Otrzymane komantarze

Do wpisu: WIZERUNEK Jak cię widzą, tak cię piszą
Data Autor
Niezalogowany
Bredzisz, kłamiesz i manipulujesz, ruski trollu: "W szczególności PiS nie ma do za­oferowania po­mysłów, które choć potenc­jalnie mogłyby być akcep­towalne dla kogo­kolwiek spoza PiS" - czyli zwiększanie dobrobytu Polaków, znaczenia Polski na arenie międzynarodowej i bezpieczeństwa gospodarczego i militarnego państwa nie jest akceptowalne dla kogokolwiek spoza PiS? Bo taki jest właśnie program PiS i jak widać działa dla wszystkich, nie tylko dla ludzi ogłupionych dezinformacją ekspozytury politycznej BND na Polskę, czyli PO. A jaki program ma ta ekspozytura? Taki: " ***** *** ". I nic więcej nie mają do powiedzenia.  
u2
W szczególności PiS nie ma do za­oferowania po­mysłów, które choć potenc­jalnie mogłyby być akcep­towalne dla kogo­kolwiek spoza PiS. Baju, baju, ja nie jestem z PiS. PiS, a szerzej obóz Zjednoczonej Prawicy przedstawia dla mnie najlepszą ofertę, bo pełomafia, lewizna czy kuńfa chce mojego dobra, więc moje dobro muszę przed wami głęboko chować :-)
mada
Nie każdą funkcję da się rozwinąć w szereg ale każdy szereg jest rozwinięciem jakiejś funkcji. Ja twierdzę, że każdą funkcję ciągłą , która jest określona w pewnym przedziale da się rozwinąć w szereg w tym przedziale. I to byłoby podstawą do metody rozwiązania każdego równania różniczkowego w danym przedziale.  
Darek
I to jest tragedia. Wszyscy ograniczają się do swojego elektoratu. Bo skoro głosujesz na PO, to już nie spojrzysz na nic innego. Jest duża grupa, która nie myśli kategoriami partyjnymi, a w miarę racjonalnie.
u2
Jak Pan to sobie wyobraża? Nie wiesz ile jest połączeń między N węzłami ? Za trudne dla ciebie do policzenia ? :-)
Jabe
No ale polityczna na­parzanka o­granicza się do kto – kogo. W szczególności PiS nie ma do za­oferowania po­mysłów, które choć potenc­jalnie mogłyby być akcep­towalne dla kogo­kolwiek spoza PiS.
mada
Połącz każdy neuron z każdym innym. Chodzi o ilość atomów we wszechświecie widzialnym. Ile jest niewidzialnych nie wiadomo.  
tricolour
Szacuje się ilość atomów we wszechświecie na 1e80. Bilion to 1e12... Coś nielog jakiś milczący, prawie nudno.
Darek
Jan Przyjmuję Pana argumenty, rozumiem Pana spojrzenie, ale się nie zgadzam. Podział w 2010 roku pozamykał wiele drzwi, bezpowrotnie. I to PIS powinien zrozumieć, że             jakakolwiek próba "dogadania" się z opozycją nie ma sensu. Silni i zorganizowani na wielu frontach muszą robić swoje.
Jabe
100 bilionów po­łączeń we­­wnętrznych (czyli po­dobno więcej niż ilość wszys­tkich atomów we wszech­świecie) Jak Pan to sobie wyobraża?
