Niewiele wiadomo o finansach Watykanu — ale z tego co się przebija do opinii publicznej — można wyciągnąć kilka wniosków:
Po pierwsze: Watykan nie jest wcale tak bogaty, za jakiego się go uważa.
Po drugie: Finanse Watykanu notują permanentny deficyt.
Po trzecie: Bilansowanie budżetu mimo tego deficytu było dawniej możliwe dzięki donacjom od bogatych kościołów lokalnych — co w praktyce oznacza: Od kościoła niemieckiego. Ale to źródło wyschło odkąd niemiecki kościół katolicki stał się — de facto — instytucją schizmatycką. W tym momencie ciężar utrzymywania Watykanu spadł na stosunkowo niewielką grupę bardzo bogatych amerykańskich katolików, którzy zgadzali się, aby co roku wypisać dla Stolicy Apostolskiej czek na milion dolarów, albo dwa.
Tej stan rzeczy trwał aż do wyboru "papieża" Franciszka. Ten — jak wiemy — uznał, że jego trzódka wiernych mu się nie podoba i postanowił sobie wybrać nowych wiernych. Zaczął się łasic do lewactwa, do muzułmanów — słowem do zatwardziałych wrogów kościoła. A swoją wierną gwardię — czyli katolików konserwatywnych — tych najbardziej wiernych z wiernych — traktował z buta.
Nigdy nie dostrzegła w Prezydencie Trumpie sojusznika — mimo iż Trump zrealizował to, do czego kościół katolicki, przynajmniej werbalnie — wzywał od lat — czyli obalił wyrok Sądu Najwyższego w sprawie Roe vs Wade. Za to dokonanie Trump od "papieża" nigdy nie usłyszał "dziękuję" a watykańska "Pontifical Academy for Life" wydała z tej okazji ogólnikowy dokument, z którego wcale nie było wiadomo czy są z wyniku zadowoleni, czy nie. Co nie powinno dziwić: W walce o obalenie precedensu Roe vs Wade Watykan okazał się być całkowicie bezużytecznym. Hierarchia nie tylko w niczym Trumpowi nie pomogła — ale wręcz przeszkadzała.
A "papież" Franio nie przepuścił żadnej okazji, aby nie atakować Stanów Zjednoczonych — zazwyczaj za jakiś tam "wilczy kapitalizm", zupełnie nie rozumiejąc, że ten wilczy kapitalizm wyciągnął miliony z nędzy — czego nie potrafili socjaliści z jego rodzinnej Argentyny.
Zrażeni coraz częstszymi — i coraz bardziej chamskimi — wypowiedziami "papieża" Frania pod adresem Stanów Zjednoczonych amerykańscy donatorzy zaczęli powoli wstrzymywać się z wysyłaniem pieniędzy do Watykanu. Tak, krok po kroku, źródło pozwalające finansować watykański deficyt — wyschło.
Franciszek Apostata zmarł i jego miejsce zajął Leon XIV. Chodzą pogłoski, że właśnie dlatego kardynałowie wybrali Amerykanina, bo liczyli na to, że właśnie on zdoła dojść do porozumienia z amerykańskimi donatorami i przekona ich, aby znowu zaczęli Watykan wspierać.
Jeżeli na to liczyli — to się przeliczyli. Leon stanął wobec brutalnej prawdy: Budżet mu się nie spina. A ci, którzy mogliby mu pomóc go zbilansować — od czasów Franciszka przestali odpowiadać na telefony.
Natomiast ci wszyscy, dla których Franciszek chciał być miły — czyli lewactwo i muzułmanie — mają finanse kościoła głęboko gdzieś i nie kiwną palcem, aby go ratować.
Tak oto dochodzimy do wiadomości, która dzisiaj podały merdia:
Pope Leo XIV encourages wealthy US Catholics to keep donating
Czyli: Przyszła koza do woza. Papież wzywa bogatych katolików, aby sięgnęli po książeczki czekowe i wyciągnęli Stolicę Apostolską z finansowego bagna, w jakie się wpakowała.
Nie jesteśmy tu optymistami. Papież, póki co, jest młody — i popularny. Ale jak na razie nie zrobił niczego co by sugerowało, że będzie naprawiał błędy Franciszka. Konserwatywni katolicy represjonowani przez Franciszka Apostatę nie doczekali się rehabilitacji. Dżihad przeciwko tradycjonalistom i mszy łacińskiej trwa nadal. Kościelne ciche poparcie dla islamizacji — przestało być ciche i stało się zupełnie otwartą polityką. Słowem: Amerykańscy konserwatywni katolicy wkrótce znowu przestaną płacić na watykański cyrk, nad którym nie mają kontroli i który jest w stanie roztrwonić każde pieniądze, jakie się mu da.
Wydaje się, że nadszedł moment, aby po cichu przedstawić papieżowi ultimatum: Oczekujemy realizacji kilku, niepodlegających dyskusji, postulatów, od których zależy czy będziemy nadal Stolice Apostolską wspierać finansowo:
- Rehabilitacja księży represjonowanych przez Franciszka
- Uwolnienie mszy łacińskiej, przywrócenie statusu, jaki miała za czasów Benedykta,
- Wyplątanie się Watykanu z faktycznego sojuszu z lewactwem i islamistami, koniec wspierania islamizacji, refleksja nad bezkrytycznym popieraniem imigracji z Trzeciego Świata na Zachód. Koniec angażowania się w sprawy, które go kościoła nie należą — jak walka z globalnym ociepleniem.
- I na koniec — początek faktycznej, nie pozorowanej, walki z lawendową mafią i agentami Hominternu w Watykanie. Dehominternizacja musi być oficjalnym programem Kurii. Bez tego żadne reformy nie będą możliwe — bo wszystko będzie sabotowane od środka.
Czy papież Leon postawiony przez amerykańskich donatorów przed takim ultimatum zdoła zebrać siły, aby stać się faktycznym reformatorem kościoła — czy zamiast tego będzie tylko administrował jego upadkiem?
Zobaczymy.