Otrzymane komantarze

Do wpisu: Kto mi wcisnął Kieżuna ?
Data Autor
Bardzo ciekawy głos w sprawie Kieżuna. Śledzę różne narracje wokół tematu. Trzeba to na chłodno i na spokojnie. Nie musimy się spieszyć. "Natychmiastowe przejście do konkluzji" to ślepa uliczka, w którą nas hurtowo wpędzali funkcjonariusze z programów typu FoxTV albo StokrotkaTV. Nie idźmy tym schematem. Pogadajmy najpierw. Posłuchajmy siebie nawzajem. Każdy z nas może coś wnieść do dyskusji. Np. przypomnieć podobną historię ze Swojej Rodziny - - jak zrobił to Autor powyższego wpisu. I jak będziemy już na 100% pewni, to Kieżuna zdążymy zawsze osądzić. Nie ucieknie nam. Tak jak nie uciekł Sierżant Bolek Kobrzyński.
Cat
Panie Grzegorzu dobrze napisane i pozdrówka
Dlaczego Pan obraża ludzi, bo co? Bo, śmią wątpić w pańskiego bohatera?
Barszcz
Dziękuję, Pyzo, za to co napisałaś. Mam identyczne zdanie. To, że moi dziadkowie zachowali się bohatersko w czasie i po wojnie--nie zmienia mojego zdania o prof. Kieżunie. I też wydaje mi się, że Zychowicz broni po prostu swoich książek, i ma kompanów do tego. Nie rozumiem, dlaczego, i pewnie nie zrozumiem, ale nie o to tu chodzi. Ironiczny Anglosasie, mam nadzieję, że uważnie poczytasz to, co Pyza napisała. Rozumiem, że pierwszy odruch serca jest zwykle gorący, i przez co nieprzemyślany. Czasem to natchnienie Ducha Świętego, czasem - nie. Trzymałabym się zasady: "Po owocach ich poznacie". Możemy porównać owoce działalności prof. Kiezuna z owocami np. Bolka i tak dalej, długo by wymieniać. Ciśnie lewicę coraz mocniej, kłócą się, przyznają odruchowo, że o władzę chodzi, za granicami gorąco się robi, Polacy zaczynają przecierać oczy ze ślepoty--robi się groźnie. Trzeba to tu to tam podrzucić jakieś rzeczy, by się nie zjednoczyli. Tak bym na to patrzyła. Serdecznie wszystkich tu pozdrawiam. Barbara
Zbigniew Gajek vel Janko Walski
O jakże popularny wpis! Wygląda na to, że zachwyciły się tym pijackim bełkotem wszyscy, dla których prawość prof. Kieżnuna jest wyrzutem sumienia.
Dziękuję za krytyczny, życiowy ogląd sylwetki prof. Kieżuna. Jego praca dotycząca tzw. transformacji otwiera oczy na metody używane przez "niewidzialną rękę wolnego rynku" i kapitał który "nie ma narodowości". Była to dla mnie odtrutka na korwinizm i chwała profesorowi za to. Nie zmienia to jednak faktu iż był on współpracownikiem SB przez chyba 7 lat. Jedno nie wyklucza drugiego!!!Kieżun byłby WIELKIM BOHATEREM gdyby sam przedstawił swoją zawiłą drogę życia, niestety wikła się jak TW Bolek w krętactwa i czar pryska. Wygląda na to, że prawdziwi wielcy niezłomni leżą pod płotami z kulką w głowie! Nam pozostaje walka o to by z kartką wyborczą w ręku starać się wygrać dla nich godny pochówek.
