Przejdź do treści
Strona główna

menu-top1

  • Blogerzy
  • Komentarze
User account menu
  • Moje wpisy
  • Zaloguj

Śmiech

Grzegorz GPS Świderski, 02.07.2026

Język u ludzi (nie język, który jest w gębie, ale to mielenie jęzorem) wytworzył się z trzech czynności:

1. śmiechu, 2. śpiewu, 3. plotek.

  A wszystko to pierwotnie u naszych przodków, którzy byli jeszcze innym gatunkiem i nie umieli jeszcze gadać, wyewoluowało z iskania. Dzisiejsze naczelne, oprócz człowieka, nie śpiewają tak melodyjnie, jak ludzie i na pewno nie plotkują w naszym sensie tego słowa, ale się śmieją — choć inaczej. Głównie jednak się iskają i dokładnie w tym samym ewolucyjnym celu my śmiejemy się, śpiewamy i plotkujemy.

  Iskanie się u małp służy nie tylko celom higienicznym, ale przede wszystkim tworzy więzi społeczne. Iskając się, małpy nawiązują przyjaźń — im częściej z kimś wymieniają się usługami iskania, tym bliższa jest relacja. Z wrogami się nie iskają.

  Iskanie wywołuje efekt narkotyczny — nie w przenośni, ale naprawdę. W czasie iskania wydzielają się endogenne opioidy (endorfiny, enkefaliny itd.), które łagodzą lekki ból, uspokajają, dają poczucie błogości — ogólnie: przyjemność. Dzisiaj mamy na to twarde dane: eksperymenty z progiem bólu i badania obrazowe mózgu pokazują, że takie socjalne bodźce uruchamiają system endorfinowy.

  Nam to pozostało w postaci dotyku. To nie jest jedyny ani główny sposób nawiązywania więzi społecznych u ludzi, ale nadal dotyk jest atawizmem dającym przyjemność. Intensyfikowanie dotykania się przez osobników różnej płci zwykle prowadzi do stosunku płciowego.

  Jednak iskanie się czy stosunek płciowy to interakcja jeden do jednego — nawiązujemy kontakt tylko z jednym osobnikiem naraz (nie licząc zboczeń). Ponieważ to zajmuje czas, to jest ograniczona liczba osobników, z którymi możemy nawiązywać i podtrzymywać bliskie więzi społeczne. Na dodatek, żeby te więzi były trwałe, trzeba to często powtarzać.

  U naczelnych skutkuje to tym, że istnieje górna granica wielkości stada, które może być stabilne. Gdy grupa się rozrasta, ma tendencję do rozpadu na mniejsze stada. Maksymalne obserwowane stada naczelnych (poza człowiekiem) to np. stada szympansów sięgające rzędu kilkudziesięciu osobników — często mówi się o okolicach pięćdziesięciu jako praktycznym maksimum.

  Z badań mózgu wynika, że homo sapiens był w stanie utrzymywać się w znacznie większych, stabilnych grupach — około stu pięćdziesięciu osób. To słynna „liczba Dunbara” — średnia górna granica liczby stabilnych relacji społecznych, jaką nasz mózg jest w stanie ogarnąć, zwykle podawana w przedziale mniej więcej 100-250, ale najczęściej skracana do 150. Co więcej, Dunbar pokazuje, że te relacje układają się w warstwy: ok. 5 osób najbliższych, potem 15, 50 i dopiero na zewnątrz te ~150 znajomych, których naprawdę znamy.

  Żeby takie stado działało, trzeba utrzymywać więzi społeczne nie tylko z tymi 150 osobami, ale pośrednio z nawet 3 razy większą liczbą luźniejszych znajomych — z ludźmi, których znamy z widzenia, z nazwiska, ze słyszenia. Samo iskanie się fizyczne do tego nie wystarczy — jest zbyt czasochłonne i zawsze 1:1.

  Trzeba robić coś podobnego w sensie neurochemicznym (żeby włączać endorfiny i system zaufania), ale nie z jednym osobnikiem, tylko z kilkoma na raz, nie w dwuosobowej relacji, ale w małej grupie. Z analiz Dunbara wynika, że typowa, najbardziej efektywna grupa konwersacyjna to około cztery osoby — jedna mówi, mniej więcej trzy słuchają. Takich czteroosobowych paczek potrzebujemy, żeby skutecznie „groomować” całe swoje stado.

