Wejście w życie umowy z państwami Mercosur doprowadzi w ciągu kilku lat do niemal całkowitego zniszczenia produkcji rolnej. To oczywiście tragedia dla bardzo wielu rolników, pogorszenie stanu zdrowia społeczeństwa, ale konsekwencje będą dużo bardziej długofalowe dla struktury społecznej w Polsce i w Europie. Na 37 milionów mieszkańców naszego kraju 15 milionów mieszka na wsi. Niecały milion osób zarejestrowało się jako żyjący bezpośrednio z rolnictwa. Wiadomo jednak, że ta liczba jest zaniżona. W gospodarstwie kilkuosobowym zwykle jedna osoba jest zarejestrowana jako rolnik. Wielu mieszkańców wsi zarabia w mieście, na rzemiośle, handlu albo w turystyce. Jednak rolnictwo jest osią ich życia, a często i biznesu. Nie będzie wsi bez rolnictwa. Co będzie? Będą małe, prowincjonalne miejscowości powoli wchłaniane przez okoliczne metropolie, kolonizowane na dacze czy miejscowości turystyczne.
Zostaną więc nazwy miejscowości i zmieniająca się struktura mieszkańców. Ten proces będzie trwał kilka–kilkanaście lat. Zniszczenie wsi to nie tylko pomysł na wzbogacenie Niemców kosztem europejskich rolników. To kolejny ideologiczny atak na tradycyjną strukturę społeczną. Poprzednim, ciągle aktywnym, było otwarcie Europy na migrację z innych, szczególnie wrogich jej kultur. To paradoksalnie zniszczyło miasta. W Niemczech są dzielnice metropolii, do których strach wejść, a życie na prowincji stało się przez to o wiele bezpieczniejsze. Przerażeni mieszkańcy miast zaczęli masowo popierać ruchy antyimigracyjne, co dało pole do działania głównie obumierającym wcześniej w Europie partiom konserwatywnym. Czyli masowa migracja, szczególnie z krajów islamskich, zamiast doprowadzić do zniszczenia konserwatywnej bazy, tak naprawdę ją ożywiła.
Otwarcie granicy z Ukrainą i jednocześnie zalew taniej żywności z Mercosuru uderzą w podstawy bytowe prowincji i jej kręgosłup, czyli rolnictwo. Pęd urzędników z Brukseli do umowy z Mercosurem, oprócz służalczości wobec Berlina, ma swoje drugie dno: projekt ideologiczny. Chcą zmienić tak Europę, by konserwatywna baza społeczna straciła ekonomiczne oparcie. Dzieje się to w czasie, kiedy rząd opiera się na partii podającej się za ludową. To chyba najgorsze oszustwo wobec wyborców.
Tekst z najnowszego wydania "Gazety Polskiej"
A tu już się szykuje umowa z Indiami. Pańcia von der Leyen mami Indie niemieckimi samochodami,ale nadal nie wiadomo co z UE zamierza tym razem poświęcić by kolejna Rzesza położyła na już spacyfikowanej Europce swą ciężką rękę i by Niemcom żyło się dostatniej.
HAIL HITLER UND MERCOSUR
Polska wieś umiera i bez Mercosuru. W mojej okolicy większość ziemi leży odłogiem, część została zalesiona. Od czasu do czasu czytam w lokalnych mediach o likwidacji kolejnej wiejskiej szkoły. Z prozaicznego powodu - z braku dzieci. I dzieje się tak nie tylko dlatego, że rodzice wolą je wozić do miejskich szkół. Obraz pasących się krów stał się rzadkością. A wiejskie sklepiki sprzedają mleko, masło, jajka, marchewkę i jabłka. O chlebie nie wspomnę. Dzisiejsze rolnictwo to głównie potężne kombinaty produkujące - tak właśnie należy to ująć - produkujące mięso, mleko, zboże czy warzywa. Opowiadanie bajek o super jakości polskich produktów rolnych to mit. Jemy głównie syf, zarówno z importu, jak i wytwarzany na miejscu, bo nikt nad tym nie panuje.