1. Cieszę się, że przeczytałam pana wpis o profesorze Witoldzie Kieżunie. Mam inne zdanie. Po wojnie ludzie, którzy ocaleli z zagłady, zaczęli wracać do życia. Weźmy przykład (proszę nie bulwersować się, chodzi o początek drogi życia) Karola Wojtyły, świętego Jana Pawła II. On i Witold Kieżun są z tego samego pokolenia. Jeden urodził się w 1920 roku, drugi w 1922. Karol Wojtyła, niezbadane są wyroki Boże, natchnienia i tajemnice Ducha Świętego, po zakończeniu wojny z Niemcami podjął świadomą decyzję i nie przystąpił do konspiracyjnych formacji wojskowych, które podjęły walkę z okupantem bolszewickim. W wojnę, wezwany jak wszyscy, do obrony Ojczyzny przystąpił do konspiracyjnej organizacji polityczno-wojskowa „Unia” powołanej na przełomie 1939/40. Profesor Kieżun przystąpił do konspiracji na początku wojny, walczył w Powstaniu Warszawskim. W Krakowie powstanie nie wybuchło, choć miasto było przygotowane. To losy wojenne ludzi, miast... Można tu puścić ścisłe wodze faktom doświadczalnym i uśmiechnąć się, że może modlitwa młodego polonisty, przyszłego Świętego, który 1 września 1939 przyszedł do Katedry na Wawelu do spowiedzi i na nabożeństwo, usługiwał do mszy, bo nie było nikogo innego, ocaliła zaminowany przez Niemców Kraków od tragedii jaka została zaplanowana. Kto wie? My tego wiedzieć nie będziemy. Po Anodę przyszli, po Kieżuna nie przyszli. Po Baczyńskiego też przyszli, bo im się wydawało że żyje. Po Wojtyłę też nie przyszli. Obaj wybrali – Duch Święty tchnie kędy chce – a Bóg w miłosierdziu swoim, miłości i mądrości dał człowiekowi, rodzajowi ludzkiemu - wolną wolę. Obydwaj zaczęli się uczyć, kontynuować to, co przerwała wojna.
2. Są osoby z tego pokolenia, które pracowały naukowo, dochodząc do stosunkowo wysokich katedr, bo ktoś w końcu musiał uczyć czytać i pisać, nieść, przepraszam kaganek, jak Justyna Orzelska: „ A jeżeli światła, z łaski twojej, mój wuju, otrzymanego, zostanie mi jeszcze trochę więcej niż on... niż oni go posiadają...Wzruszenie głos jej zatamowało; drżącymi ustami, ale z rozpromienionym czołem dokończyła: - Z jakimże szczęściem pomiędzy nich je wniosę!... o! z jakim szczęściem trzymać będę nad nimi ubogą moją lampkę, aby tylko im trochę widniej, jaśniej, weselej było!...” Dzielić się wiedzą to wewnętrzna potrzeba, choć teraz zanikająca. Czytałam analizę dokumentów jednej i drugiej strony. Przeczytałam, a teraz piszę to co mi rozum i serce dyktuje. KTO W KOŃCU HUKNĄŁ, ŻE POWSTANIE MUSIAŁO WYBUCHNĄĆ, BO NIEMCY NAKAZALI STAWIĆ SIĘ 100.000 MĘŻCZYZN W WIEKU 17 – 65 LAT DO ROBÓT FORTYFIKACYJNYCH. Wcześniej dowództwo niemieckie postanowiło przekształcić miasto w twierdzę. Los 100.000 mieszkańców Warszawy mógłby być potem niewiadomy. Bądźmy jednoznaczni: był przesądzony. Witold Kieżun powiedział to tak, nawet głuchy usłyszał, choć nie podniósł głosu ani o jeden ton wyżej, żeby być słyszanym. Od historyków zajmujących się rzeczowym podawaniem faktów i komentarzem, a nie opowiadaniem o namiętnościach, wiemy, że powstanie narodowe przeciwko Niemcom było planowane we wszystkich formacjach konspiracyjnych od początku wojny. Formacje się scalały, były podporządkowane służbie Polsce. W wojnę, czasie opresji, bo w Polsce okupacja była terrorem i ludobójstwem, nie tak jak w innych krajach Europy, Polacy zdecydowali się na walkę w formie jaka wtedy była możliwa. Powstanie było koniecznością i wolnym wyborem najpierw 100.000 mężczyzn, z których nie każdy był w potem Powstańcem, ale w momencie decyzji miał świadomość następstw. Egzekucje, rzeż jak na Woli lub powstanie. Zaczynając walkę nie zakładamy przegranej, Piłsudski.
