Jako zatwardziały Polak, który za żadne euro nie chce zostać unijczykiem, usiadłem i przeczytałem sobie, co piszą w niemieckich mediach na temat weta prezydenta Nawrockiego dotyczącego SAFE. Kochani! Nie mam dobrych wieści. Literatura jest iście wojenna, ale za to bawi do łez! "Karol Nawrocki odrzucił europejski kredyt na zbrojenia i zachowuje się tak, jakby obce siły chciały decydować o jego kraju. W ten sposób ośmiesza się" – pisze warszawska korespondentka gazety "Süddeutsche Zeitung" Viktoria Grossmann. "Bezpartyjny, ale wspierany przez PiS Nawrocki udowodnił, że Polska, jej obywatele i ich bezpieczeństwo są mu obojętne" – oceniła komentatorka. "Polski prezydent pokazał, że jego wrogiem są Unia Europejska i Niemcy" – dodała. To po kolei. Po pierwsze. Pani Grossmann! Niczego nam nie trzeba pokazywać palcem. Każdy Polak doskonale wie, że jego sąsiad to największy złodziej i morderca w historii Europy, w czym równać może się jedynie moskiewska kacapia. My tu wszystko wersztejen. Po drugie. Pani Grossmann najwyraźniej dostała te same przekazy do powielania z centrali, co Donald Tusk i mąż pani Applebaum. Nie wspomnę już nawet o tym idiocie z zeteselu, który stwierdził, że 200 mld kredytu to zysk. Natomiast mistrzostwem świata i okolic jest sklecenie przez panią Grossmann takiego zdania: "Komisja Europejska znajdzie sposób, aby mimo tego przekazać rządowi Tuska fundusze. "To pewne, czyli safe". O! I to to ja rozumiem! Proszę Państwa! Oni już nawet w niemieckich gazetach piszą tak, jakby Donald Tusk był taką niemiecką partyzantką w polskim lesie, bo przez tego polskiego prezydenta nawet wciągnąć nas w kredyt otwarcie nie mógł, tylko bohatersko, przy wsparciu unijnego wywiadu, będzie szukał innych rozwiązań, aby zadłużyć kolejne pokolenia Polaków na wsparcie niemieckiej zbrojeniówki. Centrala w Brukseli znajdzie sposób, aby zadłużyć Polaków. Czarno na białym. Po trzecie. Braliście kiedyś kredyt? To teraz wyobraźcie sobie, że bank Wam pcha pieniądze na konto, choć nie ma Waszego podpisu na umowie kredytowej, a Wy tego nie chcecie. A potem drze japę, że musicie mu płacić raty. To jest właśnie taka sytuacja. Jakby ktoś wciąż nie rozumiał. Wyobraźcie sobie, że te same niemieckie gazety, które ze spokojem i zrozumieniem przyjęły informację, że niemiecki rząd nie będzie pożyczał pieniędzy z SAFE, obwarowanych mechanizmem warunkowości, łkają, że polski rząd przez tego całego prezydenta, nie weźmie tego kredytu i krach! Policjanci w 20 gospodarce świata będą chodzić goli a świecić oczami, bo nawet na latarkę nie będzie. Oni tam w Berlinie płaczą, że my nie będziemy mieli lepiej od nich! W tym samym momencie, mając u nas do spłaty 6 bilionów reparacji, stawiają nam w Berlinie kamień i to tymczasowy. Zacznijcie myśleć. Po czwarte. Pan Bóg świadkiem, że momentami brakuje mi słów na ludzką głupotę, świecącą po każdej stronie politycznej. Bo teraz Konfederacja wspólnie z Koalicją Obywatelską przypominają, jak to Błaszczak zrobił zakupy w Korei na jakieś 70 mld złotych, z czego około 70% to kredyt. To ja mam w tej kwestii dwa wtrącenia. Nie znam się na tym, czy to były dobre zakupy pod względem wojskowym, ale z tego co czytam - to tak, były sensowne i