  Homo sapiens zamiast się iskać — gada, plotkuje. Sesje plotkowania odbywają się najczęściej właśnie w małych, około czteroosobowych grupach konwersacyjnych. Dzięki temu możemy utrzymywać sensowne relacje z wielokrotnie większą liczbą osób niż inne małpy — to wokalne iskanie jest po prostu bardziej wydajne czasowo.

  Niemniej iskanie nie przekształciło się w gadanie od razu. Pośrednio były śmianie się i śpiewanie — zbiorowe wydawanie dźwięków, które jeszcze nie jest językiem, ale już robi robotę społeczną.

  Dlaczego śmiech służy nawiązywaniu więzi społecznych? Chodzi o zaufanie. Mamy większe zaufanie do kogoś, z kim się razem śmiejemy. Śmiech wzbudza zaufanie. Mamy też większe zaufanie do kogoś, kto śmieje się z naszego dowcipu — śmiejąc się z czyjegoś żartu, dajemy mu sygnał: „gramy w jednej drużynie”.

  Dlaczego to działa? Śmiech — szczególnie taki z głębi brzucha, nie zwykły uśmiech, ale śmiech falujący klatką piersiową, angażujący mięśnie — powoduje uwalnianie się endorfin. Neurochemicznie dzieje się to samo, co w trakcie iskania: uruchamia się endorfinowy system nagrody, łagodzący ból i dający poczucie przyjemności oraz bezpieczeństwa. W ostatnich latach pokazano to bezpośrednio na skanach PET — po wspólnym śmiechu rośnie uwalnianie endorfin w określonych obszarach mózgu, a jednocześnie rośnie próg bólu.

  Człowiek śmieje się głównie w towarzystwie — do śmiechu potrzebni są inni. Prawie nigdy nie śmiejemy się w samotności, a jeśli już, to najczęściej wtedy, gdy słuchamy radia, oglądamy telewizję czy wideo — czyli pośrednio obecni są inni ludzie. Śmiech to ewidentnie zachowanie towarzyskie, element społecznego kleju.

  Szympansy też się śmieją, ale inaczej i w innych kontekstach — często także w sytuacjach, które nie są typowo towarzyskie po ludzku. To pokazuje, że do śmiechu nie jest niezbędny rozwinięty język, choć u ludzi śmiech jest jednak mocno spleciony z mową. Najczęściej śmiejemy się z dowcipów słownych, potrafimy się nieźle uśmiać, słuchając samego radia, bez obrazu. Z drugiej strony śmiejemy się też oglądając obraz — np. gdy ktoś się potyka i przewraca — bez specjalnie wyszukanego komentarza.

  Ten obrazkowy, sytuacyjny śmiech jest zwykle uznawany za bardziej pierwotny — prostszy, bardziej fizyczny. Bardziej złożone gry słowne wymagają języka i abstrakcyjnego myślenia. Można więc bardzo zgrubnie powiedzieć, że im bardziej skomplikowany dowcip słowny, tym więcej „nowego mózgu” w nim pracuje, a im bardziej prymitywne jest źródło śmiechu (ktoś puści bąka w towarzystwie), tym bliżej rdzenia zwierzęcego.

  Ludzie o prostszym guście śmieją się raczej z sytuacji typu „ktoś puści bąka w towarzystwie”. Ludzie, którzy lubią bawić się językiem, rozkoszują się wielopiętrowymi dowcipami słownymi, np. czytając książki w rodzaju „Sztuka pierdzenia” — to nadal bąki, ale już opakowane w meta-grę słowną. Kierunek ewolucji jest jasny: od czystego bodźca fizycznego do coraz bardziej abstrakcyjnych gier językowych, ale neurochemia nagrody (endorfiny) pozostaje ta sama.

  Śmiech i dowcipy są ludzkości niezbędne. Nie da się żyć bez dowcipów. Nie ma człowieka, który się w ogóle nie śmieje — to byłby raczej objaw poważnego zaburzenia niż cecha charakteru. Jeśli ktoś chce funkcjonować w ludzkim stadzie, musi umieć brać udział w tym rytuale endorfinowej synchronizacji.

  Śmiech — taki jak u współczesnych ludzi — wykształcił się prawdopodobnie we wczesnych gatunkach Homo, ponad dwa miliony lat temu. Nowsze modele Dunbara sytuują coś w rodzaju protoludzkiego śmiechu już u pierwszych Homo, jako formę zbiorowego wokalnego „groomingu”. Można go sobie wyobrazić jako rodzaj chóralnego wydawania dźwięków, wspólnego ryku bez słów, który pełnił funkcję sygnału społecznego — trochę jak dzisiejszy wspólny śmiech w grupie czy stadionowy ryk kibiców.