3. Profesor Witold Kieżun wyjechał z Polski, udało mu się. Nie przypuszczam, że dlatego, że zrobił mu się bardzo elastyczny kręgosłup. Wyjeżdżali lekarze, naukowcy, wyjeżdżał ten, komu się udało. Większość siedziała pod komunistycznym kluczem, ale zawsze komuś udawało się „prysnąć” Powód: czuł się coraz bardziej osaczany przez SB. Może nie chciał prowadzić kursów dla aparatu partyjnego i esbeków. Nie chciał mówić już oficerowi o tym, że „(niedokładnie) porozmawia z Chrzanowskim i wszystko powie oficerowi.” Później okazywało się, że Chrzanowski na imieninach, na których Kieżun miał od niego zdobyć informacje obraził się i nie chciał w ogóle z nim rozmawiać rozmawiać. Za dwa porucznik AK lata dostałby paszport w jedną stronę. Może to Wiesław Chrzanowski powiedział mu proste zdanie: wyjedź, jak się da... Treści rozmów między przyjaciółmi, druhami, braćmi, nie poznamy. Teraz walą go tym, co mają w ręku, że skorzystał z okazji, zdradził, wybrał łatwy chleb, karierę w wymagających Stanach Zjednoczonych. Taki tam, miał wprawdzie epizod powstańczy, ale prawdziwej Polski nie zaznał i robi za symbol? Pewne fakty zna tylko profesor Kieżun. Zostają one w gestii tajemnicy wojskowej, honoru wojskowego, tajemnicy przyjaźni i zwykłej dyskrecji, która niegdyś cechowała mężczyzn, szczególnie mających związek z ukształtowaniem w wojskowości będącej bezpośrednią kontynuacją wojska II Rzeczpospolitej. Wystarczy porozmawiać z żołnierzami. Na prawdę nie opowiadają wszystkiego co wiedzą. Nawyk wpojony i wyszkolony w wojsku pozostaje do śmierci. Cześć i chwała Bohaterom. Dziękujmy Bogu, że w pełnym zdrowiu zachował jednego z ostatnich Powstańców, żeby mógł jeszcze raz stanąć do walki, odpalić 100 armat i huknąć do niedowiarków i żyjątek, że POWSTANIE MUSIAŁO WYBUCHNĄĆ!!! I MIAŁO SENS!!! DO DZIŚ DNIA MA SENS!!! I BĘDZIE MIAŁO!!!
Bywa. Autorytet wybierasz sam. Po jakimś czasie poznajesz drugie dno. Mam podobne przypuszczenie - skończył się czas bohaterów, stajemy się pospolici i nieciekawi. Pozostanie nam dekalog i ewangelia. Ale tam niewiele jest o ekonomii.
Francik
Dokładnie o to chodziło Zychowiczowi i Ziemkiewiczowi, żeby zniszczyć adwersarza. A że w opublikowanych przez "Do Rzeczy" dokumentach praktycznie nie ma dowodów, by Kieżun na kogoś donosił to pryszcz. Nikt przecież tych dokumentów nie będzie czytał. Ktoś napisał, że Kieżun to agent, to już jest udowodnione i koniec. To pokazuje, że lustracja jest potrzebna, żeby to sąd zdecydował po zapoznaniu się z dokumentami, a nie żałosny publicysta historyczny jak Zychowicz. Ale musiałby to być uczciwy sąd.
ant.an
63 dni, albo nawet 5 lat bohaterstwa, ale życie trwa nadal, a człowiek to gliniane naczynie i to z lichej gliny. 
właśnie w tym opisie pańskiego dziadka probuje Pan" wciskać medialnego bohatera".Takie opowiadania to może Pan "wciskać na urodzinach swojego wnuka.Tu trzeba podawać fakty ,a jak nie to maulhalten
NASZ_HENRY
Kieżunia wcisnął Zacharski ;-)
Różne były kariery AKowców po wojnie. Jedni z zapałem oddali się w służbę komunistom stając się np. sędziami wysyłającymi swoich niedawnych towarzyszy broni pod ścianę. Inni włączali się w życie kraju idąc na różne kompromisy z komuną,czasem współpracując z bezpieką na różnych płaszczyznach, robili życiowe kariery.Jeszcze inni starali się zarobić na skromne utrzymanie swoich rodzin, przyjmując na klatę (jak to się teraz mawia)konsekwencje swoich wojennych losów odrzucając jakiekolwiek formy współpracy z komunistami. Wywodzę się ze środowiska wojskowego - mój dziadek był powstańcem wielkopolskim, potem żołnierzem II RP, doszedł do Kijowa. Ojciec służył w wojsku II RP jako oficer zawodowy a w czasie okupacji był w AK. Na współpracę z komunistami nie poszedł i jakoś sobie w życiu poradził. Ale znał to środowisko i wiedział?/domyślał się? komu nie należy podawać ręki. Można było, nawet jeżeli powodowało to różne, nazwijmy to, kłopoty. Pan profesor Kieżun postanowił współpracować z bezpieką.To znaczy jest człowiekiem, któremu ręki się nie podaje pomimo wojenne zasługi, VM, ruski łagier ect. No chyba, że okaże się, iż współpracował z komuną na polecenie służb amerykańskich i per saldo jego działalność była pożyteczna. Pułkownik Kukliński też pracował dla komunistów. To co się stało z profesorem Kieżunem jest najlepszym argumentem za totalną lustracją. Ile jeszcze takich profesorów Kieżunów mamy wokół nas?
