|
|
Gadający Grzyb @ Deidara
Wysyłanie wojsk miało sens jako "inwestycja w sojusz". I gdyby nie wolta USA dokonana przez Obamę miało by nadal. Teraz już nie ma.
pozdr.
GG |
|
|
Gadający Grzyb Owszem, ta tendencja jest zauważalna np. w izolacjonistycznym skrzydle Republikanów.
pozdr.
GG |
|
|
przyznam ze sledze twoje wypowiedzi , komentarze i generalnie jest mi z nimi po drodze....ale proponujesz jedne sojusze zastapic innymi!to tak troche zeby w miare dobre karabiny zastapic dzidami i maczugami......
z jednym sie zgodze ze jak polska bedzie silna sama z siebie to wszyscy beda sie z nia liczyc i zabiegac o "sojusze" z nia wlasnie! ale to wymagaloby zmiany wielu doktryn...takiej w miare sporej rewolucji, spojrzenia na wiele spraw inaczej...nie jest to wcale trudne!ale nie widze szans powodzenia z powodu charakteru moich wspolrodakow! dla nich sie liczy "kasa" , pelna micha itp! niewazne kto poda te miche, czy niemiec czy ruski....moja chata z kraja, micha pelna i o co chodzi? od czasu do czasu zaspiewamy sobie " polska bialoczerwoni polska"....gdy siatkarze wygraja...pozniej poczytamy blogerow, cos od siebie dorzucimy i powiemy "liberum veto"..;a co ? sami dobrze wiemy jak powinno byc bo znamy sie na wszystkim, prawda? tutaj leczymy nasze kompleksy, prawda?tworzymy takie "kolka wzajemnej , blogerskiej adoracji", prawda? dowalimy kazdemu pod pozorem obiektywnego wyrazania opinii bo w koncu jest wolnosc slowa , prawda? i tak dalej i tak dalej az do usr....j smierci! |
|
|
zaden amerykanin nie uzyje wyrazenia "peoples" a raczej "nation" jako narod! ja wiem ze wielu polakow , blogerow uwielbia wrzucic cos po angielsku bo to wtedy takie powazne ze "wow! a jak jeszcze cos dorzuci po francusku to "chapeau bas"! ale nalezy uwazac zeby sie nie osmieszyc!im ktos ma wieksze kompleksy intelektualne tym bardziej popisuje sie ze jest taki swiatowy bo od czasu do czasu "rzuci" cos po angielsku ..... |
|
|
Również pozdrawiam :) |
|
|
Obawiam się, że nawet jeśli "amerykańska prowincja" gdzieniegdzie zachowała (a owszem, zachowała) i zachowa kręgosłup, nie będzie to miało większego wpływu na postępujący upadek imperium. Trzeba tu zrozumieć specyfikę amerykańskiego "prowincjonalnego" patriotyzmu - ma on charakter bardziej lokalny niż federalny. Poza tym jest "skażony" pewną utopią libertariańską, tzn. patriota amerykański, jeśli mu władza federalna nie wchodzi siłą do zagrody, a Waszyngton nie zagląda do okien, uważa, że jest OK. Czyli dopóki on na swoim może robić co chce i w swojej lokalnej społeczności żyć wartościami jakimi chce, nie interesuje go co tam się wielkiej polityce wyprawia, ani nie zamierza iść ze strzelbą na Waszyngton, by strzec Konstytucji. Amerykanie "prowincjonalni" przyzwyczaili się, że od zapewniania im Konstytucyjnych praw są wybierane przez nich władze, w tym władze na szczeblu federalnym, a także prezydent. Opamiętanie może przyjść za późno.
Proszę sobie też wyobrazić, że coraz częściej słychać głosy, wśród tych bardziej zorientowanych Amerykanów, nie skażonych radykalnym libertarianizmem czy wiarą w demokratyzm, że imperium musi upaść, niczym Rzym i nie da się go uratować. Zastanawiają się więc już nie jak "ratować system", lecz jak przetrwać i zachować ideały, którym są wierni od pokoleń. Zastanawiają się czy "amerykańskość" ma szansę się odrodzić, a jeśli tak, to gdzie i w jakiej strukturze.
Patrioci amerykańscy są też szczególnie narażeni na ryzyko przyjmowania niektórych koncepcji oferowanych im przez rosyjską propagandę. Wydaje im się czasem, że skoro Obama promuje nienaturalne przywileje dot. homoseksualistów, a Putin zabrania propagandy homoseksualnej, oznacza to, że Putin mądrzej zarządza i kieruje się dobrem Rosjan. Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że strategia Putina jest obosieczna, tzn. za pomocą rozbudowanej w USA agentury zachęca do demoralizacji Amerykanów, a propagandowo kreuje się na obrońcę moralności w swoim kraju. Podobnie działa w Unii Europejskiej. Robi to dlatego, że rozumie, iż demoralizacja będzie miała wpływ na podejmowanie (lub niepodejmowanie) decyzji, także strategicznych. Putin zdaje sobie sprawę, że w razie konfliktu globalnego i starcia z USA, sprawność bojowa armii, która zajmuje się "prawami gejów w wojsku" będzie obniżona. |
|
|
Gadający Grzyb No, fakt. W Polsce podejście do Ameryki w wielu przypadkach zatrzymało się na Reaganie i latach 80-tych. A dziś to jedna inny kraj i inna polityka. Swoją, drogą, ta obietnica Obamy, ze poprosi Kongres o miliard dolarów dla całego naszego regionu to był wręcz policzek...
pozdr.
