Ta dyskusja miała być bardzo prosta. Zadałem jedno, w gruncie rzeczy banalne pytanie: skoro Grzegorz Braun chce zmieniać Polskę, to jak konkretnie zamierza to zrobić? Nie pytałem o jego poglądy na Tuska. Nie pytałem o Ukrainę, Zielony Ład, euro, agenturę ani o to, kto jest większym patriotą. Pytałem o rządzenie państwem.
I co otrzymałem?
„Nie dla eurokołchozu”. „Nie dla ukrainizacji”. „Nie dla Zielonego Ładu”. „Odzyskanie niepodległości”. „Polacy muszą być Polakami”. „Trzeba rozliczyć Tuska”. „Trzeba walczyć z obcą agenturą”. Czyli dokładnie to, czego spodziewałem się po tej dyskusji: mnóstwo diagnoz, ostrych słów i politycznych etykiet, ale niemal żadnej odpowiedzi na pytanie: JAK?
Mamy gigantyczne problemy ochrony zdrowia. Rosnący dług i koszty jego obsługi. Problemy demograficzne. Energetykę wymagającą ogromnych inwestycji. Wojsko, które trzeba modernizować. Gospodarkę, która potrzebuje kapitału i stabilnych reguł. Państwo, które wymaga sprawniejszych sądów i administracji. I właśnie tutaj zaczyna się prawdziwa polityka. Nie wystarczy powiedzieć: „zlikwidujemy Zielony Ład”. Co dokładnie zamiast niego? Nie wystarczy powiedzieć: „odbudujemy niepodległość”. Jakie zobowiązania międzynarodowe wypowiemy, jakie pozostawimy i jakie będą tego koszty? Nie wystarczy powiedzieć: „naprawimy służbę zdrowia”. Jak? Z jakich pieniędzy? Co z NFZ, składką zdrowotną, szpitalami, lekarzami i kolejkami? Nie wystarczy powiedzieć: „ograniczymy biurokrację”. Które przepisy, które urzędy, ile oszczędności i w jakim czasie?
I tutaj następuje osobliwe zjawisko.
Kiedy pytam o konkrety, zwolennik Brauna odpowiada mi pytaniem: „A co zrobił Tusk?”. Inny pyta: „A PiS?”. Jeszcze inny mówi o agenturze. Kolejny tłumaczy, że Braun nie będzie premierem. Następny przekonuje, że najpierw musi zdobyć mandaty, a dopiero potem będzie można go rozliczać. Tylko że to wszystko są ucieczki od pytania, a nie odpowiedzi na nie.
Co ciekawe, oficjalna Konfederacja Korony Polskiej deklaruje przecież, że posiada kompleksowy program i organizowała kongres programowy poświęcony sprawom narodowym, gospodarczym i samorządowym.
Tym bardziej więc oczekiwanie konkretów nie jest żadną „fobią antybraunową”. Skoro program istnieje, pokażmy jego rozwiązania i poddajmy je normalnej ocenie, bo tu dochodzimy do jeszcze jednej rzeczy: łatwo jest być opozycjonistą. Znacznie trudniej jest być odpowiedzialnym za decyzję. Łatwo powiedzieć, że wszyscy inni są zdrajcami, głupcami albo agentami. Łatwo wskazać dziesięć rzeczy, które są złe. Trudniej powiedzieć: „to rozwiązanie wprowadzę, kosztować będzie tyle, sfinansuję je tak, a skutki będą takie”. Dlatego coraz bardziej interesuje mnie nie ten polityk, który najgłośniej krzyczy, lecz ten, który bierze na siebie odpowiedzialność za konkretne rozwiązania.
W tym kontekście ciekawie wygląda dziś działalność prezydenta Karola Nawrockiego. Prezydent nie ma oczywiście możliwości samodzielnego rządzenia ani uchwalania ustaw. Ma jednak konstytucyjne prawo inicjatywy ustawodawczej i właśnie z tego narzędzia korzysta, przedstawiając własne projekty. Można się z tymi projektami zgadzać albo nie. Można je krytykować, ale jest przynajmniej co oceniać. Tani prąd? Jest konkretny projekt. Ochrona polskiej ziemi? Jest konkretny projekt. Rozwiązania dotyczące ochrony pacjentów? Jest konkretna propozycja. I właśnie tego oczekuję również od całej polskiej prawicy. Nie kolejnego konkursu na najbardziej efektowne hasło. Nie licytacji, kto mocniej nazwie Tuska zdrajcą. Nie kolejnej wojny między środowiskami patriotycznymi.
Potrzebujemy ludzi, którzy potrafią połączyć siły tam, gdzie interes państwa tego wymaga. Być może właśnie prezydent może stać się jednym z miejsc, wokół których takie porozumienie zacznie powstawać. Jeśli prawica ma ludzi kompetentnych, ekspertów, przedsiębiorców, prawników i polityków z konkretnymi pomysłami, to zamiast wzajemnie się grillować, powinna te pomysły położyć na stole i próbować je przeprowadzić.
A Braun?
Jeżeli rzeczywiście ma lepszą receptę - świetnie. Niech ją pokaże. Nie mam problemu z tym, żeby przyznać mu rację, jeśli przedstawi dobre rozwiązanie. Nie mam też problemu z poparciem rozwiązania tylko dlatego, że pochodzi od Brauna, Nawrockiego, PiS-u czy kogokolwiek innego. Mam natomiast problem z czymś zupełnie innym: z oczekiwaniem, że mam zachwycać się politykiem dlatego, że bardzo przekonująco mówi, co jest złe. Krytykować władzę potrafi prawie każdy. Prawdziwy egzamin zaczyna się dopiero wtedy, gdy trzeba powiedzieć: „oto moja ustawa, oto jej koszt, oto sposób jej finansowania, oto skutki i oto moja odpowiedzialność za wynik”.
I może właśnie dlatego ta dyskusja jest tak pouczająca. Przez dziesiątki komentarzy pytam o konkrety a odpowiedzią najczęściej jest… kolejne hasło.
To nie jest jeszcze program naprawy Polski. To jest program politycznego gniewu.
- Zaloguj lub zarejestruj się aby dodawać komentarze
- Odsłony: 34