  Te pierwsze hominidy w trakcie takiego pierwotnego śmiania się czuły to samo, co w trakcie iskania: wydzielały się te same endorfiny, dawały to samo poczucie błogości, bezpieczeństwa i bycia razem. Skoro to było przyjemne i jednocześnie scalało grupę, to nic dziwnego, że zaczęły to powtarzać, wzmacniać i komplikować. W tym sensie śmiech był jednym z pierwszych kroków do języka — zanim zaczęliśmy mówić, zaczęliśmy się razem śmiać.

  Dziś mamy do tego wszystkiego jeszcze jeden twist: media społecznościowe. Możemy śmiać się razem z tysiącami ludzi naraz, klikając memy i emotki. Problem w tym, że przeglądanie feedu na X czy oglądanie memów na ekranie daje dużo słabszy sygnał endorfinowy niż fizyczne, wspólne ryczenie ze śmiechu przy stole. Mózg nadal jest bardziej małpi niż cyfrowy — potrzebuje realnego śmiechu w realnej czteroosobowej grupce, a nie tylko scrollowania.

  Śmiech jest więc naszym ludzkim odpowiednikiem iskania. Różnica jest taka, że my potrafimy się iskać głosem — i robić to w dużo większych grupach niż nasze kuzynki-małpy. A z tego, jak zaraz zobaczymy w kolejnej części, rodzą się śpiew i plotki.

Grzegorz GPS Świderski
t.me/KanalBlogeraGPS
Twitter.com/gps6

PS. W następnej części będzie o śpiewie (przy okazji dowcip: kobiety, wino i śpię...).

  • Zaloguj lub zarejestruj się aby dodawać komentarze
  • Odsłony: 25
Grzegorz GPS Świderski
Nazwa bloga:
Pupilla Libertatis
Zawód:
Informatyk
Miasto:
Warszawa

Statystyka blogera

Liczba wpisów: 423
Liczba wyświetleń: 717,626
Liczba komentarzy: 5,969

Ostatnie wpisy blogera

  • Niewierny Tomasz w buszu języków
  • Spike - wzór zachowania na Naszych Blogach
  • Czy libertarianizm to utopia?

Moje ostatnie komentarze

  • Tylko że problem, który zauważasz, że dyskusje tu najczęściej schodzą na manowce, nie trzymają się tematu, oponenci insynuują i atakują się personalnie, nie jest problemem wszystkich, ale kilku…
  • No to porzuciłem moją argumentację i wnioski i przyznałem ci rację. Tak, większość Polaków, a w szczególności pisowcy, to takie spike'i — chamy i głupki niezdolne do dyskusji, insynuujące, obrażające…
  • A dlaczego nie zwracasz uwagi na ewidentne, wulgarne, prymitywne chamstwo spike'a? Ja tylko piętnuję jego niegrzeczne zachowanie i robię to w ostrych słowach, a on tu atakuje ad personam wszystkich w…

Najpopularniejsze wpisy blogera

  • Przekop nie dla żeglarzy!
  • Wojna dla opornych. W punktach
  • Komentarze na naszych blogach

Ostatnio komentowane

  • Grzegorz GPS Świderski, Tylko że problem, który zauważasz, że dyskusje tu najczęściej schodzą na manowce, nie trzymają się tematu, oponenci insynuują i atakują się personalnie, nie jest problemem wszystkich, ale kilku…
  • Grzegorz GPS Świderski, No to porzuciłem moją argumentację i wnioski i przyznałem ci rację. Tak, większość Polaków, a w szczególności pisowcy, to takie spike'i — chamy i głupki niezdolne do dyskusji, insynuujące, obrażające…
  • spike, no właśnie, tekst jest o czym innym, niż to co piszesz u siebie, jak przysłowiowy Piłat umywasz ręce, wybierając Barabasza.

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2008 - 2026, naszeblogi.pl

Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | tvrepublika.pl | albicla.com

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Do czego są one potrzebne może Pan/i dowiedzieć się tu. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek. | Polityka Prywatności

Footer

  • Kontakt
  • Nasze zasady
  • Ciasteczka "cookies"
  • Polityka prywatności