jazgdyni
@Imć Waszeć To co nie ma końca, nie ma też początku. Nie pamiętam kto to powiedział. Kant? Między innymi dlatego zawsze fascynowało mnie koło, albo okrąg, który mieści w sobie wszystkie możliwe liczby. [ Potem oczywiście zakochałem się we Wstędze  Möbiusa i Butelce Kleina] Dosyć dawno nasi prechistoryczni przodkowie zostali mentalnie zmuszeni do posługiwania się niewielkim zbiorem liczb. Nie ogarniali wiele. Co interesujące, zero zostało "wymyslone" dużo później. Jednakże, co dzisiaj kognitywistyka wie już na pewno, że te 86 miliardów neuronów w mózgu pod czaszką, tworzących około 100 bilionów połączeń wewnętrznych (czyli podobno więcej niż ilość wszystkich atomów we wszechświecie) ma pewien słaby punkt, a właściwie wąskie gardło. To jeden z najważniejszych elementów percepcyjno - rozumówych, łączących osobisty świat wewnętrzny ze światem zewnętrznym, jakim jest pamięć robocza (takie RAM). I każdy człowiek, za wyjątkiem autystyków, skutecznie i z łatwością ogarnia tylko cztery liczby. Oczywiście szybko się nauczył zapamiętywać o wiele dłuższe ciągi liczb, dzieląc je na czteroelementowe kawałki. Chyba każdy tak robi. I to całkiem bezwiednie. Czy w tym właśnie mamy kłopot, że praca z liczbami i na liczbach nie za łatwo nam przychodzi. Czy tu również nie leży też ta silna tendencja zawodowychn i hobbystycznych matematyków do budowania przeróżnych kategoryzacji, relacji i słownika nowych pojęć. Mozna sobie tu zadać pytanie - dokąd to zmierza? Inna sprawa. W tych wszystkich teoriach liczb, w algebrach, topologiach, itd, każdy element, zazwyczaj najprościej liczba, ma w każdym możliwym zbiorze, ciągu, czy w czymś innym, ściśle określoną lokalizację. Jeżeli jednak przeskoczymy na obszar wszelakich teorii kwantowych, to własnie najważniejsze, co rzuca się w oczy, to brak lokalizacji jakiegokolwiek kwantu. Czyli znowu otworzyło się w matematyce kolejne pole działania (nie mam na myśli teorii prawdopodobieństwa istniejącej od dawna, lecz te rozwijające się jak Complicity, Chaos). No i co zrobić z tym Laplace's Demonem?
Jan1797
 Dlatego musimy każdą sytuację wykorzystywać na 200%. - pełna zgoda. Nauczyć się grać na kilku fortepianach. - pełna zgoda. Może to, co napiszę, zabrzmi paradoksalnie, ale bardziej Polsce szkodzi słabość PIS-u niż donosicielstwo opozycji. - Czy zrozumie Pan, gdy napiszę, że po podziale jaki nastąpił w kwietniu 2010 roku nie ma innego sposobu prowadzenia polityki przez PiS.
Dark Regis
Ta rozmowa zaczyna się też od Kanta, ale szybko zbacza na dzikie pola ;) chat.openai.com
Dark Regis
Czyli pierścień, w którym pewien ideał pierwszy P i jego potęgi P^k tworzą coś w rodzaju zbieżności ciągów (ciągi Cauchyego i te sprawy w topologii np. Zariskiego dla utrwalenia poglądu; to taka topologia, w której dopełnienia zbiorów opisanych wielomianami o wymiarze mniejszym niż całość zbioru (wymiar tu to trudne zagadnienie i wiąże się z wymiarem Krulla dla pierścieni - max długość łańcuchów ideałów pierwszych)) są otwarte. Jest to właśnie P-adyczność (duże P, bo P jest zbiorem), gdzie P jest ideałem. Dla