownika ukarać, a nawet zwolnić z pracy.Za pracę w szkodliwych warunkach, pracodawca ma obowiązek wypłacać specjalny dodatek.
spike
Tobie nie należy się dodatek za pracę w warunkach szkodliwych (nie wykazałeś), a dlaczego, zapytaj się swojego kumpla GPT, który miał ci pomóc oszczędzić kasę na prawnika, chyba że jest tak cienki jak Bolek.
spike
"Teraz sprawa jest w sądzie. Odnalazłem kilka precedensów, gdzie sądy, m.in. Sąd Najwyższy przyznały rację poszkodowanym marynarzom."W Polsce nie ma precedensów, każdy wyrok sądu może się różnić w tej samej sprawie.By się odwołać do wyroków SN, sprawa musi być on b.podobna do tej sprawy, a która pewnie dotyczyła polskich warunków, bo nic nie jest podane.Jak się pisze taki tekst, to się podaje odpowiednie przepisy prawa, szczególnie w odniesieniu do pracy u zagranicznych pracodawców w powiązaniu z polskim prawem. PS. a co z oszczędzonymi pieniędzmi na adwokata, miało ich być dziesiątki tysięcy, GPT się nie wykazała ?
rolnik z mazur Waldek Bargłowski
@ triPiszę z własnego doświadczenia. Odwiedziłem kolegę na statku i po prostu pierwsze co mnie uderzyło to permanentny odgłos silników.Kolega stwierdził, ze on juz się przyzwyczaił i tyle w temacie. Z pewnością jest to dopuszczalny hałas.
tricolour
@rolnikJaki jest poziom tego hałasu? Można dopuścić do eksploatacji sprzęt przekraczający normy hałasu i narażający obsługę na szkodliwy poziom? Nie ma norm pracy, w sensie przerw w pracy, bilansujący szkodliwość? Nie ma środków ochronnych w sensie BHP, czterech poziomów ochrony przed wpływem czynników?
spike
@tri - chciałem coś podobnego napisać.Do rozstrzygnięcia zostaje sprawa szkodliwości pracy marynarza przez zachodniego armatora, kolejna sprawa to wspomniany wyrok polskiego sądu na korzyść polskich marynarzy, jego uzasadnienie.Zasadnicze pytanie, czy Polska ma obowiązek płacić "szkodliwe" za pracę u zachodniego pracodawcy, gdzie były płacone składki ubezpieczone, chyba zachodni ubezpieczyciel jest zobowiązany do wypłaty odpowiednich świadczeń.@janusz nie podał uzasadnienia odmowy.
rolnik z mazur Waldek Bargłowski
@ triHalas - dokładnie.Ten ciągły hałas pracujących silników - dzień i noc. 
rolnik z mazur Waldek Bargłowski
@ RomualdAkurat Zamordeje są znane z silnych wiatrów. Dla sternika to sporo dawka adrenaliny się wydziela. Ale to nie sztuka żeglować w słońcu i lekkim  wietrze.Anglicy maja powiedzenie - chcesz poznać charakter przyszłej zony to zabierz ja na tydzień na jacht.To samo tyczy się  dzieci i facetow oczywiście, zeby nie bylo , że...Mala przestrzeń, czasem ciężkie warunki pływania...
tricolour
Zastanawia mnie jedna rzecz - kolega chce uznać część swojej pracy za pracę w warunkach szkodliwych tłumacząc pracę nie szkodliwymi warunkami, ale faktem, że była niebezpieczna. To jest pozbawione logiki.Niebezpieczne jest pływanie wśród rekinów, bo mogą użreć nogę, ale trudno nazywać takie pływanie, że odbywa się w warunkach szkodliwych. Gdyby się pływało w jakimś syfie, a nie w czystej wodzie, to co innego...Napisane jest wyraźnie:"Praca w warunkach szkodliwych to zatrudnienie, podczas którego pracownik jest narażony na czynniki fizyczne (hałas, pyły, wysoka/niska temperatura), chemiczne (toksyczne substancje) lub biologiczne (wirusy, bakterie), przekraczające dopuszczalne normy i mogące negatywnie wpłynąć na jego zdrowie..."Trzeba przed Zusem udowodnić hałas (pewnie będą chcieli wyniki pomiarów), pyły, wysoką i niską temperaturę (jako ciągły element każdego dnia pracy przez trzy dekady), obecność substancji chemicznych i wirusów. Do tego normy, certyfikaty szkodliwości producentów i labów.Ja nie mam nic przeciw dochodzeniu własnych praw, wręcz przeciwnie - trzeba dbać o siebie. Ale z głową, warunki szkodliwe zostały literalnie wymienione wraz z ich koniecznym negatywnym wpływem na zdrowie, a nie wygodę.
Romuald
Jako podrostek na początku lat 90-tych przeżyłem sztorm na Jeziorze Nidzkim przy Zamordejach, tam ponoć często wieje. Kobiety (Mama i Ciocia) i dzieci (ja) zapięte w kapoki zostały wysłane pod pokład robić za balast, woda przelewała się nad jachtem. Tato z Wujkiem jakoś nas z tego wyprowadzili, właśnie w kierunku przybrzeżnych trzcin. Jak wpadliśmy w taką pogodę nie pamiętam. Dla mnie wrażenia były świetne, a brak świadomości czym mogła skończyć się taka przygoda dla dziecka był raczej zbawienny.
rolnik z mazur Waldek Bargłowski
@ jzgJest trochę czasu, żeby uciec. Nagle wszystko cichnie. Robi się flauta na jeziorze. Masz z dwadzieścia minut, zeby uciec w trzciny albo do brzegu, zanim nie przyjdzie wiatr sztormowy.Miałem taka sytuacje raz na  jeziorze Roś. Straciłem przedłużacz steru i na szczęście  zdryfowalismy w trzciny. Ros to wąskie i długie jezioro.Na Śniardwach byłoby trudno. Bodajże w 2001 zginęło chyba 11 -stu żeglarzy. Byłem na pobliskim jeziorze Bialolawki i obserwowałem z brzegu. Na szczęście nikt nie żeglował.
Romuald
Biały szkwał na Mazurach z 2007 roku widziałem z perspektywy szczura lądowego, akurat wysiadłem z pociągu, w Mrągowie bodajże. Mała czarna chmurka unosiła się bardzo wysoko. Z dworca nad wodę wybrałem się pieszo i tak w ciągu może piętnastu minut padało tak, że na asfalcie woda stała po kostki a widoczność w nawalnym deszczu nie była większa niż pięć metrów. Na drodze na Warpuny obyło się bez zwalonych drzew, za to konary zalegały w znacznych ilościach. Co do ostrzeżeń, nie słyszałem żadnych, choć jak na szczura lądowego przystało nie byłem na takowe wyczulony. P.SDla Pana informacji, skoro otrzymałem zachętę do pisania. Powoli acz sukcesywnie pracuję nad swoim pierwszym blogowym artykułem/wpisem.