Profesor Witold Kieżun to nie jest ani medialny bohater ani tym bardziej bohaterski celebryta. Gdybyś przeczytał poza artykułem dr Cenckiewicza kilka innych pozycji nt życia, działalności Profesora, jego udziału w Powstaniu Warszawski i związanych z tym faktem represjach jakich doświadczył, to na pewno nie wylałbyś tego kublika pomyj na Niego. Za co? Za to, że komuniści pokroju, również profesora, majora Baumana, spokrewnionego z Markiem Borowskim - Jakuba Bermana, "człowieka honoru" gen. Kiszczaka i innych , zniszczyli powojenne życie Twego Dziadka.Za to winisz akurat Profesora Kieżuna? Tego, który robi wszystko, by Polacy zachowali pamięć o wspaniałych bohaterach Powstania? Nikt Ci nie wciska Kieżuna? Bądź po ludzku sprawiedliwy.
Szanowny pisarzu twoja lakoniczna notka z rzewną nutką rodzinną ....nie zawiera żadnych ale to żadnych dowodów na prof. Kieżuna. Insynuujesz i plotkujesz jak to robią wiejskie baby...Czy znasz jego dokonania w powstaniu Warszawskim...Może byś tak przed napisaniem tego "eseju" pofatygował się i zajrzał do archiwów internetowych ... W "Do Rzeczy" P.Lisicki "spoliczkował" pana Prof. i pan tendencyjnie stara się tą szkodliwą opinię potwierdzić. Sądzę, że robi to pan celowo na czyjeś zlecenie....
Anonymous
@autor A pytanie tytułowe jest zasadnicze. Pewnie tam w redakcjach już się dziennikarze śledczy zabijają przy klawiaturach, żeby sprawę naświetlić pod tym kątem.
Anonymous
@autor Pański dziadek był wybitnym Polakiem. Pan opisując jego dzieje jest tzw. rewizjonistą historycznym. Rewiduje Pan lukrowaną wersję dla ubogich. A przecież "tylko prawda jest ciekawa".
alchymista
Mojemu pradziadkowi UB obiło nerki, a władza ludowa zabrała dzierżony od pokoleń majątek - niewielki folwark, ledwie 200 ha. Folwark, w którym pradziadek zmuszał chłopów, żeby posyłali dzieci do szkoły...
Do wpisu: Szybkiego powrotu do zdrowia panie Wałęsa!
Data Autor
WitKacz
Polski klimat mu nie służy, może powinien wrócić do USA.
Do wpisu: LONDYN. Ks. Stanisław MAŁKOWSKI oraz Wojciech SUMLIŃSKI. Zap
Data Autor
NASZ_HENRY
Mogę spotkanie w ciemno polecić ;-)
Do wpisu: A więc wojna ! Wróciłem do Polski by walczyć.
Data Autor
ironiczny anglosas
Oszczędził a na dodatek jeszcze kilkadziesiąt lat po wojnie otaczał opieką... POZDRAWIAM SERDECZNIE!!! ironiczny anglosas
ironiczny anglosas
Miałem w planach kawę w Zakopcu ale paskudna pogoda i duża ilość kilometrów zmieniła moje plany. Co do naszych skoczków to nigdy nie zabierałem głosu w dyskusji na ich temat. Tematy sportowe pozostawiam innym :) POZDRAWIAM SERDECZNIE!!! ironiczny anglosas
ironiczny anglosas
Wjechałem od strony Kalisza :)