wymiaru 1 oznacza to topologię koskończoną, gdzie otwarte są dopełnienia zbiorów punktów (które nie są ciągami zbieżnymi do jakiegoś punktu, są odizolowane). Teraz wystarczy tylko skonkretyzować te pojęcia dla pierścienia liczb całkowitych i ciągu ideałów (p), (p^2),..., żeby otrzymać ciało liczb p-adycznych (małe p, bo p jest liczbą reprezentującą zbiór liczb podzielnych przez p). Tyle w kwestiach technicznych dotyczących liczb. Teraz zagadnienie, gdzie współczynnikami są jakieś liczby przenosimy na przypadek, gdzie współczynnikami są funkcje. Przykładowo na początek możemy utworzyć równania dla pierścienia Z[X][[Y]], to oznacza zbiór formuł, które tworzy się jako szereg zmiennej Y, gdzie współczynnikami są wielomiany od X (można X traktować jak czas np. zmienna t. Oczywiście nie wszystkie funkcje mają zbieżne szeregi, nie wszystkie dadzą się rozwijać w szeregi i jeszcze wiele wiele innych szykan, lecz chodzi mi o to, żeby podkreślić związek równań różniczkowych z równaniami wielomianowymi, które nota bene są po prostu ideałami (tak jak liczb a p wyznacza ideał liczb podzielnych przez p, tak samo wielomian lub szereg F wyznacza ideał w swoim pierścieniu). Analogie nasuwają się same. Jest wiele podejść do rozwiązywania równań różniczkowych, a to o którym tu piszę można zobaczyć jako przestrzenie dżetów, czyli gdzie każda pochodna, każde y z primami wyznacza swoją własną podprzestrzeń liniową. No bo w sumie to jest coś takiego jak "pochodna wielomianu x^n+..., to jest wielomian x^{n-1}+...", a to jak wiemy z powyższego rozumowania rozbija całą przestrzeń tworów z iksami na takie "włókna" zależne od kolejnych potęg x, czyli też prowadzi do pewnej topologii cosik-adycznej. Dodatkowo w przypadku równań różniczkowych liniowych możemy posługiwać się pojęciem operatora różniczkowego w podobny sposób jak w kombinatoryce są delta-operatory na algebrach incydencji, a to daje bazę operatora i te sprawy. Warto tam zajrzeć. Stąd zagadnienie rozwiązywania równań różniczkowych można sprowadzić do algebry, a konkretnie do geometrii algebraicznej. Alternatywną drogę stanowi przejście przez grupy i algebry Liego, czyli badanie symetrii równań w przestrzeni mającej dodatkowe operacje algebraiczne (nawias Liego). To było wielkie odkrycie, bodaj Gelfanda, że zauważył on podobieństwa pomiędzy zwykłymi pierścieniami, a pierścieniami funkcji jednej zmiennej, co dalej doprowadziło do rozwoju teorii, czyli tego wszystkiego, co służy dziś do rozwiązywania RR.
Dark Regis
@mada, po prostu z równaniami i układami równań różniczkowych jest "prawie" tak samo, jak z równaniami wielomianowymi. W obu przypadkach pewne "rozwiązanie" nie znajdują się w tej samej przestrzeni co opis równania, współczynniki i niewiadome. Przykładowo w równaniu wielomianowym mogą pojawiać się rozwiązania będące liczbami zespolonymi (ale nie wszystkimi przy ograniczonym zbiorze współczynników, np. dla wymiernych). Wiąże się to z tym, że końcowym produktem różnych procedur rozszerzania oraz uzupełniania zbioru współczynników są właśnie liczby zespolone. Inaczej mówiąc, gdy