Jeśli przymusowy pobór do wojska jest niezbędny, bo gdyby nie ten przymus, to nie starczyłoby żołnierzy do obrony, to równie dobrze należy uznać, że potrzeba obowiązkowego poboru na hydraulików, bo bez tego nie będzie komu rur wymieniać, na budowlańców, bo będziemy pod mostem mieszkać, czy na pracowników firm komunalnych, bo w śmieciach utoniemy — i tak można by wymieniać wszystkie branże niezbędne do życia.
Ktoś powie: ale bycie żołnierzem to nieprzyjemna konieczność — nikt nie chce zabijać, a ktoś musi. A bycie szambonurkiem jest przyjemne? A kopanie ziemniaków to przyjemna konieczność? Albo sprzątanie toalet? Ludzie nie garną się do tych robót z własnej woli, bo są brudne, śmierdzące i wyczerpujące — a mimo to rynek pracy je wypełnia dobrowolnie, bez bata państwa.
Dlaczego więc wojsko miałoby być wyjątkiem? Bo państwo twierdzi, że mordowanie to świętość? A woda w kranie to nie świętość? A brak śmieci to nie świętość? Wolny rynek radzi sobie z nieprzyjemnymi zawodami lepiej niż etatowi biurokraci — nagradza ryzyko, brud i poświęcenie pensją, za którą można przeżyć. I to wystarcza. Przymusowy pobór to nie obrona — to niewolnictwo.
Dobrowolna, zawodowa armia jest zarówno moralnie wyższa, jak i zwykle sprawniejsza militarnie niż armia poborowa, bo opiera się na dobrowolnej wymianie zamiast na przymusie i niewolniczej pracy.
1⃣. Fundament moralny: przymus vs. umowa
Pobór to klasyczne świadczenie pracy na rzecz państwa pod groźbą więzienia — dokładnie to, co zwykle nazywamy niewolnictwem.
Różnica między rynkową służbą wojskową a poborem jest taka, jak między pracownikiem najemnym a niewolnikiem: w jednym przypadku masz prawo odmówić i nie pójść do wojska, w drugim państwo przejmuje na kilka lat twoje ciało i czas pod przymusem.
Obowiązek wobec wspólnoty nie znosi faktu, że jest to obowiązek egzekwowany policyjną pałą — to tylko ładniejsze opakowanie dla przymusowej pracy.
Obrona jest oczywiście ważna, ale zaakceptowanie środka polegającego na złamaniu najbardziej podstawowego prawa, czyli samoposiadania, to nie jest obrona, ale uległość wobec zła. To czysta kolektywistyczna logika: jednostka jest paliwem dla państwa — i nie ma znaczenia jakiego, bo każde to grabieżca i terrorysta.
2⃣. Ekonomia: dlaczego ochotnicy są tańsi i lepsi?
Milton Friedman zwracał uwagę, że koszt poboru jest ukryty: poborowy płaci ukryty podatek w postaci lat życia zabranych mu przymusem, co społecznie jest droższe niż normalne finansowanie armii rynkowej.
W armii ochotniczej płacisz wprost: podatnik finansuje żołnierzy, którzy chcą tam być, a nie młodych zmuszanych do porzucenia studiów, pracy czy firmy. Zyskujesz, bo ludzie robią to, w czym są najbardziej produktywni — jedni walczą, inni programują, inni budują fabryki.
Badania ekonomiczne pokazują, że armia ochotnicza ma niższą rotację, wyższy profesjonalizm, niższe koszty szkolenia na żołnierza i lepszą efektywność, podczas gdy armia poborowa ma zwykle niską motywację, wysoką rotację i marnotrawstwo zasobów.
W praktyce oznacza to, że mniejsza, dobrze opłacana i wyszkolona armia zawodowa jest w stanie dać realnie większą siłę bojową niż duża, byle jak wyszkolona masa ludzi z łapanki.
3⃣. Efektywność militarna: kogo wolisz w okopie?
To nie jest abstrakcja: argumenty Friedmana były takie, że armia złożona z ludzi, którzy wybrali karierę wojskową, ma lepsze morale, wyższy poziom umiejętności, mniejszą rotację i lepiej uzasadnia inwestycje w nowoczesny sprzęt, bo żołnierze zdążą się go naprawdę nauczyć.
Poborowy, który odlicza dni do końca służby i został zmuszony do munduru, nie jest tym samym, co zawodowiec, który świadomie ryzykuje życie i traktuje to jako swoją profesję.
Dobrowolna armia naturalnie selekcjonuje ludzi o określonych predyspozycjach: odporność psychiczna, zamiłowanie do tego typu pracy, chęć rozwoju w wojsku. Natomiast pobór wrzuca w mundur każdego, niezależnie od jego talentów i chęci.
Przy poborze państwo ma bodziec, by marnować tanią siłę roboczą do zadań kompletnie niezwiązanych z obroną, traktując poborowych jak tanią, niewolniczą siłę roboczą, co jest totalnym wypaczeniem celu obrony ojczyzny.
4⃣. O wszystkim decyduje rynek
Zwolennicy poboru mówią, że bez niego nie zbierzemy wystarczająco wielu żołnierzy, ale to jest tylko przyznanie, że nie chcą uczciwie zapłacić rynkowej ceny za bezpieczeństwo, więc wolą ukryty i marnotrawny podatek w postaci przymusowej służby.
Jeśli społeczeństwo naprawdę ceni swoje bezpieczeństwo, to będzie gotowe zapłacić za nie, a rynek bez problemu dostarczy odpowiednią liczbę żołnierzy, firm ochrony, najemników czy technologii obronnych, tak jak dostarcza lekarzy czy inżynierów.
Pobór to przyznanie, że państwo przejadło zaufanie i pieniądze obywateli do tego stopnia, że nie jest w stanie uczciwie sfinansować armii, więc sięga po najtańsze rozwiązanie: cudze życie i czas za darmo wymuszony terrorem.
Bronimy się przed agresją państwa, bo to terrorysta, który chce nas zniewolić. Jeśli sami stworzymy takiego terrorystę, który nas zniewoli, by się przed innym bronić, to terror wygra, a my przegramy. Jeśli w obronie przed kanibalami zaczniemy ich zjadać, to kanibalizm wygra.
Grzegorz GPS Świderski
t.me/KanalBlogeraGPS
Twitter.com/gps65