budżet był w innym stanie. Natomiast ja sobie nie przypominam, żeby prezydent Yoon Suk-yeol domagał się od nas wydumanej praworządności, praw reprodukcyjnych i innych pierdół. Nie przypominam sobie też, żeby Korea z nami graniczyła. Sam pomysł, żeby choćby połowę z tych 200 mld złotych wydać na przemysł zbrojeniowy sąsiada, który od 1000 lat, regularnie nas najeżdża i stara unicestwić, uważam za skrajną bezczelność i zdradę stanu. Tu powinien trzeszczeć sznur. Nie trzeszczy pewnie dlatego, że nie ma go za co kupić. Przypominam, że deficyt budżetowy mamy po kokardę, a samych odsetek od niego będziemy płacić za chwilkę 100 mld rocznie! Porównajcie to z tym, że oni chwalą się 200 miliardami na 45 lat. I jeszcze jedno. W 7 lat i niespełna 3 kwartały 87 mld złotych Orlen za Obajtka wpłacić do budżetu. Tak po prostu. Czyli reasumując... sami sobie byśmy mogli sfinansować SAFE w kilkanaście lat, bez żadnego długu. A tu krzyczą, że złapaliśmy pana Boga za nogi, bo pożyczamy 200 mld, a spłacamy 366 mld złotych. Ulewa mi się, bo Polaków myślenia nie nauczyły trzy rozbiory, 123 lata niewoli, kilka powstań i kilka okupacji. Nie mam więc pewności, że nauczy ich cokolwiek. W niemieckounijnym świecie wszystko działa bardzo prosto. Najpierw ogłasza się wielki europejski projekt. Potem mówi się, że to dla naszego dobra. Następnie dopisuje się kilka drobnych warunków, które akurat przypadkiem wzmacniają gospodarkę największych państw. A na końcu wszyscy mają być wdzięczni, że dostali możliwość wzięcia kredytu. A tu nagle pojawia się ten kłopotliwy Polak. Siada, marszczy czoło, czyta umowę i pyta: "Przepraszam bardzo, ale kto tu właściwie komu robi przysługę?". I w tym momencie w Berlinie zapada cisza. Bo oni przez chwilę naprawdę nie wiedzą, co powiedzieć. Przez trzydzieści lat przyzwyczaili się, że Polska jest państwem, które najpierw przeprasza, potem podpisuje, a dopiero na końcu zaczyna się zastanawiać. Tymczasem ktoś nagle odwrócił kolejność. Najpierw pomyślał. A potem powiedział "nie". I dlatego w niemieckich gazetach jest tyle emocji. Jeśli Polak zaczyna czytać dokumenty, liczyć pieniądze i przypominać sobie historię, to nagle przestaje być wygodnym partnerem w interesach. Drodzy! Historia Polski jest brutalną lekcją. My już to przerabialiśmy. Przerabialiśmy polityków, którzy mówili, że "nic się nie stanie". Przerabialiśmy elity, które były zachwycone zagranicznymi pomysłami i salonami. Przerabialiśmy ludzi, którzy śmiali się z tych, którzy ostrzegali, że coś jest nie tak. A potem przychodził rachunek. Zawsze przychodził. Czy my w ogóle jeszcze potrafimy myśleć o Polsce jak o własnym państwie, za które jesteśmy odpowiedzialni? Nie jak o projekcie zarządzanym gdzieś z zewnątrz. Nie jak o prowincji większego imperium. Nie jak o miejscu, w którym "jakoś to będzie". W tym miejscu nigdy nie będzie "jakoś". Będzie dobrze albo wcale. Myślmy o Polsce jak o kraju, który ma własne interesy, własną pamięć i własne prawo do podejmowania decyzji – nawet jeśli komuś się to w Berlinie, Brukseli czy w moskiewskich salonach bardzo nie podoba. Bo prawda jest brutalnie prosta. Polska będzie tak poważnym państwem, jak poważni będą jej obywatele.
Zacznijmy być poważni.