mamy wielomian o współczynnikach zespolonych, to już nic nie przeszkadza i ma on tylko same zespolone rozwiązania i żadnych innych. Dalej rozszerzać się już nie da. Ten sam przykład dla równań wielomianowych o współczynnikach w ciele skończonym np. {0,1,....,p-1} z operacjami modulo p (liczba pierwsza) również prowadzi do ostatecznego "rozszerzenia" przestrzeni współczynników do algebraicznego domknięcia ciała skończonego rzędu p. Jest to w przybliżeniu suma wszystkich ciał skończonych rzędu p^k, dla k=1,2,3,..., w której to sumie każde poprzednie ciało jest włożone w kolejne. Jak? Po prostu trzeba raz w życiu przeliczyć coś w ciele Galois rzędu p^2, czyli takim Z_p[X]/(X^2+aX+b), czyli mamy współczynniki będące elementami zbioru {0,1,2,...,p-1} stojące przed różnymi potęgami X (zauważmy, że to jest taki element transcendentny, czyli niealgebraiczny, może nim być równie dobrze liczba Pi), te wielomiany dzielimy przez wielomian X^2+aB+b, gdzie a i b dobieramy tak, żeby ten wielomian był nierozkładalny w tym ciele. Co ciekawsze (zob tw.) wybór różnych wielomianów prowadzi do tego samego ciała Galois. Po prostu inny wielomian, to nieco inna arytmetyka, która jest zupełnie inna niż w ciałach prostych rzędu p (zob. Wikipedia, gdzie jest to pokazane niemalże na palcach). Tak więc wkładamy każde ciało w następne i w takim ustawieniu przechodzimy do nieskończoności z k (formalnie granica odwrotna systemów algebraicznych). W efekcie ciało Z_p lub F(p) staje się tu "zbiorem liczb całkowitych", zaś ciała GF(p^k) są tu w roli "ułamków". Piszę to w uszach, bo to trochę co innego niż liczby całkowite i liczby wymierne jako ich ułamki. Po prostu w liczbach całkowitych mamy takich wież opartych o różne liczby pierwsze, czyli konkretnie ideałów pierwszych (p) nieskończenie wiele, zaś w przypadku ciał nie możemy posługiwać się już pojęciem ideału, a mamy coś a la "ślad" po ideałach, ślad po spektrum, artefakt powstały w wyniku konstrukcji. To coś przypomina jednak nieco taką konstrukcję, którą nazywamy pierścieniem lokalnym, czyli takim co posiada tylko jeden ideał maksymalny. To ważne, żeby dostrzec ten związek, bo od tego zależy zrozumienie. Tak więc mamy tu opisaną operację lokalizacji względem ideału pierwszego (czyli ułamki mają tylko określone mianowniki). Stąd pochodzi pojęcie liczb p-adycznych, które też stanowią ciało.
mada
 jazgdyni  "A ponadto nadal mnie dręczy rozwiązanie problemy trzech ciał (a potem wielu ciał)" Miałem do rozwiązania układ dwu równań różniczkowych nierozwiązywalnych normalnymi metodami. Dopiero po zastąpieniu siły aktywnej siłą bezwładności układ stał się dziecinnie prosty. Dużo później pomyślałem o tym problemie trzech ciał i możliwości zastosowania tej metody ale na myśleniu się skończyło. Spróbuj czy to coś da. Pomyślałem też o możliwej metodzie rozwiązywania każdego równania różniczkowego w pewnych granicach przy pomocy rozwinięcia Fouriera.  Oraz zacząłem ścisłe, nie przybliżone, obliczenie naprężeń płyty  ale to już za późno, czas płynie, ja z nim.  Przydał by się @Imć Waszeć w domu.  