Co do jakości polskiej żywności, pisałem kiedyś o polskiej wieprzowinie. No to powtórzę. W 2024 r. sprowadzono do naszego bantustanu około 8,4 mln sztuk żywych świń, z czego ponad 95% pochodziło z Danii, ze świńskich fabryk, czyli gigantycznych ferm liczących i 50 tys. świń. Oczywiście, te świnie są nieco inne, co jak zgodnie twierdzą ich producenci i unijne instytucje, jest wynikiem specjalnej selekcji hodowlanej pod kątem przyrostu masy, specjalnej paszy, itd. a nie modyfikacji genetycznych, no bo to jest w eurokołchozie surowo zakazane. Te "inne" świnie, jak już do nas przyjadą, to żrą specjalną duńską paszę, bo "normalne" świńskie żarcie im szkodzi i nie rosną tak szybko. Czy ta pasza może mieć składniki GMO? Oczywiście, że tak.
To jest rzecz jasna przyczyną zmiany modelu hodowli świń w naszym bantustanie. Coraz więcej jest przemysłowych hodowli, dodatkowo coraz więcej jest "innych" (duńskich) świń, żrących "inną" (duńską) paszę. Efektem tego jest coraz większa na rynku ilość "polskiej" wieprzowiny, która ma parametry takie jak sprowadzane dziadostwo.
I cóż temu może zaszkodzić żywność z Mercosuru? Przecież i tak nikt nie wie i nie kontroluje, co się przywozi, przetwarza i sprzedaje tubylcom w naszym bantustanie. Mówimy o kraju, gdzie państwowym służbom rozpłynęły się pociągi z milionem ponoć ton pozaklasowego zboża z Ukrainy, o innych rzepakach, kukurydzy itd. nie wspomnę. Więc nie ma co wylewać krokodylich łez nad polskim rolnictwem. Dzięki naszym politykom wszystkich opcji jest jakie jest. Pamiętać jednak należy, że politycy mają w głębokim poważaniu także ostatnie ogniwo łańcucha. Czyli nas, którzy kupujemy i jemy ten syf.
BINGO!!!
Z tym „15 mln na wsi” można się spierać, bo dziś pół „wsi” to podmiejskie sypialnie. Tyle że problem nie dotyczy meldunku, tylko tego, czy Polska ma mieć rolnictwo i przetwórstwo, czy jedynie ładne nazwy miejscowości i działki na weekend.
Mercosur w takiej formule to nie „wolny handel”, tylko dumping standardów: u nas zakazy, kontrole, koszty energii i biurokracja, a potem wpuszczamy towar z zewnątrz, który jedzie na innych zasadach i ma być „konkurencyjny”. No jest — tak samo jak „konkurencyjne” są śmieciówki wobec etatu.
A najlepszy dowcip jest taki: rolnik ma sprzedać taniej „bo rynek”, ale w sklepie wcale nie robi się taniej, bo marże i pośrednicy nie mają żadnej ideologii — mają kalkulator.
Jak rozwalimy własną produkcję, to potem będzie płacz, że „nie ma bezpieczeństwa żywnościowego” i „trzeba ratować”. Tylko ratować już nie będzie czego — zostanie wieś jako sceneria do reklamy masła, a masło będzie z importu.
Chcecie importu? Proszę bardzo: lustrzane standardy i twarda kontrola. Bez tego to nie jest handel. To jest plan: Polska bez wsi (tej prawdziwej).
Sądząc z rozmiarów protestów i ilości ciągników jadących w tych protestach nie możemy tak skreślać wsi. W ten sposób podporządkowujemy się tendencjom i zamiarom UE bezkrytycznie i pokornie.To że wiejskie sklepy sprzedają chleb czy masło nie oznacza,że nie zrezygnowano z upraw czy hodowli. Niepokoi fakt,że dla ratowania przemysłu niemieckiego rezygnuje się z własnego rolnictwa.Co będzie z ziemią którą opuszczą rolnicy z gospodarstw rodzinnych? Już bowiem rząd chce ziemię wyprzedawać chyba raczej w obce ręce.,a w Sejmie czeka ustawa o skrócenie czasu do jej nabycia. Gdzie znajdą swe miejsce ci rolnicy którzy będą zmuszeni odejśc i szukać innej pracy? Pewnie obsługując niemieckich emerytów.