Dziś w nocy zakończył się najbardziej polityczny Mundial w historii światowego futbolu. Mija akurat 96 lat od tego pierwszego ,też rozgrywanego w Ameryce ,tyle ,że Południowej.
Nie jestem naiwny: polityka była często blisko sportu,sport korzystał wielokrotnie z polityki. Jednak takiej polityczno- futbolowej "jazdy bez trzymanki" jeszcze nigdy nie bylo. Bo dotąd nie zdarzyło się ,aby prezydent kraju goszczacego piłkarskie mistrzostwa świata dzwonił do prezesa globalnej federacji futbolu FIFA,aby cofnąć karę zawieszenia na na najbliższy mecz( za czerwoną kartkę) zawodnika swojej reprezentacji. Prezydent Donald Trump był pierwszy,który to uczynił - i zrobił to skutecznie : FIFA pozwoliła zagrac w meczu z Belgia amerykanskiemu napastnikowi. Nigdy jeszcze też na głównego sędziego finału nie wybrano dość miernego i kontrowersyjnego arbitra tylko dlatego,że jest rodakiem Pierwszej Damy kraju w którym ów finał się odbywał ( oboje to Słowency). Jeszcze nigdy też szef FIFA nie składał takich holdow lennych, jak tym razem prezydentowi Stanów Zjednoczonych . Tenże prezydent FIFA ma nadzwyczajnie miękki kręgosłup i już wcześniej płaszczył się przed szejkami z Kataru,gdy tam właśnie rozgrywany był Mundial (2022), podobnie, jak przed lokatorem Kremla ,gdy piłkarskie mistrzostwa świata miały miejsce w Rosji (2018). Jednak Anno Domini 2026 wazeliny było najwięcej : wspólne konferencje prasowe Donalda Trumpa i Gianni Infantino (Szwajcara skądinąd), nieustanne pochwały wobec prezydenta USA ,nawet Medal Pokoju wręczony mu zamiast Pokojowej Nagrody Nobla już przed mistrzostwami.
To ,co napisałem nie jest atakiem na prezydenta USA,który walczył,jak umiał o sportowe interesy swojego kraju - w specyficzny dla siebie sposób ,ale to już inna sprawa - i rzecz jasna z przyjemnością dla siebie charaktestyczna przyjmował wszelkie " adresy dziękczynne" i hołdy ze strony FIFA. Chodzi mi właśnie o FIFA ,która ze swoim szwajcarskim prezesem przekroczyła wszelkie granice umownego, przyznajmy, rozdziału polityki od sportu. To z winy Infantino nastąpił ten niebywały i wielce niesmaczny sojusz dwóch tronow. Prezydent USA tylko korzystał ,lepiej czy gorzej pod wzgledem medialnym,z tego ,co kornie ofiarowal mu lizus Infantino. Głównym winowajcą jest tu oczywiście szef FIFA. Choć nie jedynym. Trener Egiptu skrzywdzonego przez sędziów w meczu z Argentyną oskarżył ich o rasizm ,a.wczesniej i później wymachiwał flagą Palestyny. Piłkarze Argentyny wynieśli polityczny transparent : "Malwiny są argentynskie" - i to nie przypadkowo po meczu z Anglia ,która w.sprawie Falklandow ma zupełnie inne zdanie. Skądinąd sędziowie "holowali" właśnie te dwa kraje najbardziej: Argentyne i Anglię.
Mundial 2026 piłkarsko był ciekawy , pod względem sędziowania -słaby,pod względem romansu z polityką -beznadziejny.
*Artykuł ukazał się na portalu "Wprost"
Panie Ryszardzie pan pomylił powołania!Pan mógł zostać mistrzem sportu,każdy pasjonat ma sobie coś z olimpijczyka.A pan w jakiej dziedzinie sportu czuję się mocny? Strzelam... kierowca rajdowy.