Dark Regis
Kiedyś rozmawialiśmy o Kancie. Było to na blogu Pana Surmacza. Zabierałem się wtedy do napisania mini powieści, głównie po to, żeby spróbować jak to się robi. To jest jak z tym kawałem, gdzie "... już do Lidki się sposobił..." ale nagle słyszy "... Stachu! Stachu! A jak to się robi?..." ;))) Tak więc w tej powieści (nie, nie w tej dykteryjce o robogaciach, albo o podobnych, które pisałem czasami ;) był kot. Kot nie byle jaki, bo profesorski. Do pewnego naturszczyka, ale nie naturalnego, tylko naturalizowanego (skomplikowana sprawa związana z katastrofą emigracyjna w POlsce), przyjeżdża na wakacje rodzina profesorska z kotem. Tu cała fabuła... Któregoś roku przyjeżdża tylko profesorowa oraz kot, a nie przyjeżdża profesor i już nigdy nie przyjedzie. Zmarł podczas jakiejś konferencji. Profesorowej też nie bardzo jest jak siedzieć w chałupie z naturszczykiem, a kot nie był "jej". Zatem zostaje tam tylko kot i puszki z karmą. Kot ma na imię Kant i stąd całe zamieszanie. Dla jednych kant to rodzaj oszustwa. Dla innych filozof tworzący filary nauki naszych czasów. No ale co ma o tym wiedzieć jakiś naturszczyk? Okazuje się, że w rozmowach z profesorem zostało zasiane u niego ziarno zwątpienia w jego poukładany dotąd i pasujący w każdym detalu system objaśniania świata. System ten rozciąga się od typowego chłopskiego rozumu, przez "w szkole mieliśmy", dalej "mój kumpel co to jest... twierdzi, że...", a na religii pojmowanej w kategoriach szpuntu kulturowego kończąc. Ziarno to długo kiełkuje, aż któregoś dnia zakwita. Niestety, jest to zgubne dla naturszczyka, bowiem z powodu swoich ekstraordynaryjnych zainteresowań popada w konflikt z ogółem. "Nie jesteś już taki jak my". Czy ktoś myślący inaczej niż ogół ma szansę przekonać innych, że nie jest wariatem, a to co się stało to nie zidiocenie tylko forma olśnienia i zrozumienia na nowym poziomie? Raczej nie, bo kużden ma swoje, dlatego ten co się odkleja, izoluje ma zwyczajnie przegwizdane. Czy są to mechanizmy jakieś dziwaczne, szczególne, nietypowe? Nie. Są to mechanizmy normalne i pospolite, a przez to niszczące i służące do tłamszenia tych, którzy chcą jakąś "nielegalną" drogą zdobyć lub osiągnąć inną pozycję w społeczeństwe niż została mu ona nadana z góry. Człowiek w naszych społeczeństwach jest po prostu przypisany do roli, jak chłop pańszczyźniany i jego osobiste walory, umiejętności, zalety mają tu GNwo do powiedzenia. Liczy się tylko środowisko, w którym trzeba "jakoś" żyć (mieć co jeść). Skrystalizowaną formą tego niewolnictwa mentalnego jest rzecz jasna papier, pozycja, znajomi, ten, pod którego da się podpiąć. Ale odbiegłem za daleko od tematu kota. Jak może namieszać w życiu kot noszący imię Kant? Czy AI może być jak ten kot?
jazgdyni
@Imć Waszeć Całą moją przyjaźń i prostotę liczb zatraciłem na pierwszym roku studiów, bądź co bądź technicznych. To tam zmuszono mnie do zaakceptowania liczb urojonych i używania do rozwiązań liczb zespolonych. A jeszcze potem trafiłem  na kompletny misz - masz, jak po halunach, czyli algebry abstrakcyjne i tu się wyłączyłem. A ponadto nadal mnie dręczy rozwiązanie problemy trzech ciał (a potem wielu ciał). Więc może dlatego u mnie tak silna tendencja ucieczki w filozofię (Te fragmenty Kanta są świetne) i transcendencję?
