Ostatni raz widziano Pana Piotra w szpitalu z ogromnym krwiakiem na głowie, później ślad po nim zaginął
"Bardzo proszę powiedzieć, że to jest, jak w filmie „Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł”. Pojechał mąż do pracy (miał podłączyć głośniki i mikrofony), a został poturbowany i zabrany przez policję i ślad po nim zaginął.
Nie wiem, czy żyje.
Czekam, tak jak czekała pani Stefania w 1970 r. Jej mąż został zastrzelony.
A mój?
Czy też w środku nocy zostanę wezwana na rozpoznanie zwłok?".
oświadczenie, które podpisał zatrzymany Piotr W.
"Ja, Piotr W., oświadczam, że od momentu zatrzymania nie mam kontaktu z żoną. Domagam się takiego kontaktu, chcę mieć w tej sprawie obrońców, których ustanowiła moja żona. Chcę mieć dostęp do moich obrońców. Nikt nie mówi o planowanych czynnościach. Nie otrzymałem kopii protokołu zatrzymania. Po zatrzymaniu, w szpitalu nie wykonano mi żadnych badań. Byłem zbyt słaby, by racjonalnie wyrazić na to zgodę. Nie zrobiono mi TK, nie konsultował mnie neurolog. Czuję się słabo, bardzo boli mnie głowę, mam ranę. Czuję się zagrożony o swoje życie i zdrowie i boję się o moją rodzinę. Nie przyjmuję posiłków. W szpitalu byłem cały czas skuty kajdankami. Mam zranione nadgarstki. Jest przy mnie cały czas kilku policjantów, zabójców tak nie traktują. Ja nie powiedziałem, że nie chcę obrońcy, ale że nie ufam nikomu. Nikt mi nie powiedział, że chodzi o mec. Leszczyńską, mec. Malewskiego i mec. Majkowską. Jednocześnie wskazuję, że miałem przy sobie pieniądze, ale tylko część pieniędzy została ujęta w spisie zatrzymanych rzeczy".
Nie przedstawili się, nie podali powodu legitymowania. Zatrzymali gostka przed przejściem dla pieszych. Wojskowy, to zaczął się bronić:
x.com
Brak szacunku dla ludzi daje takie efekty, że zamieniają się w zomo. Pewnie o to chodzi ferajnie Tuska.