Spór o relację człowieka ze wspólnotą należy do najstarszych sporów filozofii politycznej. Sprowadza się on do pytania: czy przynależność do wspólnoty wynika ze zgody człowieka, czy z samego faktu urodzenia i wychowania? Czy odejście jest prawem, czy zdradą? Czy wspólnota może jedynie wykluczyć tego, kto łamie jej reguły, czy może go do nich zmusić?
Czy organizacja, która rości sobie monopol na przemoc na danym terytorium, może uzasadniać ten monopol wolą wspólnoty, choć nikt indywidualnie jej nie wyraził, bo zanim stał się zdolny do wyrażenia zgody, został zindoktrynowany do tego, by akceptować inicjowanie przemocy w tworzeniu wspólnot?
Tego sporu nie rozstrzyga sama logika, bo obie strony potrafią zbudować spójne rozumowanie. Różnią się przesłankami moralnymi, czyli tym, co uznają za dobro pierwotne: wolność osoby czy nadrzędność zbiorowości.
Istnieją dwa główne, przeciwstawne modele relacji człowieka ze wspólnotą. Tradycyjny zachodni, prawicowy model opiera się na podmiotowości osoby. Tradycyjny wschodni, lewicowy, na nadrzędności zbiorowości. Nie chodzi o geografię czy politykę, lecz o zasadę podporządkowania człowieka.
W modelu zachodnim człowiek może uznawać tradycję, przyjmować obowiązki, poddać się surowym regułom i dochować wierności swojej wspólnocie. Nie wynika z tego jednak, że wspólnota zyskuje bezwarunkowe prawo do jego posłuszeństwa. Wychowanie nie jest aktem własności, wdzięczność nie jest dożywotnią podległością, a odejście nie jest automatycznie zdradą. Wspólnota może być rygorystyczna i zarazem dobrowolna. Jednak dobrowolna wspólnota bez prawa odejścia to sprzeczność w tym modelu.
W modelu wschodnim przynależność poprzedza zgodę jednostki i ją zastępuje. Urodziłeś się we wspólnocie, wychowała cię, więc masz się podporządkować. Wspólnota jest najwyższym autorytetem, odstępstwo słusznie uchodzi za zdradę, a samo pytanie o granice jej władzy nazywa się uzurpacją. Ten model uzasadnia podległość niezależną od zgody człowieka.
Dlatego zwolennicy tych modeli nie mogą się porozumieć. Jedni pytają o granice uprawnień wspólnoty wobec człowieka. Drudzy odpowiadają, że te granice wyznacza sama wspólnota. Jedni odróżniają dobrowolną wierność od wymuszonego posłuszeństwa. Drudzy wywodzą obowiązek podporządkowania z faktu urodzenia. Prawo do odejścia jest granicą między wspólnotą, która wymaga wierności, a organizacją, która wymusza posłuszeństwo.
To nie jest spór o logikę. Zarówno obronę wolności, jak i obronę zamordyzmu można oprzeć na wewnętrznie spójnym rozumowaniu, ale spójność nie przesądza o słuszności moralnej. To spór o zasady. Ja uznaję wolność za dobro, a zamordyzm za zło. Niemniej rozumiem zasadę nadrzędności wspólnoty nad człowiekiem i z powodów moralnych ją odrzucam.
Ta moralność jest zachodnia, chrześcijańska, prawicowa. Jej istotą jest to, że podmiotem moralności, polityki czy ekonomii jest indywidualny człowiek. Moralność wschodnia, lewicowa, uznaje za słuszne to, co ja uznaję za niegodziwe. Jej podstawą jest uznanie, że podmiotem jest kolektyw. To są fundamentalne różnice cywilizacyjne!
Koneczny twierdził, że mieszanka cywilizacyjna jest niemożliwa i tu miał rację: między tymi zasadami nie ma kompromisu. Nigdy dobrowolnie nie wstąpię do wspólnoty, która rości sobie prawo do mojego posłuszeństwa bez możliwości opuszczenia jej. Jej wyznawcom pozostaje tylko próba wciągnięcia mnie do niej siłą. A to musi się skończyć krwawym konfliktem, w którym jedna ze stron popadnie w niewolę albo zginie.
Dopóki ludzie będą wyznawać zasadę, że wspólnota posiada człowieka, dopóty będą wojny. Pokój zapanuje dopiero wtedy, gdy zwycięży zachodnia moralność odrzucająca niewolnictwo. Dobrowolność tworzy pokój, zamordyzm rodzi wojny.
Nie ma takiej możliwości, by lewicowy model przetrwał w jakichś swoich gettach, bo on przy okazji generuje biedę, więc jego przedstawiciele zawsze będą chcieli z tych gett wyjść, by obrabować bogate otoczenie.
Więc jedyny sposób na globalny pokój, to przyjąć zasadę, że wszelkie wspólnoty są dobrowolne, a inicjowanie przemocy jest niedopuszczalne. W tym modelu państwo rozumiane jako aparat mający terytorialnym monopol na inicjowanie aktów przemocy nie ma moralnej legitymizacji.
Grzegorz GPS Świderski
Twitter.com/gps65
t.me/KanalBlogeraGPS
PS: Wszystkie części serii: Liberalizm_GPS65