Dark Regis
Gdyby jednak jakieś parametry w naszym wszechświecie były inne, to na przykład trwałe lub znacznie trwalsze i powszechniejsze niż obecnie mogłyby się okazać pentakwarki. To już byłby zupełnie inny wszechświat z zupełnie inną materią, a stąd o innych własnościach materii, może innych oddziaływaniach, czyli też o odmiennej fizyce. W każdym razie nie jest to niemożliwe, ale prawie na pewno (tu znów odwołuje się gorzkich tez wykładu Izydorczyka) będzie to zwalczane jak herezja. No i tu wracamy do innego tematu poruszanego w przeszłości na NB: "sztuczna" czyli "artificial" fizyka, biologia, ekonomia, życie [nazwa-Nauki], czyli jak skutecznie jesteśmy w stanie prowadzić rozumowanie oderwane od obowiązującego kanonu, czyli paradygmatu. Szczególnie ważnym przypadkiem owej sztuczności okazuje się dzisiaj "inteligencja". 7. Jak pozbyć się skostnień i nalotów doktrynalnych w naszym myśleniu? Jak omijać szerokim łukiem kaznodziejów nauki (typu Einstein)? Jak być twórczym w pełnym tego słowa znaczeniu? Wszystkie te pytania zyskały nową płaszczyznę do badań, którą jest AI i nie chodzi mi o ChatGPT i pokrewne zabawki, tylko o poważne wdrożenie wraz z rozumowaniem i dostępem do wiedzy miliardów ludzi jednocześnie, a wszystko uruchomione na pojawiających się już zajawkach komputera kwantowego. Wraca tym samym problem modelu obliczeń lub modelu obliczalności, a także "czy ludzki mózg jest typem hiperkomputera?" 8. Wróciłbym też do problemu parkietaży nieokresowych (Penrose), obliczalności "stałych" fizycznych, czyli przechodzenia ich przez obszary liczb nieobliczalnych w wyniku postulowanej równaniami ciągłymi ewolucji, wreszcie do powstających w dziwny sposób i dosłownie wszędzie w układach dynamicznych obiektów zwanych przeze mnie "gliderami". W przypadku gry Life na gliderach zbudowano komputer będący uniwersalną maszyną Turinga. W zagadnieniu Mrówki Langtona, choć jest to obliczenie jednomodalne, pojawiają się wzorce lub trasy biegnące do nieskończoności, które też mają cechy gliderów. W przypadku kinezyn, czyli białek w komórkach eukariotycznych coś podobnego do gliderów służy do przekazywania komunikatów chemicznych (chodzą one po mikrotubulach), itd. itp. Po prostu mamy czasy powstawania nowej nauki i nowych pojęć, czyli potrzebę nowego języka dostosowanego do nowego oglądu rzeczywistości. To na razie tyle, bo zabraknie miejsca na komentarze ;)))
Dark Regis
Co to znaczy? Relacje nie są jakimiś szczególnymi obiektami w matematyce klasycznej. Z definicji to dowolne podzbiory iloczynu kartezjańskiego pewnej liczby zbiorów. Nas interesowałyby tylko relacje, które są binarne, czyli dotyczące dwóch egzemplarzy tego samego zbioru AxA. W ten właśnie sposób można zdefiniować na zbiorze A relację (częściowego) porządku. Long story short... gdy spojrzy się na EM, LPO, LLPO i ich zależności w matematyce konstruktywistycznej, to wynika z nich, że nie każdą relację da się zbudować. Akurat z tą na liczbach naturalnych albo całkowitych nie ma problemu. Ale z tą na liczbach wymiernych, a jeszcze gorzej na liczbach rzeczywistych już jest pewien problem. Czyli próba przejścia od strony konstruktywizmu (dziś nazywamy to toposem) na stronę klasyczną (booleowską) poprzez "portal" skutkuje tym, że "jakoś" ujednolicają nam się pojęcia, które równoważne nie są. Jedne są poza portalem relacjami jak w normalnej "rzeczywistości", zaś drugie tam relacjami nie są. Czym są? Ja to nazywam zasadą porządkującą, o ile uda się w jakiś sensowny sposób opisać