1. Od momentu zaproszenia przez prezydenta Donalda Trumpa Polski do Rady Pokoju podczas szczytu w Davos 22 stycznia, widać było, że premier Tusk i minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, nie są z tego faktu zadowoleni. Prawie natychmiast zaczęto mnożyć wątpliwości, że niejasne są cele tej Rady, a zaproszenie do niej Rosji i Białorusi, oznacza, że polski prezydent, będzie musiał siedzieć przy jednym stole z Putinem i Łukaszenką, a najmocniej wybrzmiewało, że konieczna jest natychmiastowa wpłata 1 mld USD. Premier Tusk także parokrotnie podkreślał, że członkostwo Polski w Radzie Pokoju, wymaga zgody Rady Ministrów w formie stosownej uchwały i jej zatwierdzenia przez Parlament, niejako podkreślając swoją pełnię władzy nad tym procesem.
2. Tuż przez posiedzeniem Rady Bezpieczeństwa Narodowego (RBN) zarządzonym przez prezydenta Karola Nawrockiego 11 lutego, premier wyprzedzająco poinformował, że podjął decyzję „ w tych okolicznościach Polska nie przystąpi do Rady Pokoju. Nie jest do końca jasne, czy ta wypowiedź Tuska, to wspólna decyzja reprezentantów wszystkich partii koalicyjnych obecnych w rządzie, bo premier Tusk wygłosił ten komunikat przed posiedzeniem Rady Ministrów, a później on sam i cześć jego ministrów udali się na posiedzenie RBN. Co więcej w części otwartej tego posiedzenia prezydent Nawrocki wyprostował kłamstwo rządzących, związane z członkostwem w Radzie Pokoju, otóż wpłata wspomnianego 1 mld USD, będzie obligatoryjna, dopiero po 3 latach członkostwa, przy jego odnawianiu i rzeczywiście po minie wicepremiera Kosiniaka-Kamysza widać było, że i on został w tej sprawie oszukany.
3. Do Rady Pokoju prezydent Trump zaprosił ponad 50 krajów, 20 ogłosiło to niej wejście już podczas szczytu w Davos, kolejne 6 poinformowało o przystąpieniu, ale niektóre jak np. Niemcy i Francja poinformowały, że do Rady nie przystąpią. Rada przynajmniej na razie ma się zająć realizacją porozumienia pokojowego wypracowanego na Bliskim Wschodzie i odbudową Gazy, ale nie ulega wątpliwości, że w związku z choćby wypowiedzią sekretarza stanu USA Marco Rubio przed wylotem na konferencję w Monachium, że „stary świat już odszedł” i w domyśle budowany będzie nowy, Polska w tym budowaniu powinna uczestniczyć, zwłaszcza, że została do tego gremium zaproszona przez naszego strategicznego sojusznika. Bowiem zgodnie z powiedzeniem „Albo siedzisz przy stole, albo jesteś w menu” w przypadku naszego kraju położonym pomiędzy Niemcami i Rosją zdecydowanie lepiej dla naszej przyszłości lepiej siedzieć przy stole razem z tymi , którzy mają mocną pozycję na świecie i są naszymi sojusznikami, niż nie daj Boże, znaleźć się w menu, podawanym przez naszych wrogów.
4. Jednak Tusk i jego ekipa nie chcą naszego członkostwa w Radzie Pokoju, ale jak się wydaje po cichu wyrazili zgodę na udział w tzw. formacie E6 , sześciu największych unijnych gospodarek (Niemiec, Francji, Włoch, Hiszpanii, Holandii i właśnie Polski), zaproponowanym przez kanclerza Niemiec Friedricha Merza Zdaniem kanclerza Niemiec kraje należące do tego formatu w ramach tzw. mechanizmu wzmocnionej współpracy, przyspieszałyby wdrażanie wybranych polityk gospodarczych od energetycznej po obronną. Ta propozycja uczestnictwa w tym formacie dla Polski, może na pierwszy rzut oka, wydawać się atrakcyjna, ale jak ją dosadnie określił były wieloletni europoseł i wybitny znawca funkcjonowania unijnych mechanizmów Jacek Saryusz-Wolski, dla naszego kraju to „neutralizacja przez uwikłanie”. Jak pisze Saryusz-Wolski „ w ramach E6 jej agendy w finansach, obronności, rynkach kapitałowych, surowcach, energetyce i polityce przemysłowej, byłyby negocjowane w tym wewnętrznym kręgu, z decydującym wpływem Niemiec i Francji, a następnie narzucane całej UE-27, jako punkt wyjścia, a to z kolei zawęziłoby pole manewru Polski i osłabiłoby jej zdolność do budowania szerszych koalicji” . Ponadto „z perspektywy Polski ten projekt fragmentaryzuje Europę Środkową, jako realny podmiot polityczny, a także stwarza dodatkową presję na wejście do strefy euro i powoduje dalszą koncentrację władzy w Brukseli”.
5. A więc zdaniem Tuska Polska w Radzie Pokoju to pod prąd naszych interesów, ale już bliższa współpraca w ramach formatu E6, zaproponowana przez kanclerza Niemiec, ma tym interesom służyć. Coraz wyraźniej widać, że niechęć Tuska do Stanów Zjednoczonych i to niezależnie od tego czy rządzą tam Republikanie czy Demokraci ( przecież rezygnował z tarczy antyrakietowej w Redzikowie już podczas kadencji prezydenta Obamy), powoduje, że każda propozycja Niemiec nawet skrajnie niekorzystna dla Polski jest przez niego z ochotą przyjmowana.
"Nawrocki wyprostował kłamstwo rządzących, związane z członkostwem w Radzie Pokoju, otóż wpłata wspomnianego 1 mld USD, będzie obligatoryjna, dopiero po 3 latach członkostwa, przy jego odnawianiu"
Merdia głównego ścieku trąbiły i trąbią, że przystąpienie do RP wiąże sie z natychmiastową wpłatą 1 mld. Okazuje się, że kłamią jak Tusk.
PS. Teoretycznie dobrze mieć przyjaciół blisko, a wrogów daleko. Ale historia uczy, że historia niczego nas nie uczy. Sąsiedzi zmawiają się w przeszłości i obecnie, aby pominąć Polskę jako suwerenny kraj. Robią wszystko, aby Polska musiała spłacać niepotrzebne gigantyczne komercyjne pożyczki na KPO i SAFE. W dodatku jest wymóg "praworządności" ale jak ją rozumie Tusk i der Leyen. Premier Morawiecki podkreślał, że Polska sobie radzi znakomicie bez KPO. Teraz radzi sobie beznadziejnie, bo są środki na KPO wydawane na jachty i kluby dla swingersów, bo taka jest wola polityczna ferajny Tuska. Co prawda jak głosi stara rzymska zasada: chcącemu nie dzieje się krzywda. Wygrał antypis, dzięki niemieckiej pizzy w Jagodnie, więc wyborcy mają to czego chcieli.