GG |
|
|
Gadający Grzyb Serbia, Bułgaria - to główne karty Putina na Bałkanach. Ale jest też Macedonia, Grecja. Nawet jeśli Chorwacja, Bośnia czy Czarnogóra mają inne nastawienie, to nie ma to większego znaczenia. Słowacja i Czechy konsekwentnie sprzeciwiają się antyrosyjskim sankcjom, Węgry również. Te kraje lawirują między Rosją a Niemcami i w tej chwili wolą nie narażać się Rosji.
No włąsnie - orientacja na Turcję i Rumunię nie byłaby złym pomysłem - choćby dlatego, że Ruskich tam się niezbyt lubi i to z wielu powodów. |
|
|
Sprostowanie
Mam nadzieję, że żaden "solidarnościowy emeryt", który był i jest prawdziwym szlachetnym wojownikiem o polską wolność - pełną i na polskich warunkach, nie obrazi się na moje barwne określenia. W powyższym komentarzu nie wskazuję ludzi, którzy walczyli i nie przestali walczyć, lecz tych, którzy po 25 latach zorientowali się, że "wolność" wg Lecha Wałęsy, Michnika i uhonorowanego pogrzebem generała, nie jest "tą, o której marzyli". Oni to w licznych swoich publikacjach dają wyraz swojej naiwności i bezradności, wyrażanych czasem poprzez sztuczną wojowniczość (powrót "oni vs my"). Proponują przy tym przestarzałe recepty na kolejną i kolejną "reformę", te same recepty, które do dzisiejszego stanu Polskę doprowadziły. Ludzie ci przez 25 lat nie mieli nic do powiedzenia, niewiele mają i dziś. Bo co można dziś powiedzieć nastoletniemu wnukowi bez perspektyw? |
|
|
Gadający Grzyb To fakt - Obama jest nieodrodnym dzieckiem rewolucji kulturalnej i stara się przekształcić Stany na neobolszewicką modłę, zaś ścieranie sie różnych lobbies to wręcz istota systemu "waszyngtońskiego". Cała nadzieja w amerykańskiej prowincji. Może amerykański odpowiednik naszego Podkarpacia zachował jeszcze witalność i kręgosłup :)
pozdr.
GG |
|
|
Pragnąc dopełnić niejako to, co napisał autor Gadający Grzyb, pozwolę sobie zauważyć, że gdy mowa o USA, Polacy - również nieomal wszyscy analitycy ze środowisk patriotycznych (zwłaszcza "Gazety Polskiej") - w swojej analizie polityki amerykańskiej notorycznie nie zauważają lub nie rozumieją występowania 2 ważnych czynników:
1. Politykę wewnętrzną i zewnętrzną uprawiają w USA różne grupy interesu. "Naród amerykański" - mówiąc językiem zrozumiałym w Polsce (czyli ang. People of the United States) - jest de facto, niestety, jedną z grup interesu. Tak się składa, że reprezentacja interesu tej grupy w polityce USA, na przestrzeni ostatnich dekad bardzo podupadła, jeśli w ogóle jeszcze istnieje. Amerykańska racja stanu, którą można utożsamić z interesem Amerykanów, jest obecnie właściwie zmiażdżona przez interesy grup ze sobą konkurujących, a mających większy lub mniejszy wpływ na realizację polityki wewnętrznej i zewnętrznej.
Należy zatem pamiętać, że może zaistnieć sytuacja, w której np. amerykański prezydent niekoniecznie będzie w rzeczywistości reprezentantem amerykańskiej racji stanu, a jego administracja niekoniecznie wykonawcą interesu Amerykanów.
2. W USA, w okresie zwłaszcza w ostatnich 2-ch dziesięcioleci, doszło do olbrzymich zmian społeczno-kulturowo-politycznych. Można zaryzykować generalne stwierdzenie, że USA zmieniły się nie do poznania.
Kulminacją zmian, swoistym przypieczętowaniem, są kadencje Obamy, swoiście antyamerykańskiego prezydenta, który prowadzi politykę wewnętrzną polegającą na radykalnej demoralizacji młodzieży, antagonizacji grup społecznych oraz propagandowej zmianie mentalności Amerykanów. Nie mówiąc o pewnych "korekcjach" ustrojowych - Obama podporządkował gospodarkę niektórym żelaznym regułom socjalizmu, dokonał swoistej faszyzacji administracji federalnej oraz wprowadził dyktaturę politycznej poprawności do armii.
Można zaryzykować twierdzenie, że współczesne USA są państwem, w którym rozkwita "nowoczesny" bolszewizm. Prawie tak bujnie, jak zakwitła rosyjska propaganda - w Stanach, ale też i Kanadzie. Moskwa usiłuje konsekwentnie zmienić obraz Rosjan z "wrogich" na "po prostu innych, interesujących", a nawet "fajnych i fascynujących". |