ich konstrukcję, co można określać terminem "naturalności", jak np, naturalny porządek, naturalna konstrukcja, algorytm itd. To na razie tyle w tym wątku, bo zamachałbym rękami cały post :) 5. Czym to w takim razie jest? Na portalu Quora spotkałem prof. Thorstena Altenkircha i zainteresowałem się jego pracami. Jest on jednym z twórców koncepcji homotopijnej teorii typów, która jako żywo przypomina mi moja koncepcję "ogólnego toposu", czyli takiego, który nie wyrasta z pnia "zwykłej" matematyki, lecz od podstaw tworzony jest w ramach systemu formalnego opartego na logice nieklasycznej. W czym problem? Na przykład w tym, że można skonstruować kwantyfikatory, które nie poddają się skolemizacji, a to z kolei nie pozwala przenosić w całości tez i wniosków z klasycznej logiki na te nowe dzikie pola. Jeśli chce Pan zapoznać się z takim kwantyfikatorem, to polecam poczytać Henkina. Czyli w skrócie telegraficznym jest to DUŻO więcej niż "rzeczywistość" matematyczna. 6. Nie odnosiłem się jeszcze do samego filmu, a jest o czym pisać. Jedną z koncepcji uniwersum, którą można by tu jeszcze omówić, jest na pewno uniwersum Diuny (zwłaszcza tej z tomów 3+) oraz świat gry "Planescape: Torment" (D&D). Jednak to co można na ten temat powiedzieć nijak miałoby się do "rzeczywistości", bowiem są to luźne kreacje artystyczne, nie zaś szkoły objaśniania świata. Gdybyśmy chcieli zachować rygor naukowości, to pierwszym pojęciem musiałaby być modyfikacja języka, żeby mógł on opisywać więcej aspektów szerszego świata, niż ten dostępny naszym zmysłom. I nie mówię tu o świecie duchów i innych kreacji mniej lub bardziej artystycznych. Chodzi np. o to, że w rzeczy samej materia obserwowalna jest sposobem krystalizacji tej formy energii, której jest tu najwięcej, ale być może tylko jednym z wielu sposobów krystalizacji. Wraz ze spadaniem temperatury we wszechświecie krystalizacja zachodzi ZAWSZE tak jak w CERN.
Dark Regis
Witam. No i znów jesteśmy na rozdrożu poznania, bo wszystko co chciałbym tu napisać wymagać będzie niezliczonej liczby słów. Zaś wszystko co mógłbym napisać sprowadzi się do rozumienia każdego, stanie się funkcją zrozumienia. Kiedyś poruszyłem kilka ważnych tematów, które są ściśle związane z "filozofią" uprawianą w w.w. filmie. 1. Czy możemy rozumować bez aksjomatów i dogmatów? Rozumowanie oparte na strukturach, kształtach. Monady i inne kategorie. (vide "dźgnięcia trójzębem"). W filmie został użyty termin "jednia" co nie jest dokładnie tym, co opisujemy pojęciem "monady". Warto zauważyć tutaj spory rozziew pomiędzy myślą Leibniza oraz tokiem rozumowania Kanta. 2. Czy możemy oddzielić racjonalność od czegoś innego? To, co dzieje się za zasłoną racjonalności przeraża nas głównie tym, że możemy nigdy nie zrozumieć języka, w którym to dałoby się opisać. Nazywam to obecnie portalem. Niech Pan zauważy, że w wykładzie prof. Izydorczyka był w rzeczy samej poruszony analogiczny temat. Opiszę to w skrócie. Granice poznania tworzą najczęściej ludzie, którzy uparli się nie dopuszczać myśli szkodzących własnej koncepcji świata do dyskursu (btw dyskurs nie jest tym, czym go widział ŚP. Karoń). Jest to świadoma lub nie walka z poznaniem dla zachowania uprzywilejowanej pozycji w społeczeństwie. Skąd my to znamy? 