|
|
Anonymous Wolność nie bierze się tylko z potrzeby. Wymaga ochrony. W ramach dyktatury może być liberalizm, ale w demokracji również. Celem liberalizmu nie jest uszczęśliwianie na siłę (to właśnie socjalizm i komunizm robią) ale jest stworzenie i ochrona praw aby każdy sam swoją wolność realizował na własną odpowiedzialność i nie cudzym kosztem. |
|
|
foros różne są typy przemocy, np. akceptowana i nieakceptowana. Tutaj, by podobny program przeprowadzić liberałowie musieliby wprowadzić dyktaturę, a potem uszczęśliwiać ludzi wbrew nim. Czyli stać się nawet nie socjalistami lecz komunistami. Wszystko to są mrzonki biorąc pod uwagę realia, Nibylandia. |
|
|
Anonymous To co Pan by chciał?
Przemoc państwowa nie jest przeciwieństwem liberalizmu, jest zasadą funkcjonowania każdego państwa. Bez tego nie ma egzekwowania prawa.
Ma Pan dyskomfort w konfrontacji z liberalnymi poglądami, bo nie mieszczą się w oknie Overtona, które narysowały na żelbetonie szkoła i media. |
|
|
foros Prywatne szpitale i oświata to raczej korwinizmy - czyli podróż do świata Nibylandii i najłatwiej udowodnić to właśnie na gruncie liberalizmu, który zakłada że to ludzie powinni decydować i właśnie decydują. Praktycznie we wszystkich krajach rozwiniętych jest jedna ścieżka rozwoju: zaczynało się od prywatnych kończyło na publicznych. I żaden kraj który na tę scieżkę wszedł nie wycofuje się z niej. Co najwyżej wspiera sektorem prywatnym. Bo tego chcą ludzie. Jedyny sposób realizacji korwinizmów to przemoc państwowa czyli odwrotność liberalizmu. Nie do przeprowadzenia w aktualnej rzeczywistości w PL. |
|
|
Teutonick naszeblogi.pl
...a jako uzupełnienie garść komentów:
naszeblogi.pl |
|
|
Anonymous Racjonalnym jest, że płaci pacjent, płaci rodzic ucznia. Tego lekarze i nauczyciele w większości już nie chcą. To nawet zrozumiałe. Mnie też wygodniej niż konkurować z systemem i sobą samym na starość. To jednak patrzenie na koniec własnego nosa i to w krótkiej perspektywie.
Dlaczego lekarzy kieruje się do papierów scyfryzowanych? Bo system nie je jest pacjentem, system ma inne potrzeby niż pacjenci. I znowu pacjenci nie są zorientowani czego im potrzeba gdyby mieli nawet nie płacić, a współfinansować, więc nie są na starość i chorobę zmiany systemu. Tyle socjaliści mówią o skali makro itp. a jak przychodzi co do czego na palcach ręki liczą ze wspólnego garnka.
W swoim programie - szkoda, że spóźniłem się na teatr - Pospieszalski zadał pytanie skąd wiadomo jakie są potrzeby korzystania z autobusów. I to kardynalne pytanie w każdej sprawie finansowanej przez władze. Zwłaszcza z kilku kieszeni. Nie wiadomo, bo zaburzone zostały systemy wartości. To nie tylko pytanie filozoficzne w aspekcie cywilizacyjnym. Również pytanie konkretne - finansowe - tu i teraz - w kontekście jak najbardziej cywilizacyjnym.
Wracając do lekarzy, to są po podwyżkach zwyczajnie tańsi od osób, które dopiero do poszerzonej biurokracji (na miarę systemu) są planowane do wklepywania. A dlaczego są tańsi, bo się znają i bieglej wklepują, a do tego robią to kosztem czasu swojego i pacjentów - chociażby patrząc w monitor zamiast w twarz pacjenta.
Pozdrawiam. |
|
|
foros Cóż, skoro państwo organizuje publiczne służbę zdrowia, oświatę, różne służby itd itp to kto ma płacić pensje, etos? misja? Alternatywą jest system korupcyjny zresztą stosowany w wielu państwach np. carskiej Rosji, Turcji. Ale nawet dla tych potęg nie skończyło się to dobrze.
Racjonalnym rozwiązaniem byłoby związanie pensji z czynnikami obiektywnymi, np. średnią pensją tak jak to proponowała Solidarność, co rząd ponoć popierał ale się wycofał. Dlaczego? Można się tylko domyślać. Moim zdaniem dlatego, że takie rozwiązanie jest racjonalne z punktu widzenia państwa ale nie partii rządzącej. Obecne rozwiązania pozwalają władzy napuszczać jedne grupy zawodowe/społeczne na drugie, a władza rozstrzyga konflikty między nimi. Gdyby zaś rzeczywiście wprowadzono prawo spinające budżetówkę w jeden system to wcześniej czy później nastąpiłby sojusz grup zawodowych celem zwiększenia procentów. A to już jest dla władz sytuacja dużo mniej komfortowa.
Odnośnie młodych lekarzy. Jeśli faktycznie jest jak Pan mówi, to nie rozumiem dlaczego lekarzy, których jest mało kieruje się do pracy urzędniczej? lekarz powinien leczyć ludzi a nie produkować papiery. Od tego jest urzędnik. |
|
|
Trzeba nieżle się namachać aby splodzić cos takiego -steku bzdur,kłamstw ,pisaniu półprawd i za chwile ich zaprzeczaniu.
Jedną myśl złotą jaka cie naszła popieram =zwiń się z tąd ,możesz robić cokolwiek jak z tąd znikniesz abyś tylko odszedł.
PS.Pani Anna popełni samobója jesli cie poprze i udowodni ,że starciła innstynkt samozachowawczy ! |
|
|
Anonymous Świetny tekst. Jedną ze spraw jest mediana wieku nauczycieli. Obawiam się, że w każdym zawodzie wiek 50+ zaczyna dominować. Młodsi są na saksach albo na rencie, albo się nie urodzili, albo się kształcą, a generalnie im się nie opłaca. W PKSie też tylko po 50tce opłaca się pracować (wczorajsze rozmowy Pospieszalskiego). Generalnie czy to lekarze czy nauczyciele czy inne zawody to oczekiwania są takie same, że państwo jest od tego aby dawać - z bankomatu zapewne. Tzw. rezydenci (młodzi lekarze, stażyści po polsku) nie chcieli deregulacji systemu kształcenia i wykonywania zawodu tylko uwłaszczenia się na grzędzie w systemie w zamian za wklepywanie do komputera i standaryzację pod NFZ i inne potrzeby systemu (nie pacjentów). Uważam, że młode pokolenia widzą swoją przyszłość zawodową tylko w korpo na mordorze, a jeśli państwo w ramach "suwerenności" funkcjonuje jak korporacja to tym lepiej. W sumie akceptacja kołchozu, sorry kibucu.Kibucu z flagą białoczerwoną. |