|
|
elig Nie może być. Najważniejsze jest jednak to, że ludzie ci i tak podejść do wraku nie mogą, bo w momencie uderzenia w ziemię nastąpiła eksplozja, wybuchł pożar i wokół płoną tony paliwa lotniczego. Ten "fakt prasowy" był, moim zdaniem, całkowicie absurdalny. Proszę jednak popatrzeć, jak bardzo odpowiada on niektórym dyskutantom. Wbito im do głowy, że są 'polactwem" i złodziejami i z zapałem godnym lepszej sprawy bronią tego poglądu. "Pedagogika wstydu" zrobiła swoje. |
|
|
elig Nigdzie, ani w mojej notce, ani w cytowanych źródłach nie ma ani słowa o tym, że spaliły się pieniądze. Jest tylko wzmianka w Wikipedii o jednej torebce, w której pieniędzy nie było, ale nie wiadomo, czy ta pani je tam kiedykolwiek przechowywała. Naprawdę, nie ma dowodów, że w ogóle doszło do jakichś kradzieży. Uważam, że cały ten "fakt prasowy" został wyssany z palca. |
|
|
Teresa Bochwic Jakim jednak cudem mogły ocalec dokumenty i fotografie, a musiały się spalic pieniadze? |
|
|
Teresa Bochwic SB podczas potajemnej rewizji w moim mieszkaniu skradla mi w 1978 roku 5 tys. zł (póltorej dobrej pensji) i karton papierosów amerykanskich, czyli wtedy rzecz duzej wartości. Ponadto skradziono wtedy medal, materialnie bezwartościowy, ręcznie wyrzeźbiony przez Wojciecha Ziembińskiego dla mojej Matki. Zestawiłam daty z kalendarzyka i z papierów z IPN. Nie było śladów włamania, mieli zapewne swoje klucze, czego wielokrotnie dowody zostawili w meldunkach.
Sądzę, że kradzieże bardzo często popełniały bezkarne organy ścigania i warstwy z "awansu". I lansowaly ten obyczaj, zwalczając w dodatku etykę katolicką z dekalogowym zakazem kradzieży. |
|
|
elig Wyraźnie napisałam w notce: "Spełniała ona dwie funkcje: po pierwsze, poniżała Polaków, a po drugie odwracała uwagę od wad technicznych samolotów typu IŁ62,"
Nie chodziło mi o demoralizację w ogóle, ale o to, ze w tym konkretnym przypadku ten "fakt prasowy" NIE MÓGŁ być prawdziwy, a jego powtarzanie bez zastanowienia dowodzi bezmyślności. |
|
|
elig Pan po prostu lubi myśleć, że Polacy to "polactwo". Mnie zresztą chodzi o coś innego. O to, ze trzeba zachowywać krytycyzm i nie wierzyć "faktom prasowym" oraz nie "robić z gęby cholewy". Skąd Pan wie, ze ani jeden banknot nie przetrwał? Proszę podać źródło takiej informacji. Osoba przyzwyczajona do rzucania słów na wiatr jest skrajnie nieodporna na propagandę, |
|
|
Zbigniew Gajek vel Janko Walski Ponadto próbowałem wykazać, że demoralizacja w czasach PRLu nie była "faktem prasowym". Raczej ukrywano ją. Tak generalnie, choć akurat w tym konkretnym zdarzeniu z 1987 roku ludzie mogli zachować się po ludzku. W rzeczywistości nie wiem jak naprawdę było, ale gdy mówimy o instrumentalizacji przekazu powinniśmy umieć wskazać cel jakiemu miałby słuzyć. No więc co władza chciała osiągnąć fałszywie oskarżając lokalną ludność o okradanie ofiar? |
|
|
elig Ja nie atakuje Wolskiego za przynależność do czegokolwiek, tylko za bezmyślne powtarzanie "faktów prasowych". |
|
|
elig Wersja wydarzeń przedstawiona w tekście Wolskiego jest, moim zdaniem, fizyczną niemożliwością. Komunistyczna prokuratura tez czasem może mieć rację. Nie ma i nie było żadnych dowodów świadczących o kradzieży. Liczne zasługi nie uprawniają do bezmyślnego powtarzania "faktów prasowych". |
|
|
elig W Rotundzie nie było pożaru. |
|
|
elig To miło, że sie Panowie ze mną zgadzacie. Tak, ta historia przypomina późniejsze "fakty prasowe', a w szczególności opowieść o Maybachu ojca Rydzyka :))) |
|
|
elig Co tu jest kompromitującego? Nikt nie twierdzi, ze wszystko spłonęło. Przecież strażacy ugasili pożar.. Chodzi o to, ze "polactwo" które miało wg Wolskiego rabować "dulary" nie miało kiedy tego zrobić. Przed przybyciem straży i milicji uniemożliwiał to pożar, a potem służby przepędziły gapiów. Prokuratura wręcz stwierdziła w specjalnym oświadczeniu, ze do rabunku nie doszło. Sugestia Wikipedii, ze mogło do niego dojść w czasie przed przybyciem straży i milicji jest nieprawdopodobna z powodu wielkiego pożaru, który trzeba było najpierw ugasić. Czy to tak trudno zrozumieć? |
|
|
Zbigniew Gajek vel Janko Walski Fatalny schemat. Niemal co chwilę pojawia się wypowiedź osoby niby prawej atakującej inną osobę prawą. Świadomie używam określenia prawy a nie prawicowi bo na takim etapie Polska się znajduje dzisiaj. Na etapie dychotomii prawy (zgodny z prawdą, kierujący się sumieniem, zasadami, szlachetny, itp.) - lewy (oszukańczy, kłamiący, kradnący, bez zasad). Lewość jest tak dominująca, że nikt nie wierzy w prawość. Prawym zatem nic innego nie pozostaje jak dowodzenie swojej prawości na wszelkie możliwe sposoby, najlepiej poprzez zdemaskowanie nieprawości innych prawych. "Marcin Wolski powiela komunistyczne kłamstwo" grzmi Autorka. Wszystko byłoby ok gdyby tytuł brzmiał "Marcin Wolski niechcący powiela komunistyczne kłamstwo". Ale nie, stoi jak byk, że powiela z własnej nieprzymuszonej woli. Taki jest odbiór niezależnie od intencji Autorki. "Niby taki prawy, a tu proszę", myśli sobie czytelnik.
W dodatku cały wpis jest błędny. Po pierwsze Wolski nie precyzuje do jakiego zdarzenia odwołuje się. Słusznie. 1979 rok rozpoczął wprawdzie proces UPRAWIENIA, ale rozmiary spustoszenia moralnego w PRLu wskazywały, że będzie to trwało dziesięciolecia. Masowa demoralizacja PRLu sięgała nawet samej możliwości rozpoznawania jej. Kłamstwo, zawiść, przywłaszczenie, oszukanie, serwilizm i poniżanie się wobec silniejszych oraz bezwzględność i wywyższanie się wobec słabszych, wszystko to nie tylko, że nie uważano za naganne, ale nie zauważano nawet. Więcej, umiejętność posługiwania się zasadą "cel uświęca środki" stała się szeroko akceptowalną drogą awansu społecznego. W tych warunkach grabież minia ofiar wypadku nie była niczym nadzwyczajnym. |
|
|
elig Nie słyszałam o pożarze w którym wszystko spaliłoby się na popiół. Chyba, że była to burza ogniowa, ale to nie ten przypadek. |