3. Czym jest to inne niż racjonalność? Dyskutowaliśmy już tu wielokrotnie o fizyce kwantów, bo to nośne medialnie i przez rozpowszechnienie "zrozumiałe" dla każdego. Czyli po prostu prawie nikt tego nie rozumie, ale każdy o tym mówi, bo dla nich właśnie powstał specjalny język złożony z uproszczeń i intuicji. To że takie podejście prowadzi na manowce jest jasne, ale tylko dla niektórych. Większość z tych, którzy posługują się tym językiem wlepek (nota bene nie różniącym się od propagandy) nie widzi problemu. Przeniosłem ten problem innego na pole logiki oraz matematyki, mówiąc o logikach niestandardowych oraz toposach, w których może nie istnieć uniwersalny obiekt liczb naturalnych (co najmniej indukcja tam nie istnieje). Problem jest teraz tak postawiony: mamy "rzeczywistość" boolowską obejmującą klasyczną matematykę, oraz ponad-rzeczywistość heytingowską, która nie za bardzo chce się sprowadzać jakimś przekształceniem (uproszczeniem, wyprostowaniem) do tej pierwszej - to jest też portal. 4. Czy pamięta Pan rozmowę o LPO/LLPO (limited principle of omniscience), Najtrudniejszej Zagadce Świata (Smullyana), paradoksie numerowania kul liczbami naturalnymi (analog hotelu Hilberta), gdzie po numeracji nieskończenie wiele kul znika w trakcie operowania na nich (to też asumpt do tezy Churcha-Turinga), o niemożności skonstruowania bijekcji pomiędzy zbiorami ℤ oraz ℚ (lemat Kuratowskiego-Zorna twierdzi, że jest to możliwe) pl.wikipedia.org Ja zaś twierdzę, że raczej nie. Problem polega na tym, że aby to udowodnić musiałbym dokonać właśnie przejścia przez ów "portal", czyli rozwinąć kompletnie nową matematykę....
Kaczysta
Zapachniało ruskim trupem
Darek
Zgadza się. Dlatego musimy każdą sytuację wykorzystywać na 200%. Nauczyć się grać na kilku fortepianach. Może to, co napiszę, zabrzmi paradoksalnie, ale bardziej Polsce szkodzi słabość PIS-u niż donosicielstwo opozycji. Wyobraźmy sobie sytuację, że PIS jest sprawną, dobrze naoliwioną maszynką, silną wizerunkową i komunikacyjnie. Ma silną, dominującą pozycję w Polsce, z którą liczy się nawet elektorat opozycji. Każdy, spoza Polski, któremu przyjdzie bruździć i mieszać w Polsce, dwa razy się zastanowi. Bo czy opłaca się mieszać, wspierać donosicielskich gównojadów, jak można wiele stracić. Biznes jest biznes, tu się nie liczą sentymenty, a rachunek. Zastanów się, jakiego przeciwnika wolisz?  Wysokiego, silnego, ale nieruchawego, apatycznego, niechlujnego, czy może słabszego, niższego,ale sprężystego, obrotnego, ruchliwego. Silny PIS będzie wtedy, jak zrobi to, co napisałem w komentarzu wyżej. Kiedy na jego czele pojawi się charyzmatyczny przywódca, a nie produkt marketingowy typu Morawiecki i Duda.
jazgdyni
@Imć Waszeć Witam Dawno Pana nie słyszałem. Wszystko OK? A ja chciałbym polecić film na You Tube - Wektory nieznanych zaburzeń | Bloodborne - analiza i interpretacja gry youtu.be Ciekawe, ale mocno filozoficzne. W młodości fascynowałem się Howardem Phillipsem Lovecraftem (weird fiction) i Edgarem Allanem Poe. I nadal to podziwiam. Poe:  „Ci, którzy marzą w dzień, są świadomi wielu rzeczy, które umykają tym, którzy marzą tylko w nocy”. Pozdrawiam
Niezalogowany
Kłamiesz i manipulujesz, ruski trollu. Twoje obłudne "porównanie ewolucji" jest jedynie żałosnym pretekstem do wciśnięcia w swoją wypowiedź porównania rządu Dobrej Zmiany do wierchuszki władz III Rzeszy. Nie kłam więc, nie matacz i nie manipuluj. "W istocie chodzi więc o to, żeby obyło się bez zmian" = kłamiesz i manipulujesz, ruski trollu. "żeby było tak jak było" to myśl przewodnia partii opcji niemieckiej, czyli PO. A rząd Dobrej Zmiany od lat wprowadza kolejne dobre zmiany dla dobra Polski i polskiego Narodu. Reakcją wrogów Polski jest tradycyjnie wściekłe wycie.